0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Agata Kubis/OKO.pressAgata Kubis/OKO.pres...

Jaka jest sytuacja na granicy polsko-białoruskiej? Grupa Granica odpowiada, że pomaga 50-70 osobom tygodniowo. Kilkanaście osób dziennie. Ostatnia interwencja na bagnach była dramatyczna. W niedzielę 27 lutego trwała akcja ratunkowa niedaleko zalewu Siemianówka. Straży Granicznej udało się uratować z bagien panią Samar z Syrii i pana Marwana z Iraku. SG przyjęła od nich wnioski o ochronę międzynarodową.

Cztery dni wcześniej w tym samym miejscu podobna sytuacja - na bagnach utknęło 5 uchodźców z Syrii i Jemenu. Jedna z osób mówiła, że w ciągu 6 dni była wypychana przez granicę - przez polskie służby - 12 razy. O ciężkiej sytuacji pięciu osób, służby poinformowali aktywiści i długo nie mieli odpowiedzi, czy akcja ratunkowa została podjęta. Do uchodźców ostatecznie dotarła Straż Graniczna.

Jednocześnie 2 marca, zaledwie 6 dni po wybuchu wojny w Ukrainie, w życie weszło rozporządzenie MSWiA z 28 lutego o przedłużeniu stanu wyjątkowego na polsko-białoruskiej granicy do 30 czerwca 2022. W kolejnych miesiącach nie będzie można zatem wjechać na teren przygraniczny ani dziennikarzom, ani pomocy humanitarnej. W styczniu 2022 Sąd Najwyższy orzekł, że rząd PiS nie mógł wprowadzić całkowitego zakazu wjazdu do strefy stanu wyjątkowego dla dziennikarzy. Rząd nie mógł też zakazać organizacjom humanitarnym niesienia pomocy dla migrantów w strefie. Zakazy naruszają Konstytucję.

Przeczytaj także:

O sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, także w kontekście agresji rosyjskiej na Ukrainę i przyjmowaniu uchodźców, rozmawiamy z Aleksandrą Chrzanowską ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej i Grupy Granica.

SIP przygotował stronę internetową z informacjami prawnymi dla wszystkich, którzy przybywają z Ukrainy do Polski: ukraina.interwencjaprawna.pl.

Po ukraińsku: Юридична інформація для громадян України, які шукають можливості в'їзду та перебування в Польщі ukraina.interwencjaprawna.pl/uk/

Dla osób przyjeżdżających do Warszawy: Корисні контакти та інформація для осіб, що прибувають з України. ВАРШАВА.

Magdalena Chrzczonowicz, OKO.press: Jak teraz wygląda sytuacja na granicy polsko-białoruskiej?

Aleksandra Chrzanowska, Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, Grupa Granica: Codziennie dostajemy po kilka, kilkanaście zgłoszeń. Nie wiemy, ilu ludzi jest jeszcze po białoruskiej stronie. W ostatnich dniach dostaliśmy informacje od ludzi spotkanych w lesie, że jest jeszcze jedno miejsce, gdzie na pewno jest przetrzymywanych kilkadziesiąt osób - 50-60 - po białoruskiej stronie, gdzieś blisko granicy. Nie wiemy też, ile osób jest rozproszonych po całej Białorusi.

Większość tych zgłoszeń dotyczy osób, które są od dłuższego czasu w Białorusi. Takie też mamy informacje od niezależnego białoruskiego środowiska monitorującego tę sytuację. To nie są osoby, które przyjechały w ciągu ostatnich dni, czy ostatniego tygodnia. Cały czas kilkadziesiąt, a może kilkaset osób po białoruskiej stronie jest i próbują się tutaj przedostać. Zgłoszenia o pomoc ciągle dostajemy.

Sytuacja tych osób jest zresztą tym trudniejsza, że to są osoby, które już są tu długo, które są tu od kilku tygodni, a czasem nawet od kilku miesięcy. Osoby, które są wielokrotnie zawracane i wywożone do Białorusi, one już nie mają siły, są wyczerpane.

Dostajemy też oczywiście zgłoszenia osób ze strony białoruskiej, które są w potrzasku - próbują się przedostać, są bardzo szybko wyłapywane, wyrzucane przez granicę. Próbują znowu. Granica jest teraz mocno strzeżona, służb jest tam bardzo dużo. Najgorsze są te właśnie sygnały - osoby od strony białoruskiej, w opłakanym stanie, ale nic nie możemy zrobić.

Jaki jest teraz sposób działania białoruskich pograniczników? Wypychają na granicę?

Mamy sprzeczne doniesienia. Niektórzy mówią, że tak, że dostają rozkaz, żeby iść na polską granicę, od innych osób słyszymy, że teraz Białoruś utrudnia zbliżanie się do granicy. Nie ma tutaj niestety rzetelnej sprawdzonej informacji, jak jest. Otrzymujemy też informacje o bardziej brutalnym traktowaniu osób ze strony funkcjonariuszy białoruskich, polegającym na przetrzymywaniu bez jedzenia, dostępu do wody.

Co się dzieje z osobami, którym udzielacie pomocy? Przyjeżdża Straż Graniczna, czy raczej te osoby chcą iść dalej?

To oczywiście zależy. Opcje są takie: czasem ktoś od razu wie, że chce się ubiegać o ochronę i prosi o pomoc w tym zakresie. Inna sytuacja - osoby dostają od nas pomoc humanitarną i nie opowiadają, co planują dalej, to nie nasza sprawa. Są sytuacje dramatyczne, gdy ktoś po bardzo złych doświadczeniach z mundurowymi bardzo się ich boi i nie chce żadnego kontaktu, ale trzeba wezwać karetkę i wtedy zawsze przyjeżdżają służby. To robimy w ostateczności - gdyby ktoś był umierający, w sytuacji zagrożenia życia. To jest zawsze wybór tragiczny: wezwać karetkę, czy nie, jeśli nie ma zabezpieczeń w postaci postanowienia ETPCz [tzw. interim measures, czyli środki tymczasowe zabraniające wydalenia osoby z kraju do rozstrzygnięcia jego sprawy], albo obecności RPO, bo to jeszcze jest jakiś gwarant tego, że SG przyjmie wniosek o ochronę. Bez tego nie ma gwarancji, że ktoś nie zostanie po podaniu leków, zastrzyku, po drobnym odżywieniu odesłany z powrotem na granicę.

Ludzie coraz bardziej boją się ubiegać o ochronę w Polsce, bo dotarły już do nich informacje, że nawet jeżeli SG przyjmie wniosek, to człowiek trafi pod klucz np. do Wędrzyna.

Czasem jest tak, że ktoś z mieszkańców przygarnie takiego człowieka pod swój dach, żeby mógł ochłonąć, odżywić się, i wtedy ta osoba, po uzyskaniu w normalnych warunkach informacji prawnej, ma szanse chwilę na spokojnie pomyśleć i zdecydować, czy chce się ubiegać o ochronę międzynarodową i poczekać na postanowienie ETPCz o interim measures, ciągle najskuteczniejszy, żeby zapobiec wyrzucaniu za drut.

Kontakt ze służbami bez tego zabezpieczenia jest ostatecznością, sytuacją awaryjną, gdy człowiek jest zbyt wykończony, by czekać choćby chwilę dłużej. Ujawnienie się w takiej sytuacji oznacza najczęściej w krótszej lub dłuższej perspektywie kolejną wywózkę za druty albo ośrodek zamknięty.

Ile było tych środków tymczasowych, tzw. interim measures?

Od sierpnia do końca grudnia było trochę ponad 30 postępowań dotyczących ponad 110 osób, w których ETPCz wydał postanowienie o zakazie wydalenia osób z Polski. W tym roku uzyskaliśmy kilka takich postanowień.

Jak duży jest “ruch” na granicy w porównaniu z jesienią i przełomem roku?

Ludzi jest oczywiście mniej niż jesienią. Przez cały styczeń ruch był bardzo mały, bo było bardzo zimno. Ludzie przeczekiwali najzimniejszy, najbardziej niebezpieczny czas. Większy ruch zbiegł się niemal co do dnia z poprawą pogody. Taka jest też dynamika ruchów migracyjnych.

A jak oceniacie zachowanie służb wobec migrantów?

Na przełomie roku mieliśmy poczucie, że jest nawet ostrzej - SG ich wypycha albo umieszcza w zamkniętych ośrodkach, niezależnie od stanu zdrowia. Obserwowaliśmy też większą skuteczność służb w wyłapywaniu ludzi w lasach przy samej granicy, wyrzucaniu ich za druty zapewne w momencie ich przekraczania lub chwilę po. Patroli było więcej, zagęściło się.

Teraz wciąż jest podobnie, tylko próśb o pomoc mamy znów więcej niż na początku roku.

A jakie jest podejście do was, do osób pomagających - aktywistów, mieszkańców. Coś się zmieniło, czy ciągle jesteście obserwowani, straszeni?

Tu nic się nie zmieniło. Władze i służby kryminalizują nasze działania. Szczególnie trudną sytuację mają mieszkańcy, którzy udzielili schronienia migrantom, którzy zdecydowali się np. złożyć wniosek o ochronę, ale woleli zgłosić się do SG już z postanowieniem o zabezpieczeniu z ETPCz. Oczywiście, w zimie nie da się czekać w lesie, a to może trwać godziny, dobę a czasem trzeba czekać do końca weekendu. Mieszkańcy, którzy takiego schronienia udzielili są wzywani na świadków w sprawach o nielegalne przekroczenie granicy. Na świadków, czyli nie można odmówić odpowiedzi, bo teoretycznie nie jest się o nic oskarżonym. Ale te osoby i tak się czują oskarżone m.in. przez sposób ich odpytywania.

Pojawiają się też przekazy medialne i ze strony Straży Granicznej, które miały zdyskredytować aktywistów, jako zagrażających migrantom. Aktywiści mieli zostawić plecaki z drogą zawartością w miejscu szczególnie niebezpiecznym, na bagnach. Migranci idą po te plecaki i narażają się na niebezpieczeństwo - taki był przekaz.

Odwracanie kota ogonem, absurd. Ci migranci już są w tych niebezpiecznych miejscach niezależnie od plecaków, a na niebezpieczeństwo narażają je właśnie służby - i białoruskie, i polskie, odmawiając im udzielenia pomocy humanitarnej, nie przyjmując wniosków o ochronę i przepychając bez końca z jednej strony granicy na drugą.

Cały czas pomoc na granicy polsko-białoruskiej jest przedstawiana przez służby i rząd jako nielegalna. To szczególnie bolesne teraz, gdy tyle osób pomaga - i to wspaniałe - osobom z Ukrainy.

No właśnie, to zderzenie jest widoczne, ale i bardzo trudne. Brzmi jak krytyka pomagania osobom uciekającym z Ukrainy przed rozpętaną przez Putina wojną.

Tak, a przecież tu w ogóle nie o to chodzi. Polski zryw i pomoc osobom uciekającym z Ukrainy jest wspaniały. Zresztą ci sami aktywiści, działający od miesięcy na polsko-białoruskim pograniczu, te same organizacje, w tym nasze Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, zrzeszone w Grupie Granica, w tę pomoc się zaangażowały bardzo aktywnie.

Ale aktywiści i mieszkańcy, którzy pomagali na granicy polsko-białoruskiej przez ostatnie pół roku, mają ogromny dysonans. Osoby uciekające przez granicę polsko-ukraińską i polsko-białoruską uciekają przed tym samym - przed wojną, przed bezprawiem, przed śmiercią.

Dlaczego nie są traktowane równo? Dlaczego jednych przyjmujemy z otwartymi ramionami, a drugich wyrzucamy na drut żyletkowy?

Pojawił się także temat uchodźców z Ukrainy, ale nieukraińskiej narodowości. To np. studenci z krajów afrykańskich lub azjatyckich.

Jak dotąd — według naszej wiedzy — te osoby przez Straż Graniczą na przejściach były traktowane równo z obywatelami Ukrainy, były tak samo wpuszczane, niezależnie od tego, czy były ukrińskimi obywatelami, czy miały paszporty ważne, czy nie. Część z tych ludzi nie miała - miała tylko prawo pobytu w Ukrainie. Pojawiły się informacje o nierównym traktowaniu na granicy, ale najczęściej okazywało się, że takie problemy pojawiły się po stronie ukraińskiej, po polskiej wszyscy byli traktowani równo. Choć od dwóch dni ta sytuacja stopniowo ulega pogorszeniu.

Problem się pojawia, gdy przychodzi do pomocy po polskiej stronie. Dostajemy informacje, że pomoc ze strony polskich obywateli nie jest taka oczywista, gdy chodzi o czarne osoby np. w sprawie transportu lub udzielenia schronienia w domu.

Dostajemy też niestety informacje, że dotyczy to także kryzysowej pomocy instytucjonalnej, m.in. w Warszawie. Nie mamy też pewności, czy przygotowywana przez rząd specjalna ustawa w sprawie objęcia ochroną uchodźców z Ukrainy obejmie wszystkie uciekające osoby, czy tylko ukraińskich obywateli.

Wiemy na przykład o sytuacji 60 nepalskich uchodźców z Ukrainy, którzy przenocowali dzisiaj w budynku Agory. Nie mieli dokąd pójść, siedzieli na dworcu w Warszawie. A co z osobami, które nie mają prawa pobytu w Ukrainie?

Już

">dzisiaj pojawiły się informacje ze strony MSWiA, że takie osoby będą szczegółowo sprawdzane i w razie potrzeby kierowane do ośrodków strzeżonych.

View post on Twitter

Zgoda komendanta SG na wjazd do Polski na 15 dni służy temu, żeby osoby bez papierów mogły dopełnić tych formalności już w Polsce. I teraz osoba bez ukraińskiego obywatelstwa trafi na ten czas do ośrodka strzeżonego. To już dyskryminacja i systemowy rasizm.

Obserwujecie jakąkolwiek zmianę na granicy od momentu, kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie?

Nie obserwujemy takiej tendencji, by osoby z granicy polsko-białoruskiej były masowo przekierowane na granicę polsko-ukraińską, jeżeli o to pytasz, choć takie przypadki mogą się oczywiście zdarzać. Ale usłyszeliśmy już opinię z ust jednego z urzędników w urzędzie miasta w Warszawie, że trzeba bardzo uważać na obywateli nieukraińskich, bo na pewno większość z nich idzie z granicy polsko-białoruskiej i wykorzystuje sytuację wojenną, by wejść do UE. Po pierwsze to nieprawda - większość z tych osób to jednak studenci, osoby przebywające tam na innej podstawie prawnej lub choćby uchodźcy, np. z Białorusi, Afganistanu czy Czeczenii, którzy żyli w Ukrainie.

Po drugie, nawet jeżeli są tacy ludzie, którzy przebili się przez dwie granice w poszukiwaniu bezpiecznego i spokojnego życia, to nie zbrodnia. Nie można ich dyskryminować z tego powodu. Oni tylko mieli pecha urodzić się w innym miejscu i uciekać przed wojnami i bezprawiem z innych krajów. Ale nadal uciekają przed tym samym, przed czym od tygodnia uciekają Ukraińcy. Wobec nich my nie mamy już tej empatii, dla nich Polska czy Europa nie otwiera już swoich drzwi. Dodam, że to często osoby np. z Syrii, gdzie wojna trwa od ponad 10 lat, z Jemenu, ogarniętego kompletnym chaosem i bezprawiem, czy z Afganistanu przejętego przez Talibów.

Jeszcze raz - to wspaniale, że rząd i UE pracują nad rozwiązaniami mającymi ułatwić osobom z Ukrainy legalizację pobytu, prawo do pracy i świadczeń. To wspaniale, że rząd i UE pracują nad rozwiązaniami ułatwiającymi osobom z Ukrainy legalizację pobytu, prawo do pracy i świadczeń. Tak musi być. To bardzo budujące, że jako państwo i jako społeczeństwo jesteśmy zdolni do tak ogromnej solidarności. Ale to musi dotyczyć wszystkich osób, których życie jest zagrożone. Inaczej to rasizm instytucjonalny.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej przez 15 lat pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Przeczytaj także:

Komentarze