0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. AP Photo/Evgeniy MaloletkaFot. AP Photo/Evgeni...

Na zdjęciu: Drony dalekiego zasięgu An-196 „Liutyi” należące do Służby Wywiadu Obronnego Ukrainy ustawiają się w szeregu przed startem w nieujawnionej lokalizacji na Ukrainie, 28 lutego 2025 r. Fot. AP Photo/Evgeniy Maloletka

Krystyna Garbicz, OKO.press: Zacznę od memów, które krążą w ukraińskich mediach społecznościowych. W 2022 roku Rosjanie jechali do Ukrainy z mundurami galowymi, aby zorganizować w Kijowie paradę z okazji 9 maja – swojego Dnia Zwycięstwa w II wojnie światowej. W 2026 roku boją się zorganizować ją na Placu Czerwonym w Moskwie.

W tym roku parada ma się odbyć z ograniczeniami – bez sprzętu wojskowego ze względu na „sytuację operacyjną”. Do stolicy sprowadzono dodatkowe instalacje obrony przeciwlotniczej. Od 2 maja Ukraińcy dzień w dzień atakują Moskwę. 4 maja trafili w luksusowy apartamentowiec 6 km od Kremla. 6 maja zrobili przerwę – i zaproponowali Putinowi rozejm. Oferta nie została przyjęta, więc od 7 maja kolejne drony poleciały na Moskwę. I na wiele regionów Rosji.

4 lata temu trudno byłoby sobie nawet wyobrazić taką sytuację. O czym to świadczy?

Wadym Kusznikow, ukraiński ekspert wojskowy, dyrektor wykonawczy Centrum Informacyjno-Analitycznego „Militarnyj”: Przede wszystkim potwierdza to dość starą tezę, że każda wojna jest kuźnią technologii.

Od momentu pełnoskalowej inwazji te technologie radykalnie ewoluowały. Na początku drony były tylko środkami rozpoznawczymi. Tak używano zarówno dronów rozpoznawczych, specjalnie zaprojektowanych do tych zadań, jak i dronów „cywilnych” zaadaptowanych do potrzeb wojskowych (jak np. Mavic). Z czasem okazało się, że drony mają szersze zastosowanie i można z ich pomocą razić wroga. Na Mavicach zaczęto montować uchwyty na materiały wybuchowe, aby je zrzucać na wroga.

Kolejnym etapem były lata 2023–2024, kiedy Ukraina stanęła w obliczu deficytu konwencjonalnej amunicji artyleryjskiej. To dało silny impuls do poszukiwania asymetrycznej odpowiedzi. Wówczas drony FPV (czyli kierowane zdalnie, dzięki obrazowi przesyłanemu z kamerki drona) nie były już nowością, ale ich zastosowanie było raczej punktowe i ograniczone. Wtedy okazało się, że mogą zastąpić brakujące pociski, bo mogą być precyzyjne, cel można wybrać w czasie rzeczywistym, co pozwalało niszczyć cele o najwyższym priorytecie.

Dziś sytuacja jeszcze bardziej się zmieniła. Siły bezpieczeństwa i obrony Ukrainy korzystają z dronów nie tylko do pojedynczych zadań, ale zadań na poziomie operacyjno-taktycznym i strategicznym. I o coraz większym zasięgu.

Wcześniej to Rosja urządzała sobie zmasowane ataki na cały teren Ukrainy.

W przeciwieństwie do Rosjan na początku inwazji pełnoskalowej Ukraina miała niewiele środków, które mogłyby przelecieć ponad 100 kilometrów. Były to pozostałe po ZSRR taktyczne zestawy rakietowe typu Toczka, Toczka-U, i dostarczane przez sojuszników rakiety, przede wszystkim ATACMS z USA. Było ich mało więc i ich użycie było ograniczone.

I to właśnie stało się impulsem, aby w samej Ukrainie i to na dużą skalę stworzyć metody niszczenia strategicznych i ważnych celów wroga daleko za linią frontu. Pomysły na takie głębokie ataki, w ramach operacji Deep Strike, ewoluowały. Dzisiaj mamy drono-rakiety i rakieto-drony. Do ich produkcji w większości wykorzystujemy komponenty cywilnego pochodzenia, ale wszystko razem składa się na rozwiązanie zadań wojskowych. I to już jest produkcja masowa, a do tego – zdecentralizowana.

Przeczytaj także:

Jak Ukraina osłabia przeciwnika?

Teraz – ku zdumieniu Rosjan – Ukraina w coraz większym stopniu przenosi działania wojenne na terytorium Rosji. Atakuje infrastrukturę zasilającą wojnę: magazyny wojskowe, sieci transportowe, instalacje naftowe (bo one finansują wojnę), zakłady pracujące dla wojska. Jak wynika z komunikatu ukraińskiego Ministerstwa Obrony, Ukraina zaatakowała w kwietniu 14 obiektów rosyjskiego sektora paliwowego. Rosyjscy oficjele powtarzają dziś, że „żaden region Rosji nie może czuć się bezpiecznie”.

Ukraina szacuje, że od początku roku Rosja straciła co najmniej 7 miliardów dolarów zysków z ropy, właśnie w wyniku ukraińskich uderzeń wymierzonych w obiekty sektora naftowego.

Czy możemy zepsuć Rosjanom ich święto 9 maja? Chyba tak, dysponujemy niezbędnymi siłami i środkami. Pamiętajmy jednak, że Rosja również metodycznie i nieustannie uderza w Ukrainę.

Taktyka Rosjan różni się od taktyki stosowania dronów bojowych przez ukraińskie siły zbrojne. Nasze cele są wojskowe. Chodzi o osłabienie zdolności militarnych Rosji. Rosjanie natomiast nie stronią od stosowania metod terrorystycznych, bo im chodzi o zastraszenie społeczeństwa i złamanie jego ducha oporu. Niestety, niemal codziennie trafiają w obiekty cywilne, obrona nie jest w stanie zniszczyć wszystkich pocisków. Ofiarami padają przede wszystkim ukraińscy cywile.

Ale to, co nazywamy „sankcjami kinetycznymi” Ukrainy, przynosi efekty i wojna zmienia swój charakter.

W ciągu rosyjska infrastruktura naftowa została poważnie osłabiona. Wszystkie porty, z których Rosja może prowadzić eksport z europejskiej części (Ust-Luga, Primorsk, Tuapse, Noworosyjsk) zostały trafione. A na Dalekim Wschodzie Rosja ma jeden port. Ukraina pozbawiła ją więc narzędzi do eksportu swoich surowców energetycznych, a więc i wpływów walutowych.

To samo dotyczy ataków na infrastrukturę wojskową. Udane działania na początku tego roku, na przykład ataki na zakład w Wotkińsku, który jest fabryką produkującą seryjnie rosyjskie pociski balistyczne i manewrujące, ataki na przedsiębiorstwo zbrojeniowe „WNIIR-Progress” 5 maja itd. – wszystko to bezpośrednio osłabia potencjał wroga. Zmniejsza liczbę rakiet, które mogłyby być wystrzelone w kierunku Ukrainy.

To również ważne dla zrozumienia logiki działania naszych sił bezpieczeństwa i obrony, jeśli mówimy o tzw. deep strike`ach.

W ciągu jednego ataku Rosja potrafi zabić wiele osób. Ale sama skarży się, że giną jej cywile. Od lutego 2022 roku ponad 27 tys. rosyjskich cywili miało zostać rannych, a ponad 8 tys. zginęło. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku miało ucierpieć co najmniej 1725 osób, w tym 266 osób zginęło. Te liczby mają wymiar symboliczny, bo są wyższe od tych, którymi Rosja oficjalnie opisuje swoje straty wojskowe na froncie. Niezależnie od tego, że poległych liczyć należy w dziesiątkach i setkach tysięcy, oficjalnie Moskwa mówi o niespełna 6 tysiącach.

Gdyby rzeczywiście na terytorium Rosji odnotowano tak znaczną liczbę ofiar wśród ludności cywilnej, rosyjska propaganda nie przepuściłaby okazji, by pokazać to całemu światu.

Ale tego nie widzimy. Widzimy, jak płoną obiekty wojskowe, infrastruktura naftowa. W przeciwieństwie do Ukrainy, gdzie jak już wspomniałem, niemal codziennie są zniszczenia infrastruktury cywilnej.

Rosyjski reżim ma coraz większe trudności z ukryciem udanych ukraińskich ataków. Władze ze względów bezpieczeństwa wyłączają nie tylko mobilny internet, a nawet telefony. Rosjanie się skarżą, że nie mogą zadzwonić nawet po karetkę z telefonów stacjonarnych. Rosyjscy blogerzy wojskowi mówią o tym, że Rosja przegrywa tę wojnę. Czy te nastroje mogą wpłynąć na decyzje Kremla?

Informacje o gorszej sytuacji Rosji pojawiają się coraz częściej nawet w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej, najprawdopodobniej jednak nie docierają do Putina. Według danych europejskich służb wywiadowczych i niezależnych dziennikarzy przebywa on w izolacji i przede wszystkim obawia się zamachu na jego władzę i życie.

Nie możemy więc zakładać, że Rosja wyciągnie wnioski z tego, co się naprawdę dzieje. Rosyjski reżim jest scentralizowany, a ostateczne decyzje podejmuje jedna osoba – oderwany od rzeczywistości Putin.

Na początku kwietnia „Militarnyj”, powołując się na francuskiego analityka Clémenta Molina, napisał, że Ukraina wyprzedziła Rosję pod względem liczby wystrzelonych w ciągu miesiąca dronów dalekiego zasięgu (deep strike). Taki sam wniosek płynie z danych oficjalnych. Rosyjski MON ogłosił, że w marcu udało się nad Rosją zestrzelić 7347 ukraińskich dronów. Tymczasem Siły Powietrzne Ukrainy odnotowały w tym samym okresie nad Ukrainą 6462 rosyjskich dronów i 138 pocisków.

„Ukraina po raz pierwszy wysłała ponad 1000 dronów na terytorium Rosji w sierpniu 2024 roku, 3000 – w lipcu 2025 roku i 7000 – w marcu 2026 roku” – zauważa Molin. Jak Ukrainie się to udaje? Co możemy powiedzieć o metodach i taktykach ukraińskich żołnierzy? W jaki sposób ukraińskim dronom udaje się omijać rosyjską obronę powietrzną?

Danych rosyjskiego MON nie można traktować jako stuprocentowo wiarygodnych, pokazują jednak tendencję i są dowodem, że ukraińscy producenci znaleźli sposób na skalowanie swoich rozwiązań.

Ukraina doskonaliła i rozwijała kilkanaście różnych produktów i platform, które mogłyby nadawać się do ataków Deep Strike. Rosjanie natomiast po prostu na szeroką skalę wdrożyli produkcję dronów na podstawie technologii irańskiej.

Ukraina podążała ścieżką prób i błędów w poszukiwaniu rozwiązań, które najlepiej odpowiadałyby potrzebom ukraińskich sił bezpieczeństwa. Rosja – nie.

W tej chwili skupiamy wysiłki na dwóch lub trzech produktach, które mają największy potencjał w zakresie produkcji seryjnej. Stąd się biorą rosnące liczby w komunikatach rosyjskiego MON.

Natomiast jakość uderzeń wynika przede wszystkim z zastosowania rozwiązań technologicznych, dzięki którym drony są inteligentne i potrafią orientować się w terenie nawet przy braku nawigacji satelitarnej. Blisko linii frontu nie ma nawigacji satelitarnej w ogóle, w Rosji również nie działa GPS lub inne systemy nawigacyjne. Ale Ukraina znalazła inne rozwiązania – w kraju i u swoich partnerów.

Kolejnym aspektem, który zwiększa szanse Ukrainy, jest przygotowanie do misji. Obrona Ukrainy opiera się na danych. Gromadzimy i analizujemy dane wywiadowcze. Na ich podstawie możemy wytyczyć trasę, która ominie punkty obrony przeciwlotniczej wroga. Dron może manewrować, zmieniać prędkość, wysokość lotu, utrudniając wykrycie i przechwycenie.

W tym zakresie ogromną rolę odgrywają nasi partnerzy, którzy dostarczają Ukrainie dane z rozpoznania satelitarnego oraz dane z rozpoznania radiotechnicznego, na których możemy się opierać podczas przygotowywania misji.

To jest złożony i precyzyjny system.

Czyli Ukraina korzysta z danych, by omijać rosyjską obronę przeciwlotniczą, albo ją niszczy – tworząc w ten sposób bezpieczne korytarze dla swoich dronów.

Tak. Jeśli chodzi o obronę przeciwlotniczą, to Rosjanie już borykają się z niedoborem pocisków przechwytujących. Tendencja ta zaczęła nabierać tempa jeszcze w 2025 roku.

Wtedy mowa była o kompleksach, które wróg rozmieszcza na linii frontu, aby osłaniać swoje oddziały. Chodzi o przeciwlotnicze zestawy rakietowe OSA w różnych wersjach, Strieła-10, Buki.

Bezpośrednim dowodem na ten niedobór jest informacja, że Rosjanie są zmuszeni odkupywać te zestawy od partnerów, którym je wcześniej sprzedali.

Już w tym roku widzimy, że ten niedobór dotyczy nie tylko systemów średniego i krótkiego zasięgu, ale także dalekiego – takich jak S-300 i S-400. Wróg jest już zmuszony wybierać, które obszary ma osłaniać i jakimi środkami.

Rosyjska propaganda mówiła, że Ukraina do ataków na Rosję korzysta z przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich. Rosjanie mogą to później wykorzystać dla eskalacji konfliktu. Nie sądzi pan?

Rosjanie wielokrotnie zarzucali naszym partnerom, którzy pomagają Ukrainie, że udostępniają swoje terytorium i przestrzeń powietrzną do przeprowadzania ataków na terytorium Rosji. Często Rosja wykorzystuje to jako pretekst do oskarżania tego czy innego państwa o agresję wobec siebie.

Jednak sami Rosjanie obalili tę tezę. Na przykład propagandysta Ilja Tumanow wyraźnie wykazał, że podczas wiosennych ataków w obwodzie leningradzkim ukraińskie drony nie korzystały z przestrzeni powietrznej ani państw członkowskich NATO, ani też z pomocy partnerów. Leciały nad Rosją, a rosyjska obrona powietrzna nie potrafiła ich zatrzymać.

Rozwój ukraińskiej obronności

Dużo rozmawialiśmy o dronach, ale w 2026 roku ataki dalekiego zasięgu na infrastrukturę wojenną w Rosji stały się normą również dzięki ukraińskiemu rozwojowi rakiet dalekiego zasięgu, takich jak Flamingo.

W połowie kwietnia, z okazji Dnia Zbrojara (rzemieślnika broni), prezydent Ukrainy zaprezentował ponad 50 rodzajów ukraińskiej broni, która powstała w warunkach wojennych. Wśród nich znalazło się 31 dronów: dalekiego zasięgu, FPV, bombowe, zwiadowcze, uderzeniowe typu kamikadze oraz przechwytujące. Na przykład, dalekosiężny dron uderzeniowy typu kamikadze Lutyj, przyjęty do uzbrojenia w 2024 roku. Ma zasięg lotu do 2000 km, a ładunek bojowy wynosi 50–75 kg.

Są też rakiety, na przykład dalekosiężna rakieta Flamingo, której seryjna produkcja rozpoczęła się w 2025 roku. Jest ona w stanie trafiać cele w odległości do 3000 km i przenosić ładunek bojowy o masie ponad tony.

Jak ocenia Pan zdolności obronne Ukrainy? Jak one dziś prezentują się na tle rosyjskich?

Jeśli spojrzeć na statystyki dotyczące zniszczeń na polu bitwy czy obiektów strategicznych, drony zajmują pierwsze miejsce. Rosjanie najczęściej stosują drony o irańskim rodowodzie, typu Shahed, czyli Gerań 1 i 2. Pracują nad udoskonaleniem oraz wersjami reaktywnymi tych dronów – nad modelami Gerań 3 i 5.

W Ukrainie również obserwujemy rozbudowę istniejących zasobów, na przykład AN-196 Lutyj [na zdjęciu u góry], który przeszedł już kilka modernizacji. Jeśli spojrzeć na początkową wersję, to jego uzbrojenie bojowe zwiększyło się niemal dwukrotnie.

Ale prawdą jest też, że Ukraina rozbudowuje swoje możliwości w zakresie uzbrojenia rakietowego. Są to pociski Neptun, które zostały udoskonalone – tak zwane długie Neptuny zdolne są do rażenia celów naziemnych. Rozbudowujemy nasz program rakiet balistycznych, wprowadzamy do uzbrojenia kompleks operacyjno-taktyczny Sapsan. Pewne sukcesy odnotowano również w sektorze prywatnym, na przykład rakiety balistyczne FP-7 i FP-9 firmy Fire Point.

Najbardziej przełomowym kierunkiem rozwoju są drony morskie. Ta nisza praktycznie nie istniała w Ukrainie. W krótkim czasie dzięki pomocy naszych partnerów – choć zdecydowaną większość zespołu stanowili ukraińscy specjaliści pracujący nad tymi projektami – ten obszar odnotował ogromny wzrost.

Właśnie dzięki operacjom z wykorzystaniem morskich dronów działania Rosji na Morzu Czarnym mają ograniczony charakter. Rosjanie już nie czują się tam swobodnie, zostali zmuszeni do przeniesienia znacznej części swojej floty czarnomorskiej z okupowanego Krymu do swoich baz na kontynencie – do Noworosyjska.

Rosjanie są jednak nadal w lepszej sytuacji, bo odziedziczyli po Związku Radzieckim potężny przemysł obronny i zbrojeniowy. Są w stanie samodzielnie produkować znaczne ilości uzbrojenia. Europie Środkowej i Zachodniej brakuje takiego zaplecza. Chodzi o produkcję operacyjno-taktycznych kompleksów rakietowych, o dalekosiężne pociski manewrujące wystrzeliwane z powietrza, o pociski manewrujące wystrzeliwane z morza – są to pociski Ch-101 i 3M-14 Kalibr.

Mamy jeszcze przed sobą długą drogę i wiele do zrobienia.

Mówiąc „my”, mam na myśli Ukrainę działającą w ścisłej współpracy z europejskimi partnerami.

Ponieważ jest to już kwestia nie tylko obrony Ukrainy, ale kwestia zbiorowej obrony europejskiej – jak szybko uda nam się przeciwstawić rosyjskiej machinie wojennej skuteczne rozwiązania.

Naziemne systemy zrobotyzowane na froncie

W każdym razie Ukraina dokonała w ciągu kilku lat znaczącego postępu w dziedzinie technologii. Zmienia się charakter działań wojennych na polu bitwy. Drony pełnią różne funkcje. Na froncie wykorzystywane są naziemne systemy zrobotyzowane.

Niedawno prezydent Zełenski informował, że Siły Zbrojne Ukrainy po raz pierwszy w historii tej wojny przeprowadziły udany szturm bez udziału żołnierzy – i przejęły rosyjską pozycję wyłącznie przy pomocy platform bezzałogowych i dronów. Co to oznacza? To nowy etap wojny rosyjsko-ukraińskiej? Co należy o tym wszystkim wiedzieć? W jakim stopniu jest to skuteczne?

Naziemne systemy zrobotyzowane rozwijają się teraz tak dynamicznie, jak wcześniej rozwijały się drony FPV.

Branża ta wchłania i wykorzystuje najskuteczniejsze rozwiązania w zakresie łączności i nawigacji. Jeśli na początku naziemne systemy zrobotyzowane służyły wyłącznie do zadań logistycznych czy zdalnego minowania, to teraz pojawiają się nowe możliwości – są środkami rażenia ogniowego, ewakuacji rannych z pola walki.

90 proc. zadań, w których obecnie wykorzystuje się naziemne systemy zrobotyzowane, nadal dotyczy logistyki. Chodzi o ewakuacje, dostarczanie amunicji i prowiantu na te odcinki linii frontu, gdzie wróg ustanowił strefę śmierci, „killzonę” i wykorzystuje drony FPV. Aby uchronić ukraińskich żołnierzy, tam właśnie stosuje się obecnie naziemne systemy zrobotyzowane.

Jednak oprócz tego obecnie rozwija się również koncepcja oddziałów szturmowych systemów bezzałogowych. Chodzi o połączenie bezzałogowych systemów powietrznych, naziemnych systemów zrobotyzowanych oraz żołnierzy na ziemi podczas działań szturmowych i obronnych, żeby tam, gdzie jest to możliwe zminimalizować ryzyko dla żołnierza i wykonywać zadania za pomocą narzędzi, które nie narażają żołnierza na niebezpieczeństwo.

Prezydent Zełenski zlecił Ministerstwu Obrony dostarczyć wojsku w 2026 roku 50 tys. takich naziemnych systemów zrobotyzowanych, ponieważ „to ochrona życia” wojskowych. Da się ich tyle wyprodukować?

W 2025 roku Ukraina wyprodukowała około 2 milionów bezzałogowych statków powietrznych różnych typów. Przy zapewnieniu finansowania oraz przejrzystych warunków zawierania umów realizacja takiego zlecenia jest możliwa.

Ukraińskie naziemne systemy zrobotyzowane i firmy, które je produkują, budzą duże zainteresowanie wśród przedsiębiorstw zbrojeniowych w Europie. Widać to na przykładzie tworzenia wspólnych przedsiębiorstw, inwestowania rozszerzenia tej produkcji.

Ale zwykli Europejczycy – i być może nie tylko oni – wciąż mają archaiczny sposób myślenia o tej wojnie. Porównują ją z II wojną światową. Czy to doświadczenie Ukrainy związane z rozwojem technologii, tanich dronów może doprowadzić do trwałych zmian w doktrynach wojskowych państw NATO?

Naziemne systemy zrobotyzowane przy obecnym stanie rozwoju technologii nie rozwiążą wszystkich problemów. To jeszcze nie są czasy jak z „Terminatora” Jamesa Camerona.

Człowiek niestety nadal jest kluczowy na polu bitwy. Dronami sterują ludzie. Drony obecnie stanowią wsparcie dla żołnierzy na linii frontu.

Nawet najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne nie zastąpią człowieka w podejmowaniu decyzji operacyjnych.

Państwa członkowskie NATO dostrzegają, że wojna uległa zmianie. Jest już faktem, że technologie wprowadziły nowe taktyki i metody rażenia oraz przeciwdziałania.

Kraje europejskie starają się obecnie wyciągnąć jak najwięcej wniosków z tych doświadczeń, aby być gotowymi do działań, gdyby takie zagrożenie rzeczywiście stało się rzeczywistością.

Widać to w manewrach wojskowych, np. Hedgehog-2025, podczas których 10 ukraińskich operatorów dronów powstrzymało połączoną zmechanizowaną jednostkę brytyjsko-estońską, czyli oddział na poziomie batalionu.

To samo dotyczy technologii morskich. Podczas ćwiczeń w Portugalii ukraińskie drony morskie i ukraińscy operatorzy zdołali zniszczyć od razu kilka okrętów wojennych i zrobili to tak dyskretnie, że pojawiło się pytanie: czy wy nas zaatakujecie? Ukraińscy operatorzy odpowiedzieli, że już sobie poradzili – „zostaliście pokonani”.

To są ważne informacje dla najwyższego dowództwa. W pewnym sensie na szczęście żadne państwo europejskie nie ma jeszcze praktycznego doświadczenia w tej dziedzinie. Wszystko to odbywa się wyłącznie w ramach kontrolowanych ćwiczeń, gdzie obecni są obserwatorzy, gdzie znajdują się studia, gdzie zapewnione są wszelkie warunki niezbędne do bezpiecznego przeprowadzenia takich działań.

Te zmiany odbywają się nie tylko w Europie. Stany Zjednoczone, dostrzegając, że FPV jest obecnie jednym z głównych środków na polu walki, utworzyły już specjalne jednostki – pionierem w tej dziedzinie był Korpus Piechoty Morskiej – w ramach swojej armii.

Producenci również zdają sobie sprawę, że nawet najnowocześniejsza broń, jeśli kosztuje miliony i nie da się jej szybko produkować na masową skalę, w końcu się skończy. Jedna z jednostek rakietowo-artyleryjskich Stanów Zjednoczonych w ramach operacji „Epic Fury” przeciwko Iranowi zużyła cały dostępny zapas nowoczesnych pocisków balistycznych PrSM. Aby uzupełnić te zapasy, trzeba będzie wstrzymać się z ich użyciem przynajmniej przez rok.

Ukraina niestety nie dysponuje wystarczającą ilością czasu, aby zgromadzić arsenał takiej broni. W związku z tym decyzje, które powstają i są realizowane na Ukrainie, mają bezpośredni wpływ między innymi na tak zaawansowane potęgi militarne, jak Stany Zjednoczone Ameryki.

W USA pojawił się – jak pisało wielu dziennikarzy – ich Shahed, uderzeniowy bezzałogowiec LUCAS. Jest to rozwiązanie, które można szybko wdrożyć na dużą skalę, a na przykład przy użyciu wojskowych satelitów Starlink, którymi dysponują Stany Zjednoczone, zwanych Starshield te bezzałogowce mogą być sterowane i wysoko precyzyjne.

Wszystko to, co dzieje się na naszej wojnie, ma bezpośredni wpływ na zmiany w wojskowych doktrynach.

Zmienia się też na podejście do zamówień wojskowych, prawo.

Jednym z problemów biurokracji wojskowej w Ukrainie na początku wprowadzania i masowego stosowania dronów FPV było brak jasności, jak w ogóle sformalizować tę kwestię pod względem dokumentacyjnym. W krajach europejskich jest podobnie, te kwestie wymagają uregulowania.

„Normalizacja” wojny

Niedawno rozmawiałam w pociągu z Polakiem, który był zaskoczony tym, że Ukraina coraz częściej uderza w Rosję. „Rosjanie atakują codziennie, a Ukraina tylko co jakiś czas gdzieś tam uderzy, a tak to siedzi cicho” – mówił. Wiedza o sukcesach Ukrainy nie jest powszechna.

Bo te informacje spowszedniały – a wie pani jako dziennikarka, co to oznacza.

W 2022 roku, kiedy Ukraina zadawała pierwsze uderzenia, na przykład na tymczasowo okupowany Krym, na lotnisko i bazę lotniczą w Sakach, pisały o tym media z całego świata. Pierwszy atak na Moskwę był sensacją. Dziś kilkadziesiąt dronów zestrzelonych nad stolicą Putina nie budzi już zainteresowania.

Coś podobnego stało się w Ukrainie. Nie wstrząsa nami wiadomość, ile konkretnie dronów nadleciało z Rosji ostatniej nocy. Zagranicznej opinii publicznej też to spowszechniało.

Tak naprawdę jest to ważna kwestia – pokazywać, że

Ukraina nie tylko cierpi, ale potrafi zadawać bolesne ciosy w odpowiedzi.

Im bardziej bolesne, tym większe znaczenie mają te wiadomości. Widać to po atakach na infrastrukturę naftową, porty w Ust-Łudze i Tuapse, na obiekty wojskowe. Dla przeciętnego człowieka może być niezrozumiałe, dlaczego tak istotne są uderzenia po przedsiębiorstwie „WNIIR-Progress” lub „Kremnij El”. Nasz portal, Militarnyi.com, który na co dzień analizuje wojenne wydarzenia, właśnie stara się wyjaśniać, dlaczego jedno uderzenie może wytrącić z równowagi cały łańcuch produkcyjny. Bez jednego ważnego elementu rakieta nie zostanie zmontowana i nigdzie nie poleci.

Wyjaśniamy, że nie jest to po prostu kolejny wybuch, który spowodował wybicie szyb w sąsiednich budynkach, a ważny element ogólnych działań mających na celu osłabienie potencjału militarnego lub gospodarczego Rosji.

Jak według pana przebiegnie Parada 9 maja? Należy spodziewać się jakichś ataków z ukraińskiej strony?

Nie mamy dostępu do danych ukraińskiego Sztabu Generalnego (podobnie jak do danych rosyjskiego), ale widzimy, że nasze ataki mają stały i systematyczny charakter.

Najprawdopodobniej defilada przebiegnie dla Rosjan stosunkowo spokojnie. Albo też oni będą usilnie starać się za pomocą swoich narzędzi propagandowych stworzyć wrażenie, że wszystko przebiega spokojnie.

Jednak zadania związane z niszczeniem obiektów wojskowych nigdzie nie znikają. Na terenie Moskwy również znajduje się wiele obiektów o charakterze wyłącznie wojskowym. Stanowią one uzasadniony cel dla ataku. I możliwe, że zadanie lub misja polegająca na ich zniszczeniu zbiegnie się w czasie z organizacją tej parady.

8 maja Ukraińcy trafili w Rosji: rafinerię w Jarosławiu (800 km od granicy z Ukrainą) oraz rafinerie w Permie (1600 km), dwa obiekty wojskowe w Rostowie nad Donem (500 km) i bazę wojskową pod Groznym w Czeczenii (1000 km). Kilkadziesiąt ukraińskich dronów Rosjanie zestrzelili nad Moskwą.

Współpraca Agnieszka Jędrzejczyk

Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze