10 stycznia 2021

Szczerski: w USA mamy poparcie nie tylko Republikanów, także Demokratów. To nieprawda

Krzysztof Szczerski, odpowiedzialny za politykę międzynarodową w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy, broni szefa. Przekonuje, że polska dyplomacja dbała nie tylko o relacje z Donaldem Trumpem i Republikanami, ale budowała też poparcie w szeregach Demokratów. Fakty temu przeczą

Od czasu przeliczenia głosów w wyborach na prezydenta USA, w których kandydata Republikanów Donalda Trumpa pokonał wystawiony przez Demokratów Joe Biden, partia rządząca próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji.

Nie jest to łatwe, bo podczas swoich rządów ostentacyjnie i bezkrytycznie wspierała Trumpa unikając sytuacji, w których mogłaby być zmuszona do jego krytyki. Druga kadencja Trumpa dawałaby prezydentowi Andrzejowi Dudzie nadzieję na to, że pozostanie nam na świecie choć jeden sojusznik, którym będziemy mogli się pochwalić przed swoim elektoratem.

Widać to było wyraźnie także w szeregach rządzących. PiS może mieć problemy z nowym prezydentem nie tylko z powodu łamania praworządności i homofobicznych wystąpień. Biden zapowiedział też odwrót od antyunijnej polityki, którą prowadzi konsekwentnie od lat partia Kaczyńskiego.

Oficjalne wypowiedzi polskich władz podkreślały, że niezależnie od tego, kto zasiądzie w Gabinecie Owalnym, Polska pozostanie przyjacielem USA. Będzie to jednak kosztować dużo wysiłku, tym bardziej że jak na razie zatarcie złego wrażenia idzie jak po grudzie.

Na przykład 7 stycznia prezydent Andrzej Duda zbagatelizował problem powszechnie piętnowanego przez demokratyczny świat ataku na Kapitol. Podczas gdy inne głowy państwa wyrażały poważne zaniepokojenie wydarzeniami w Waszyngtonie, prezydent uznał je za „wewnętrzną sprawę Stanów Zjednoczonych".

View post on Twitter

Wcześniej prezydent spektakularnie zwlekał z pogratulowaniem Joemu Bidenowi zwycięstwa w wyborach prezydenckich, stawiając się w jednym szeregu z takim przywódcami jak Władimir Putin czy Victor Orbán.

Szczerski: zbudowaliśmy poparcie w obu partiach

Tymczasem prezydencki minister Krzysztof Szczerski przekonuje nas, że Prawo i Sprawiedliwość z przyszłą administracją w Waszyngtonie będzie w świetnych stosunkach, a zarzucanie polskiemu rządowi jednoznacznego poparcia dla Trumpa to oszczerstwo.

To jest nieprawdą, co próbują suflować politycy czy dziennikarze z polskiej opozycji (...), że cała polska polityka była zawieszona tylko na jednej stronie amerykańskiej sceny politycznej. Nie, myśmy zbudowali poparcie w poparciu obu partiach politycznych
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Szczerski jest głównym doradcą ds. polityki zagranicznej prezydenta Polski, a niektóre jego wypowiedzi wskazują na to, że sam przygotowuje wpisy głowy państwa. Bronił wpisu prezydenta, wcześniej przekonywał, że media i politycy czepiają się Dudy za to, że nie pogratulował Bidenowi zwycięstwa, a tylko udanej kampanii.

Sprawdziliśmy, czy krytyka za jednoznaczne opowiedzenie się po jednej stronie w amerykańskich wyborach i ostentacyjne wspieranie Trumpa faktycznie jest nieprawdziwa. Zacznijmy od ostatniej wypowiedzi byłego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, wiceszefa BBN w czasach prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

„Wydarzeń wczorajszych nie można rozpatrywać bez kontekstu wieloletniego. Do konfliktu ideologicznego, z jakim mamy obecnie do czynienia, doprowadzono co najmniej za czasów Baracka Obamy. To ten prezydent skręcił bardzo mocno w lewo: z obrony interesów amerykańskich w dziedzinie bezpieczeństwa - na kwestie społeczne, obyczajowe. To on doprowadził do znaczących podziałów w USA” – oceniał Witold Waszczykowski w Interii, komentując rozruchy, które wybuchły w Waszyngtonie w środę.

Waszczykowski pośrednio atakuje także Bidena, który w administracji Obamy był wiceprezydentem i nigdy nie odcinał się od swojej pracy dla pierwszego prezydenta Afroamerykanina. Jednak PiS przed kampanią unikał frontalnej krytyki Partii Demokratycznej, co zmieniło się w kampanii, gdy ataki na Bidena stały się codziennością.

Polskie władze wielokrotnie określały kadencję odchodzącego w niesławie Trumpa jako najlepszy czas relacji z USA w historii naszego kraju. Rządzący zorganizowali Trumpowi wiwatujący tłum podczas jego wizyty w Warszawie. Mniej lub bardziej ostentacyjnie przyłączali się do jego krytyki Niemiec.

Osłabiając NATO jako sojusz próbowali forsować przeniesienie części wojsk amerykańskich z bazy w Rammstein w Niemczech do polskich baz. Prezydent Andrzej Duda stwierdził nawet, że w wielu kwestiach ma identyczny pogląd na kwestie polityki międzynarodowej, jak Trump. Kluby „Gazety Polskiej”, najbardziej radykalny i twardy elektorat partii Jarosława Kaczyńskiego, ze swoimi przedstawicielstwami za oceanem agitowały za Trumpem w szeregach Polonii.

Krytykują Bidena, kibicują Trumpowi

Wystarczy przejrzeć Twittera czołowych postaci PiS. Szef komitetu wykonawczego partii Krzysztof Sobolewski pisał parokrotnie podczas ogłaszania wyników w poszczególnych stanach, że przeszły one na „jasną stronę mocy”.

View post on Twitter

Ten sam Sobolewski pozwolił też sobie na ciężki „żart” po tym, jak okazało się, że jednak to Biden jest górą. Sugerował, w ślad za niepopartą dowodami retoryką Trumpa, że doszło do fałszerstw. Podawał dalej mem, na którym Biden „dziękował za głosy" na tle cmentarza. Sugestia była aż nadto czytelna, więc spotkał się z krytyką opozycji. Choć poseł mema usunął, niesmak pozostał.

View post on Twitter

Joe Biden nie wahał się wprost krytykować działań rządu PiS wrogich wobec społeczności LGBT. Odpowiedzią były wpisy na oficjalnym koncie polskiej ambasady, tłumaczące, że w Polsce nie ma „stref wolnych od LGBT" i nie ma dyskryminacji. Popularny w prawicowych mediach poseł Jan Mosiński z PiS nie wahał się nazwać wtedy Bidena „kłamcą”, narzucając narrację prawicy o rzekomej prowokacji.

View post on Twitter
View post on Twitter

Jakby Trump miał rządzić wiecznie

Polska dyplomacja przez ostatnie lata skupiła się na relacjach z USA. Odpuszczano relacje z innymi państwami, brutalnie krytykowano Niemcy i atakowano władze Unii Europejskiej. W relacjach z USA były pewne sukcesy, ale PiS postawił wszystko na jedną republikańską kartę. Kontakty ze Stanami Zjednoczonymi bazowały na relacjach z Donaldem Trumpem, co jest naturalne.

Jednocześnie kompletnie zaniedbano relacje z drugim, dziś świętującym zwycięstwo ugrupowaniem – Partią Demokratyczną. Joe Biden w czasie kampanii był krytykowany przez TVP, której prezes Jacek Kurski wprost chwalił się na Twitterze, że kibicuje Trumpowi. Do dziś powielany jest screen z wpisu szefa telewizji, z którego wynika, że wbrew faktom uwierzył w jego wygraną.

View post on Twitter

Politycy PiS budowali też proste analogie między polską a amerykańską sceną polityczną. Ich „analizy” ze względu na wyjątkową kuriozalność mogły wręcz wyglądać na celową dezinformację lub skrajną niekompetencję. Część zwolenników Joego Bidena przedstawiali wręcz jako „komunistów” przekonując, że Polska powinna z całych sił kibicować Trumpowi.

„Społeczeństwo amerykańskie wychowane w zimnej wojnie jest niechętne komunizmowi. (...) Dla Polski w przypadku wygranej Demokratów byłyby to trudne relacje, bo Joe Biden nie szczędził gorzkich słów pod adresem Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych czy wobec naszego państwa, porównując nas do krajów autorytarnych czy dyktatur. To bardzo zły prognostyk” – twierdził Tomasz Rzymkowski, poseł PiS w TVP Info.

Tymczasem to Biden wygrał wybory i teraz polskie władze mają kłopot. Trudno znaleźć wśród polityków Partii Demokratycznej takich, którzy utrzymywaliby bezpośrednie kontakty z politykami PiS. Próżno też szukać śladów spotkań z liderami Demokratów. Łatwo za to wskazać krytyczne wobec polskiego rządu wystąpienia partii, której kandydat Joe Biden 20 stycznia zasiądzie w fotelu prezydenckim.

Polska PiS z Rosją i Turcją

Solą w oku polskich władz była aktywność demokratycznego kongresmana Eliota Engela, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Kongresu. OKO.press dogłębnie przeanalizowało aktywność komisji, której znaczenie i aktywność bagatelizowali politycy PiS.

Z naszej analizy 136 dokumentów Kongresu z lutego 2020 roku wynikało, że interwencji z powodu naruszania demokracji jest tygodniowo tylko 1,5. Polska była napominana trzy razy, tak jak Chiny i Turcja. Dalej: Rosja, Irak, Kenia, Uganda, Honduras, Węgry.

Wśród sześciu listów zagranicznych kierowanych w sprawach dotyczących stanu demokracji w poszczególnych krajach, aż dwa były skierowane do władz Polski:

  • list do prezydenta Andrzeja Dudy z 19 stycznia 2020 roku wzywający do zawetowania reformy sądów (tzw. ustawy kagańcowej) oraz
  • list do premiera Mateusza Morawieckiego z 30 sierpnia 2019 roku z przestrogą przed pogłębianiem „erozji demokracji”, podpisany przez Engela, ale też republikańskiego kongresmena Michaela McCaula.

A trzeci apel został skierowany do wiceprezydenta Pence’a, by podczas wizyty w Warszawie poruszył kwestię odchodzenia od demokracji.

Wymieniliśmy też powody, dla których interwencje w sprawy polskie się wyróżniały:

  • wyrażały się w listach do przywódców państwa;
  • były oceną generalną, całościową (a nie krytyką jakiegoś epizodu czy wydarzenia);
  • pojawiły się aż trzykrotnie w okresie 29 tygodni.

Szczerski zaklina rzeczywistość

Powyższe fakty potwierdzają zarzuty opozycji i części komentatorów o wsparcie Republikanów i budowanie relacji polsko-amerykańskich w olbrzymim stopniu bazując na obozie przeciwników nowego prezydenta. Twierdzenia Szczerskiego o zbudowaniu relacji z Demokratami są więc nieprawdziwe.

Udostępnij:

Radosław Gruca

Pisał m.in. dla "Gazety Wyborczej", "Dziennika" i "Faktu"; współpracuje z kanałem Reset Obywatelski. Autor książki "Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje". Od sierpnia 2020 w OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne