Lubnauer: Trzeba mieć szacunek dla wierzących i Kościoła, ale szacunek to nie to samo, co uległość. Nasza propozycja nauki religii to prawdziwy wybór zamiast przymusu. Ocena z wiary ma decydować, czy się dostaniesz do liceum?! Ten bezsens zawdzięczamy Giertychowi. Chodzi o to, by lekcje religii i w ogóle religia katolicka straciła uprzywilejowaną pozycję

„Dalsze rządy PiS to jeszcze więcej Kościoła i religijnej ideologii w polityce. Jeżeli nie wygramy tych wyborów, to rozdział państwa i Kościoła pozostanie w sferze marzeń” – mówi OKO.press Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca .Nowoczesnej. Przedstawia złożony 11 stycznia 2019 projekt „Świecka szkoła”, który idzie dalej niż Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej:

  • lekcje religii mają być finansowane przez Kościół z podatku płaconego przez wiernych;
  • w wymiarze jednej godziny tygodniowo;
  • wyłącznie na pierwszej lub ostatniej lekcji;
  • ocena z religii znika ze świadectwa i nie liczy się do średniej;
  • uczniowie szkół średnich, a nie ich rodzice, sami decydują, czy chodzić na religię, czy nie;
  • katecheta traci miejsce w Radzie Pedagogicznej.

Katarzyna Lubnauer, Nowoczesna: Projekt „Świeckiej szkoły” mieliśmy gotowy jesienią 2018, ale po odejściu w grudniu grupy posłów do Platformy Obywatelskiej od nowa zbieraliśmy podpisy. Właśnie go złożyliśmy. Od trzech lat w komisji sejmowej leży w stanie zamrożenia inny projekt „Świeckiej szkoły” (z roku  2015), pod którym jeszcze przed „dobrą zmianą” zebraliśmy 150 tys. podpisów. Powstał po moim tekście na blogu Liberte [think tank i portal założony w 2007 – red.] zatytułowanym „Najwyższy czas wycofać religię ze szkół”.

  • Zobacz ten tekst z 2015 roku

    Najwyższy czas wyprowadzić religię ze szkół!

    A dlaczego religia w szkole jest czymś nienormalnym?

    Po pierwsze, dlatego, że żyjąc w wolnym światopoglądowo kraju mam prawo, nie tylko wierzyć, w co chce, ale mam też prawo, nie wierzyć w nic i mam prawo, tą swoją wiarą i niewiarą, z nikim się nie dzielić. I chociaż zmieniają się przepisy w szkołach i już nie jest tak, że dziecko rodzice wypisują z religii, a przez domniemanie na religię chodzi, to i tak w jego środowisku, klasie, nie da się ukryć, czy jest katolikiem, jehową, czy ateistą. Czyli wyznanie przestaje być jego prywatną sprawą, z której nie musi się spowiadać publicznie. Jeżeli dodamy obecność oceny z religii na świadectwie (np. na koniec gimnazjum, czy liceum), to wiedzą tą będzie się dzielić na kolejnych etapach edukacji oraz w przyszłym miejscu pracy. Czyli pozbawiamy go prawa do prywatności.

    Po drugie, polskie szkoły są niedoinwestowane, brakuje godzin na zajęcia dodatkowe, na lekcje języków, na mniej liczne klasy, a równocześnie państwo lekką ręką funduje dzieciom 2 godziny religii przez 12 lat edukacji. W dodatku finansuje nauczycieli, nad którymi nie ma nadzoru, którzy nie podlegają władzy państwowej.

    Po trzecie, jeżeli już uważamy, że stać nas na lekcje religii, a ci, co z nich nie korzystają, dostają w zamian etykę, to może warto wziąć pod uwagę, że Polskie dzieci, dodając lekcje w szkole i czas na odrabianie lekcji, pracują często dłużej niż dorośli? Może należałoby dać im te dwie godziny wolnego na własne pasje, czy ruch, którego tak współczesnym dzieciom brakuje.

    Po czwarte, za sprawą Ministra Giertycha ocena z religii, (czyli wiary, a nie z wiedzy o religiach) trafiła do średniej i może decydować o tym, czy dziecko dostanie, czy nie świadectwo z czerwonym paskiem. A to są punkty do gimnazjum, czy liceum. Czyli ktoś może dostać się do liceum, czy gimnazjum, nie z tego powodu, że jest lepszym uczniem, ale dlatego, że jest katolikiem (oceny z religii są zwykle wyższe niż średnia z innych przedmiotów). Czy to nie brzmi, jak nierówne traktowanie ludzi ze względu na ich światopogląd?

    I po ostatnie. Religia w szkole, to koniec świeckiej szkoły, w której nie ma miejsca na modlitwy przed lekcją i szykany w stosunku do dziecka, którego ojciec zgłasza to do kuratorium „10-letni uczeń musiał odejść ze szkoły. A poszło o modlitwę przed matematyką”, kończące się tym, że dziecko musi zmienić szkołę. To święcenie plecaków w czasie lekcji, to strata czasu spędzanego na korytarzu przez dzieci niechodzące na religie, to wolne dni na rekolekcji, to napisy w stołówce dzielące dzieci na grzeczne, czyli modlące się przed obiadem i te inne. To, przede wszystkim, brak poczucia, że szkoła jest taka sama dla wszystkich.

    Dlatego, NIE, dla religii w szkole, bo wiara jest naszą prywatną sprawa, nie elementem edukacji i wychowania powszechnego. I najwyższy czas, żebyśmy o tym rozmawiali, a nie przyjmowali obecny stan rzeczy jako oczywisty. I jeśli po sytuacji w  Golasowicach, ktoś tego nie rozumie, to albo jest głupi, albo zrozumieć tego nie chce. 

Napisałam go w reakcji na historię 10-letniego chłopca ze wsi Golasowice pod Pszczyną, który został zmuszony do odejścia ze szkoły, gdy jego ojciec oprotestował zwyczaj modlitwy przed matematyką. Mimo tego, że żyjemy podobno w świeckim państwie, racje zostały przyznane raczej szkole niż ojcu i dziecku.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Podpuszczone przez rodziców dzieciaki krzyczały za nim „Musisz odejść. Wypier…!”. Szkoła używała argumentu, że modlitwa jest przed lekcją, a wszystkie dzieci są wierzące (reportaż o tym – tutaj). Napisała Pani na blogu, że „religia w szkole jest czymś nienormalnym”.

Byłam głęboko wzburzona. Widać, jakie patologie powstają w wyniku nauczania religii w obecnej formule. Ale z drugiej strony, Konkordat zawarty między Polską i Watykanem stwierdza, że na życzenie rodziców państwo organizuje lekcje religii w szkole. Doszliśmy więc do wniosku, wspólnie ze środowiskiem Liberte, że zamiast wyprowadzać religię, trzeba skończyć z jej finansowaniem z pieniędzy publicznych. To powinno, wraz z nową organizacją lekcji religii, poprawić sytuację.

  • Zobacz artykuł 12 Konkordatu z 1993 roku o edukacji

    Artykuł 12 Konkordatu

    1. Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji Państwo gwarantuje, że szkoły publiczne podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

    2. Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.

    3. Nauczyciele religii muszą posiadać upoważnienie (missio canonica) od biskupa diecezjalnego. Cofnięcie tego upoważnienia oznacza utratę prawa do nauczania religii. Kryteria wykształcenia pedagogicznego oraz forma i tryb uzupełniania tego wykształcenia będą przedmiotem uzgodnień kompetentnych władz państwowych z Konferencją Episkopatu Polski.

    4. W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym.

    5. Kościół katolicki korzysta ze swobody prowadzenia katechezy dla dorosłych, łącznie z duszpasterstwem akademickim.

W projekcie, który teraz składamy dołożyliśmy trzy reguły:

  • lekcje religii mają się odbywać wyłącznie albo przed, albo po lekcjach obowiązkowych;
  • uczniowie szkół średnich sami decydują, czy biorą w nich udział, czy nie;
  • ocena z religii nie jest wpisywana na świadectwie i nie liczy się do średniej.

Gdyby zostało to uregulowane w ten sposób, szybko okazałoby się, że na lekcje religii chodzą tylko te dzieci, które decyzją rodziców lub swoją własną, naprawdę chcą być członkami wspólnoty Kościoła katolickiego i chcą rozwijać swoją religijność.

Byłby to prawdziwy wybór, a nie konieczność albo kalkulacja, by zdobyć dobrą ocenę.

Warto przypomnieć, że ocena na świadectwie to prezent z 2007 roku od Romana Giertycha, który dziś się ucywilizował, ale jako minister edukacji w rządzie PiS robił szalone rzeczy.

Kompletny bezsens! Ocena z katolickiej wiary ma decydować o tym, czy ktoś się dostanie do wymarzonego liceum czy nie?!

A tak się dzieje. Świadectwo z biało-czerwonym paskiem może dać nawet 7 pkt do szkoły średniej, a o szóstkę z religii łatwiej niż z matematyki.

Gdyby Kościół sam finansował lekcje religii z podatku, który płacą wierni…

…tak jak w Niemczech…

…to zostałoby to szybko zracjonalizowane. Jest tajemnicą Poliszynela, że lekcji religii jest za dużo. Godzina tygodniowo zupełnie by wystarczyła, sami katecheci tak mi mówili. Kiedy dzieci przygotowują się do komunii albo bierzmowania, to zajęć mogłoby być więcej, nawet 2 godziny tygodniowo. Ale pozostałe 10 lat edukacji szkolnej po dwie godziny tygodniowo? Po co?

Widać to zwłaszcza teraz, gdy w wyniku „deformy edukacji” w podstawówce musi zmieścić się nie sześć lecz osiem roczników, a w roku szkolnym 2019/2020 w pierwszej klasie szkół średnich spotkają się dwa roczniki.

Szkoły już są przeładowane, tak jak plany lekcji, a dwie godziny religii pogłębiają problem.

W Warszawie samorząd zaapelował do Kościoła o zmniejszenie lekcji religii do jednej godziny w przepełnionych szkołach średnich. Kuria odpowiedziała, że być może tak, w drodze wyjątku, jeśli szkoła będzie tego chciała.

No właśnie. Szkoły są przeładowane i coraz trudniej ułożyć siatkę zajęć. Często jedyną opcją dla dzieci, które nie chodzą na religię jest korytarz. Już wcześniej tak bywało. Gdy moja córka Ania zdecydowała w gimnazjum, że nie chce chodzić na religię, najpierw siedziała na podłodze w bibliotece, a potem na korytarzu szkolnym, bo w bibliotece odbywały się inne zajęcia.

Episkopat broni status quo. Argumentuje, że w 23 krajach Unii Europejskiej, w których religia jest nauczana w szkołach – czasem jako przedmiot konfesyjny, a czasem jako wiedza o religii – lekcje finansuje państwo.

Pytanie brzmi, jak chcemy uporządkować stosunki  państwo – Kościół. My wolimy ustanowić podatek kościelny dla członków wspólnoty jako źródło finansowe, tak, żeby odpowiedzialność i finanse na religię były w jednych rękach. Przy okazji trzeba by zlikwidować Fundusz Kościelny. Porządkowanie stosunków finansowych zawsze służy obu stronom.

Składa Pani nowy projekt. Ale właściwie dlaczego poprzedni „Świecka szkoła” został zamrożony? W styczniu 2016 Sejm odesłał go do komisji edukacji. Szefem komisji jest Rafał Grupiński z Platformy Obywatelskiej, pani jest wiceszefową. Moglibyście przeforsować drugie czytanie projektu.

Złożyłam w czerwcu 2018 wniosek, by podjąć pracę nad projektem, ale nie zyskałam wsparcia w sześcioosobowym prezydium. Również u posłów z PO.

To się wpisuje w linię Platformy, która – jak tłumaczył kiedyś Grzegorz Schetyna „Do Rzeczy” – trzyma się konserwatywnej kotwicy – nie chce narażać Kościołowi i wiernym. Tak jak w sprawie tzw. kompromisu aborcyjnego, czy związków partnerskich.

Tak. Są poważne różnice programowe w kwestii liberalizmu światopoglądowego. My w Nowoczesnej uważamy, że trzeba zliberalizować ustawę o planowaniu rodziny i dopuścić aborcję jako decyzję kobiety pod pewnymi warunkami. W sejmowej zamrażarce czeka nasz projekt świadomej prokreacji .

Też wzorowany na niemieckim rozwiązaniu, gdzie przed ostatecznym podjęciem decyzji kobieta musi odbyć rozmowę z psychologiem.

To byłby prawdziwy kompromis, a nie ten zgniły, jaki mamy obecnie. Nowoczesna ma inny niż Platforma pogląd na rozdział Kościoła od państwa, ale i u nich liczę na odwilż. Nie jestem rewolucjonistką, wiem, że takie zmiany trzeba wprowadzać ewolucyjnie,

trzeba mieć szacunek dla wierzących i dla Kościoła tej wiary, ale szacunek to nie to samo, co uległość.

Kościół dopuścił do tego, że jest w nim bardzo dużo polityki. Na to nie mamy wpływu. My uważamy, że powinno być znacznie mniej Kościoła w polityce. Nie może być tak, że przestaliśmy finansować in vitro, nie dlatego, że brakuje środków z budżetu…

Trzyletni rządowy program in vitro rządów Tuska i Kopacz, dzięki któremu urodziło się 21 tys. dzieci poczętych w szkle, kosztował 244 mln zł, co oznacza, że na jedno dziecko państwo wydało 11 tys. zł. Nie ma porównania z prodemograficznym efektem 500 plus: 23-24 mld złotych i maksymalnie 20 tys. dzieci więcej.

O zatrzymaniu programu in vitro decydowały poglądy ideologiczne czy po prostu religijne posłów PiS. Podobnie fakt, że antykoncepcja awaryjna nie jest już dostępna bez recepty nie wynika przecież z argumentów medycznych. Zgodnie z ustawą o ziemi Kościół jako jedyny może swobodnie sprzedawać i kupować grunty. Lex Szyszko, która po protestach została wycofana, też dawała przywileje Kościołowi. To wszystko wyrazy uległości, która na dłuższą metę szkodzi nie tylko państwu, ale i samemu Kościołowi jako wspólnocie, nawet jeśli instytucja Kościoła wzbogacą się materialnie. A jest jeszcze problem pedofilii, z której Kościół nie potrafi się rozliczyć. Może to skończyć się jak w Irlandii, gdzie Kościół kiedyś sprawował rząd dusz, ale wierni masowo od niego odeszli.

Episkopat powinien być mądrzejszy po doświadczeniach Irlandii, a nie jest.

W porównaniu z głośnym projektem Barbary Nowackiej z Inicjatywy Polskiej projekt Nowoczesnej, który ma dziś premierę w OKO.press, jest bardziej radykalny. Decyzję o udziale w lekcjach religii oddaje w ręce uczniów szkół średnich, a nie dopiero pełnoletnich, jak u Nowackiej.

Tak, bo to są już dostatecznie dojrzali ludzie. Jeżeli są wierzący byli już zwykle bierzmowani. Wiedzą, czy chcą, czy nie chcą, rozwijać swoją wiarę. Poza tym religia w liceum to często kompletna fikcja, uczniowie dyskretnie odrabiają inne lekcje, albo śmiertelnie się nudzą. Powiem więcej: dla Kościoła byłoby lepiej, gdyby młodzieży ze szkoły średniej zainteresowana wiarą chodziła na katechezę do parafii. Tak kiedyś tworzyła się wspólnota parafialna.

Młodzi ludzie przychodzili do kościoła, to był ich wybór, tworzyli autentyczne relacje ze sobą, z duchownymi, z Bogiem, w którego wierzyli. Szkolna instytucjonalizacja niszczy to wszystko, szkodzi wspólnocie, a parafie stają się martwe.

Opowiada Pani o tym, jakby miała własne doświadczenia.

Nie, nie jestem wierząca, nie byłam nigdy członkiem takiej wspólnoty. Ale wiele wierzących osób skarżyło mi się, że religia w szkołach ma negatywny wpływ na funkcjonowanie parafii. Podobną opinię ma też np. arcybiskup Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Ponadto, młodzież w liceum ma na głowie maturę i masę roboty, a tu trzeba dwie godziny w tygodniu siedzieć na religii. To wywołuje niechęć do Kościoła, szkodzi wierze katolickiej.

Jak podawały media, w Łodzi już ponad połowa uczniów nie chodzi na religię, co nie koniecznie wynika z braku wiary, ale z poziomu tych zajęć i obciążenia nauką. W dodatku w szkolnej katechezie biorą udział dzieci niewierzące, z czym prawdziwi młodzi katolicy czują się niekomfortowo.

Druga różnica. U Pani katecheta przestaje być członkiem Rady Pedagogicznej. Episkopat argumentuje, że katecheci to nauczyciele zatrudnieni tak, jak inni, a niektórzy z nich uczą też innych przedmiotów.

No nie. Lekcje religii są w szkole bytem odrębnym.

Nie przekazują żadnej wiedzy, nie uczą myślenia i rozumienia świata, nawet analizy Biblii nie uczą. Wszystko się bierze „na wiarę”. Podstawy programowe wyznacza Episkopat, Kościół decyduje, kogo szkoła zatrudnia czy zwalniania i sprawuje nadzór merytoryczny nad lekcjami.

Państwo je „tylko” finansuje, zatrudniając wyznaczonych przez biskupa nauczycieli religii. To bardzo szczególny przedmiot dodatkowy, ponadobowiązkowy. Zatrudniona przez gminę nauczycielka szachów też nie bierze udziału w pracach Rady Pedagogicznej.

Szkoła jest przecież miejscem nauki, a nie krzewienia wiary.

Dla wygody rodziców w podstawówkach religia może i powinna zostać w szkole. Polacy i Polki ciężko pracują, nie mają czasu, by odprowadzać dzieci na katechezę w Kościele. Mocą sensownej ugody społecznej dzieci powinny mieć szansę dalej uczyć się religii w szkole, jeśli odbędzie się to na zasadach do zaakceptowania przez całe społeczeństwo. W szkołach średnich lepsza byłaby religia w parafii.

Ale tego pani projekt nie dekretuje. Choć abp Gądecki straszy, że reformatorzy chcą, by było jak we Francji czy ZSRR: zero religii w szkole.

Już mówiłam, że dopóki obowiązuje Konkordat nie możemy ustawowo usunąć religii ze szkół. Ale zgodnie z naszym projektem sami wierzący uczniowie mogą podjąć decyzję – wspólnie z dyrekcją i proboszczem – że woleliby chodzić na religię do parafii. To lepsze miejsce dla rozwijania wiary, niż lekcja wciśnięta między fizykę i geografię. Zresztą także obecna ustawa oddaje wybór, czy i jak uczyć religii w ręce rodziców lub pełnoletnich uczniów.

W projekcie Nowackiej mowa, że szkoła nieodpłatnie udostępnia pomieszczenia na religię. U Pani Kościół musiałby i za to płacić.
Przewidujemy likwidację Funduszu Kościelnego [obecnie ok. 160 mln zł – red] i wprowadzenie podatku, który płaciliby wierni, tego drugiego nie ma w projekcie Barbary. Był już taki projekt dobrowolnego odpisu z podatku [pilotował go Michał Boni... – red.], ale upadł. Dzięki temu Kościół miałby pieniądze na lekcje religii od wiernych i mógł swobodnie decydować, czy chce, by to było w szkole, czy w salce parafialnej. Czyli nie łamiąc konkordatu, nie wprowadzając konfliktu światopoglądowego, możemy doprowadzić do tego, by wszyscy uczniowie czuli się komfortowo.

Oszacujmy to wspólnie. Załóżmy, że dzięki redukcji liczby godzin religii wynagrodzenia katechetów kosztowałyby nie 1,4 mld, ale 0,8 mld rocznie. Dodajmy do tego obecny Fundusz Kościelny 160 mln zł. Razem daje to ok. miliarda. Gdyby podatek płaciło 10 mln Polaków na każdego wypadałoby rocznie 100 zł.

Nie wiem, czy aż tyle osób by płaciło taki podatek, zwłaszcza, że jako społeczeństwo laicyzujemy się. Generalnie, chodzi o to, by lekcje religii i w ogóle religia katolicka straciła uprzywilejowaną pozycję. Trzeba to zmienić na drodze społecznej ugody z poszanowaniem praw osób niewierzących. I zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.

Modernizację trzeba zawsze wprowadzać z wyczuciem nastrojów. Gdyby rodzicom zostawić wybór – pierwsza klasa w szkole czy w przedszkolu – obniżenie wieku szkolnego do 6 lat zostałoby pewnie zaakceptowane i nie wrócilibyśmy w czasach PiS do siedmiu lat. Zabrakło cierpliwej perswazji, szukania konsensusu.

Mamy w tej chwili głębokie podziały społeczne, jak chyba nigdy dotąd. Tym bardziej wskazana jest droga ewolucyjna.

Projekt świeckiej szkoły ma poparcie większości elektoratu anty-PiS. Ale jeżeli powstanie szeroka koalicja PO, .N, SLD i PSL trudno będzie go wpisać do programu na wybory parlamentarne 2019, bo PO i PSL będą przeciw. Chcąc pokonać PiS trzeba tworzyć koalicję wielu partii, ale to ogranicza program wyborczy. Skorzysta PiS, bo będzie wyraźniejszy i Biedroń, bo ogłosi konkretne postulaty liberalizacji wielu ustaw. To on będzie nowoczesny.

Społeczeństwa się zmieniają. Nawet jeżeli świecka szkoła nie znajdzie się w programie przyszłej Koalicji Europejskiej (tak ją nazywam), to w pewnym momencie większość Polaków tego zażąda. W Irlandii w latach 80. dwie trzecie popierało surową ustawę antyaborcyjną, w Irlandii 2018 dwie trzecie było za liberalizacją.

Minister edukacji w demokratycznym rządzie po wyborach 2019 powinien wynegocjować z Kościołem zmniejszenie liczby godzin do jednej tygodniowo. Usunie rozporządzeniem ocenę ze świadectwa. I zaleci szkołom, żeby religia była na pierwszej lub ostatniej lekcji.

Ale po rządach PiS minister Zalewskiej stoi przed nami wiele innych wyzwań edukacyjnych. Mamy wiele konkretnych pomysłów.

Tak, ale wcześniej są wybory. Szeroka koalicja ogranicza propozycje programowe.

OK, ale są priorytety. Demokracja, państwo prawa, zgodna z interesem narodowym obecność w Unii Europejskiej – to nie jest mało, jak na program polityczny, gdy te wszystkie wartości są zagrożone.

Dalsze rządy PiS to jeszcze więcej Kościoła i religijnej ideologii w polityce. Jeżeli nie wygramy tych wyborów, to rozdział państwa i Kościoła pozostanie w sferze marzeń.

Każde z naszych ugrupowań wolałoby startować samodzielnie i rywalizować swoją ofertą programową, ze swoimi wartościami, swoimi marzeniami. Ale system d’Hondta [przeliczania głosów na mandaty, który faworyzuje duże partie – red.] sprawia, że w rozsypce pomożemy PiS dalej rządzić.

Tyle, że sam anty-PiS, bez propozycji modernizacyjnych może nie wystarczyć do pokonania PiS. Wielu wyborców PiS byłoby już gotowych opuścić partię Kaczyńskiego, gdyby mieli lepszą ofertę. Warto po nich sięgnąć.

Ale przecież doszliśmy do tego, że trudno będzie sformułować taką ofertę z uwagi na różnice wewnątrz koalicji. Na przykład świecka szkoła się w niej nie znajdzie

W jakiejś części może jednak tak. Wystarczyłoby, by w programie wyborczym był zapis, że Rada Rodziców decyduje o liczbie godzin religii i że nie ma oceny na świadectwie. W wielu kwestiach jesteśmy w stanie zarysować wizję modernizacyjną, szanując priorytety PO, N, PSL i SLD. A w przyszłym parlamencie będziemy szukać większości dla konkretnych projektów.

A szeroka koalicja, to jedyna gwarancja, że nie będzie już powrotu do 2015 roku.

„Świecka szkoła” na wniosek minister edukacji Katarzyny Lubnauer zostanie przegłosowana przez posłów koalicji z N, SLD, część z PO i PSL i cały klub Biedronia. Można tak pofantazjować?

To są już fantazje pana redaktora (śmiech). Ale po wyborach będzie można wynegocjować z Kościołem, kto płaci za nauczanie religii, znaleźć rozwiązanie nie na zasadzie wojny, ale porozumienia.

Mam zdecydowane poglądy, ale jestem człowiekiem porozumienia. Ludzi wojny mamy dużo, w nadmiarze.

  • Zobacz projekt Nowoczesnej wraz z uzasadnieniem

    Projekt

    U S T A W A

    o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz ustawy – Prawo oświatowe

    Art. 1. W ustawie z dnia 7 września 1991 roku o systemie oświaty (Dz. U. z 2018 r., poz. 1457, 1560 i 1669) wprowadza się następujące zmiany:

    1) art. 12 otrzymuje brzmienie:

    ,,Art. 12. 1. Naukę religii mogą organizować publiczne szkoły podstawowe na pisemny wniosek rodziców.

    2. W szkole ponadpodstawowej o pobieraniu nauki religii decydują uczniowie.

    3. Lekcje religii mogą odbywać się wyłącznie przed rozpoczęciem albo po zakończeniu innych zajęć obowiązkowych.

    4. Ocena otrzymana z lekcji religii nie jest umieszczana na świadectwie i nie jest wliczana do średniej ocen.

    5. Kosztów związanych z organizacją nauki religii nie można finansować w części ani w całości ze środków publicznych w rozumieniu przepisów o finansach publicznych.

    6. Minister właściwy do spraw oświaty i wychowania w porozumieniu z władzami kościołów i związków wyznaniowych określa, w drodze rozporządzenia, warunki i sposób wykonywania przez szkoły zadań, o których mowa w ust. 1-5, a także sposób rozliczenia i pokrycia związanych z tymi zadaniami kosztów.ˮ;

    2) art. 44a otrzymuje:

    ,,Art. 44a. Ilekroć w niniejszym rozdziale jest mowa o zajęciach edukacyjnych bez bliższego określenia, należy przez to rozumieć obowiązkowe i dodatkowe zajęcia edukacyjne, o których mowa w art. 109 ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy – Prawo oświatowe, zajęcia religii lub etyki, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 12 ust. 6, oraz zajęcia, o których mowa w przepisach wydanych na podstawie art. 13 ust. 3.ˮ;

    3) w art. 44b ust. 7 otrzymuje brzmienie:

    ,,7. Ocenianie ucznia z religii i etyki odbywa się zgodnie z art. 12 oraz przepisami wydanymi na podstawie art. 12 ust. 6.ˮ.

    Art. 2. W ustawie z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe (Dz. U. z 2018 r., poz. 996, 1000, 1290 i 1669) w art. 69 ust. 3 otrzymuje brzmienie:

    ,,3. W skład rady pedagogicznej wchodzą: dyrektor szkoły lub placówki i wszyscy nauczyciele zatrudnieni w szkole lub placówce, z wyjątkiem nauczycieli nauczających wyłącznie religii, oraz pracownicy innych zakładów pracy pełniący funkcję instruktorów praktycznej nauki zawodu lub prowadzący pracę wychowawczą z młodocianymi pracownikami w placówkach zbiorowego zakwaterowania, dla których praca dydaktyczna i wychowawcza stanowi podstawowe zajęcie. W zebraniach rady pedagogicznej mogą również brać udział, z głosem doradczym, osoby zapraszane przez jej przewodniczącego za zgodą lub na wniosek rady pedagogicznej, w tym przedstawiciele stowarzyszeń i innych organizacji, w szczególności organizacji harcerskich, których celem statutowym jest działalność wychowawcza lub rozszerzanie i wzbogacanie form działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej szkoły lub placówki.ˮ

    Art. 3 . Ustawa wchodzi w życie dnia 1 lipca 2019 roku.

    UZASADNIENIE

    1. Potrzeba i cel wydania ustawy.

    Celem nowelizacji jest zaprzestanie finansowania lekcji religii ze środków publicznych, precyzyjniejsze uregulowanie ich obecności w publicznych szkołach oraz wzmocnienie neutralności światopoglądowej systemu edukacji w Polsce.

    2. Rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana oraz różnica pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym.

    Kwestia obecności lekcji religii w polskich szkołach jest istotnym problemem społecznym, instytucjonalnym i politycznym, który wymaga pilnej interwencji ustawodawcy.

    Lekcje religii w formie katolickiej katechezy (a taką formę ma przytłaczająca ich większość) są elementem systemu edukacji, którego funkcjonowanie budzi poważne wątpliwości.

    Lekcje te nie mają obecnie wiele wspólnego z nauką i rozwojem intelektualnym – ich charakter jest z reguły czysto konfesyjny. Służą one w przeważającym zakresie formowaniu wiernych. Co gorsza, ich prowadzenie jest wyłączone spod nadzoru kuratoryjnego i realizowane są tam programy, które nie są ani zatwierdzane, ani kontrolowane przez władze publiczne – chociaż są przez nie finansowane. Lekcje katechezy wymagają zatrudniania ok. 30 tys. nauczycieli i kosztują rocznie ok. 1,4 miliarda złotych z budżetu. Środki te w cierpiącej na poważne niedobory finansowe polskiej szkole powinno się przeznaczyć na dużo bardziej pożyteczne cele (np. program obiadów w szkole w celu zwalczenia niedożywienia wśród dzieci albo zajęć wyrównawczych dla uczniów, którzy dziś są zmuszeni do masowego korzystania z prywatnych korepetycji). Lekcje religii to także ponad 800 godzin w całym cyklu nauczania, więcej niż lekcji biologii, historii czy geografii. Ta sytuacja musi ulec zmianie, zwłaszcza w świetle przeciążenia planów lekcji uczniów spowodowanego tzw. reformą edukacji. Program lekcji religii skupiony na katolickiej katechezie, umieszczanie religii w planach lekcji między obowiązkowymi zajęciami i brak zapewnienia w tych godzinach alternatywnych zajęć z etyki w praktyce wyklucza osoby innych wyznań oraz niewierzących, co jest szczególnie dotkliwe w małych środowiskach.

    Przedstawiony projekt nowelizacji odpowiada na te kontrowersje. Przewiduje w szczególności:

    – wstrzymanie opłacania nauczycieli religii ze środków publicznych;

    – przyznanie dziecku, które ukończyło szkołę podstawową, prawa do decyzji o zakończeniu uczęszczania na lekcje religii;

    – organizowanie lekcji religii wyłącznie przed albo po obowiązkowych zajęciach szkolnych;

    – zatrzymanie umieszczania oceny z lekcji religii na świadectwie i wliczania jej do średniej ocen;

    – wyłączenie nauczycieli nauczających wyłącznie religię ze składu rady pedagogicznej.

    Wprowadzenie powyższych zmian rozwiąże znaczącą większość kontrowersji związanych z organizowaniem w polskich szkołach lekcji religii i pozwoli przywrócić w tym obszarze równowagę, zbliżając Polskę do realizacji art. 25 Konstytucji stanowiącego, że władze publiczne w Rzeczpospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych.

    Wejście w życie ustawy spowoduje konieczność zmiany przez Kościół katolicki sposobu finansowania i organizacji lekcji religii. Kościół katolicki nie jest jednak ubogą instytucją. Byłby w stanie udźwignąć finansowy ciężar prowadzenia katolickiej katechezy w rozsądnym wymiarze godzinowym. Alternatywnie, Kościół w nowym stanie prawnym będzie mógł, w celu zapewnienia pożądanych przez swoich wiernych lekcji, wprowadzić za nie odpłatność albo sfinansować je z ogólnej puli datków, jakie otrzymuje od wiernych.

    3. Przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne i źródła finansowania

    Ustawa przyniesie liczne pozytywne skutki bez generowania jakichkolwiek kosztów dla budżetu państwa.

    Po pierwsze, będzie mieć pozytywne skutki społeczne. Ustawa zakończy konfliktogenne i niesprawiedliwe finansowanie z pieniędzy wszystkich podatników działalności katechetycznej, z którą wielu z nich się otwarcie nie zgadza i której ich dzieci w żaden sposób nie korzystają. Dodatkowo, przyczyni się do rozluźnienia relacji między państwem i Kościołem katolickim, dla którego struktur opłacanie pensji katechetów jest dodatkowym źródłem dochodów. Pokrywanie przez państwo wynagrodzeń nauczycieli religii ma liczne negatywne skutki: z jednej strony uzależnia Kościół od środków państwowych, z drugiej – demotywuje go do pozyskiwania środków na działanie od wiernych będących jego członkami.

    Jednocześnie, nie ma powodów, by uważać, że zmiany odbędą się ze szkodą dla poziomu lekcji w kształcie, w jakim chciałby je prowadzić Kościół. Dzięki zaproponowanym zmianom na katolicką katechezę uczęszczać będą tylko uczniowie naprawdę zainteresowani nauką Kościoła. Rodzice, jeśli będą w formie innej niż finansowana z ich podatków subwencja finansować lekcje religii, także poświęcą więcej uwagi kształtowi katechezy.

    Po drugie, projekt będzie mieć pozytywne skutki finansowe. Przyniesie ona oszczędności w wysokości ok. 1,4 mld złotych w związku z zaprzestaniem finansowania lekcji religii ze środków budżetowych, które będzie można przeznaczyć na inne pilne potrzeby państwa.

    W związku z wąskim zakresem regulacji oraz brakiem bezpośredniego przełożenia na kwestie ekonomiczne skutki prawne oraz gospodarcze ustawy będą ograniczone i zależnie w przeważającej mierze od strategii finansowania lekcji religii na wniosek rodziców w szkołach przez Kościół. W przypadku decyzji władz kościelnych o niewstąpieniu w miejsce państwa w kwestii finansowania wynagrodzeń katechetów ustawa może wywołać chwilowych wzrost bezrobocia w tej grupie zawodowej, gdy osoby nauczające religii będą musiały w związku ze wstrzymaniem publicznego finansowania przekwalifikować się i znaleźć inną pracę. Ze względu jednak na pewne braki kadrowe w szkołach publicznych ten skutek powinien być krótkotrwały.

    4. Źródła finansowania, jeżeli projekt niesie obciążenia dla budżetu państwa lub jednostek samorządu terytorialnego

    Projekt nie będzie stanowił dodatkowego obciążenia dla budżetu państwa. Wręcz przeciwnie, przyniesie oszczędności w wysokości ok. 1,4 mld złotych w związku z zaprzestaniem finansowania lekcji religii ze środków budżetowych.

    5. Założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych

    Projekt ustawy nie przewiduje wydania nowych aktów wykonawczych. Będzie jednak wymagał zmiany w obowiązujących rozporządzeniach, w szczególności

    – rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 14 kwietnia 1992 r. w sprawie warunków i sposobu organizowania nauki religii w szkołach publicznych, oraz

    – rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 26 kwietnia 2018 r. w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków szkolnych.

    Treść rozporządzeń należy dostosować do projektowanych zmian przepisów obejmujących: organizację lekcji religii tylko przez szkoły podstawowe na pisemny wniosek rodziców, umieszczenie lekcji religii wyłącznie przed rozpoczęciem albo po zakończeniu innych zajęć obowiązkowych, braku umieszczania oceny z lekcji religii na świadectwie i niewliczania jej do średniej ocen oraz zakazu pokrywania kosztów związanych z organizacją nauki religii ze środków publicznych.

    6. Ocena zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej

    Projekt ustawy nie dotyczy kwestii regulowanych prawem Unii Europejskiej.

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press