Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / ...
27 lipca 2021

TSUE wlepi Polsce kary finansowe? Wiceminister Romanowski: Poradzimy sobie

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski uważa, że Polska może sobie pozwolić na stratę części pieniędzy z UE. Ile zapłacimy za bojkotowanie wyroku TSUE?

"Polska i Węgry sobie poradzą. Nasze składki członkowskie to obecnie prawie 20 mld rocznie. Istnieje coś takiego jak potrącenie, więc myślę, że sobie spokojnie z tym poradzimy. To nie jest tak, że Polska jest zależna od funduszy europejskich" - przekonywał we wtorek 27 lipca 2021 w Polskim Radiu 24 wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski, numerariusz Opus Dei.

Zastępca Zbigniewa Ziobry odniósł się w ten sposób do widma kar finansowych, które może nałożyć na Polskę Trybunał Sprawiedliwości UE. Komisja Europejska rozważa obecnie wnioskowanie do TSUE o takie kary, bo rząd PiS odmawia wykonania postanowienia i wyroku TSUE z 14-15 lipca 2021. Przypomnijmy: Trybunał nakazał Polsce m.in. zamrożenie Izby Dyscyplinarnej i uznał, że działa ona niezgodnie z prawem Unii.

Ale wiceminister Romanowski kar się nie boi. Przekonuje, że Polska i tak wpłaca już pieniądze do unijnego budżetu. Rzeczywiście, co roku płacimy za członkostwo ok. 20 mld złotych (znacznie mniej niż dostajemy). Według Romanowskiego nie ma zatem różnicy, gdybyśmy musieli zapłacić trochę więcej. Wiceminister tłumaczy też, że istnieją "potrącenia" - KE może potrącić kary z unijnych dotacji dla Polski. I po problemie.

"Oczywiście nie jesteśmy płatnikiem netto, zyskujemy na obecności w Unii Europejskiej, chcemy w niej być. Ale chcemy być w UE, która jest Europą ojczyzn, która traktuje inne państwa członkowskie po partnersku, a nie w taki sposób, jak są traktowane Polska i Węgry" - stwierdził Romanowski.

Wiceminister najwyraźniej uważa, że Polska dostaje z Unii tak dużo pieniędzy, że może sobie pozwolić, żeby dostać trochę mniej.

Ile zasądzi TSUE?

Ile możemy stracić? Wszystko zależy od tego, co zrobi Komisja i co orzeknie Trybunał. Przypomnijmy, że Polska nie wykonuje obecnie:

  • postanowienia TSUE o środku tymczasowym - zamrożeniu orzekania Izby Dyscyplinarnej SN w sprawach o uchylenie sędziom immunitetów;
  • wyroku TSUE stwierdzającego, że polski system dyscyplinarny dla sędziów (w tym Izba Dyscyplinarna) jest niezgodny z prawem UE.

W pierwszej sprawie KE może złożyć do TSUE wniosek uzupełniający o kary finansowe. Cała procedura nie powinna trwać dłużej niż 2-3 miesiące. Mówimy bowiem o środkach tymczasowych, które muszą zostać wykonane natychmiastowo. Czas się liczy, bo chodzi o niepogarszanie status quo do czasu ostatecznego wyroku TSUE.

W przypadku wycinki Puszczy Białowiskiej w 2017 roku TSUE nakazał Polsce płacić 100 tys. euro dziennie. Było to pierwsze postanowienie o karach finansowych w ramach środka tymczasowego w historii. Na tej samej zasadzie Czechy domagają się obecnie od Polski zapłaty 5 mln euro za każdy kolejny dzień funkcjonowania kopalni Turów.

W drugiej sprawie - niewykonania wyroku - Komisji przysługuje skarga do TSUE na podstawie art. 260 Traktatu o Funkcjonowaniu UE. Tutaj kary mogą być znacznie wyższe.

Dzielą się na ryczałtowe i okresowe. Np. jeżeli Polska do momentu orzeczenia TSUE nie naprawi systemu dyscyplinarnego, Trybunał oprócz ryczałtu (za samo zaistnienie naruszenia) może nakazać nam płacić za każde kolejne pół roku bez reform.

Wysokość sankcji proponuje Komisja Europejska na podstawie skrupulatnych wyliczeń. Bierze pod uwagę wagę uchybienia, możliwości finansowe państwa członkowskiego i mnoży to przez ustalone wcześniej kwoty bazowe. Minimalna proponowana kara ryczałtowa dla Polski to obecnie blisko 3,2 mln euro. Ostateczną decyzję podejmuje TSUE - może zasądzić kary wyższe lub niższe niż sugeruje KE.

Np. w 2014 roku TSUE zasądził dla Włoch ryczałt w wysokości 40 mln euro i do tego karę okresową 42,8 mln euro co sześć miesięcy. Chodziło o składowanie niebezpiecznych odpadów.

Komisja planuje kary

Jak na razie Komisja Europejska nie zwróciła się jeszcze do Trybunału. 16 lipca przesłała polskiemu rządowi "list ostatniej szansy". Domaga się natychmiastowej reakcji na postanowienie i wyrok TSUE. PiS ma czas na odpowiedź do 16 sierpnia 2021. Jeśli nic nie zrobi, KE zapowiada dalsze kroki, czyli najpewniej właśnie wnioski o kary.

W międzyczasie opóźnia też akceptację polskiego Krajowego Planu Odbudowy, bez której Polska nie może otrzymać środków z Funduszu Odbudowy na walkę ze skutkami pandemii. To najpewniej dodatkowy sposób Komisji na wywieranie presji w sprawie praworządności "tu i teraz". Bo poważnym problemem z karami pieniężnymi TSUE jest to, że często zasądzane są dopiero po latach. Rozwiązaniem mogłoby być rozporządzenie "pieniądze za praworządność", ale KE zamierza uruchomić je nie wcześniej niż jesienią.

Co będzie, jeżeli Trybunał ostatecznie wlepi nam kary?

Solidarna Polska przekonuje, że pieniądze te nie są aż tak duże. I że warto je poświęcić, skoro UE "narusza polską suwerenność".

To skrajny cynizm, który trudno pogodzić z rządową narracją o wynegocjowaniu z UE środków "dla polskich miast i miasteczek" oraz "polskich rodzin".

Wątpliwe, że miasteczka i rodziny zrozumieją, że dostaną mniej, bo rządzący woleliby być w wyimaginowanej "Europie ojczyzn", a nie w obecnej UE z jej zasadami i wartościami.

Problem ten dostrzegła już część polityków PiS. O planowanych zmianach w systemie dyscyplinowania sędziów mówił niedawno m.in. wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda podkreślał, że kształt Izby Dyscyplinarnej nie leży obywatelom na sercu, nie warto więc ryzykować dla niej utraty dotacji z UE. Swoje propozycje przedstawiła też I Prezes SN.

Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika, że za zmianami jest też premier. Mateusz Morawiecki ma rozważać nawet reformę Krajowej Rady Sadownictwa i planować zrzucenie winy na Ziobrę. Problemem może okazać się nie tylko Ziobro, który zapowiada "ani kroku wstecz". Także Jarosław Kaczyński ma na razie wykluczać ustępstwa wobec Brukseli.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne