0:000:00

0:00

Prawa autorskie: il. OKO.press || fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl || fot. Gage Skidmoreil. OKO.press || fot...

Wrabianie Bidena w „zakaz jedzenia mięsa” wyglądało niemal identycznie jak atak na Rafała Trzaskowskiego. Porównanie obu tych sytuacji - w Stanach Zjednoczonych i w Polsce - pokazuje, że mamy do czynienia z niemal dokładnym kopiowaniem mechanizmu rozprowadzania fałszywych informacji.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Od połowy lutego prawica atakuje opozycję, zwłaszcza prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, zarzucając mu, że ma niecne plany wobec Polaków. Twierdzi, że zamierza on zakazać jedzenia mięsa, a zamiast tego nakazać Polakom jeść robaki. Bo w raporcie stowarzyszenia miast - C40 Cities, do którego należy Warszawa, znalazły się zalecenia ekspertów na ten temat.

Poseł PiS: Pustynne plemiona i szarańcza

Przypomnijmy fakty: stowarzyszenie C40 Cities zrzesza największe miasta na świecie. W raporcie dla tej organizacji napisanym w 2019 roku, eksperci wskazali, w jaki sposób można zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych w największych metropoliach świata.

Rekomendowali działania, które generalnie ograniczają konsumpcję, w tym spożycie mięsa i nabiału. Nic w tym zaskakującego – gazy powstające podczas hodowli zwierząt stanowią dziś znaczący odsetek światowej emisji gazów cieplarnianych. Zmniejszenie spożycia mięsa i produktów nabiałowych spowodowałoby zmniejszenie hodowli, a w konsekwencji ograniczenie emisji.

Raport zawierał rekomendacje, nie zostały one jednak przyjęte przez członków stowarzyszenia jako wytyczne do realizacji. Dziś nie ma więc planów uchwalania takich ograniczeń. Nikt nie zamierza wprowadzać zakazów jedzenia mięsa, tym bardziej nie ma mowy o kartkach na mięso – choć i po takie argumenty sięgnęli politycy prawicy.

Przeczytaj także:

Mimo to fałszywa narracja w połowie lutego została wprowadzona do obiegu i niemal każdego dnia jest nagłaśniana, by Polacy o niej nie zapomnieli. 3 marca przed warszawskim ratuszem poseł PiS Daniel Milewski krzyczał:

„Nie dajcie się zamknąć w domach i sprowadzić do roli pustynnych plemion żywiących się szarańczą!”.

A po ulicach stolicy mknęła przyczepka z plakatami, na których widać było hasło „Chcą decydować o naszej wolności” i wyszczególniono cele z raportu C40. „Oto nowy program Platformy Obywatelskiej” – grzmieli politycy PiS.

Zaś w czwartek 9 marca radni Warszawy rozpatrywali wniosek PiS o wystąpienie miasta ze stowarzyszenia C40 Cities. PiS przegrał, co było do przewidzenia. Ale wszystkie te działania pokazują, że o fałszywym zakazie jedzenia mięsa będziemy słyszeć zapewne jeszcze długo.

„Czy popiera pani jedzenie robaków?”

Do raportu C40 w tej narracji dodano drugi element – jedzenie robaków. Sieciowe wpisy i artykuły dowodzące, że Polacy z powodu nowej unijnej dyrektywy będą musieli jeść robaki, pojawiły się w drugiej połowie stycznia.

24 stycznia w Radiu Zet dziennuikarz Bogdan Rymanowski pytał posłankę Lewicy Annę Marię Żukowską: „Czy popiera pani jedzenie robaków przez społeczeństwo?”.

Skrzętnie odnotował to prawicowy tygodnik "DoRzeczy" w artykule zatytułowanym „Jedzenie robaków przez społeczeństwo? Poseł Lewicy: W sumie to popieram”, a także "Dziennik Gazeta Prawna" w tekście „Żukowska o mące ze świerszczy: Jadłam kiedyś takie robaki”.

Trzy dni wcześniej, 21 stycznia Dariusz Matuszak, prawicowy publicysta, na łamach prorządowego portalu wpolityce.pl donosił z kolei, że podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos „szef niemieckiego Siemensa chciał układać ludzkości dietę”, ponieważ „oznajmił, że aby uratować klimat miliard ludzi powinno przestać jeść mięso”.

Matuszak uznał to za „przykład niesłychanej buty”, po czym skomentował: „Do Komisji Europejskiej trafił wniosek o zarejestrowanie inicjatywy obywatelskiej, by zakazać hodowli zwierząt. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że z eurokracją, taką jaka teraz jest, z coraz bardziej sprzedajnymi, zakłamanymi instytucjami Unii już niedługo doczekamy się takiego zakazu. Jaśniepaństwo, władcy i właściciele Europy będą jeść dziczyznę upolowaną w lasach w pobliżu zamku Chambord, albo sprowadzane mięsa z Japonii i Ameryki Południowej, a dla europejskiej hołoty będą algi albo białko z robaków”.

Proszek ze świerszczy

Prawicowy przekaz o jedzeniu robaków był na tyle rozpowszechniony, że OKO.press już 4 lutego opublikowało odkłamujący go artykuł Michała Roleckiego.

„Prawica zwarła szeregi, tym razem przeciwko owadom. A dokładniej przeciwko unijnej regulacji, która od stycznia 2023 roku dopuszcza dodawanie do żywności proszku ze zmielonych świerszczy. Decyzja stanowi pozytywną odpowiedź na złożony jeszcze w 2019 roku wniosek wietnamskiej firmy Cricket One. W pierwszych dniach stycznia tego roku Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności orzekł, że »częściowo odtłuszczony proszek z Acheta domesticus jest bezpieczny w proponowanych warunkach stosowania i przy proponowanych poziomach stosowania«. Pod łacińską nazwą kryje się świerszcz domowy” – wyjaśniał Rolecki.

I dodawał: „Dodatek odtłuszczonego proszku ze świerszcza będzie musiał być podany w składzie produktu”. Wyjaśnił również, że nie jest to wcale nowość w Unii Europejskiej, zaś unijne organy przez cztery lata sprawdzały, czy takie białko jest bezpieczne dla zdrowia ludzi.

Ten przekaz przejęła Rosja, ale go nie wymyśliła

Hasło o zmuszaniu Europejczyków do jedzenia robaków okazało się jednak bardzo nośne. Publikacje na ten temat w styczniu pojawiły się w różnych państwach. Pod koniec miesiąca podchwycili je także propagandziści rosyjscy. W państwowej rosyjskiej telewizji można więc było usłyszeć na przykład, że „robaki zostaną włączone do menu restauracji w Europie”.

Choć Rosja temat wykorzystała, nie wymyśliła go. Nie są więc prawdziwe pojawiające się w polskim internecie wpisy dowodzące, że politycy polskiej prawicy inspirowali się kremlowską propagandą, budując przekaz o zakazie jedzenia mięsa i nakazie jedzenia robaków. Tym razem to Rosja posłużyła się wpisami z Europy Zachodniej.

Prawicowi politycy mogli jednak mieć zagraniczną inspirację dla swego dezinformacyjnego przekazu – tyle że z zupełnie innego kierunku: ze Stanów Zjednoczonych (oraz z Wielkiej Brytanii). Dotyczyła nie robaków, lecz zakazu jedzenia mięsa. Jak się okazuje, dwa lata temu z niemal identycznych zarzutów tłumaczył się prezydent USA Joe Biden.

Uderzające jest podobieństwo nie tylko treści, ale też przebiegu całej akcji, w USA i w Polsce.

Prześledźmy to po kolei, porównując mechanizm rozpowszechniania zmanipulowanych informacji w obu krajach.

Odsłona pierwsza: artykuły

Wielka Brytania/USA

22 kwietnia 2021 roku brytyjski tabloid „The Daily Mail” opublikował artykuł pod znaczącym tytułem: „Jak plan klimatyczny Bidena może ograniczyć Cię do jedzenia tylko jednego hamburgera miesięcznie, kosztować 3,5 tysiąca dolarów rocznie na osobę w podatkach, zmusić Cię do wydania 55 tysięcy dolarów na samochód elektryczny i »zmiażdżyć« amerykańskie miejsca pracy”.

Z tekstu można się było dowiedzieć, że Joe Biden ogłosił, iż USA zamierzają ograniczyć emisje gazów cieplarnianych o 50 procent w ciągu nadchodzącej dekady. I że nie podał szczegółów, w jaki sposób zamierza to zrobić.

Ponieważ szczegółów nie było, autorka artykułu Emily Crane wyliczyła je sama, na podstawie wskazań „ekspertów i ostatnich badań” (nie podała szczegółów, jakie badania czy jakich ekspertów ma na myśli).

Były to:

– „Ograniczenie spożycia czerwonego mięsa o 90 proc. i produktów pochodzenia zwierzęcego o 50 proc.”. „Aby to zrobić, Amerykanie musieliby spożywać tylko około czterech funtów czerwonego mięsa rocznie” – wyliczono w artykule.

– „Przesiadka na samochód elektryczny”, którego średni koszt to 55 tysięcy dolarów.

– „Doposażenie domu w elektryczne pompy ciepła”.

Na koniec dodała, że cele klimatyczne Bidena mogą kosztować podatników miliardy dolarów. A do artykułu dołączono sugestywną grafikę obrazującą, jak pomysły Bidena mogą wpłynąć na życie każdego Amerykanina. Hamburger znalazł się w niej na pierwszym miejscu.

Zrzut ekranu z "The Daily Mail".

Jak ustaliło później CNN, wyliczone przez „The Daily Mail” rekomendacje zostały przedstawione w artykule naukowców University Michigan i Tulane University, opublikowanym w 2020 roku. Artykuł nie miał nic wspólnego z Joe Bidenem ani jego administracją, a prezydent nigdy się na niego nie powoływał.

POLSKA

14 lutego w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ukazał się artykuł. Wydawnictwo ma dwa główne portale: dziennik.pl oraz gazetaprawna.pl. Ten sam artykuł został opublikowany pod różnymi tytułami. Na gazetaprawna.pl zatytułowano go: „Trzeba jeść mniej mięsa i pozbyć się aut. Klimatyczne zaciskanie pasa w stolicy”.

Na dziennik.pl tytuł jest bardziej jednoznaczny: „Trzaskowski oduczy warszawiaków jeść mięso?”.

Zamieszczono tam informacje o raporcie C40 Cities (bez wskazania, że powstał on w 2019 roku) i wyliczono, co zalecają eksperci:

„16 kg mięsa rocznie na osobę lub – w bardziej ambitnym wariancie – wykluczenie go z diety w ogóle. Dziś przeciętny Polak zjada ponad 70 kg mięsa.

90 kg nabiału na osobę rocznie (cel progresywny) lub ambitny – 0 kg. W Polsce to dziś średnio ponad 200 kg. Spożycie 2,5 tys. kalorii dziennie. Przeciętnie dorosły mężczyzna potrzebuje ok. 2,5 tys. kcal dziennie, a kobieta - ok. 2 tys.

Zmniejszenie liczby posiadanych samochodów - do 190 na 1000 osób lub do zera w celu ambitnym. (…) Wydłużenie życia laptopa i podobnych urządzeń elektronicznych do 7 lat”.

Jak widać – także tutaj na pierwszym miejscu znalazło się ograniczenie spożycia mięsa. A pod spodem zamieszczono… grafikę, obrazującą proponowane ograniczenia. Nie było na niej hamburgera, lecz grafiki symbolizujące szynkę i ser. Dodano także dane dotyczące ograniczenia liczby ubrań, samochodów i lotów.

Zrzut ekranu - grafika z "Dziennika Gazety Prawnej"

Powiązanie eksperckich rekomendacji dotyczących klimatu z polityką było łatwe – Warszawa należy do C40 Cities, a jej prezydentem jest Rafał Trzaskowski. Tytułowe stwierdzenie „Trzaskowski oduczy warszawiaków jeść mięso?” nawiązywało do tych faktów. Choć była to daleko posunięta sugestia, na którą najkrótszą odpowiedź powinna brzmieć: „nie”.

Jednak w przypadku Bidena nie było nawet takiego pozornego związku między naukowym artykułem a prezydentem USA.

Odsłona druga: telewizje

USA

Dzień po publikacji w „The Daily Mail” tezy artykułu powtórzył Ainsley Earhardt, gospodarz Fox News, prawicowej amerykańskiej telewizji, ulubionej stacji zwolenników Donalda Trumpa. Znów pojawiła się grafika, w której na pierwszym miejscu pokazano hamburgera. Telewidzowie dowiedzieli się, że będą musieli ograniczyć jedzenie czerwonego mięsa o 90 procent.

I ruszyła lawina. W programie Fox Business Larry Kudlow, były pracownik administracji Donalda Trumpa, stwierdził, że aby osiągnąć „cele klimatyczne Bidena”, Amerykanie musieliby przestać jeść nie tylko mięso, ale także „drób i ryby, owoce morza, jajka i nabiał”. Dziennikarz John Roberts mówił: „Musisz pożegnać się ze swoimi hamburgerami, jeśli chcesz zapisać się do programu klimatycznego Bidena”.

Narracja była oczywista: chcesz jeść hamburgery – nie popieraj Bidena (ani Demokratów, których reprezentuje).

Choć, przypomnijmy, Biden ogłosił jedynie cele klimatyczne dotyczące ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Zaś artykuł naukowców, opublikowany rok wcześniej, nie miał żadnego związku z jego wypowiedzią.

Kadr z programu Fox News

POLSKA

Jeszcze tego samego dnia, 14 lutego, w dniu publikacji artykułu w DGP, zawarte w nich treści zaczęło rozpowszechniać TVP Info. Przekaz natychmiast eskalował, został też uproszczony i zniekształcony.

W kolejnych dniach na stronie portalu TVP Info pojawił się raport specjalny pod hasłem „C40: Koniec mięsa i samochodów”. Tam publikowano kolejne materiały publicznej telewizji na ten temat.

Już same ich tytuły mówiły wiele o prezentowanych treściach:

– „Kaleta: Kartki żywnościowe w stolicy. Co na to Trzaskowski?”,

– „Mięso, ubrania i auta dla nielicznych. Warszawa w planach C40 i Trzaskowskiego”,

– „»Korea Północna Plus« Trzaskowski ujawnił program PO?”,

– „»Objawia się nam wielkie szaleństwo«. Jarosław Kaczyński o wizjach C40”,

– „Kartki na mięso. Dziennikarz pisze, jak wdrażane będą pomysły C40”.

Od 14 do 20 lutego TVP Info na oficjalnym koncie na Twitterze opublikowało 22 tweety dotyczące robaków, mięsa i C40. Można w nich przeczytać choćby takie zdania:

– „Robaki zamiast mięsa?”,

– „PSL będzie bronić prawa do rosołu z kury i kotleta schabowego”,

– „C40 i żywność na kartki. Rafał Trzaskowski: Jak będziemy rządzić, to będzie szybciej”,

– „Kancelaria Prezydenta o C40: Rozwiązania z Korei Północnej”.

Zrzuty ekranu

Narracja także w Polsce była oczywista: chcesz jeść mięso, a nie robaki – nie popieraj Trzaskowskiego. Czyli Platformy Obywatelskiej.

TVP Info oczywiście nie eksponowało faktu, że raport C40 powstał w 2019 roku i że nie został przyjęty jako obowiązujący. Eksponowało za to prawicowych polityków, straszących kartkami na mięso, robakami i Koreą Północną.

Odsłona trzecia: politycy

USA

Narracja szybko przeniosła się z Fox News na Twitter i inne platformy społecznościowe. W jej rozpowszechnianie włączyli się politycy republikańscy, związani z Donaldem Trumpem. Fałszywe twierdzenia o tym, że nie można będzie jeść tyle hamburgerów, ile się chce, wygłaszali między innymi: Donald Trump junior, kongresmenka z Georgii Marjorie Taylor Greene, kongresmen z Północnej Karoliny Madison Cawthorn, publicyści i dziennikarze prawicowi.

„Jestem prawie pewien, że wczoraj zjadłem 4 funty czerwonego mięsa. To będzie twarde NIE z mojej strony” – tweetował Donald Trump junior.

„Cesarz Biden nie tylko nie chce, żebyśmy świętowali 4 lipca, ale teraz też nie chce, żebyśmy tego dnia jedli burgera. Podaj dalej, jeśli nadal robisz jedno i drugie, ponieważ to jest Ameryka!” – pisał z kolei Cawthorn.

A Greene opublikowała zdjęcie Bidena, siedzącego przy stole. Przed nim stoi… hamburger „Żadnych hamburgerów dla ciebie, tylko dla mnie” – komentowała ironicznie polityczka.

POLSKA

Prawicowi politycy postanowili oddziaływać na odbiorców mocniej niż amerykańscy. Poseł Łukasz Mejza opublikował na Twitterze swoje zdjęcie z drogiej restauracji. Na fotografii polityk siedzi ze sztućcami w dłoniach, uniesionymi nad wołowym stekiem (dużo droższym niż hamburger).

Eurodeputowany Solidarnej Polski Patryk Jaki również sfotografował się nad stekiem. Jacek Ozdoba (Solidarna Polska) wybrał żeberka.

„Trzaskowski! To jest mięcho z lubuskiej krowy i porządne lubuskie piwo! Ani jednego, ani drugiego nam nie zabierzesz swoimi reformami, pomiocie marksizmu!” – komentował Mejza.

W obiegu internetowym była też grafika z artykułu DGP, wielokrotnie prezentowana jako dowód na niecne plany Trzaskowskiego. Plany, których – przypomnijmy – nie było i nie ma.

Kiedy do narracji o mięsie włączyli się wyżej postawieni politycy, było już wiadomo, że prawicowa historia o mięsie nie skończy się jak w Stanach Zjednoczonych.

Tam administracja prezydenta wrzuciła do sieci jego zdjęcia podczas grillowania i temat wkrótce zniknął. Ale to nie był rok wyborczy. A w Polsce jest.

Dlatego marszałek Elżbieta Witek podczas wystąpienia na otwartym spotkaniu w Elblągu alarmowała: „Dowiadujemy się, że – i to nie jest żart – oni naprawdę chcą to zrobić: zakaz jedzenia mięsa, zakaz jedzenia nabiału, 8 sztuk odzieży w ciągu roku, zakaz używania samochodów spalinowych, najchętniej w ogóle nie mieć samochodu. (…) Przed nami kolejna walka, potężna walka między cywilizacjami: między cywilizacją, jaką znamy, opartą na chrześcijaństwie, na korzeniach chrześcijańskich, na prawie rzymskim, na kulturze greckiej, a cywilizacją zniewolenia człowieka, odebrania mu prawa do wolności i prawa do wyboru”.

Zabrał głos sam prezes Jarosław Kaczyński. W wywiadzie dla Tygodnika „Sieci” stwierdził: „Chcę to mocno podkreślić: my jesteśmy za wolnością, nie chcemy sztucznych ograniczeń w imię jakichś ideologii. Od nas Polacy nigdy nie usłyszą, że mają ograniczyć jedzenie mięsa, picie mleka, że mają obowiązek zmienić samochód na elektryczny albo nosić dwie koszule czy sukienki”.

Mięso symbolem wolności?

Dziś, niemal miesiąc po publikacji DGP, narracja ma się doskonale. Chwilami przykrywają ją inne tematy: śmierć syna posłanki Magdaleny Filiks, kwestia stosunku Jana Pawła II do księży-pedofilów. Ale gdy związane z nimi emocje opadną, do mięsa będzie można wrócić. Ze Stanów Zjednoczonych wiadomo, że ta kwestia zawsze wywołuje w społeczeństwie silne emocje i pozwala polaryzować ludzi. A w kampanii wyborczej chodzi o polaryzację, czyli o opowiedzenie się obywateli po jednej stronie. Za chwilę przecież będą musieli wybrać.

Czy w tym roku będziemy wybierać między „jem mięso, jestem patriotą” a „nie jem mięsa, więc nie jestem prawdziwym Polakiem”?

Niewykluczone. Jak zauważyła Emily Contois z University of Tulsa, analizując wpływ tego tematu na kampanie wyborcze w USA, w silnych emocjach, jakie budzi kwestia zakazu jedzenia mięsa, najmniej chodzi o samo mięso.

Kluczowy jest lęk przed utratą tego, co owo mięso reprezentuje: tradycję, ale i dobrobyt; konserwatywny styl życia, ale i stabilizację. Zakaz jego jedzenia aktywizuje więc lęk przed zmianami – coraz większymi, szybszymi, a przez to coraz trudniejszymi do zaakceptowania.

To na tym lęku od dawna buduje polska prawica. Teraz chce go ożywić po raz kolejny, korzystając z amerykańskich doświadczeń.

„W dosłownej interpretacji politycznego przekazu o »czerwonym mięsie« konserwatywni eksperci zrobili z hamburgera pozornie skuteczny symbol wolności osobistej. Twierdzenie, że Demokraci chcą zabrać ci hamburgera – podobnie jak twierdzenie, że Demokraci chcą zabrać ci broń –

jest strategią manipulowania klasycznymi konserwatywnymi lękami, dotyczącymi indywidualnej autonomii i wolności”

zaznacza Contois. Czy to, co działa na Amerykanów, zadziała w Polsce?

„Chcą decydować o naszej wolności!” – krzyczeli politycy prawicy na konferencjach prasowych w ostatnim tygodniu, prezentując plakaty z tym samym hasłem, oczywiście w odniesieniu do raportu C40.

Jedzenie mięsa prezentowane jest obecnie jako fundament polskiej wolności. Jakkolwiek to brzmi – taką mamy polityczno-społeczną rzeczywistość.

Rekonstruując narrację w USA, korzystałam z materiału CNN “Fact check: No, Biden is not trying to force Americans to eat less red meat”.

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Stała współpracowniczka OKO.press

Przeczytaj także:

Komentarze