Fundacja Kai Godek znów protestowała pod gdańskim szpitalem na Zaspie. Antyaborcjoniści ponownie zakłócali spokój personelu, pacjentek i ich dzieci. Urzędnicy nie zdecydowali się rozwiązać zgromadzenia przed czasem. „Władze nie mogą bać się jeżdżącej po całym kraju aktywistki, która nawołuje do nienawiści”
W niedzielę 19 kwietnia 2026 roku pod gdańskim Szpitalem św. Wojciecha odbył się kolejny protest skrajnie antyaborcyjnej Fundacji Życie i Rodzina.
Kai Godek i zgromadzonym pod placówką jej zwolennikom towarzyszyli przedstawiciele nacjonalistycznego Ruchu Narodowego.
Obecni pod szpitalem fundamentaliści ponownie prezentowali drastyczne banery z zakrwawionymi płodami. Kolejny raz zakłócali spokój przebywających na oddziałach pacjentek, ich dzieci oraz personelu. Podobnie jak w marcu, również tym razem wykorzystywali podczas swojej manifestacji kilkuletnie dziecko jednej z antyaborcjonistek, wystawiając je na czoło protestu i zachęcając do prowadzenia modłów. Nie zważali przy tym na fakt, że chłopiec narażony był na traumatyzujące widoki.
Manifestując pod szpitalem na Zaspie, przedstawiciele antyaborcyjnej organizacji przekroczyli kolejną granicę. Bezpośrednio przed głównym wejściem do placówki dwoje protestujących trzymało transparent z hasłem „Aborcja czyni wolnym” stylizowany na napis „Arbeit Macht Frei” nad wejściem do Auschwitz-Birkenau.
Chcąc wejść do budynku, nie sposób było go ominąć czy nie zauważyć. Protestujący nie zważali na fakt, że do placówki mogą wchodzić dzieci, kobiety w trakcie poronień czy seniorzy z doświadczeniem pobytu w obozie koncentracyjnym. Całość wydarzenia transmitowali na żywo w mediach społecznościowych.
Niespełna pół godziny po rozpoczęciu wydarzenia do współprowadzących demonstrację osób podeszła przedstawicielka Prezydent Miasta Gdańsk, Joanna Pińska, w towarzystwie policjanta. Poinformowała, że okoliczni mieszkańcy zgłosili uciążliwy hałas.
W dyskusję włączyła się Kaja Godek. Antyaborcjonistka zarzuciła wykonującej obowiązki urzędniczce cenzurowanie zgromadzenia publicznego. Ignorując obecność funkcjonariusza policji, nakazała pracowniczce urzędu „odejść i przestać się czepiać koordynatorki”. Stojąca obok przedstawicielka Fundacji Życie i Rodzina powiedziała, że prawo nie ogranicza liczby decybeli podczas zgromadzeń.
Pińska odeszła od Godek i jej zwolenników, by odnaleźć konkretne przepisy regulujące kwestię głośności manifestacji. Gdy po chwili wróciła do antyaborcjonistów, ci zaczęli pokrzykiwać, że pouczają ją o braku zastosowania przytaczanych przez nią zasad podczas zgromadzeń publicznych. Pytali, czy przedstawicielka Prezydenta Gdańska „chce mieć sprawę o bezprawne działania przekraczające mandat urzędnika miasta”. Twierdzili, że próbująca zapewnić spokój osobom przebywającym w szpitalu i mieszkającym w jego sąsiedztwie urzędniczka swoim postępowaniem łamie prawo. Kaja Godek kazała jej odejść i zapytała, czy urzędniczka „pełni rolę bojówki Razem”.
Gdy Pińska odeszła, antyaborcjoniści dali mikrofon dziewczynce w wieku szkolnym – kolejnemu dziecku, które zaangażowali we współprowadzenie skrajnie prawicowego protestu.
Kaja Godek mogłaby mieć rację, gdyby sytuacja miała miejsce kilka miesięcy wcześniej. Joanna Pińska nie nadużyła swoich uprawnień. O ile bowiem przepisy rzeczywiście nie regulują liczby decybeli dozwolonych podczas manifestacji, o tyle w styczniu zmieniły się zapisy Kodeksu Wykroczeń dotyczące zakłócania spokoju w zakładach leczniczych. Manifestacje Fundacji Życie i Rodzina odbywają się z kolei każdorazowo na terenie należącym do Szpitala św. Wojciecha – a więc zakładu leczniczego.
Mec. Michał Zacharski zauważa, że na sprawę rzeczywiście można spojrzeć z punktu widzenia prawa wykroczeń: "W myśl przepisu art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń, kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
Niedawna nowelizacja wprowadziła do art. 51 Kodeksu Wykroczeń przepis § 2a. Zgodnie z jego treścią,
tej samej karze podlega sprawca czynu określonego w § 1, jeśli dopuszcza się go w zakładzie leczniczym".
Projektodawca nowego typu wykroczenia zauważył, że gdy chodzi o osoby uczestniczące w działalności leczniczej, należy nie tylko przeciwdziałać naruszeniu ich nietykalności cielesnej oraz chronić ich zdrowie i życie. "Trzeba także mieć na uwadze konieczność eliminowania zachowań, które nie godząc w powyższe dobra, naruszają porządek publiczny lub tworzą atmosferę zagrożenia, powodują niepokój lub zamieszanie.
Należy pamiętać, że w szpitalu z jednej strony mamy do czynienia z personelem, który powinien móc wykonywać swoje zadania w możliwie dobrych warunkach, z drugiej zaś – z pacjentami, którzy w toku leczenia i rekonwalescencji potrzebują spokoju.
Gdyby odpowiednie służby doszły do wniosku, że emitowany na terenie szpitala hałas narusza normy współżycia społecznego i zakłóca porządek publiczny, mogłyby złożyć do sądu wniosek o ukaranie w stosunku do osób hałas ten powodujących" – argumentuje ekspert.
Mec. Zacharski podkreśla, że prowadząc rozważania na temat dopuszczalnych działań w trakcie zgromadzeń publicznych, nie można zapominać o zasadach współżycia społecznego: "Musimy na to spojrzeć także z punktu widzenia reguł ogólnych, bo odwoływanie się wprost do kategorii jakichś zachowań, jak na przykład sprawowania obrzędu religijnego czy brania w nim udziału, w żaden sposób nie zwalnia z przestrzegania norm powszechnie obowiązujących, które – siłą rzeczy – narzucają pewne ograniczenia.
Chyba wszyscy się zgodzimy, że jeżeli ktoś wyemitowałby dźwięk, który osobie znajdującej się w pobliżu uszkodził słuch, nie stanowiłoby szczególnej, bezwzględnej okoliczności ekskulpującej ani nawet łagodzącej, że taka sytuacja miała miejsce w ramach wydarzenia religijnego. Emisja takiego dźwięku jest po prostu zakazana jako powodująca uszczerbek na zdrowiu człowieka.
Kwestia odpowiedzialności karnej sprawcy zależy wówczas od możliwości przypisania mu winy. Z kolei rozmiar tej odpowiedzialności zależy głównie od tego, czy wyemitowanie owego dźwięku było umyślne, czy nieumyślne, oraz stopnia winy i społecznej szkodliwości czynu".
Niedzielne zgromadzenie było kolejnym protestem Fundacji Życie i Rodzina zorganizowanym bezpośrednio przy prowadzonym przez spółkę COPERNICUS szpitalu. Antyaborcjoniści manifestują na gdańskiej Zaspie od wielu miesięcy, demonstrując swój sprzeciw wobec wykonywanych tu legalnych, ratujących zdrowie i życie pacjentek procedur przerywania ciąży. Ofiarami zwolenników Godek padają zarówno pracujący tu lekarze, pielęgniarki czy położne, jak i personel niemedyczny oraz pacjentki i ich bliscy. W OKO.press pisaliśmy o tym wielokrotnie.
Działacze Fundacji Życie i Rodzina regularnie zakłócają bezpieczeństwo i spokój osób przebywających na terenie szpitala oraz mieszkańców okolicznych osiedli. Hałas generowany podczas modlitewnych pikiet utrudnia procesy diagnostyczno-lecznicze i pogłębia traumę rodziców odwiedzających ciężko chore, walczące o życie dzieci, które przebywają na tutejszym Oddziale Intensywnej Terapii Noworodka.
W niedzielne popołudnie organizacje zaangażowane w ostatnich miesiącach w kontrmanifestacje pod szpitalem na Zaspie wydały wspólne oświadczenie. Przedstawiciele oraz przedstawicielki
poinformowali w nim, że zaprzestają organizowania kontrmanifestacji.
Zauważyli, że w jednoznaczny i widoczny sposób zamanifestowali brak zgody mieszkańców Gdańska na praktyki zastraszania pacjentek, ingerowania w dostęp do opieki medycznej oraz blokowania wejścia do placówki ochrony zdrowia przez organizacje skrajnie antyaborcyjne. Podkreślili, że ich zdaniem wszystkie tego typu zgromadzenia powinny być niezwłocznie rozwiązywane.
Zaapelowali do władz miasta o działanie w imieniu pacjentek, personelu medycznego oraz mieszkanek i mieszkańców Gdańska. Podnieśli, że infrastruktura krytyczna, jaką jest szpital, powinna pozostawać pod szczególną ochroną, wolną od nacisków ideologicznych i działań zakłócających jej funkcjonowanie.
Jak komentuje Paulina Hendrysiak z Nowej Lewicy, która współorganizowała dotychczas kontrmanifestacje pod szpitalem św. Wojciecha, zdaniem środowisk sprzeciwiających się krwawym demonstracjom na Zaspie, miasto powinno stanowczo reagować na działania Fundacji Kai Godek. "Wszystkie dotychczasowe zgromadzenia Fundacji Życie i Rodzina spełniały przesłanki, które Sąd Okręgowy wymienił jako zasadne do rozwiązania zgromadzenia.
To, co możemy i zamierzamy teraz robić, to wywieranie presji na Urzędzie Miasta Gdańsk, by skorzystał z narzędzi, które ma. Władze nie mogą bać się jeżdżącej po całym kraju aktywistki, które nawołuje do nienawiści i szczuje na lekarzy oraz ich pacjentki".
W styczniu jedno ze zorganizowanych przez skrajnych antyaborcjonistów zgromadzeń zostało rozwiązane przez obecnych na miejscu przedstawicieli Prezydenta Miasta Gdańsk. Stało się to po tym, jak dyżurujący tego dnia lekarze zwrócili uwagę na związane z protestem utrudnienia w prawidłowym wykonywaniu pracy. Wskazali, że stanowiło to zagrożenie dla przebywających pod ich opieką pacjentek.
Fundacja Życie i Rodzina zaskarżyła decyzję urzędników do sądu. Rozprawa odbyła się pod koniec lutego. Obserwowaliśmy ją na żywo w gdańskim Sądzie Okręgowym i relacjonowaliśmy w OKO.press:
W pierwszej instancji Fundacja Życie i Rodzina przegrała. Orzekający w sprawie neosędzia Michał Jank argumentował, że sposób, w jaki antyaborcjoniści prowadzą swoje protesty, sprawia, że z drastycznymi treściami prezentowanymi na banerach obcują również osoby postronne. Takie działanie stanowi z kolei naruszenie artykułu 140 Kodeksu Wykroczeń.
Orzeczenie sądu pierwszej instancji podkreślało nadrzędną rolę szpitala, jaką jest zapewnianie spokoju i prawidłowego procesu diagnostycznego przebywającym w nim osobom. Pisaliśmy o tym w OKO.press:
Bezpośrednio po wydaniu decyzji przez sąd okręgowy Fundacja Życie i Rodzina zapowiedziała złożenie apelacji. Orzeczenie sądu nie zniechęciło też antyaborcjonistów do organizowania kolejnych uciążliwych protestów. Żadne z kolejnych zgromadzeń nie zostało już rozwiązane, mimo że ich przebieg każdorazowo jest niemal identyczny – a więc taki jak wtedy, gdy przedstawiciele Prezydenta Miasta Gdańsk dostrzegli problem i zdecydowali się rozwiązać demonstrację przed czasem.
Zwolennicy Kai Godek nie tylko nie przestają utrudniać funkcjonowania legalnie działającej placówce medycznej. Fundamentalistyczni protestujący regularnie posuwają się do coraz bardziej skrajnych działań. Niedzielne zgromadzenie opatrzone transparentem przypominającym ten z nazistowskiego obozu koncentracyjnego poprzedziło zgłoszenie wielu innych manifestacji na tym samym terenie w bezpośrednim sąsiedztwie szpitala.
Fundacja Życie i Rodzina, zamiast – jak dotychczas – zorganizować jedną niedzielną manifestację różańcową, postanowiła zgłosić do Urzędu Miasta Gdańsk regularne pikiety edukacyjno-informacyjne. To uniemożliwia zgłaszanie innych zgromadzeń na tym terenie.
Część zgłoszonych manifestacji, mimo szumnych zapowiedzi Kai Godek, się nie odbyła. Sam fakt ich zapowiedzi wiązał się jednak z angażowaniem służb. Rolą miasta jest bowiem dbanie o to, by osoby korzystające z prawa do wolności zgromadzeń – niezależnie od manifestowanych poglądów – miały zapewnione bezpieczeństwo. Zgłaszanie licznych pikiet Fundacji Życie i Rodzina mogło tym samym realnie wpłynąć na przykład na organizację pracy policji.
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.
Komentarze