Tweet pani premier, gdyby chciała zachować optymizm - i zarazem być jeszcze bardziej uprzejma wobec opozycji niż zwykle - powinien brzmieć: „Premier Beata Szydło komentuje dane GUS: Polki rodzą więcej dzieci. Może to nawet mała zasługa moich poprzedników? A zaraz zacznie działać #Rodzina500plus!”


Premier @BeataSzydlo komentuje dane GUS: Polacy chcą mieć dzieci, zakładać rodziny, czuć się bezpiecznie. Myślę, że #Rodzina500plus działa

Beata Szydło, Twitter, Kancelaria Premiera - 31/07/2016

Fot. Lukasz Krajewski / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Żeby to była prawda, Polki musiałyby rodzić jak jeże


Ten radosny tweet pani premier z 31 lipca 2016 był komentarzem do informacji GUS, że w pierwszej połowie 2016 roku urodziło się 191 tysięcy dzieci, o 10 tysięcy więcej niż w pierwszym półroczu 2015.

Pani premier „myśli”, że tak działa program 500+.

Podobnie myślą prawicowe media, np. „Polonia Christiana”: „dane GUS zwiastują początek trwałej, pozytywnej tendencji”.

Inni sprawdzają i żartują

Tak czy inaczej premier naraziła się na szybkie sprawdzenie przez czujnych internautów i masę kpin. Wypłaty 500+ zaczęły się bowiem w kwietniu 2016. Renata Grochal wyliczyła w „Wyborczej”, że „dobra zmiana” skróciła polską ciążę do czterech miesięcy (od kwietnia do sierpnia). Grochal pomyliła się na korzyść pani premier, bo dane GUS obejmują przecież okres tylko do końca czerwca. Aby sprostać oczekiwaniom pani premier, Polki powinny wziąć przykład ze świnek morskich (ciąża trwa 67 dni), a jeszcze lepiej jeży (40 dni).

Internauta Krzysztof Bioczek wyliczył, że gdyby nawet podekscytowani zwycięstwem PiS Polacy wraz z Polkami rzucili się do łóżek w wieczór wyborczy 25 października 2015, a ich kalendarzyk (nie wyborczy, lecz małżeński) pokazywał akurat dni płodne, to i tak dzieci nie zdążyłyby się urodzić, bo do 30 czerwca jest tylko 8 miesięcy i 5 dni.

OKO.press jak przystało na poważny portal analityczny nie będzie rozwijać tych żartów. Zwłaszcza, że pozostałe dwie myśli pani premier są godne uwagi.



Chęci faktycznie są

Polacy chcą mieć dzieci” jest myślą trafną. Badani przez CBOS mężczyźni deklarują, że chcieliby dwoje (dokładniej 1,99). Gdyby pani premier miała na myśli Polki, wyszłoby jeszcze więcej (2,12). Te aspiracje rodzicielskie są na poziomie średniej unijnej, choć w krajach o większej dzietności (Francja czy Szwecja) znacząco więcej osób uznaje za idealny model rodziny z trójką i więcej dzieci.

Fatum demografii

Czy dzięki 500+ urodzi się więcej dzieci? Zależy jak rozumieć „więcej”, bo generalnie wisi nad nami zapaść.

W 2015 roku dzietność w Polsce (liczba dzieci na kobietę w wieku rozrodczym 15-45 lat) wyniosła według zeszłorocznych szacunków 1,33, co daje ostatnie miejsce w UE (ex aequo z Rumunią) oraz 216. miejsce na 224 kraje świata. Ostatnie informacje GUS mówią, że było jeszcze gorzej: 1,29  

Jeżeli druga połowa roku 2016 będzie równie dobra co pierwsza (a nie musi), możemy liczyć na maksymalnie 390 tys. dzieci w 2016 roku, co podniosłoby wskaźnik dzietności do około 1,4. Dałoby to awans w światowym rankingu o pięć miejsc – dogonilibyśmy m.in. Japonię i Słowację.

Działa tu fatum demografii: poprzednie spadki urodzeń powodują, że jest coraz mniej kobiet w wieku rozrodczym i siłą rzeczy rodzą one coraz mniej dzieci, i to nawet jeżeli rodzą relatywnie nieco częściej. W prognozach Eurostatu na przykład przyjęto założenie, że współczynnik dzietności w Polsce wzrośnie w 2060 r. do 1,6, a mimo tego liczba urodzeń rocznie spadnie do 236 tys. i będzie nas (?) już tylko 32,6 mln. Najnowsze projekcje GUS są mniej pesymistyczne w połowie wieku w Polsce żyć będzie 35,7 mln.



Zmarnowaliśmy ostatni wyż

Liczba urodzeń po II wojnie sięgała niewyobrażalnej dziś liczby 800 tys., ale potem spadała z roku na rok. Mocno podskoczyła znowu na przełomie lat 70. i 80. (powyżej 700 tys.), by przez następne 20 lat spadać aż do 351 tys. rocznie w 2003 r. (wskaźnik dzietności – 1,22).

Na początku XXI wieku, kiedy wchodziła w dorosłość masa Polek urodzonych w wyżu demograficznym lat 80. XX wieku, wzrost dzietności okazał się zaskakująco słaby (maksymalnie do 418 tys.). Przyszedł też opóźniony, w latach 2007–2010, bo kobiety rodzą coraz później: na początku III RP średnio w wieku 23 lata, dziś 27 lat.

Od 2010 roku dzietność spada znowu, z jednym wyjątkiem: rok 2014 (375 tys.), był minimalnie lepszy niż 2013 (370 tys.).

W efekcie umiera dziś w Polsce więcej ludzi niż się rodzi, także w 2016 roku.

Dlaczego Polki rodzą mniej dzieci niż by chciały?

Główna przeszkodą w posiadaniu dzieci jest… posiadanie dziecka. Wśród kobiet bezdzietnych 77 proc. planuje dzieci (13 proc. – nie planuje, reszta nie wie), po pierwszym dziecku kolejne planuje już tylko 41 proc., a 46 proc. nie, po drugim chętnych na dalsze rodzenie jest zaledwie 5 proc. (a 88 proc. mówi prokreacji nie).

Dlaczego Polki nie chcą rodzić zwłaszcza drugiego i następnych dzieci? Różne badania dają w miarę klarowny obraz. Poza czynnikiem wieku („jestem za stara, mam już dziecko/dzieci”) połowa badanych Polek w wieku 18-33 rezygnuje z dziecka (pierwszego lub kolejnego) z powodów materialnych. W jednym z badań: 32 proc. wybrało odpowiedź „nie stać mnie”, 18 proc. „nie mam warunków mieszkaniowych”, 12 proc. – „obniżyłby się mój poziom życia”.

Jedna trzecia kobiet rezygnuje z dzieci, żeby uniknąć konfliktu macierzyństwa z pracą i karierą zawodową: 22 proc. mówi o „trudności pogodzenia obowiązków opiekuńczych i zawodowych”, 13 proc. „boi się utraty pracy”, 2 proc. twierdzi, że „ważniejsza jest moja kariera”.

Wracając do tweeta pani premier, kluczowe jest tu bezpieczeństwo materialne i blisko z nim powiązane bezpieczeństwo pracy.



Rachunek zysków i strat

Decyzja o dziecku, a zwłaszcza kolejnym dziecku, to swego rodzaju kalkulacja pragnień, zysków i strat. Wzrost dzietności możliwy jest tylko, gdy zmniejszą się koszty posiadania dzieci. Jak pokazuje szwedzki przykład skutecznej polityki pronatalistycznej, kluczowe jest nie tyle wspieranie opieki kobiet nad dziećmi w domu, co zmniejszanie ryzyka utraty pracy przez kobiety-matki. Zwłaszcza w biedniejszym kraju – jak Polska – takie zagrożenie narusza podstawowe bezpieczeństwo rodziny (w tym samotnych matek).

Żeby zmniejszyć konflikt między pracą i macierzyństwem kobiet należy m.in.

  • poprawić usługi edukacyjno-opiekuńcze dla dzieci w wieku 0–5 lat
  • powiększyć możliwości elastycznych form pracy (praca w domu, na część etatu, ruchome godziny pracy itd.),
  • poprawić ofertę urlopów rodzicielskich i wychowawczych,
  • zwiększyć możliwości uzyskania samodzielnego mieszkania.

Dodatkowym kulturowym czynnikiem sprzyjającym wyższej dzietności jest zaangażowanie ojców i zmniejszenie asymetrii podziału obowiązków opiekuńczych i domowych. Jest ona w Polsce relatywnie wysoka. Z badań CBOS wynika, że kobiety w większym stopniu liczą na pomoc swoich rodziców niż mężów. Jednocześnie zmieniają się szybko model rodziny, najwięcej osób wybiera model partnerskiego podziału (oboje pracują zawodowo i zajmują się dziećmi i domem), znacząco więcej kobiet (54 proc.) niż mężczyzn (41 proc.). Jeszcze niedawno najbardziej popularny był model tradycyjny (on pracuje zawodowo, ona zajmuje się resztą).

Polityka prorodzinna PO i PiS

Wbrew powszechnym opiniom 500+ nie jest początkiem polityki prorodzinnej w Polsce. Poprzednie rządy były często krytykowane za zaniechania, ale:

  • wzbogaciły ofertę urlopów – wprowadzając ojcowski i wydłużając rodzicielski  do roku, dając przy tym sześć lat czas na jego wykorzystanie (jeden z niewielu projektów poprzedniego rządu i prezydenta, który został przyjęty przez obecny Sejm);
  • zwiększyły kwoty odpisu od podatku na dzieci (od 100 zł do 250 zł miesięcznie);
  • wprowadziły nowe „becikowe” (1000×12 miesięcy);
  • znacznie poprawiły dostęp do przedszkoli (wg GUS w roku 2014/2015 korzystało z nich ponad 80 proc. dzieci 3-6 letnich, z tego 96 proc. w miastach i 64 proc. na wsi). Jednak wciąż część kobiet skarży się na wysokie koszty i kiepską dostępność przedszkoli.  Zawirowanie z podnoszeniem wieku szkolnego sprawiło, że w roku 2016/2017 wystąpił poważny kryzys – dodatkowy rocznik w przedszkolach zablokował miejsca dla trzylatków;
  • zwiększyły wydatki na żłobki, ale problem pozostał w praktyce nie rozwiązany, ze żłobków korzysta mniej niż 60 tys. (dane za 2015 rok).

Patrząc w szerszej perspektywie, zasiłek 500+ może zwiększyć poczucie bezpieczeństwa finansowego rodzin, zwłaszcza w przypadku rodzin uboższych i wielodzietnych. Jest też formą propagowania wzorca rodziny 2 + 2, a nawet 2 + 3. Z drugiej strony ryzyko polega na zmniejszeniu zatrudnienia kobiet,  co może osłabiać efekt pronatalistyczny. Dodatkowo, osłabiłoby to istotną dla dzietności wzrost partnerskiego podziału obowiązków w rodzinie.



Konkluzja: skąd ten wzrost 2016?

Wzrost dzietności w I połowie 2016 jest zbyt mały (i jednorazowy), by mówić o nowej tendencji czy odwróceniu trendu. Z pewnością nie ma on niczego wspólnego z programem 500+. Może być skumulowanym efektem prowadzonej poprzednio polityki pronatalistycznej, choć była ona niewystarczająca. Znaczną rolę odgrywa tu zapewne spadające bezrobocie, które generalnie zwiększa poczucie bezpieczeństwa rodzin. Dodatkowy czynnik, jakim jest tak duży zasiłek, może wzmocnić efekty poprzednich działań i zmniejszyć tempo spadku polskiej populacji, czyli ograniczyć rozmiary katastrofy demograficznej.  

Tweet pani premier, gdyby chciała zachować optymizm i zarazem być jeszcze bardziej uprzejma wobec opozycji niż zwykle powinien brzmieć:

“Premier @BeataSzydlo komentuje dane GUS: Polki rodzą więcej dzieci. Może to nawet mała zasługa moich poprzedników? A zaraz zacznie działać #Rodzina500plus!”.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?