0:000:00

0:00

Prawa autorskie: il. Weronika Syrkowska / OKO.pressil. Weronika Syrkows...

Jakiś czas temu lider Nowej Nadziei (dawniej: KORWiN) wrzucił do mediów społecznościowych, krótki filmik, w którym, opierając się na błędnych założeniach, prowadzi działania matematyczne, by ostatecznie udowodnić, że gdy jest się przedsiębiorcą to lepiej jest kupić dużo piwa niż płacić składki do ZUS. Film cieszył się ogromną popularnością, ponieważ wśród wyborców tej akurat partii ZUS nie cieszy się dużym uznaniem. Ci, którym ten filmik tak bardzo się spodobał, nie zorientowali się prawdopodobnie, jak wiele błędów merytorycznych zawierało to rozumowanie.

Trudno by je rozumieli, skoro w wielu szkołach nie uczy się o tym, na czym polegają ubezpieczenia i że ich rolą nie są, wbrew temu, co powiedziano w filmiku – inwestycje, a ochrona przed różnymi ryzykami. Innym problemem prześmiewczego filmiku jest promowanie alkoholizmu, ale to akurat nie jest przedmiotem tego artykułu, choć niejednokrotnie temat ten pojawiał się na łamach OKO.press.

Przedmiotem jest bowiem nowy przedmiot, który rząd chce wprowadzić do szkół zamiast „Podstaw przedsiębiorczości”. Przedmiot ten nazywa się „Biznes i Zarządzanie” i ma promować „nowy wymiar nauczania o przedsiębiorczości w szkole”. Razem z kolegami i koleżankami z Polskiej Sieci Ekonomii przyjrzeliśmy się projektowi rozporządzenia na ten temat, zgłosiliśmy swoje uwagi, spotykaliśmy się z przedstawicielami administracji rządowej odpowiedzialnej za jego kształt.

Z rozmów tych wnioskujemy jednak, że raczej nie uda się wprowadzić wielu zmian programowych i będą to „Podstawy przedsiębiorczości” bis zanurzone w wizji gospodarki z lat 90.

Konsultacje jednak jeszcze trwają, więc efekt końcowy przed nami, choć przedmiot ma wejść do programu już we wrześniu 2023 r.

Przeczytaj także:

Największe wzywania? Nieobecne

Zacznijmy od tego, że proponowana w rozporządzeniu podstawa programowa nie zawiera żadnych elementów pozwalających uczniom i uczennicom zapoznać się z najważniejszymi wyzwaniami, jakie stoją przed gospodarką XXI wieku. Jednym z takich zjawisk są zmiany klimatyczne, które rodzą mnóstwo nowych ryzyk dla osób prowadzących działalność.

Nie przewidziano jednak w programie ani analizy ryzyka fizycznego ani, co szczególnie istotne, transformacyjnego.

Dotyczy ono wszelkich konsekwencji związanych z dostosowywaniem działalności do wymogów zmian klimatu czy cyfryzacji i np. przechodzenia na model gospodarki niskoemisyjnej. Bo przecież bycie przedsiębiorczym to także odpowiedzialność, w tym za środowisko.

Większość z nas to pracownicy, nie przedsiębiorcy

Istotnym problemem w nauczaniu przedmiotu „Podstawy przedsiębiorczości” czy też w nowym pomyśle na „Biznes i zarządzanie” jest to, że jak same nazwy wskazują, przedmioty te koncentrują się na przedsiębiorczości, prowadzeniu biznesu i zarządzaniu. Tymczasem w Polsce większość z absolwentów szkół będzie raczej pracownikami niż przedsiębiorcami.

Dla zobrazowania tego faktu przytoczmy statystyki ZUS i GUS:

  • na koniec trzeciego kwartału 2022 r. w ZUS ubezpieczonych było 16 mln 143 tys. osób. Są to osoby prowadzące działalność, osoby zatrudnione na umowie o pracę czy też zlecenie oraz każdej innej formie podlegającej oskładkowaniu na ubezpieczenie społeczne.
  • Jednocześnie, wg GUS działalność gospodarczą prowadzi ok. 2 miliony osób (nie wliczamy w to działalności rolniczej). W tym ponad 98 proc. stanowią tzw. MŚP, czyli przedsiębiorstwa mikro, małe i średnie.

Istotnym wyzwaniem jest u nas także tzw. fałszywe samozatrudnienie, które szwedzka badaczka Annette Thörnquist definiuje jako “zatrudnienie pod przykrywką samozatrudnienia w celu obejścia układów zbiorowych, prawa pracy, podatków od wynagrodzeń i składek na ubezpieczenie społeczne”. Czasami jest wymuszone, ale często wynika z kalkulacji samych zainteresowanych. Być może warto byłoby pokazywać w szkole zagrożenia długookresowe związane z brakiem praw pracowniczych i ubezpieczenia.

Według European Working Conditions Survey Polska ma największy odsetek tzw. fałszywego samozatrudnienia w Europie.

Pracownicza luka

Wydaje się, że choćby z tego powodu, dla zachowania proporcji powinno się w polskiej szkole uczyć nie tylko o tym, jak prowadzić działalność, lecz także, jakie przysługują nam prawa (i obowiązki) pracownicze i związane z ubezpieczeniem. Według założeń Ministra edukacji zawartych w rozporządzeniu będzie to np. wiedza na temat „charakteryzowania elementów kompetencji przedsiębiorczych, wyjaśnianie zależności zachodzących między nimi oraz rozumienie ich roli we współczesnym świecie” czy też „Znajomość procesu planowania własnego biznesu”. Co prawda będzie można zapoznać się z „prawami i instytucjami chroniącymi konsumenta” (ale już nie: pracownika). Trudno mieć pretensje do przedmiotu o nazwie „Biznes i zarządzanie”, że naucza się na nim prowadzenia i zarządzania biznesem.

Problem polega na tym, że ani przedmiot Wiedza o Społeczeństwie, ani Historia i Teraźniejszość nie wypełniają luki braku kształcenia o stronie pracowniczej.

I, jak nam powiedziano, żadne prace koordynujące treść nauczaną na tych przedmiotach nie mają miejsca.

Umiejętności praktyczne i kształtowanie postaw

Zgodnie z nazwą przedmiotu nabyte umiejętności powiązane są z szeroko pojętą przedsiębiorczością, kompetencjami zarządczymi i planowaniem działalności gospodarczej. Do pozytywnych założeń na pewno możemy zaliczyć nacisk na pracę grupową, analizę poszczególnych przypadków, włączanie innowacyjnych metod (np. design thinking) czy też większe skupienie na finansach osobistych, tak by np. nie brać pożyczek w niesprawdzonych firmach na niekorzystnych zasadach. Większość programu jednak, jak już wspomnieliśmy, skupia się na aspektach, które nie będą istotne dla większości społeczeństwa.

Społeczeństwo nie składa się bowiem, jakby można było wnioskować z aktualnego opisu tylko z przedsiębiorców i konsumentów.

Na obecnym etapie nie ma w programie słowa o prawach pracowniczych, dyskryminacji i mobbingu, ani o tym jak je rozpoznawać, czy jak na nie reagować. Negocjowanie? Tylko kontraktów między firmami, ale już nie warunków wynagrodzenia czy formy zatrudnienia. Uczeń po wyjściu z polskiej szkoły będzie "doceniać rolę przedsiębiorców budujących w sposób odpowiedzialny konkurencyjną gospodarkę oraz dostrzegać znaczenia wolności gospodarczej i własności prywatnej jako filarów gospodarki rynkowej", ale nie będzie wiedział, jak działają związki zawodowe, ani o tym, że istnieją rożne rodzaje własności, także publiczna, społeczna czy spółdzielcza, które również przyczyniają się do osiągania różnych celów społeczno-gospodarczych.

Wielki zapomniany

Jeśli mówimy o biznesie i zarządzaniu, zapominamy o jednym z największych pracodawców i zarządzających, jakim jest państwo i organizacje międzynarodowe, takie jak choćby Unia Europejska. Nie da się przecież uczyć o systemie gospodarczym nie wspominając o ich ogromnej roli, która nie ogranicza się tylko do regulacji i nadzoru, ale ma znaczenie w kontekście chociażby wspierania innowacji. Czy Internet powstałby bez udziału państwa? Czy firma Apple rozwijałaby się tak dobrze, gdyby przed jej wejściem na giełdę państwo nie wsparło tych inwestycji? Czy Elon Musk rzeczywiście jest tak wybitnym wizjonerem i rozwinąłby Teslę, gdyby nie udział państwa? Wszystkie te przykłady obala włosko-amerykańska ekonomistka Mariana Mazzucatto pokazując, że system oparty na kapitalistycznej wartości rynkowej często ogranicza się tylko do krótkoterminowego zysku.

Innowacje są często zbyt wielkim ryzykiem dla akcjonariuszy. Dlatego podejmuje je właśnie państwo i często bez niego nowa, innowacyjna technologia nie byłaby tak rewolucyjna i kreatywna.

Czy możemy zapominać o tak ważnym aktorze w tej biznesowej układance? Na razie zapominamy, bo uczniowie mają czerpać wzory „na podstawie analizy ścieżki karier znanych ludzi”.

W obecnym stanie podstawy programowej „Biznesu i Zarządzania” uczniowie mają raczej niewielkie szanse nauczenia się krytycznego myślenia. Przedmiot „Podstawy przedsiębiorczości” w polskiej szkole mamy już od 2003 r., ale co najmniej od 2008 r. zaczęły upadać pewne mity na temat funkcjonowania naszego systemu. Więcej rozumiemy, coraz więcej danych pokazuje, jak np. dążenie do zysku za wszelką cenę przyczynia się do negatywnych zmian klimatu i rosnących nierówności. Mimo to, w 2022 r. Minister Edukacji Narodowej w Polsce planuje przedmiot, którego jednym z efektów kształcenia będzie „wykazywanie zalet gospodarki opartej na mechanizmie rynkowym, docenianie fundamentalne wartości, na jakich się opiera (wolność gospodarcza, prywatna własność)”.

Bez wątpienia gospodarka oparta na mechanizmie rynkowym ma wiele zalet, ale dlaczego polski uczeń nie dowie się o tym, jakie może mieć wady i jakie są główne nurty krytyczne we współczesnej ekonomii? Dominacja neoklasycznych teorii ekonomicznych na pewno przyczynia się do jednostronnej wizji, ale warto by nasi uczniowie znali także założenia innych teorii.

Kto będzie uczył tego przedmiotu?

Oprócz problematycznych kwestii programowych związanych z nowym przedmiotem wyzwaniem jest także pytanie, kto będzie go nauczał. Czy mamy wystarczającą liczbę nauczycieli? Czy zdążymy dokończyć proces konsultacyjny i ustanowić ramy programowe tak, by przeszkoleni nauczyciele mogli już uczyć w 2023 r.?

Być może skończy się tak jak zawsze, niedofinansowani nauczyciele będą mieli kolejne zadania, do których będą musieli się przygotowywać we własnym zakresie.

I poradzą sobie z tym, ponieważ ta grupa zawodowa, jak wiele innych niedofinansowanych pracowników sektora publicznego w naszym kraju, swoimi umiejętnościami i kwalifikacjami rozwiązuje kolejne problemy stwarzane przez rząd.

Czy warto „inwestować” w ZUS?

Wspomniany na początku artykułu lider jednej z partii politycznych w opisanym filmiku popełnił wiele błędów, które uczniowie mogliby identyfikować w ramach zajęć. Dowiedzieliby się wtedy, że uzbierane składki na ZUS są waloryzowane tak samo jak świadczenia i że ubezpieczenia społeczne to nie tylko emerytura, ale chronią nas też przed ryzykiem wypadku, choroby i zapewniają świadczenia w czasie macierzyństwa.

Może nawet dzięki wiedzy o tym, jak funkcjonuje system zdefiniowanej składki, negocjowaliby potem ze swoimi pracodawcami, by ich pensje nie były płacone częściowo pod stołem, bo te niskie emerytury, którymi straszą nas liczne statystyki, są efektem dwóch czynników: braku instytucji opiekuńczych i chroniących pracownika oraz unikania płacenia składek. A jak pokazuje wiele badań, przedsiębiorcy są akurat tą grupą, która w kontekście sprawiedliwości aktuarialnej jest największym beneficjentem ZUS, znacznie mniej do systemu wkłada, niż z niego wyjmuje.

;

Udostępnij:

Janina Petelczyc

pracuje w Katedrze Ubezpieczenia Społecznego SGH, zajmuje się systemem emerytalnym i inwestycjami funduszy emerytalnych oraz polityką społeczno-ekonomiczną Brazylii w ramach Fundacji Terra Brasilis

Komentarze