0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Maciej Wasilewski / Agencja Wyborcza.plFot. Maciej Wasilews...

Donald Tusk chce obniżyć rachunki za energię i przedstawia program "Własny Prąd". Obecny rząd dopłaty do fotowoltaiki uruchomił pod szyldem "Mój Prąd". Pomysły lidera Platformy Obywatelskiej wykraczają jednak daleko poza proste transfery finansowe.

Tusk obiecuje "Własny Prąd" - czyli jaki?

PO po przejęciu rządów zapowiada kompleksowy program ułatwiający inwestycje w niewielkie i rozproszone instalacje odnawialnych źródeł energii. Na razie plan nie wychodzi poza dość ogólnikowe hasła, które są jednak zgodne z postulatami wielu ekspertów rynku energetyki i aktywistów klimatycznych. Niektóre z punktów programu są zresztą przećwiczone, choć na mniejszą niż planowana przez Tuska skalę.

Co obiecuje przewodniczący Platformy Obywatelskiej?

  • Dążenie do samowystarczalności energetycznej gmin i powiatów.
  • Wykorzystanie energii blisko miejsca jej produkcji.
  • Przyspieszenie procesu przyłączania firm do sieci energetycznej i tanią energię dla biznesu.
  • Możliwość korzystania przez przedsiębiorstwa ze wspólnych magazynów energii.
  • Rozproszenie dostaw prądu pomiędzy wiele podmiotów zamiast państwowych monopoli.

Donald Tusk chce zatem, by w przyszłości wielu czerpało energię z niewielkiej, lokalnej sieci energetycznej na poziomie powiatu czy gminy. Nie mówi jednak o konkretnych sposobach na lokalną samowystarczalność. Jeśli opierałaby się przede wszystkim na OZE, to potrzebne byłyby duże inwestycje w magazyny energii. Wszystkie z tych postulatów są ważne, ale trudne do oceny, zanim poznamy więcej konkretów.

Na pierwszy plan względem tych propozycji wysuwają się jednak dwa inne pomysły:

  • Utworzenie przynajmniej 700 wspólnot energetycznych opartych o OZE.
  • Powrót do porzuconego przez rząd Zjednoczonej Prawicy systemu rozliczania się za prąd z fotowoltaiki. Chodzi o tak zwany system opustów

Przeczytaj także:

Opusty na starych zasadach?

W kontekście kampanii wyborczej z pewnością najistotniejsza jest ta ostatnia obietnica. Zmiany w rozliczeniach przyhamowały rozwój przydomowej fotowoltaiki. Po wejściu nowego prawa w życie wiele osób zrezygnowało z montowania jej na swoich dachach, obawiając się wydłużonego okresu zwrotu z inwestycji.

Poprzedni system był bardzo korzystny dla posiadaczy paneli fotowoltaicznych. Po założeniu instalacji i podłączeniu jej do sieci stawali się prosumentami — od połączenia słów "producent" i "konsument". Prosumenci oddają energię do sieci w czasie jej nadprodukcji, a w momentach niedoborów mogli odebrać 80 proc. z niej bezpłatnie.

Z tych bardzo korzystnych przepisów mogą nadal korzystać osoby, które zainwestowały w fotowoltaikę przed końcem marca 2022 roku. Gwarancja niezmienności zasad będzie działać na ich korzyść przez 15 lat od podłączenia do sieci.

W tej chwili osoba zakładająca panele fotowoltaiczne na swoim dachu staje się uczestnikiem rynku. Musi skupować energię po cenach detalicznych, a sprzedawać ją po hurtowych. W ten sposób nowy prosument trafia w niestabilne środowisko, które zastępuje przewidywalne opusty.

Nie znaczy to jednak, że nowy system nie może w pewnych warunkach być korzystny dla prosumenta. W ciągu ostatnich miesięcy zdarzały się sytuacje, w których ceny hurtowe przewyższały te detaliczne. W obecnych warunkach trudno jednak przewidzieć, jak opłacalna będzie przydomowa instalacja przez cały okres jej użytkowania - a producenci obiecują, że nowoczesne panele wytrzymują więcej niż 25 lat.

Najpierw wielkie inwestycje w sieci przesyłowe

Donald Tusk w programie "Własny Prąd" postawił więc na obietnicę, która z pewnością trafi w oczekiwania użytkowników. Nie będzie jednak łatwa do zrealizowania. Wymagałoby to między innymi dużych inwestycji w sieci elektroenergetyczne.

Dziś sieć nie jest dostosowana do przyjęcia większej ilości energii z paneli. Mówił o tym między innymi wiceminister klimatu Ireneusz Zyska. Jak twierdził, w godzinach szczytu produkcja energii jest tak wysoka, że niektórzy prosumenci są odłączani od sieci.

„Jest to związane z tym, że nasza sieć elektroenergetyczna ma swoją ograniczoną pojemność” – argumentował Zyska, przestrzegając przed efektami "bezrefleksyjnego" podtrzymywania systemu opustowego.

Przedstawiciele resortu klimatu sugerowali też, że niektórzy celowo montują na swoich dachach więcej mocy, niż rzeczywiście im potrzeba. Dzięki temu na starych zasadach mogą oddawać do sieci więcej energii, a potem odebrać więcej darmowego prądu.

„To tak, jakby zabronić jeździć ciężarówkom, bo drogi są w złym stanie” – mówił nam Mikołaj Troczyński, specjalista ds. odnawialnych źródeł energii z Fundacji WWF Polska. – „Modernizacja sieci, zwłaszcza niskiego napięcia, stoi w miejscu, a jest pilnie potrzebna” - zauważał specjalista jeszcze przed wejściem w życie kontrowersyjnych regulacji.

Polskie Sieci Energetyczne ogłosiły w zeszłym roku plan modernizacji i rozbudowy swojej infrastruktury. Do 2030 roku ma pochłonąć on ok. 36 mld złotych. Program w dużej części koncentruje się jednak na sieciach najwyższego napięcia, przekazującej dalej przede wszystkim energię z elektrowni.

A na przeszkodzie stoi też unijne prawo

Zwiększenie możliwości sieci przesyłowych nie jest jedynym wyzwaniem, które stałoby przed rządem po zmianach na szczytach władzy. Drugim będzie dopasowanie polskiej ustawy o OZE do unijnych regulacji.

Rezygnacja z systemu opustowego nie wynikała z kaprysu polityków Zjednoczonej Prawicy. System nie mógł dalej działać w ten sposób, bo jego zasady naruszały wspólnotowe prawo. Dyrektywy zabraniają łączenia kosztów sieciowych (czyli tych związanych z odebraniem i przesyłem energii) z kosztami samego prądu – a tak było w przypadku porzuconego przez rząd systemu. Dlatego trudno spodziewać się powrotu do opustów.

Tusk mógłby jednak wprowadzić do programu "Własny Prąd" jeden z alternatywnych pomysłów, których nie brakowało w czasie debaty nad zmianami w systemie rozliczania z przekazanej do sieci energii.

Jeden z nich pochodził z samego PiS-u. Rozwój przydomowych instalacji mógł utrzymać pomysł Jadwigi Emilewicz. W jego myśl prosumenci mogliby odbierać darmowo sto procent energii przekazanej do sieci, ponosząc jednak koszty sieciowe. Ostatecznie prosument zapłaciłby za odebraną energię ok. 50 proc. regularnej ceny detalicznej. Taki plan mógłby zyskać akceptację w Brukseli. Zadowoliłby również spółki energetyczne, w systemie opustów pokrywające pełne koszty wprowadzenia energii do sieci.

Tusk chce oprzeć "Własny Prąd" o niewielkie wspólnoty

Nieco łatwiej będzie zrealizować drugą z obietnic i utworzyć w Polsce prężnie działające wspólnoty energetyczne. Platforma może w tym przypadku skorzystać z doświadczeń z Wrocławia. Tam na panele słoneczne postawiła spółdzielnia mieszkaniowa Wrocław-Południe.

Powstała tam Wrocławska Elektrownia Słoneczna zajmuje 35 dachów. Instalacje zasilają części wspólne budynków. Innej możliwości do niedawna nie przewidywało polskie prawo, jednak od kwietnia zeszłego roku na dachach budynków wielorodzinnych można instalować panele również z myślą o zasilaniu poszczególnych mieszkań.

Zeszłoroczna nowelizacja ustawy o OZE ułatwia życie tym, którzy chcą korzystać z taniego i czystego prądu, ale nie mają gdzie umieścić paneli, oraz wspólnotom mieszkaniowym, które chciałyby czerpać energię ze słońca. Nowe regulacje nie wywołały jednak boomu na wspólnotową fotowoltaikę. Formalności, przede wszystkim w przypadku bloków, jest dużo, a zyski bywają niewielkie, dlatego brakuje chętnych — wskazywali niektórzy przedstawiciele branży.

Sytuację ma poprawić nowe rządowe rozwiązanie, wprowadzające pojęcie prosumenta lokatorskiego. Nowe reguły zakładają zwolnienie wspólnot mieszkaniowych z opłat sieciowych, jeśli będą wykorzystywać energię w momencie jej wytworzenia i wynagrodzenie w zamian za wprowadzoną do sieci energię. Jednocześnie Bank Gospodarstwa Krajowego ma rekompensować koszty założenia instalacji. Dofinansowania sięgają 50 proc., a budżet programu wynosi pół miliarda złotych.

Potrzeba pieniędzy z KPO

Rozwiązania prawne są zatem już dostępne. By dobić do obiecanej przez Tuska liczby 700 wspólnot energetycznych, potrzebne będą jednak środki. O te będzie łatwiej, jeśli zyskamy dostęp do pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Unijne środki mogą zmienić polską energetykę, na co uwagę zwracają ekspertki Forum Energii.

"Pieniędzy na zamrażanie cen po wyborach nie będzie, a kryzys energetyczny wcale się definitywnie nie skończył. Potrzebujemy relatywnie prostych, szybkich do wdrożenia działań. Przede wszystkim należy wspierać efektywność energetyczną, rozwój OZE. Ogromne wyzwania są po stronie sieci dystrybucyjnych" - komentuje dr Sonia Bulcholtz z Forum Energii.

Organizacja rekomenduje szybkie odmrożenie KPO i wydawanie pieniędzy na proste projekty, które udałoby się dopiąć i rozliczyć przed 2026 rokiem - czego wymaga Bruksela. Ma chodzić między innymi o modernizację sieci niskiego i średniego napięcia, do której przekazywana jest energia z niewielkich instalacji OZE.

Tusk w programie "Własny Prąd" ujął więc różne co realności postulaty. Przynajmniej jeden z nich — czyli przywrócenie systemu opustów — jest najpewniej niemożliwy do zrealizowania. Trzeba jednak docenić kierunek, w którym idą obietnice Platformy. Wyraźnie stawia na rozproszoną energetykę, niezależną od państwowych monopoli.

Platforma Obywatelska przedstawiła program przynajmniej częściowo zbieżny z postulatami ogólnopolskiego panelu obywatelskiego dotyczącego zagadnień energetycznych organizowanego przez Fundację Stocznia.

W jego ramach dyskutowało 100 osób tworzących dość reprezentatywną "Polskę w pigułce". Pomysły na obcięcie cen energii uczestnicy panelu mogli omówić między innymi z ekspertami branży i politykami. Na długiej liście rekomendacji panelu mowa jest między innymi o szybszych inwestycjach w OZE i przyspieszeniu rozwoju sieci elektroenergetycznych. Jest też postulat wspierania różnych form wspólnot energetycznych. O panelu pisaliśmy w OKO.press:

Można więc przypuszczać, że Tusk wsłuchuje się w różne głosy - zarówno te eksperckie, jak i społeczne. To różni go od stawiającej na wielkie projekty Zjednoczonej Prawicy. Obecny rząd zamroził przydomową fotowoltaikę i jedynie połowicznie uwolnił inwestycje w wiatraki (które zresztą wcześniej zablokował).

Konsekwentnie za to dąży do budowy turbin wielkich mocy na Bałtyku i powstania elektrowni jądrowych - i słusznie, ale bez obywatelskiej energetyki o wiele trudniej będzie nam dotrzeć do pełnej neutralności klimatycznej.

;

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze