Jacek Sasin ma rację, że kolejna instytucja Europejska Sieć Rad Sądownictwa "naciska" na PiS, by powstrzymać zamach na niezależność sądów. Uzasadniając dlaczego PiS "nie pęka", użył dwóch argumentów: partia spełnia obietnice wyborcze oraz oczekiwania Polaków. Jedno i drugie, to wielka lipa. Wystarczy zajrzeć do programu PiS i wyników sondaży

W publicznym Radiu 24 poseł PiS i sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Jacek Sasin ocenił rekomendację zarządu Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa, by zawiesić wybraną przez PiS i Kukiz’15 Krajową Radę Sądownictwa, bo „nie zapewnia już niezależności polskiego sądownictwa”.

Sasin wypowiedział dwie krótkie myśli: jedną całkowicie prawdziwą (!) i drugą równie fałszywą.


Odczytuję to [możliwe zawieszenie KRS w Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa] jako kolejny element nacisku na Polskę. Wojny psychologicznej, która jest z Polską prowadzona w nadziei, że polskie władze pękną

Jacek Sasin, Wypowiedź w Polskim Radiu 24 - 17/08/2018

Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta


Tak jest! Instytucje europejskie próbują powstrzymać naruszanie praworządności w Polsce


Sasin ma rację. Europejska Sieć Rad Sądownictwa domaga się od PiS powrotu do przestrzegania niezależności sądownictwa i szczegółowo uzasadnia, dlaczego polski rząd i prezydent naruszyli tę zasadę. Co więcej, Sieć naciska na PiS od dwóch lat, co najmniej od czerwca 2016. Można to nazwać wojną psychologiczną, choć idzie raczej o fundamentalne kwestie ustrojowe (szczegóły dalej w punkcie 1).

Poskarżywszy się na naciski Europejskiej Sieci Jacek Sasin poczuł się w obowiązku, by wyjaśnić, dlaczego PiS nie pęka. I tu zasadniczo rozminął się z prawdą.


My musimy wytrwać. To bardzo ważne, bo dla nas odnośnikiem jest polskie społeczeństwo i nasi wyborcy. PiS jest zobowiązany być wiernym oczekiwaniom Polaków

Jacek Sasin, Wypowiedź w Polskim Radiu 24 - 17/08/2018

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Program wyborczy PiS nie przewidywał naruszania niezależności sądów. Polacy nie mieli i nie mają takich oczekiwań


W programie wyborczym PiS na wybory 2015 roku pojawiła się – owszem – krytyka sądownictwa jako niesprawnego „państwa w państwie”, zagrożonego korupcją i nepotyzmem, a także „cichym uzależnieniem politycznym”. Padały postulaty wzmocnienia kontroli nad sądami,  zwiększenia uprawnień ministra sprawiedliwości i prezydenta. Ale

powtarzało się stwierdzenie, że wszystkie zmiany nastąpić muszą „z zachowaniem podstawowych konstytucyjnych gwarancji niezależności i niezawisłości”.

Sasin sugeruje, że realizowany po wyborach 2015 zamach na państwo prawa jest zgodny z programem wyborczym. Ale program jest jaki był – wystarczy do niego zajrzeć, by przekonać się, że to nieprawda (szczegóły dalej – w punkcie 2).

Drugi powód dla którego PiS „nie pęka” to – według Sasina – przywiązanie partii do pragnień suwerena, czyli oczekiwań Polaków. Sasin nie podaje argumentów, ale cały obóz PiS od dwóch lat dowodzi tezy, że pragnieniem Polaków jest TK z mgr Przyłębską na czele, SN bez prof. Gersdorf oraz sądy pod kontrolą mgr Ziobry, przy pomocy sondaży, w których znaczna większość deklaruje, że „reforma sądownictwa jest potrzebna”.

To jednak tylko ogólna deklaracja typu „lepiej, żeby było lepiej”. Gdy pytać konkretnie o reformy, jakie PiS rzeczywiście wprowadza, poparcie spada do kilkunastu procent. Także weta prezydenta Dudy wobec ustaw o KRS i SN popierało ponad 70 proc. badanych, przeciw nim było kilkanaście procent (szczegóły dalej – w punkcie 3).

Ani PiS nie zapowiadał naruszenia niezależności sądów, ani ludzie tego nie chcą. Sasin zmyśla jedno i drugie, nie on jeden, nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz.

Punkt 1. Europejska Sieć naciska na PiS jak tylko może, od dwóch lat (PRAWDA)

Jak to już przedstawialiśmy w OKO.press, Europejska Sieć Rad Sądownictwa już w czerwcu 2016 w Deklaracji Warszawskiej wzywała władzę wykonawczą w Polsce do respektowania niezależności wymiaru sprawiedliwości i podejmowania reform dopiero po merytorycznej konsultacji z niezależną wtedy jeszcze KRS i w ogóle z sędziami. W 2017 roku w Deklaracji Paryskiej Sieć ostrzegała: „Zmiany w sądownictwie w Polsce budzą poważne obawy. Mogą w istotny sposób naruszyć trójpodział władzy, bez którego nie będzie rządów prawa”.

Także w 2017 roku Zarząd Europejskiej Sieci odniósł się do planowanych w Polsce reform na prośbę KRS i uznał, że projekt ustawy o KRS narusza niezależność sądownictwa i w wielu punktach nie spełnia standardów Sieci.

W kwietniu 2017 zarząd Sieci znowu ostrzegł polskie władze, że reforma KRS narusza zasadnicze wartości UE, a w grudniu 20 napisał  wprost, że

znowelizowana ustawa o KRS „nie mieści się w standardach Sieci” i nie gwarantuje „właściwego funkcjonowania systemu demokratycznego opartego na rządach prawa”.

Postulując wreszcie zawieszenie członkostwa KRS zarząd Europejskiej Sieci szczegółowo opisuje 17 sierpnia 2018, na czym polega naruszenie przez polskie władze zasady praworządności,  trójpodziału władz i niezależności sądów w Polsce. O nowej KRS pisze, że „nie jest już wybierana przez środowisko sędziowskie, ale przez Parlament (…) to odejście od standardów Europejskiej Sieci”. Dodatkowe okoliczności sprawiają, że KRS w wersji PiS i Kukiz’15 „nie jest już ciałem niezależnym od egzekutywy (władzy wykonawczej)”.

Zarząd opisuje też naruszenie trójpodziału władz poprzez:

  • połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego;
  • polityczne podporządkowanie Trybunału Konstytucyjnego;
  • ustawę o sądach powszechnych, która pozwala ministrowi sprawiedliwości na odwoływanie i mianowanie prezesów sądów;
  • ustawę o SN, która przesuwa w stan spoczynku 40 proc. sędziów SN oraz fakt, że ich dalsze orzekanie zależne jest tylko od decyzji prezydenta;
  • niekonstytucyjne skrócenie kadencji Pierwszej Prezes SN.

Ponadto zarząd Sieci przedstawia wyjaśnienia, jakie dostał od polskich władz i pokazuje, że były niewystarczające bądź fałszywe.

Ma zatem rację Sasin pisząc, że rekomendacja, by zawiesić członkostwo KRS w Europejskiej Sieci to „kolejny element nacisku”, obszernie uzasadniony. Zarząd Europejskiej Sieci stwierdza to jednoznacznie wyrażając nadzieje, że

nadejdzie czas, kiedy zawieszenie zostanie zniesione, ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy zasada niezależności sądowej będzie właściwie respektowana w Polsce. Tak, to jest nacisk!

Taki sam wywierają także inne europejskie instytucje domagając się od polskiego rządu respektowania traktatowych zasad i wartości Unii Europejskiej i grożąc sankcjami, jakie mają do dyspozycji. Na ogół zresztą sankcje są niegroźne i/lub trudne do zastosowania.

Punkt 2. PiS nie pęka, bo taką reformę obiecał wyborcom (FAŁSZ)

Uzasadniając, czemu PiS nie pęka, Jacek Sasin odwołuje  do często powtarzanego twierdzenia, że partia spełnia swoje wyborcze zapowiedzi. To nie jest prawda.

W programie wyborczym PiS pojawiają się ogólnikowe zapowiedzi debaty o Trybunale Konstytucyjnym: „Status ustrojowy i kompetencje Trybunału uczynimy przedmiotem obywatelskiej i prawniczej debaty. Oceny wymagają zarówno pozytywne, jak i negatywne doświadczenia związane z przyjętym w Konstytucji z 1997 roku modelem tej ważnej instytucji”. Jak to się ma do poprowadzonego z premedytacją zamachu na niezależność TK?

W programie jest – owszem – ostra krytyka sądownictwa powszechnego, jako niesprawnego „państwa w państwie”, zagrożonego korupcją i nepotyzmem, a także „cichym uzależnieniem politycznym”.

  • Zobacz krytykę sądów w programie PiS

    Sądy w Polsce znajdują się w głębokim kryzysie. Działają niesprawnie, tracą społeczne zaufanie, poważnie zagraża im korupcja i nepotyzm, a także „ciche” uzależnienie polityczne, co pokazały niektóre afery, jak choćby gdański przypadek „sędziego na telefon”. Coraz częściej też instytucje wymiaru sprawiedliwości jawią się opinii publicznej jako państwo w państwie, wy- łączone spod wszelkiej społecznej kontroli, a nawet społecznej oceny i krytyki. Wbrew swojej nazwie wymiar sprawiedliwości coraz częściej postrzegany jest jako miejsce, w którym ludzi spotyka krzywda i niesprawiedliwość, gdzie ustawy stosuje się wybiórczo, gdzie są równi i równiejsi wobec prawa. Jest to po części skutek zaniechania niezbędnych reform wymiaru sprawiedliwości na początku okresu transformacji, ale w znacznej mierze także następstwo nie- odpowiedzialnych pseudoreform, przeprowadzonych w ostatnich kilku latach przez koalicję PO-PSL przy wsparciu SLD. Szczególnie szkodliwe dla państwa okazało się uniezależnienie prokuratury.

Ale program naprawczy mówi ogólnie o „większym wpływie obywateli na trzecią władzę”, o większej skuteczności prokuratury (pada zapowiedź połączenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego), a także o „polityce zero patologii” w wymiarze sprawiedliwości.

  • Trzy założenia programu naprawczego PiS

    Po pierwsze, wymiar sprawiedliwości nie może być „państwem w państwie”. Zachowując podstawowe konstytucyjne gwarancje niezależności i niezawisłości, obywatele nie mogą być pozbawieni wpływu na funkcjonowanie „trzeciej władzy”. Ma ona służyć społeczeństwu, ludziom, a nie samej sobie. Muszą istnieć skuteczne mechanizmy kontroli przeciwdziałające odrywaniu się ogniw wymiaru sprawiedliwości od jego służebnej wobec społeczeństwa roli oraz korygowania błędów.

    Po drugie, polityka karna musi zapewniać skuteczne ściganie i sprawiedliwe karanie przestępców. Musi być ona realizowana głównie poprzez działalność prokuratury w zakresie ścigania przestępstw, oskarżania przestępców przed sądami oraz wnoszenia środków zaskarżenia od kontrowersyjnych orzeczeń sądów. Dlatego prokuratura musi stać się na powrót ogniwem władzy wykonawczej na czele z Ministrem Sprawiedliwości – Prokuratorem Generalnym, instrumentem realizacji polityki, za którą rząd ponosić będzie odpowiedzialność przed Sejmem.

    Trzecie założenie: zero tolerancji dla patologii w wymiarze sprawiedliwości. Wymiar sprawiedliwości powinien być sferą działalności państwa całkowicie wolną od korupcji, nepotyzmu, układów towarzysko-biznesowych.

Ale program podkreśla, że wszystkie zmiany „nastąpić muszą z zachowaniem podstawowych konstytucyjnych gwarancji niezależności i niezawisłości”.

W szczegółach program wyborczy PiS zapowiada:

  • prawo do wizytacji sądów i apelacji nadzwyczajnej dla ministra sprawiedliwości;
  • większe środki dyscyplinarne w ramach Sądu Najwyższego;
  • „wyprowadzenie ośrodka kontroli poza korporację sędziowską”, ale – uwaga – dopiero „w warunkach umożliwiających nowelizację  Konstytucji”.
  • Przeczytaj o dyscyplinowaniu sądów

    W ramach obowiązującej Konstytucji sądem dyscyplinarnym mógłby być w obu instancjach Sąd Najwyższy, który powinien także decydować o uchyleniu immunitetu sędziowskiego. W warunkach umożliwiających nowelizację Konstytucji rozwiązaniem optymalnym będzie wyprowadzenie organu orzekającego w sprawach odpowiedzialności dyscyplinarnej poza korporację sędziowską i usytuowanie go przy organie powołującym sędziów, czyli Prezydencie Rzeczypospolitej, z możliwością odwołania się od orzeczenia dyscyplinarnego do Sądu Najwyższego.

  • powołanie „komisji autorytetów” przy prezydencie. Miałaby „sprawować nadzór nad rozpatrywaniem skarg na sądy”;
  • powołanie Izby Wyższej Sądu Najwyższego „rozpatrującej wnioski o rewizję nadzwyczajną w przypadkach szczególnie bulwersujących prawomocnych wyroków”. Prawo do zaskarżenia wyroku w trybie rewizji nadzwyczajnej miałoby  przysługiwać ministrowi sprawiedliwości i RPO.

Jak widać, są tu pomysły niektórych rozwiązań, które PiS realizuje, ale opisane mniej radykalnie, „w wersji kierunkowej” i z kilkakrotnym zastrzeżeniem, że wszystko musi się odbyć w zgodzie z Konstytucją.

A większe zmiany – dopiero po jej nowelizacji, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo jak.

Taka narracja wynikała nie tylko z obawy przed otwartym ogłoszeniem zamiaru naruszania Konstytucji, ale także z kalkulacji: autorzy programu PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, nie brali pod uwagę zdobycia samodzielnej sejmowej większości, a zapewne także wygrania wyborów prezydenckich. Pokusa zamachu na państwo prawa zrodziła się dopiero po wyborach 2015 roku.

Utożsamienie przez Sasina „programu wyborczego” z faktycznie realizowaną polityką jest grubym nadużyciem.

Punkt 3. Takiej reformy oczekują Polacy (MANIPULACJA)

Sasin twierdzi, że „reformy sądownicze” PiS są zgodne z oczekiwaniami Polaków. Jego twierdzenie jest gołosłowne, ale PiS i jego media systematycznie powołują się tu na wyniki sondaży. 11 sierpnia 2018 „Wiadomości TVP” podały kolejny wynik:

Od premiera  Morawieckiego, po ostatniego lektora „Wiadomości”, cały obóz PiS tego typu wyniki przedstawia jako niezbity dowód na poparcie dla reform PiS.

Przekręt kryje się w nadinterpretacji. Nawet największy przeciwnik polityki PiS, zapytany, czy należy zreformować system sądownictwa, może odpowiedzieć twierdząco. Bo niby czemu czegoś nie zreformować, czy naprawić?

Tymczasem ogólna aprobata dla naprawy czy zmiany, a ocena konkretnej reformy, to dwie zupełnie różne rzeczy.

We wrześniu 2017 CBOS podał, że 81 proc. Polaków zgadza się, że reforma sądownictwa w Polsce jest potrzebna, ale w tym samym sondażu aż 69 proc. ankietowanych poparło lipcowe weta prezydenta wobec ustawy o KRS i SN, a jedynie 23 proc. broniło tych ustaw.

W bardziej rozbudowanych sondażach sądy są krytykowane za opieszałość i biurokrację (nawet 80 proc.), ale ponad połowa (55 proc.) ankietowanych zgadza się jednocześnie, że „są kompetentne i zasługują na szacunek”. W badaniu CBOS z 2013 aż 60 proc. źle oceniło wymiar sprawiedliwości, ale tylko 23 proc. źle oceniło sędziów.

Oceny reform sądowniczych PiS, gdy pytać o nie czysto merytorycznie, nie podkreślając, że to działania PiS, czyli z wyłączeniem postaw politycznych, są na ogół kiepskie.

W marcowym (2017) sondażu Kantar Public dla Akcji Demokracji i kwietniowym (2017) IPSOS dla OKO.press

tylko kilkanaście procent badanych uznało, że „politycy powinni mieć większy niż obecnie wpływ na wybór sędziów”, a aż trzy czwarte badanych było zdania, że „nie powinni mieć żadnego wpływu”.

Także sondaż IPSOS z czerwca 2017 dał jednoznaczny wynik:

Czy chciałby Pan/Pani, aby w Pana/Pani sprawie wyrok wydawał sędzia, na którego powołanie politycy mieli wpływ

W wielu sondażach z połowy 2017 roku znacząca większość badanych popierała prezydenckie weta wobec ustaw sądowniczych PiS o KRS i SN. W sierpniowym badaniu IPSOS dla OKO.press aż 72 proc. badanych uznało, że w sporze z Jarosławem Kaczyńskim to prezydent ma rację. Tylko 12 proc. przyznało stanęło po stronie prezesa. Nawet w elektoracie PiS poparcie dla wetującego prezydenta wyniosło 51 proc., a dla krytykującego go Kaczyńskiego – 24 proc.

Gdy odwołać się do oceny „reformy sądowniczej” jako polityki PiS poparcie rośnie. W marcowym (2017) sondażu OKO.press pytaliśmy, czym jest „polityka władz wobec sądów i sędziów”. Badani  mieli do wyboru narrację PiS („to próba ograniczenia przywilejów środowiska, które nie liczy się z żadną inną władzą) lub opozycji („niedopuszczalna próba naruszenia zasad państwa prawa”). Większość (51 do 38 proc.) opowiedziała się za narracją opozycji i rządami prawa, ale w elektoracie PiS wersję swej partii wybrało 84 proc. a przeciwną 14 proc.

Jak widać, reformy sądownicze – opisane konkretnie takimi, jakie są – popierane nie są. Częściej akceptowane – choć wciąż przez mniejszość – są dopiero w ramach ogólnej oceny polityki PiS, gdy w grę wchodzi sympatia do tej partii jej zwolenników.

Twierdzenie, że Polacy chcieli i chcą takich reform, jakie wprowadza PiS to manipulacja.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym