Transparency International publikuje edycję Indeksu Percepcji Korupcji za rok 2025. Bardzo wyraźne jest pogorszenie percepcji korupcji w przypadku USA. Ale i wynik Polski nie napawa optymizmem. „Rząd po ponad dwóch latach nie zrobił właściwie nic w obszarze polityki antykorupcyjnej” – pisze dr hab. Grzegorz Makowski
Autorzy raportu stworzonego na podstawie Indeksu wskazują, że aktualnym wyzwaniem w obszarze przeciwdziałania korupcji jest brak liderów – zarówno na poziomie globalnym, jak i w wielu państwach. Bez tego trudno jest zapewnić właściwą implementację międzynarodowych standardów przeciwdziałania korupcji zapisanych w konwencji ONZ przeciwko korupcji czy tworzonych przez organizacje takie jak Rada Europy. Z kolei brak lidera na poziomie krajowym przekłada się na nieskuteczne ściganie przestępstw korupcyjnych i brak strategii zapewniających skuteczną prewencję korupcji oraz transparentność i rozliczalność w życiu publicznym.
W raporcie zwraca się też uwagę na narastające ataki na organizacje obywatelskie zajmujące się przeciwdziałaniem korupcji i na dziennikarzy śledczych.
Coraz większym, globalnym wyzwaniem staje się pranie pieniędzy związane z ukrywaniem przychodów powiązanych z korupcją oraz inne formy ukrywania majątków przez skorumpowanych polityków i biznesmenów.
François Valérian, Prezes Transparency International podkreśla:
“Korupcja nie jest nieunikniona. Nasze badania i doświadczenia jako globalnego ruchu walczącego z korupcją pokazują, że istnieje jasny schemat, jak dla dobra wspólnego rozliczać władzę – poprzez wzmacnianie procesów demokratycznych, poprzez niezależny nadzór, po wolne i otwarte społeczeństwo obywatelskie. W czasie, gdy obserwujemy niebezpieczne lekceważenie norm międzynarodowych przez niektóre państwa, wzywamy rządy i przywódców do uczciwego działania i wypełniania swoich obowiązków, tak by zapewnić lepszą przyszłość ludziom na całym świecie”.
Tegoroczna edycja CPI objęła 182 państwa. Indeks jest miarą tego, jak eksperci biorący udział w trzynastu różnych badaniach stanowiących podstawę CPI, postrzegają poziom korupcji w poszczególnych krajach. Nie jest to więc globalny sondaż opinii publicznej. To miara odzwierciedlająca to, jak korupcję widzą osoby specjalizujące się w ocenie ryzyk politycznych czy gospodarczych. Indeks mierzy poziom postrzeganej korupcji na skali od 0 do 100 punktów, na której 0 oznacza wynik najgorszy a 100 najlepszy.
Wśród najlepiej ocenianych państw tradycyjnie, choć z nieco niższym niż przed rokiem wynikiem, jest Dania (89), Finlandia (88), Singapur (84). Najgorzej ocenianymi państwami ponownie są Sudan Południowy (9), Somalia (9) i Wenezuela (10). W Europie zachodniej króluje wspomniana już Dania i Finlandia oraz Norwegia (81). Najgorzej oceniane zachodnioeuropejskie państwa to Węgry, Bułgaria (po 40 punktów) oraz Rumunia (45).
Globalnie, większość państw (122) została oceniona na poziomie poniżej 50 punktów, co jest wynikiem niepokojącym. Dodatkowo, od 2012 roku, gdy ulepszono metodologię tworzenia Indeksu, co umożliwiło porównywanie pomiarów w czasie, liczba państw osiągających 80 punktów zmniejszyła się z dwunastu do zaledwie pięciu.
To pokazuje, że nie tylko nie walczymy z korupcją skuteczniej, ale nawet globalni liderzy polityki korupcyjnej radzą sobie coraz gorzej.
Badacze Transparency International zwracają uwagę, że spadek wartości CPI koreluje z innymi globalnymi indeksami, takimi jak indeks Freedom House czy Bertelsmann Transformation Index mierzącymi jakość demokracji i poziom swobód obywatelskich. To wskazówka potwierdzająca obserwacje socjologów i politologów, że między erozją demokracji liberalnej i stojącej u jej podstaw zasadą rządów prawa oraz korupcją istnieje sprzężenie zwrotne.
Odejście od standardów demokracji i rządów prawa sprzyja korupcji, a korupcja pogłębia kryzys demokracji i rządów prawa.
Klarownymi, jednostkowymi przykładami potwierdzającymi tę regułę jest chociażby Polska, która w okresie rządów prawicy systematycznie pogarszała swoje wyniki w CPI oraz w indeksach mierzących jakość demokracji czy Węgry, które, odkąd u władzy jest Viktor Orbán, wypadają w tych pomiarach tylko gorzej.
Na tym tle, tąpnięciem wartym odnotowania jest wynik USA. W latach 2012-2018 Stany Zjednoczone osiągały oceny na poziomie 76-71 punktów. W 2020 roku spadły do poziomu 67 punktów, a w tegorocznej edycji CPI osiągnęły swój najgorszy historyczny wynik 64 punktów. Autorzy raportu widzą przyczyny tego spadku między innymi w drastycznym pogorszeniu klimatu politycznego w USA. Wraz z rozpoczęciem drugiej kadencji Prezydenta Donalda Trumpa, nowa administracja rozpoczęła atak na niezależność sądownictwa, prokuratury i służby cywilnej. Towarzyszą temu również regularne ataki na media, sygnalistów i organizacje obywatelskie – w tym w szczególności na organizacje strażnicze specjalizujące się w działaniach antykorupcyjnych czy ochronie praw człowieka.
W kontekście zaniku globalnych liderów walki z korupcją, do których USA przez dekady niewątpliwie się zaliczały, należałoby też wspomnieć, że Prezydent Trump już w pierwszych tygodniach swojego urzędowania zawiesił wykonywanie ustawy Foreign Corrupt Practicies Act (FCPA) – jednego z filarów walki z korupcją – zwalczającej przekupstwo polityków i urzędników przez międzynarodowe korporacje.
Nie tylko osłabiono możliwość ścigania tego rodzaju przestępstw korupcyjnych na terenie USA. Był to również zły sygnał dla egzekwowania podobnych przepisów w innych państwach, wynikających chociażby z bliźniaczej do FCPA konwencji OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) o zwalczaniu przekupstwa zagranicznych funkcjonariuszy publicznych w międzynarodowych transakcjach handlowych. W ostatnich dniach stycznia 2026 roku USA wycofały się też z Partnerstwa na Rzecz Otwartych Rządów (OGP), międzynarodowej organizacji zrzeszającej państwa, organizacje obywatelskie i samorządy z całego świata, działające na rzecz większej transparentności życia publicznego i lepszej jakości rządów. Stany nie opuściły jeszcze i należy mieć nadzieje, że nie opuszczą Grupy Państw Przeciwko Korupcji (GRECO), działającej przy Radzie Europy. Świat stracił jednak ważnego lidera polityki antykorupcyjnej.
Lukę po USA mogłaby, a nawet powinna wypełnić Unia Europejska. Od 2022 roku Unia pracuje nad tzw. Dyrektywą Antykorupcyjną. To może być przełomowy akt ujednolicający i podnoszący standardy polityki antykorupcyjnej w państwach członkowskich UE. Dyrektywa byłaby też istotną motywacją dla innych państw (zwłaszcza tych, które mają z UE bliskie stosunki polityczne i gospodarcze), żeby poprawiły swoją skuteczność na tym polu.
Ale prace nad Dyrektywą przeciągają się. Polska, w okresie swojej prezydencji włożyła wiele wysiłku w doprowadzenie do końca tego procesu – niestety bez przełomu. Jednocześnie niektóre państwa próbują wyrwać Dyrektywie zęby, samemu obniżając własne standardy walki z korupcją. Szczególnie negatywnym przykładem są w tym kontekście Włochy, które w 2024 zlikwidowały w swoich przepisach przestępstwo nadużycia władzy (abuso d'ufficio), obowiązujące tam od dekad i przydatne w walce z mafijnymi formami korupcji.
Ale Włochy nie tylko uchyliły te przepisy, lecz zaczęły też intensywnie lobbować na poziomie europejskim, żeby obowiązek karania nadużycia władzy nie był elementem Dyrektywy. Przy takim nastawieniu niektórych państw członkowskich do przeciwdziałania korupcji UE nie ma szans zastąpić Stanów Zjednoczonych w roli globalnego lidera w tym obszarze.
Na koniec tego wątku warto, w ślad za autorami tegorocznego CPI warto odnotować coś pozytywnego. W niektórych państwach – np. w Serbii, w Gruzji czy w Nepalu – młodsze pokolenia inicjowały protesty przeciwko swoim rządom, między innymi właśnie w związku z korupcją.
Choć młode pokolenia nie zawsze są w stanie doprowadzić do istotnej zmiany, nie pozostają bierne wobec korupcji i pogarszania się standardów życia publicznego.
Polska nie poprawiła swojego wyniku w stosunku do poprzedniej edycji CPI, ale też nie pogorszyła. Zatrzymaliśmy się na 53 punktach. Ta ocena właściwie odzwierciedla sytuację w Polsce. Koalicja rządząca zdołała powstrzymać erozję praworządności, a w związku z tym rozwój systemowej korupcji. Póki co za obecnej władzy nie ma tak spektakularnych skandali, jak nadużycia w Funduszu Sprawiedliwości, za które dziś listem gończym ścigany jest między innymi były minister Zbigniew Ziobro. Nie spadamy w Indeksie, tak jak działo się to w okresie rządów prawicy. Ale w obszarze polityki antykorupcyjnej nie dzieje się właściwie nic.
Obecnie rządzący skupili się na rozliczeniach poprzedników. Trudno tego nie odnotować, bo po 1989 roku, to bodaj pierwszy raz, kiedy mamy do czynienia z tak wieloma śledztwami o charakterze korupcyjnym wobec jakiejkolwiek ekipy rządzącej. Jednak na razie żadna z tych wielkich spraw nie została doprowadzona do końca. W szczególności nie zostali prawomocnie skazani żadni wysocy funkcjonariusze poprzedniej władzy.
Spektakularne śledztwa, ekstradycje z Dominikany, listy gończe i Europejskie Nakazy Aresztowania rozsyłane za byłymi ministrami z PiS, są czymś nadzwyczajnym w historii walki z korupcją w Polsce, ale póki nie zostaną skonkludowane przed sądami, nie można ocenić ich jako skuteczne.
Co więcej, jest wielce prawdopodobne, że prawomocne wyroki nie zapadną przed końcem kadencji obecnego Sejmu. A wynik kolejnych wyborów jest niepewny. Już to samo w sobie, każe sobie stawiać pytanie, na jaką skalę mamy w Polsce do czynienia z systemową korupcją. Nie wiadomo bowiem, jaki będzie los tych spraw, gdy dojdzie do zmiany władzy. Znów, z dużym prawdopodobieństwem, można oczekiwać, że gdy wrócą rządy prawicy, w ten czy inny sposób zostaną one „ukręcone”.
Tak więc Polska ma problem z systemową korupcją, choćby dlatego, że istnieje realne ryzyko, że politycy dopuszczający się czynów korupcyjnych mogą uniknąć odpowiedzialności, jeśli tylko uda im się dotrwać do zmiany władzy.
To powinno motywować obecnie rządzących do myślenia nie tylko o rozliczaniu poprzedników, ale też o polityce antykorupcyjnej wzmacniającej odporność państwa na korupcję, której na dziś dzień po prostu nie ma.
Stąd też, na koniec, pozostaje mi tylko powtórzyć to, co pisałem rok temu przy okazji publikacji CPI. Po pierwsze, potrzeba jest wieloletnia, kompleksowa strategia antykorupcyjna, do której posiadania zobowiązuje Polskę konwencja ONZ przeciwko korupcji. Takiej strategii nie mamy od wielu lat. Po drugie, w ramach tej strategii należy zaprojektować wiele szczegółowych rozwiązań, dotyczących zwłaszcza zwiększenia przejrzystości finansowania polityki, stworzenia nowego systemu składania, publikowania i kontroli oświadczeń majątkowych, głębokiej reformy przepisów dotyczących dostępu do informacji publicznej czy naprawy sektora spółek skarbu państwa, który tak samo, jak za czasów PiS, jest podatny na upartyjnienie i wielomiliardowe nadużycia.
Nic w tej i wielu innych sprawach obecny rząd i większość parlamentarna nie zrobili. I cóż z tego, że polska Prezydencja walczyła bohatersko o zakończenie prac nad Dyrektywą Antykorupcyjną, skoro rząd na własnym podwórku, po ponad dwóch latach nie zrobił właściwie nic w obszarze polityki antykorupcyjnej? Dziś na taką politykę może być już za późno. A w kolejnych latach, nawet jeśli nie będziemy spadać w CPI, to bez tego, także nie będziemy cieszyć się lepszym wynikiem.
Grzegorz Makowski – profesor Szkoły Głównej Handlowej, adiunkt w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH. Zajmuje się m.in. zagadnieniem korupcji i polityki antykorupcyjnej, rozwojem społeczeństwa obywatelskiego i sytuacją organizacji pozarządowych.
Grzegorz Makowski – profesor Szkoły Głównej Handlowej, adiunkt w Kolegium Ekonomiczno-Społecznym SGH. Zajmuje się m.in. zagadnieniem korupcji i polityki antykorupcyjnej, rozwojem społeczeństwa obywatelskiego i sytuacją organizacji pozarządowych.
Komentarze