Po raz pierwszy w historii były minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny jest poszukiwany listem gończym. To skutek zgody sądu na aresztowanie Zbigniewa Ziobry, który na Węgrzech ukrywa się przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości.
List gończy został wydany wieczorem, w piątek 6 lutego 2026 roku. Wydała go Prokuratura Krajowa, która w czwartek 5 lutego dostała zgodę Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotowa, na tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące Zbigniewa Ziobry. List gończy zawiera dane osobowe i zdjęcie Ziobry, powody jego poszukiwania i numer telefonu policji, pod który można zadzwonić i zgłosić miejsce pobytu poszukiwanego ministra.
List gończy to kolejny krok Prokuratury Krajowej w celu rozliczenia Ziobry za aferę Funduszu Sprawiedliwości. W związku z tą sprawą i jeszcze kilkoma innymi jego decyzjami jako ministra sprawiedliwości, prokuratura chce mu postawić aż 26 zarzutów karnych. O ich szczegółach piszemy w dalszej części tekstu.
Problem w tym, że Ziobro przed uchyleniem mu immunitetu i daniem zgody przez Sejm na jego zatrzymanie – w celu ogłoszenia mu zarzutów w prokuraturze – wyjechał na Węgry. I dołączył tam do ukrywającego się przed zarzutami za aferę Funduszu Sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który był wiceministrem sprawiedliwości.
Romanowski otrzymał tam azyl polityczny, co jest polityczną decyzją antyukraińskiego i pro rosyjskiego rządu Viktora Orbána. Ta decyzja może naruszać prawo UE, bo kraje członkowskie obowiązuje zasada wzajemnego zaufania do systemów prawnych. Kraje członkowskie muszą bowiem spełniać standardy państwa demokratycznego i zasady określone w traktacie o UE.
Więc nie ma podstaw, by udzielały azylu politycznego – zarezerwowany jest on m.in. dla uchodźców politycznych prześladowanych przez reżimy i dyktatury – obywatelom innych krajów UE. Rząd Orbana współpracował z rządem PiS i jest w konflikcie z rządem Tuska. Dlatego jego decyzję o azylu należy odbierać jako decyzję polityczną wymierzoną w Tuska. Rząd Orbana może jednak powołać się na wyjątek od tych zasad. Jest nim uznaniowa decyzja rządu krajowego.
Azyl uzyskał tam też Zbigniew Ziobro i jego żona Patrycja Kotecka. Stało się to 22 grudnia 2025 roku gdy Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zebrał się po raz pierwszy, by decydować o areszcie dla Ziobry. Wtedy posiedzenie sądu odroczono z powodów formalnych. Wnioskowali o to obrońcy Ziobry. Ale teraz widać, że mógł być to element strategii, bo było wiadomo, że Ziobro czeka na decyzję rządu Orbána o azylu.
Obrońcom udało się też z powodów formalnych odroczyć drugie posiedzenie sądu ws. aresztu w styczniu 2026 roku. Bo złożyli wniosek o wyłączenie z tej sprawy sędzi Agnieszki Prokopowicz. Wniosek był nie zasadny. Rozpoznał go inny sędzia, ale z tego powodu sąd po raz trzeci zebrał się 5 lutego 2026 roku.
Tego dnia obrońcy Ziobry – adwokaci Adam Gomoła, Bartosz Lewandowski, Bogumił Zygmont – składali kolejne wnioski formalne, które mogły skutkować odroczeniem posiedzenia. Ale sąd szybko załatwił je odmownie. Domagali się m.in. przekazania sprawy poza Warszawę lub rozszerzenia składu orzekającego do trzech sędziów.
Posiedzenie trwało blisko 12 godzin. I w końcu ok. godziny 21 sąd ogłosił postanowienie o wyrażeniu zgody na tymczasowe aresztowanie Ziobry na trzy miesiące. Obrońcy mogą się odwołać od tego do Sądu Okręgowego w Warszawie. Ale postanowienie jest już wykonalne, tym bardziej, że sąd nie uwzględnił wniosku obrony o wstrzymanie wykonalności.
Dlatego prokuratura mogła wydać w piątek 6 lutego list gończy i wkrótce będzie mogła złożyć do Sądu Okręgowego w Warszawie wniosek o wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania dla Ziobry. Więcej o ENA piszemy w dalszej części tekstu.
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa orzekając o tymczasowym aresztowaniu Zbigniewa Ziobry uznał, że są spełnione wszystkie 4 przesłanki określone w kodeksie postępowania karnego.
Czyli sąd orzekł, że jest spełniona przesłanka ogólna mówiąca o uprawdopodobnieniu popełnienia przez Ziobrę zarzucanych mu czynów. Sąd wstępnie ocenił dowody prokuratury i uznał, że są mocne.
Spełnione są też przesłanki szczególne. Czyli sąd orzekł, że Ziobro ukrywa się i jest obawa matactwa w śledztwie. Jest też zagrożenie wysoką karą. Co ważne sąd uznał, że uzyskanie przez Ziobrę azylu na Węgrzech nie jest przeszkodą do jego aresztowania w Polsce. A wręcz potwierdza, że ukrywa się on na Węgrzech.
O szczegółach postanowienia sądu poinformowała w komunikacie Prokuratura Krajowa: „W zakresie przesłanki ogólnej sąd stwierdził, iż zebrane w śledztwie dowody (wymienione w postanowieniu) wskazują na duże prawdopodobieństwo, iż podejrzany Zbigniew Z. popełnił 26 przestępstw, w tym założenia i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą oraz współudziału w przywłaszczeniu środków z Funduszu Sprawiedliwości.
Nadto sąd wskazał, iż w sprawie zachodzą trzy przesłanki szczególne zastosowania tymczasowego aresztowania określone w art. 258 § 1 i 2 k.p.k.: obawa ukrywania się (w zasadzie faktyczne ukrycie się), obawa bezprawnego utrudniania postępowania oraz groźba wymierzenia surowej kary”.
I dalej: „Jego dotychczasowa postawa w toku śledztwa, m.in. wyjazd z kraju na konkretnym etapie postępowania przygotowawczego, w trakcie gdy w Sejmie był rozpatrywany wniosek o uchylenie immunitetu, publiczne deklaracje w mediach społecznościowych, że nie zamierza stawić się przed polskimi organami ścigania, należy postrzegać jako intencjonalne zachowanie nakierowane na uniknięcie odpowiedzialności karnej i co najmniej utrudnianie postępowania karnego.
Tym samym w sprawie nie tyle zachodzi uzasadniona obawa, co właściwie okoliczność faktyczna ukrycia się podejrzanego przed organami ścigania i wymiaru sprawiedliwości”.
Prokuratura: „Zdaniem sądu zachodzi również uzasadniona obawa, że podejrzany, przebywając na wolności, może podejmować próby kontaktu z innymi zaangażowanymi w przestępstwa osobami i wpływać na treść ich wyjaśnień bądź zeznań świadków, a także podejmować inne działania utrudniające prowadzone postępowanie, w szczególności ukrywać lub niszczyć dowody”.
I jeszcze jedno zdanie z komunikatu prokuratury: „W uzasadnieniu sąd podkreślił „z całą stanowczością”, iż nie dostrzega ingerencji przedstawicieli władzy wykonawczej, ani jakiejkolwiek innej w sferę niezawisłości sędziowskiej w niniejszej sprawie”.
Ponadto sąd orzekł, że immunitet Ziobry został skutecznie uchylony przez Sejm i, że czynności podejmowane wobec niego przez specjalny zespół Prokuratury Krajowej są legalne. Obrona kwestionowała ich umocowanie prawne, podważając legalność powołania Prokuratora Krajowego Dariusza Korneluka. Ale sąd uznał, że nikt do tej pory nie podważył jego legalności, a może to zrobić tylko sąd pracy lub sąd administracyjny.
Sąd nie dodał, że jest już jeden prawomocny wyrok uznający, że Korneluk legalnie zastąpił na stanowisku Prokuratora Krajowego Dariusza Barskiego – świadka na ślubie Ziobry – który został usunięty z tego stanowiska w styczniu 2024 roku, przez byłego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.
Co ważne sąd zagwarantował też Ziobrze humanitarne traktowanie. Bo zdecydował, że po ewentualnym jego zatrzymaniu, zanim trafi do aresztu musi przejść badania lekarskie. Jest to ważne z uwagi na podnoszone przez obronę i prawicę argumenty o chorobie Ziobry. Choć on sam w niedawnym wywiadzie dla TVN24 – został udzielony w Budapeszcie – zapewniał, że już jest zdrowy.
Takie badanie są ważne. Bo po raz pierwszy będzie można zweryfikować informacje o stanie zdrowia Ziobry. Po drugie. Jeśli jego stan zdrowia jest zagrożony, to uzyska on leczenie i ewentualne specjalne warunki do odbywania aresztu (z zapewnieniem leczenia).
Uzasadnienie zgody sądu na areszt Ziobry jest podobne do decyzji innego sądu, który dał zgodę na aresztowanie Marcina Romanowskiego. W tej sprawie sąd też uznał, że azyl na Węgrzech nie blokuje aresztu w Polsce.
W tej sprawie ciekawy jest jeszcze jeden wątek. Obrońcy Ziobry powołują się na rzekomo jeden nowy dowód, który świadczy o niewinności Ziobry i podważa główne dowody prokuratury. Chodzi o zeznania małego świadka koronnego Tomasza Mraza i dostarczone przez niego nagrania rozmów Romanowskiego i urzędników resortu sprawiedliwości, którzy mają dziś zarzuty za Fundusz Sprawiedliwości.
Z informacji OKO.press wynika, że te dowody według obrońców mają podważać wyjaśnienia oskarżonych byłych urzędniczek resortu i księdza Michał O., którzy mają zarzuty za Fundusz Sprawiedliwości. I niedawno zaczął się ich proces. Po prostu nie przyznają się oni do winy.
Na wniosek obrońców ich wyjaśnienia sąd dołączył do akt sprawy aresztowej Ziobry. Ale uznał, że ich wiarygodność oceni sąd, który prowadzi proces.
Droga do postawienia Ziobry i Romanowskiego przed sądem za aferę Funduszu Sprawiedliwości jest jednak daleka.
Zgoda na areszt oznacza, że będą oni zatrzymani i aresztowani jeśli pojawią się w Polsce. Kolejnym krokiem Prokuratury Krajowej będzie wystąpienie do Sądu Okręgowego w Warszawie o wystawienie ENA dla Ziobry. Jeśli sąd go wyda to Ziobro nie będzie mógł się poruszać po terenie UE, bo będzie zatrzymany.
Ziobro bezpiecznie będzie mógł czuć się tylko na Węgrzech, bo ma tam opiekę Viktora Orbana. Prokuratura może też wystąpić do Interpolu o wystawienie czerwonej noty ws. Ziobry, choć nie jest to pewne.
Z ENA mogą być problemy. Bo obrońcy Ziobry zapewne będą składać różne wnioski formalne i podważać legalność sądu. Co już się dzieje. Wynika to z faktu, że od 2018 roku załatwianiem ENA w Sądzie Okręgowym w Warszawie zajmuje się tylko jeden sędzia Dariusz Łubowski. Jest on kierownikiem specjalnej, jednoosobowej sekcji postępowania międzynarodowego ws. karnych. To była decyzja byłej prezeski sądu z nominacji resortu Ziobry.
Łubowski jest sędzią od 30 lat, ale prawie nie ma doświadczenia w rozpoznawaniu spraw karnych jako tzw. sędzia liniowy. Bo Łubowski, krótko po nominacji na sędziego trafił do pracy na delegacji w ministerstwie sprawiedliwości. I pracował tam aż 16 lat (w latach 1997-2013).
W związku ze swoją specjalizacją dużo jeździł po świecie. Pełnił kierownicze funkcje. A od 2018 roku zajmuje się tylko rozpoznawaniem wniosków międzynarodowych m.in. ws. ENA. W 2025 roku do sekcji trafiło ponad 500 spraw, głównie wniosków o wydanie ENA i wniosków o ekstradycję. Sędzia załatwił 482 sprawy.
Problem w tym, że Łubowski jako sędzia ujawnił swoje poglądy polityczne. W grudniu 2025 roku uchylił on niespodziewanie ENA dla Marcina Romanowskiego (na wniosek obrońców byłego wiceministra). Zrobił to choć wcześniej on takie ENA wydał.
Łubowski powołał się na to, że Romanowski ma azyl polityczny na Węgrzech. Łubowski uwierzył w intencje rządu Orbana i uznał, że Romanowskiemu grożą w Polsce represje polityczne. A rząd Tuska ocenił jako krypto dyktaturę. Są też wątpliwości prawne, czy mógł on uchylić ENA, bo wcześniej takich decyzji nie było.
To orzeczenie odbiło się szeroki echem. Prokuratura Krajowa złożyła wniosek o wydanie nowego ENA i wystąpiła jednocześnie o wyłączenie Łubowskiego. I sąd w innym składzie go wyłączył. Bo uznał, że rozpoznawał już podobną sprawę i ujawnił on swoje poglądy polityczne.
Konsekwencje uchylenia ENA dla Romanowskiego będą jednak większe. Bo wywołało to dyskusję o tym jak są załatwiane ENA w największym sądzie w Polsce. Łubowski dostał bowiem na to monopol, a w swoich orzeczeniach uderzał m.in. w systemy prawne Holandii, Szwecji, czy Niemiec. Czyli w kraje, które broniły praworządności w Polsce za władzy PiS. Łubowski jednoosobowo narzucił linię orzeczniczą w takich sprawach.
Efekt może być taki, że sekcja ta będzie teraz powiększona o innych sędziów. By było ich więcej. Albo będzie zlikwidowana i takie sprawy będą załatwiać wszyscy sędziowie karni.
Zresztą sędzia Łubowski nie będzie zajmował się już tylko ENA. Prezeska Sądu Okręgowego w Warszawie Beata Najjar 15 stycznia 2026 roku zdecydowała o zmianie podziału jego obowiązków. Oprócz ENA będzie też sądził sprawy karne, tak jak pozostali sędziowie. Łubowski dostał 75 procent przydziału. I już wylosował dużą sprawę karną liczącą 300 tomów akt.
Łubowskiego w obronę bierze prawica, obrońcy Ziobry i Romanowskiego oraz nielegalna neo-KRS. Sędzia 4 lutego 2026 roku został wysłuchany na posiedzeniu tego nielegalnego organu. Skarżył się, że jest szykanowany i represjonowany w sądzie.
Mówił też, że prokuratorzy od sprawy Funduszu Sprawiedliwości chcieli się z nim spotkać ws. ENA dla Romanowskiego. Odmówił. Prokuratorzy chcieli się z nim spotkać jako kierownikiem sekcji – a nie z nim jako sędzią -, bo modyfikowali cały czas ENA dla Romanowskiego. I chcieli omówić z nim kwestie proceduralne.
To nie koniec. Łubowski może zostać odwołany ze stanowiska kierownika sekcji. Wystąpiła o to do prezeski sądu przewodnicząca VIII wydziału karnego, w którym on pracuje. Przewodnicząca utraciła bowiem do niego zaufanie. Ale nie z powodów orzeczniczych, tylko jego zachowania w wydziale. Bo Łubowski w sytuacji gdy nie ma przewodniczącego i wiceprzewodniczącego wydziału ma ich zastępować.
A w dniu gdy uchylił ENA dla Romanowskiego wyszedł do domu około godziny 14. Choć nie było kierownictwa wydziału i on je zastępował. Sędzia wychodząc do domu wyłączył telefon. W neo-KRS tłumaczył, że wyszedł, bo źle się czuł.
Jest prawdopodobne, że prokuratura składając teraz wniosek o wydanie ENA dla Ziobry, złoży jednocześnie wniosek o jego wyłączenie z tej sprawy.
Prokuratura czeka też na wydanie nowego ENA dla Romanowskiego. Ma go wydać sędzia Izabela Lendzion, która jest tzw. sędzią dyżurnym; który zastępuje Łubowskiego.
Ale nawet jeśli zostanie wydane ENA dla Ziobry i Romanowskiego, to Węgry i tak pewnie ich nie wydadzą. Bo niedawno zmieniono tam tak prawo, że decyzja węgierka o azylu blokuje realizację ENA. Ale nie będą oni mogli wyjechać z Węgier, bo ENA będzie obowiązywać w pozostałych krajach UE. Co dalej? Wiosną tego roku na Węgrzech są wybory, które może wygrać opozycja. Jeśli tak się stanie Ziobro i Romanowski nie będą tam bezpieczni.
A co z ich procesem? Najpierw muszą dostać zarzuty. W tym celu muszą się stawić w prokuraturze lub być tam doprowadzeni siłowo. Dopiero potem sąd może wysłać do sądu akt oskarżenia.
Prokuratura Krajowa chce postawić Zbigniewowi Ziobrze 26 zarzutów, głównie za aferę Funduszu Sprawiedliwości. Przypisuje mu się sprawstwo kierownicze i główną odpowiedzialność za to, co się działo w Funduszu.
Prokuratura zarzuca mu wręcz, że stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej. Bo sam często decydował, kto ma wygrać dany konkurs. Nie dopełnił też nadzoru nad Funduszem jako minister sprawiedliwości.
Najmocniejsze są zarzuty związane z blisko stoma milionami dotacji dla księdza Michała O. z Fundacji Profeto na centrum medialne. Mocne są też informacje o limitach wydatków z Funduszu dla polityków Suwerennej Polski w związku z prowadzeniem kampanii wyborczej w 2023 roku.
Prokuratura twardo obstaje przy tym, że Zbigniew Ziobro miał świadomość tego, co działo się w Funduszu Sprawiedliwości. I sam podejmował najważniejsze decyzje. Ma na to dokumenty, zabezpieczone nośniki elektroniczne i zeznania świadków, w tym tego najważniejszego – Tomasza Mraza.
Dotacje przydzielano nawet po przegranych przez PiS wyborach w 2023 roku. Robił to Marcin Romanowski, który według prokuratury przez pewien okres nawet nie miał do tego upoważnienia.
Prokuratura ma też zeznania znanego prawnika Waldemara G., który za czasów PiS pisał na zlecenie resortu Ziobry opinie prawne. Zeznał on, że zwrócił się do niego proboszcz jednej z parafii, który szukał dofinansowania z Funduszu Sprawiedliwości.
W tym celu spotkał się on z Romanowskim, który miał powiedzieć, że decyzje o podziale środków z Funduszu podejmuje Ziobro. Potem G. spotkał się z Ziobro, który miał to potwierdzić, ale szczegóły miał ustalić z Romanowskim. Bo on tylko akceptuje podział środków.
Za aferę Funduszu Sprawiedliwości zarzuty dostali jeszcze poseł PiS Dariusz Matecki i były wiceminister sprawiedliwości Michał Woś, który przekazał miliony z Funduszu Sprawiedliwości na zakup Pegasusa.
OKO.press opisywało już te zarzuty, gdy prokuratura wystąpiła do Sejmu o uchylenie immunitetu Ziobrze. Z jej wniosku wynika, że ksiądz Michał O. z Fundacji Profeto – w jego sprawie akt oskarżenia trafił już do sądu, wkrótce będzie proces – miał szczególne względy w resorcie Ziobry.
Wynikało to z tego, że poprzez jego Fundację politycy Suwerennej Polski chcieli stworzyć swoje centrum medialne, coś na kształt nowej TV Trwam Rydzyka. Oficjalnie placówka Fundacji w Warszawie miała zajmować się pomocą osobom pokrzywdzonym przestępstwami.
Wniosek Profeto nie spełniał wymogów formalnych i pierwotnie Tomasz Mraz ocenił go negatywnie. Ówczesna dyrektorka Funduszu kazała mu go poprawić, tak by Fundacja dostała dotację. Ostatecznie przyznano jej blisko 100 milionów złotych.
Prokuratura twierdzi, że ksiądz O. był preferencyjnie traktowany przez resort Ziobry. Przed konkursem i w jego trakcie był 36 razy w ministerstwie, co potwierdza m.in. księga wejść do resortu. Spotykał się z Ziobrą oraz z Romanowskim.
Ówczesny wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, który bezpośrednio odpowiadał za Fundusz, pośredniczył nawet w zakupie działki pod ośrodek. Wskazał pośrednika nieruchomości, który pomógł księdzu w znalezieniu działki na obrzeżach stołecznego Wilanowa. Działo się to na rok przed ogłoszeniem konkursu, w którym Profeto dostała dotację.
Zdaniem prokuratury ksiądz O. cieszył się względami u Ziobry co najmniej od 2016 roku. Wtedy złożył pismo w resorcie z adnotacją: „Koperta do rąk własnych Pana Michała Woś, Pan min. Łukasz Piebiak. Przekazuję z polecenia p. min. Z. Ziobro z prośbą o analizę sprawy i rozmowę”.
Ksiądz telefon do Ziobry miał zapisany jako „Zibi” i „Zibi old”. Miał też telefony do Michała Wosia, Michała Wójcika, czy ówczesnych Prokuratorów Krajowych Bogdana Święczkowskiego i Dariusza Barskiego. W swoim kalendarzu zapisał „chrzest u Ziobrów” w listopadzie 2016 roku.
Po co Fundacja chciała budować centrum medialne? Zdaniem prokuratury politycy partii Ziobry chcieli mieć swoje media. W TVP Jacek Kurski wprowadził na nich embargo. W tym celu Fundusz Sprawiedliwości zawierał też z mediami umowy na reklamowanie swojej działalności, co łączono z promocją resortu Ziobry. Liczono też na przychylność tych mediów.
Najwięcej zarobił w ten sposób portal WP.pl. Tomasz Mraz zeznał: „Często listy mediów, z którymi mają być zawarte umowy, dostarczali Darek Matecki, Marcin Warchoł, Michał Woś, Michał Wójcik”.
Z Funduszu poszły też środki na założenie lokalnych portali, które miały promować polityków partii Ziobry. Zarzuty w tej sprawie ma m.in. Dariusz Matecki. O portalach rozmawiano w domu Ziobry w Jeruzalu pod Skierniewicami.
We wniosku do Sejmu prokuratura zarzuca też Ziobrze i jego ludziom rozdysponowanie dotacji z Funduszu dla poszczególnych polityków Suwerennej Polski. Szły one na zakup wozów strażackich, czy sprzętu dla kół gospodyń wiejskich, szpitali i szkół wyższych. A potem politycy partii Ziobry mogli się promować w gminach ze swojego okręgu na tle tego przekazywanego sprzętu.
Za to zarzutów prokuratura nie stawia. Decyzje o takich dotacjach były uznaniowe. Nie było konkursów. Ale pokazuje to, że miliony z Funduszu szły na promocję polityków partii Ziobry i ich kampanię wyborczą. O tym, by tego nie robić, ostrzegał w liście do Ziobry prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ten jednak list zignorował. Teraz ma za to zarzut karny.
Mraz zeznał: „Członkowie Solidarnej Polski [partia zmieniła potem nazwę na Suwerenna Polska – red.] na każdy okręg wyborczy posiadali limit środków, który mogli wykorzystać na pomoc strażakom lub szpitalom. Wysyłali oni sms-em ministrowi Romanowskiemu informacje na temat gmin, które miały otrzymać środki. Politycy często zabiegali o głosy w zbliżających się wyborach w tej sposób”.
Mraz twierdził, że gdy Marcin Warchoł startował w wyborach na prezydenta Rzeszowa, miał mieć ekstra limit 2 miliony złotych.
Normalnie limit wydatków na jeden okręg miał wynosić 1 milion złotych. Wnioski o dotacje szły drogą formalną lub trafiały bezpośrednio do osób odpowiedzialnych za Fundusz Sprawiedliwości. Zdarzało się, że Fundusz skontaktował się z daną gminą, by pomóc jej złożyć wniosek. Mraz: „Według mnie najczęściej to nie same gminy były zainteresowane otrzymaniem dotacji, ale w pierwszej kolejności kontaktowali się z nimi pełnomocnicy SolPolu [skrót nazwy partii Ziobry – red.]”.
Wniosek o dotację w takim trybie nie był dostępny na stronie Funduszu. Mraz: „To pełnomocnicy w okręgach wyborczych zgłaszali się do gmin z ofertą dofinansowania z Funduszu [...] te dofinansowania miały tak naprawdę na celu być platformą windującą ich poparcie w danym okręgu”. Kryterium wyboru gminy do wsparcia miała być ilość głosów oddanych na polityka partii Ziobry w poprzednich wyborach lub relacje z wójtem albo burmistrzem.
Według Mraza limity wydatków z Funduszu w tym trybie przed wyborami w 2023 roku miało mieć ok. 50 osób; w tym: Zbigniew Ziobro, Dariusz Matecki, Edward Siarka, Michał Woś, Marcin Warchoł, Michał Wójcik, Mariusz Gosek, Beata Kempa, czy Patryk Jaki.
Słowa Mraza potwierdza zabezpieczona dokumentacja elektroniczna. Prokuratura ma „Ewidencję podziału”, w której jest tabela z kolumnami – numer okręgu, siedziba okręgu, imię i nazwisko, liczba podpisów, jakość struktur, propozycja podziału, zrealizowano, zamrożone, zwiększone.
W tabeli są dane 54 osób, do których przypisano kwoty. I tak na przykład:
W sumie do podziału na wydatki z Funduszu Sprawiedliwości politycy przyznali sobie 54,2 miliony złotych! W tabeli zaś zapisano, że wydano 40,7 miliona (stan na połowę lipca 2023 roku). Dane te potwierdził jeden ze świadków, pracownik ministerstwa.
W sumie na okręgi, z których kandydowali politycy partii Ziobry, wydano w formie dotacji z Funduszu Sprawiedliwości 200 milionów złotych.
Afery
Sądownictwo
Marcin Romanowski
Zbigniew Ziobro
Waldemar Żurek
Krajowa Rada Sądownictwa
Ministerstwo Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa
Bartosz Lewandowski
Dariusz Łubowski
Europejski Nakaz Aresztowania
Fundusz Sprawiedliwości
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.
Komentarze