0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Stabilizacja frontu przez Ukrainę, spowolnienie tempa poboru żołnierzy i trudności gospodarcze Rosji, przegrana bitwa o dominację na Morzu Czarnym, wysoka skuteczność ukraińskich ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną, spadek poparcia dla wojny oraz przełamanie politycznego paraliżu w Europie w związku ze zwycięstwem sił demokratycznych na Węgrzech – to zdaniem szefów MSZ Polski i Ukrainy główne przyczyny słabnącej pozycji Rosji w wojnie z Ukrainą.

– Jesteśmy w punkcie zwrotnym. Ten rok może okazać się kluczowy dla osiągnięcia pokoju. Po raz pierwszy od czterech lat czas wydaje się działać na naszą korzyść – mówił szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha we wtorek 12 maja w rozmowie z Radosławem Sikorskim podczas konferencji „Strategic Ark” Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Według Sybihy Rosja nadal nie znajduje się w stanie krytycznym, ale presja zaczyna działać. – Coś dzieje się w Rosji, więc jest to moment, żeby zwiększyć presję – powiedział szef MSZ Ukrainy, nawiązując do faktu dalszego ograniczenia dostępu do internetu w Rosji. W kwietniu Ministerstwo Rozwoju Cyfryzacji Rosji nakazało blokowanie internetu dla urządzeń z VPN. Ma to zapobiegać omijaniu przez rosyjskich użytkowników sieci kremlowskiej cenzury, nałożonej na niemal wszystkie popularne komunikatory.

– Poparcie dla Putina maleje – mówił Sybiha.

– Putin musi zastanowić się, czy jest w stanie ciągnąć ją przez następne dwa lata, bo taki jest w tej chwili horyzont czasowy w związku z odblokowaniem unijnej pomocy dla Ukrainy – dodawał Sikorski.

Przeczytaj także:

Bez postępów na froncie

O tym, że Rosja utknęła na froncie wojny w Ukrainie i w przeciwieństwie do lat 2024 i 2025 tegoroczna ofensywa letnia nie postępuje, w ostatnich dniach na łamach OKO.press pisał pułkownik Piotr Lewandowski.

„Rosjanie powinni byli zacząć ofensywę w połowie kwietnia, ale w połowie maja w dalszym ciągu stoją w miejscu. W porównaniu z latami 2024 i 2025, kiedy częstotliwość ataków agresora wzrastała od połowy kwietnia, aby osiągnąć największą intensywność na przełomie maja i czerwca, obecne działania Rosjan nadal nie mają charakteru przełamującego. Nawet na głównych kierunkach działań w centralnym Donbasie” – czytamy w analizie Lewandowskiego.

Szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha argumentował, że szala wojny przechyla się na korzyść Ukrainy przede wszystkim dzięki odblokowaniu europejskiego wsparcia oraz dzięki przewadze technologicznej ukraińskiej armii w dziedzinie systemów bezzałogowych.

– Udało nam się niemal całkowicie zamknąć ukraińskie niebo przed Rosją. Ukraińska armia jest dziś w stanie zestrzeliwać nawet 90 proc. rosyjskich dronów, co sprawiło, że przewaga Rosji w liczbie żołnierzy przestała być rozstrzygająca. Drony są totalnym game changerem – mówił Sybiha.

Sybiha podkreślał, że Ukraina utrzymuje pozycję na froncie i bardzo skutecznie używa ataków asymetrycznych, precyzyjnie atakując rosyjską infrastrukturę energetyczną. – To naprawdę działa, widzimy to na własne oczy – mówił Sybiha. – Mamy dobrą passę. Musimy więc utrzymać presję, zapewnić zaangażowanie Stanów Zjednoczonych i podnieść cenę, jaką Rosja płaci za agresję. Putin musi przyznać, że nigdy nie osiągnie swoich celów na Ukrainie. Taka jest obecnie rzeczywistość – podkreślał szef ukraińskiego MSZ, tłumacząc, skąd jego zdaniem komentarze Putina o tym, że „wojna może zakończyć się niebawem”, które przywódca Rosji wygłosił podczas parady z okazji zakończenia II wojny światowej w sobotę 9 maja.

Sikorski zwracał uwagę, jak bardzo zmieniła się pozycja Ukrainy względem Rosji od początku pełnoskalowej wojny. – Czy pięć lat temu ktoś wyobrażał sobie, że Putin, żeby spokojnie przeprowadzić paradę 9 maja, będzie potrzebował zgody Ukrainy? – pytał Sikorski, nawiązując do faktu, że Rosja zwróciła się do Stanów Zjednoczonych z prośbą o zagwarantowanie przez stronę ukraińską wstrzymania nalotów dronowych na Moskwę w dzień parady. Sybiha dodawał, że jeszcze kilka lat temu część państw naciskała na kapitulację Kijowa.

Zarówno Sikorski, jak i Sybiha podkreślali jednak, że wojna na Bliskim Wschodzie i rosnące ceny surowców energetycznych nieco poprawiają sytuację Rosji. Wzrost cen surowców z perspektywy Ukrainy zdarza się w bardzo niefortunnym momencie, gdy wzrost gospodarczy w Rosji praktycznie ustał, a sankcje zaczęły być naprawdę odczuwalne.

– Wzrost cen energii stanowi potencjalną korzyść dla Putina. Mówię „potencjalną”, ponieważ ceny są wprawdzie wysokie, ale trzeba dostarczyć produkty na rynek. A w tym zakresie Putin ma trudności – mówił Sikorski.

Dodawał, że wojna na Bliskim Wschodzie wpływa też na odciągnięcie uwagi od Ukrainy. – Stany Zjednoczone skupiają się na tej kwestii. Ponadto fizycznie wyczerpało to amerykańskie zapasy amunicji, co może stanowić problem dla Ukrainy – mówił Sikorski.

Kalkulacja Putina jest błędna, ale może być niebezpieczna

Jednym z głównych tematów dyskusji było ryzyko dalszej eskalacji wojny przez Rosję. Premier Donald Tusk mówił w niedawnym wywiadzie dla „Financial Times”, że Rosja może chcieć zaatakować któreś z państw NATO nawet w ciągu kilku następnych miesięcy. Zdaniem Sikorskiego Moskwa nie ma zasobów militarnych na taką eskalację, co nie znaczy, że Putin nie będzie chciał zrobić czegoś „prowokacyjnego”.

– Putin, gdyby mógł eskalować, eskalowałby. Ale traci więcej żołnierzy, niż jest w stanie rekrutować. Przegrał bitwę o Morze Czarne. Rosyjskie lotnictwo nie kontroluje ukraińskiego nieba, a rosyjska gospodarka zaczyna odczuwać skutki wojny – wyliczał Sikorski.

– Putin musi przyznać, że jego pierwotne cele wojny w Ukrainie są nie do osiągnięcia. Tylko jeśli zda sobie z tego sprawę, będzie negocjował na poważnie – podkreślał Sikorski.

Szef MSZ ostrzegał też, że słabnąca pozycja Rosji może czynić Putina bardziej niebezpiecznym. Zdaniem Sikorskiego Kreml może próbować prowokacji wymierzonych nie tyle w Ukrainę, ile w jedność Zachodu.

– Wydaje się, że Putin jest coraz bardziej zdesperowany. Może więc zdecydować się na jakąś prowokację, która w jego przekonaniu mogłaby doprowadzić do załamania solidarności Zachodu – mówił.

Sikorski podkreślał, że elity Kremla „zasadniczo błędnie interpretują psychologię demokracji”.

– Ponieważ czasem jesteśmy podzieleni, trudno nam się zgrać, toczymy ożywione debaty, oni [ludzie Kremla – red.] myślą, że wystarczy jeden impuls, by nasza jedność się rozpadła lub byśmy przestali być w stanie działać. A tak naprawdę, spójrzcie, co zrobiliśmy w ciągu ostatnich czterech lat. Poziom wsparcia dla Ukrainy ze strony Europy i Stanów Zjednoczonych, w tym obecnie, jest o wiele większy, niż się spodziewałem pięć lat temu. Kalkulacje Putina są błędne, ale mogą też być niebezpieczne – mówił Sikorski podczas konferencji.

Sikorski odrzucał tezę, że Zachód powinien ograniczać pomoc wojskową dla Ukrainy ze strachu przed reakcją Kremla.

– Mam nadzieję, że nie wracamy do tej absurdalnej dyskusji z początku wojny: „jeśli damy Ukrainie czołgi, Putin eskaluje”, „jeśli damy samoloty, Putin eskaluje”. Czy naprawdę wierzymy, że jest coś, czego Putin nie zrobiłby, żeby wygrać? – pytał Sikorski.

Jego zdaniem problem Kremla polega dziś nie na politycznej woli, ale na ograniczonych możliwościach militarnych. – Rosja słabnie – mówił Sikorski. Podkreślił, że wraz z odblokowaniem pomocy dla Ukrainy w związku ze zmianą władzy na Węgrzech, Putin stoi w obliczu pytania, czy jest w stanie prowadzić tę wojnę przez najbliższe dwa lata. Na tak długi czas Ukraina ma bowiem zapewnione finansowanie i wsparcie UE.

Ukraiński minister spraw zagranicznych przekonywał, że doświadczenia ostatnich lat pokazują, iż Rosja wykorzystuje groźby nuklearne i retorykę eskalacyjną głównie jako instrument presji psychologicznej. – Wszystkie te publiczne groźby dotyczące użycia broni atomowej czy „Oresznika” już przerabialiśmy. Teraz jest czas na zdecydowane działania, które zakończą tę wojnę – mówił.

„Nie będzie pokoju bez zaangażowania USA”

Zarówno Sikorski, jak i Sybiha podkreślali, wbrew ostatnim doniesieniom medialnym, że sprzedaż sprzętu wojskowego dla Ukrainy przez Stany Zjednoczone za środki Unii Europejskiej w ramach inicjatywy PURL nie ustała.

Już pod koniec kwietnia, a następnie na początku maja, pojawiły się w amerykańskich mediach informację, że Biały Dom poinformował europejskich sojuszników o możliwych opóźnieniach w dostawach sprzętu wojskowego zarówno dla Europy, jak i Ukrainy. Powodem ma być wojna na Bliskim Wschodzie i związane z nią zapotrzebowanie amerykańskiej armii.

– Na razie do niczego takiego nie doszło. Dostawy broni z USA dla Ukrainy, za które w większości płaci Europa, są nadal realizowane. Wiemy o tym, ponieważ 95 procent tych dostaw trafia na Ukrainę przez Polskę. Także dane satelitarne [umożliwiające Ukrainie celowanie na terytorium wroga – red.] są dostarczane przez Stany Zjednoczone i odgrywają istotną rolę w przebiegu wojny – mówił Sikorski.

Potwierdził to także Andrij Sybiha. – Nie ma przerw w dostawach broni z USA – powiedział.

Na pytanie o to, jaką rolę zdaniem Ukrainy powinny odgrywać Stany Zjednoczone w wysiłkach na rzecz zakończenia wojny, Sybiha stwierdził, że „przewodnią”.

– Finalizacja naszych wysiłków pokojowych i rzeczywiste zakończenie tej wojny bez udziału strony amerykańskiej jest niemożliwe. Potrzebujemy ich zaangażowania, ich wpływu i nacisków na Rosję – mówił Sybiha.

Ukraiński minister wielokrotnie podkreślał, że Ukraina chce pokoju na sprawiedliwych i trwałych zasadach. – Dla nas zakończenie wojny nie jest sloganem. Jeden dzień wojny kosztuje Ukrainę około 450 milionów dolarów dziennie. Płacimy za tę wojnę najwyższą cenę. Atramentem, którym dziś pisana jest historia Europy, jest krew ukraińskich żołnierzy – mówił Sybiha.

„Pokój tylko sprawiedliwy”

Pytany o warunki przyszłego pokoju Sybiha nie pozostawiał pola do kompromisów w kwestii integralności terytorialnej Ukrainy. – Ukraina nigdy nie zaakceptuje żadnej formuły pokoju kosztem naszej suwerenności i integralności terytorialnej – podkreślał.

Według niego punktem wyjścia do zakończenia wojny powinno być trwałe zawieszenie broni, które otworzyłoby drogę do szerszych negocjacji pokojowych. Żądania Putina określił jako nierealne.

– Putin nie zmienił swoich żądań. Dziś chce od nas nie tylko wycofania wojsk, ale także rosyjskiej jurysdykcji nad okupowanymi terenami, rosyjskiej waluty, rosyjskiej flagi i rosyjskiego prawa. To jest dla nas nie do zaakceptowania – podkreślał.

Sikorski mówił z kolei, że prawdziwe zakończenie wojny będzie możliwe dopiero wtedy, gdy rosyjskie elity pogodzą się z porażką imperialnego projektu odbudowy rosyjskiego imperium.

– Wojna naprawdę skończy się dopiero wtedy, gdy Rosja uzna, że odbudowa imperium jest niemożliwa. Dopiero z postimperialną Rosją będzie można normalizować relacje – mówił.

Jednocześnie podkreślał, że Ukraina nie jest państwem, które można zmusić do kapitulacji. – Ukraina ma sprawczość. Nie można jej zmusić do kapitulacji, zwłaszcza gdy stoi za nią silne wsparcie finansowe i polityczne Europy – mówił.

Nie wprost uderzał też w Stany Zjednoczone. – Myślę, że Putin nie jest jedynym światowym przywódcą, który doświadczył tego, że łatwo jest rozpocząć wojnę, ale nie tak łatwo ją zakończyć, bo przeciwnik ma w tej sprawie coś do powiedzenia – mówił Sikorski.

Jego zdaniem w Waszyngtonie dojrzewa dziś świadomość, że wojny nie da się zakończyć ponad głowami Ukraińców i bez udziału Europy.

To Europejczycy uczą się dziś od Ukrainy

Duża część dyskusji dotyczyła zmian w europejskim myśleniu o bezpieczeństwie i obronności. Sikorski przyznał, że nastąpiło odwrócenie paradygmatu – to NATO i europejskie armie uczą się od Ukrainy, a nie na odwrót.

– Jeszcze rok czy dwa lata temu wydawało nam się, że to my szkolimy Ukraińców – mówił, nawiązując do początków wojny. – Dziś to my musimy uczyć się od nich, bo oni znają nowoczesne oblicze wojny – mówił.

Szef polskiego MSZ wskazywał, że wojna dronów całkowicie zmienia charakter pola walki. Jak tłumaczył, przy obecnych możliwościach rozpoznania praktycznie niemożliwe staje się osiągnięcie taktycznego zaskoczenia, ponieważ obie strony widzą ruchy przeciwnika nawet kilkadziesiąt kilometrów w głąb frontu.

Zdaniem Sikorskiego to armie europejskie powinny się uczyć od Ukrainy to dostosowywanie środków obrony do środków ataku.

– Bitwy wygrywa się dzięki sztuce operacyjnej, ale wojny wygrywa się dzięki ekonomicznej zdolności do podtrzymywania tych wysiłków. Dlatego ta zdolność Ukrainy do wybierania celów i przeciwstawiania się rosyjskim rakietom, samolotom i wszystkim innym środkom za pomocą niedrogiej broni, ma ogromne znaczenie – mówił Sikorski.

Sybiha dodawał, że ukraińskie doświadczenia już wpływają na sposób myślenia państw NATO o rozbudowie obronności. Mówił o szkoleniu zagranicznych armii przez ukraińskich instruktorów i o zainteresowaniu europejskich partnerów wspólną produkcją dronów.

– Ukraina jest gotowa współprodukować drony z państwami UE i pomagać chronić europejską przestrzeń powietrzną dzięki naszym technologiom – deklarował.

Sybiha podkreślał też, że Ukraina przestała być wyłącznie odbiorcą wsparcia w dziedzinie bezpieczeństwa, a staje się jego eksporterem. Jak mówił, ukraińskie technologie dronowe i doświadczenia z frontu są dziś wykorzystywane przez partnerów z NATO i Bliskiego Wschodu. – Staliśmy się partnerem bezpieczeństwa – mówił.

Jednocześnie obaj ministrowie podkreślali, że Europa musi zwiększyć własne zdolności produkcyjne. Sikorski mówił o konieczności dalszego podnoszenia wydatków na obronność i rozbudowy przemysłu zbrojeniowego, również we współpracy z amerykańskimi firmami. Jego zdaniem Europa wciąż nie robi wystarczająco dużo.

– Nie jestem zadowolony z tempa, w jakim wyciągamy wnioski z tej wojny – mówił. Przypominał, że w Bydgoszczy działa centrum JTEC, gdzie ukraińscy oficerowie analizują doświadczenia frontowe wspólnie z NATO, ale – jak podkreślał – „najważniejsze lekcje zdobywa się na polu walki”.

Zdaniem szefa polskiego MSZ Zachód musi szybciej przekładać doświadczenia Ukrainy na realne decyzje: produkcję uzbrojenia, reorganizację armii i rozwój nowych technologii. – Między zobaczeniem czegoś na froncie a zamówieniem tego przez rządy, budową fabryk i wyposażeniem armii mija zbyt dużo czasu. Ten proces trzeba skrócić – mówił Sikorski.

Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze