Sąd uniewinnił sześć osób oskarżonych o naruszenie nietykalności policjantów w czasie demonstracji pod domem Kaczyńskiego po ogłoszeniu wyroku TK Juli Przyłębskiej w sprawie aborcji. Ustalenie, że policjanci kłamali, zajęło sądom pięć i pół roku (bez dwóch tygodni)
To, co się stało pod domem Kaczyńskiego w nocy z 22 na 23 października 2020 roku, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza opisał w uzasadnieniu wyroku z 9 kwietnia 2026 tak: na legalnej demonstracji pod domem Kaczyńskiego policja użyła siły i gazu. Mogła też pałować, ale nie ma na to dobrych dowodów. Potem wyłapywała przypadkowych ludzi. Oskarżała ich o udział w nielegalnym zgromadzeniu, a potem o naruszenie nietykalności policjantów.
Sprawa kończy się uniewinnieniem. I tylko tym. Wyrok nie jest prawomocny.
Opisywaliśmy tę sprawę w OKO.press wielokrotnie:
Sąd powiedział jednak w uzasadnieniu wyroku:
żaden z policyjnych zarzutów się nie uprawdopodobnił.
Policjanci rzekomo poszkodowani, zeznający w sądzie w charakterze świadków, nie umieli sobie przypomnieć żadnych szczegółów zdarzeń. Choć – jak zauważył sąd – naruszenie nietykalności nie jest czymś, co policjant zapomina. Sąd uznał więc ich zeznania za niewiarygodne, a więc niebędące dowodem.
Sprawa dotyczyła pierwszego dnia protestów po wyroku TK Przyłębskiej w sprawie aborcji. Gigantyczny protest Strajku Kobiet przemaszerował tego dnia w Warszawie spod siedziby TK na Nowogrodzką pod siedzibę PiS, a potem pod dom Kaczyńskiego.
Tam demonstrację zablokował policyjny kordon. I tam policja użyła gazu i siły.
„Wszyscy oskarżeni bardzo szczegółowo opisują przebieg zdarzenia, opisują, w jakich okolicznościach znaleźli się w tym miejscu, jak byli traktowani przez policję i to też nadaje wiarygodności tym wyjaśnieniom” – powiedziała sędzia Dorota Loryś-Kosyło, uzasadniając wyrok. Sąd oglądał nagrania i zdjęcia z demonstracji. Tam też nie ma śladu, by oskarżeni stosowali przemoc.
Oskarżeni nie mieli nigdy konfliktów z prawem ani kontaktów z policją (zauważyła to też prokuratura, która tydzień temu, na rozprawie kończącej proces, wniosła o warunkowe umorzenie na rok).
Wszyscy po zatrzymaniu dowiedzieli się, że napadli na policjantów. Wiele godzin spędzili na komisariacie, bo policjanci próbowali wymusić na nich przyznanie się do winy. Nic nie wskórali.
„Policjanci otrzymywali rozkazy od przełożonych i można odnieść wrażenie, że zatrzymane zostały przypadkowe osoby, które po prostu znajdowały się najbliżej nich. Na tym polegał ich pech” – mówiła sędzia Loryś-Kosyło. – „Ci ludzie nie mogli napaść na policjantów. Oczywiście, w dynamicznej sytuacji, kiedy policja i tłum napierali na siebie, nie można wykluczyć kontaktu cielesnego. Ale można wykluczyć przestępstwo naruszenia nie nietykalności funkcjonariusza publicznego (art. 222 pkt 1 Kodeksu karnego), bo to przestępstwo wymagające świadomego działania z uprzednim zamiarem”.
Z sześciorga oskarżonych na ogłoszenie wyroku 9 kwietnia stawiła się dwójka: Kajetan Wróblewski (aktywista wyrwany z tłumu w czasie gazowania) i Marcin Olszewski (zatrzymany na chodniku). Pozostali rozważali ujawnienie swoich nazwisk, ale po wyroku. W sądzie ich jednak nie było (nie ma takiego obowiązku, a było to już szóste posiedzenie sądu w sprawie, w środku dnia roboczego, w sądzie na peryferiach miasta).
„Nie czuję żadnej satysfakcji” – powiedział po wyroku OKO.press Kajetan Wróblewski. – „Pobito nas i nikt za to nie poniósł odpowiedzialności. Więcej, mam wrażenie, że współoskarżeni do tej pory czują lęk. Władzy niewątpliwie udał się efekt mrożący – bo czy będą po tym brać udział w demonstracjach?”.
„Co tu jeszcze komentować?” – pyta Marcin Olszewski.
Oskarżenia przeciwko szóstce wniosło sześciu policjantów. Pięciu z nich to policjanci liniowi. Jeden – to policjant wysokiego stopnia.
Sąd po kolei punktował ich zeznania:
„Sąd uznaje, że te zeznania nie są wiarygodne, nie mogą stanowić dowodu na uznanie winy oskarżonych”.
Nawet po upływie pięciu lat człowiek pamiętałby jakiś szczegół z tak nadzwyczajnego zdarzenia, jakim jest naruszenie nietykalności. Oskarżeni, dla których też to zdarzenie było nadzwyczajne, potrafili te zdarzenia opisać w miarę szczegółowo i wiarygodnie. Dlatego sąd daje im wiarę.
Sąd wielokrotnie w uzasadnieniu podkreślał, że oskarżający policjanci działali na rozkaz i zgodnie z informacjami przekazywanymi im przez innych policjantów. Nie powiedział jednak, że złożyli oskarżające zeznania pod wpływem nacisku przełożonych.
Podkreślił jednak:
„funkcjonariusze policji naprawdę są w tej sprawie pokrzywdzeni. Nie zostali jednak pokrzywdzeni działaniami oskarżonych, ale polityków”.
„Dla wszystkich jest to oczywiste. Dla sądu na pewno tak. To, że policjanci znaleźli się w tym miejscu i wykonywali takie działania, wynika wyłącznie z tego, jaka sytuacja panowała wówczas w Polsce”.
Samo zdarzenie sąd w ustnym uzasadnieniu opisał tak:
22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, którego skutkiem jest ograniczenie dopuszczalności aborcji. Sprawa budziła gorące dyskusje i protesty.
Pod budynkiem TK zebrało się wiele osób, po drodze dołączały kolejne. Ostatecznie udały się one na ulicę Mickiewicza w Warszawie. "Wszyscy wiemy, że tam mieści się dom Jarosława Kaczyńskiego, który był i jest dalej prezesem partii Prawo i Sprawiedliwość. Partia ta dążyła do tego, żeby właśnie takie orzeczenie w TK zapadło.
Trybunał rzekł zgodnie z ich poglądami politycznymi"
– mówiła sędzia Loryś-Kosyło.
Z tego powodu manifestanci uważali, że Jarosław Kaczyński miał w tym duży udział.
„Policja podjęła akcję dopiero pod jego domem. Zablokowała przemarsz i wezwała manifestujących do rozejścia się. Później prawdopodobnie dążyła fizycznie do tego, żeby manifestanci się rozeszli”.
W tym czasie były wątpliwości, czy zgromadzenie jest legalne. Przełożeni policjantów powiedzieli im, że jest nielegalne. Dziś wiemy, że było to zgromadzenie legalne. Potwierdził to Sąd Najwyższy w wyroku z 1 lipca 2021 roku. Zgromadzenia zostały w tamtym czasie zakazane z powodu pandemii rozporządzeniem rządu. Do ograniczenia tak ważnej wolności konstytucyjnej potrzebna jest ustawa.
Interwencja policji wobec demonstrantów była zdaniem sądu chaotyczna.
„Policja napierała na stojący tłum. W efekcie tłum napierał na kordon, bo nie miał jak się cofnąć”.
„Zostało udowodnione, że policja użyła wobec demonstrujących gazu”.
Na – jak obecnie wiemy – legalnej demonstracji.
Tego, czy rzeczywiście policja pałowała w czasie tej demonstracji – nie dało się ustalić. Na pewno jednak Kajetan Wróblewski upadł, był wleczony po ziemi za kordon i nie stawiał ani wtedy, ani potem oporu. Sąd podkreślił, że daje wiarę temu, bowiem oskarżony należy do Obywateli RP. To grupa, która nigdy nie stosują przemocy, a nawet robi wszystko, by druga strona, policja, nie czuła się do jej użycia sprowokowana. Obywatele RP siadają w czasie demonstracji na ziemi. To – jak podkreślił sąd – jest szeroko udokumentowane.
„Nigdy w żadnych innych sprawach nie zostało faktycznie udowodnione, że obywatele RP stosują przemoc”.
I tak się kończy ta sprawa. Choć oczywiście prokuratura jeszcze może się od wyroku odwołać.
Policja i służby
Na celowniku
Obywatele RP
Ogólnopolski Strajk Kobiet
Sąd Rejonowy dla Warszawy Żoliborza
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze