0:00
Prawa autorskie: Agnieszka RodowiczAgnieszka Rodowicz
26 listopada 2022

Ukrainka ukradła męża? Młode Polki ofiarami dezinformacji - dziś widać skutki

Wiosną Polki były obiektami kampanii dezinformacyjnej, która miała je zniechęcić do pomagania uchodźczyniom z Ukrainy. Świadomie wykorzystano w niej największe lęki młodych kobiet. Skutki prawdopodobnie widzimy właśnie teraz

Wydrukuj

W badaniach opinii publicznej jest dziś widoczny wyższy poziom negatywnego nastawienia Polek niż Polaków do długiego pobytu Ukraińców i Ukrainek w naszym kraju. Ta zaskakująca (w kontekście innych badań) różnica może być efektem wiosennej operacji dezinformacyjnej. Choć nie mamy twardych dowodów na to, kto ją realizował, wiele elementów wskazuje, że była częścią rosyjskiej wojny w sieci.

Większość Polaków jest nastawiona w sposób jednoznacznie pozytywny do Ukraińców przebywających w Polsce. Także większość uważa, że gdyby osoby z Ukrainy zostały u nas na długo, byłoby to dobre dla naszego kraju. Pokazuje to listopadowy sondaż Ipsos dla OKO.press.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Mężczyźni nieco bardziej pozytywni

Zwraca w nim jednak uwagę pewna zaskakująca rozbieżność w odpowiedziach kobiet i mężczyzn w wieku 18-39 lat. Zaskakująca, ponieważ od początku wojny właśnie kobiety częściej angażowały się w bezpośrednią pomoc uchodźcom.

A jednak dziś o długim pozostaniu Ukraińców w Polsce pozytywnie myśli 64 procent z nich, zaś negatywną opinię wyraża 35 procent. To znaczące, ponieważ negatywne nastawienie ma tylko 23 procent mężczyzn w tym samym wieku (18-39 lat), czyli 12 pkt proc. mniej niż kobiet. Zaś 71 procent z nich ocenia pozytywnie taką możliwość.

Ta płciowa rozbieżność zarysowała się już we wrześniowym sondażu Ipsos.

„Mężczyźni nieco bardziej pozytywni” – pisała wówczas Julia Theus w OKO.press. - "Obecność Ukrainek i Ukraińców na wiele lat pozytywnie ocenia niemal tyle samo kobiet najmłodszych (18-39 lat), co w średnim wieku (40-59) i powyżej 60 lat (59-62 proc.). Także wśród mężczyzn nie ma różnic generacyjnych, ale odpowiedzi pozytywnych jest nieco więcej (67-71 proc.). Być może mężczyźni przychylniej spoglądają na kobiety?”.

Wydaje się, że najistotniejszym czynnikiem wpływającym na nastawienie do Ukraińców są kwestie ekonomiczne. Inne dane demograficzne wskazują bowiem, że najwięcej lęku wobec wizji pozostania uchodźców w Polsce odczuwają osoby z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym; także te, które nie mają żadnych dochodów oraz rolnicy i robotnicy. Ważne jednak, że wraz z upływem czasu niechęć w każdej z tych grup się zmniejsza. Prawdopodobnie więc oswajamy tę sytuację. Powoli staje się ona normą i powoduje mniejsze poczucie zagrożenia.

Sztucznie generowana narracja

Jednak różnica wśród respondentów i respondentek w wieku 18-39 lat jest zauważalna. Wywołała nawet dyskusję na Twitterze. Zainicjował ją Marcin Kędzierski z Klubu Jagiellońskiego.

Stwierdził on, że „młode Polki wkurzają się na Ukrainki, bo te mają inny model kariery. Na Ukrainie awans społeczny kobiecie wciąż częściej niż u nas daje związek, a nie samodzielność. Dlatego Ukrainki tak o siebie dbają, co może rodzić irytację („Ukrainki są leniwe”) i zazdrość („chcą nam zgarnąć partnerów”).

Krytykowany za tę wypowiedź wyjaśnił później, że zauważa postawę społeczną, „w której młode Polki patrzą na młode Ukrainki jak na konkurentki nie tylko w sferze ekonomicznej, ale i »matrymonialnej«”. Co może – jego zdaniem – wyjaśniać odczuwaną niechęć.

Zrzut ekranu z wpisów Marcina Kędzierskiego na Twitterze
Zrzut ekranu

Brzmi to tak, jakby Marcin Kędzierski uległ zafałszowanemu narracyjnemu trendowi, który szczyt popularności miał w Polsce wiosną. Upraszczając, opierał się on na stwierdzeniu, że Ukrainki są bardziej zadbane od Polek, czyli ładniejsze. I z tego powodu zagrażają młodym Polkom, szukającym partnerów.

Ale to nie była naturalna narracja.

Wiele wskazuje, że została sztucznie wygenerowana przez rosyjską propagandę. W tym celu wykorzystano istniejące wśród kobiet lęki, niezwiązane ani z uchodźczyniami, ani z obywatelami jakiegokolwiek innego państwa.
Młode Polki patrzą na młode Ukrainki jak na konkurentki nie tylko w sferze ekonomicznej, ale i »matrymonialnej«
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
post na Twitterze,18 listopada 2022

Trend na TikToku

Na początku kwietnia pewna młoda Ukrainka, prowadząca na TikToku konto @.mommyjuicy, nagrała filmik, który opublikowała na tej platformie. Pochwaliła się w nim, że jej samoocena poszybowała mocno w górę po tym, gdy zobaczyła, jak wyglądają młode Polki.

Jej nagranie wywołało tak wiele reakcji, że przez jakiś czas mieliśmy do czynienia z nowym trendem na TikToku. Dziewczyny z Polski krytykowały @.mommyjuicy oraz udowadniały, że wyglądają lepiej od niej. Z kolei użytkowniczki rosyjskojęzyczne (twierdzące, że są Ukrainkami) poszły śladem @.mommyjuicy i także atakowały Polki.

Zrzut ekranu

Z analizy konta @.mommyjuicy wynika, że prawdopodobnie rzeczywiście jest Ukrainką. Jednak do Polski przyjechała już wiosną 2021 roku, a więc bez związku z wybuchem wojny. Zaś latem 2022 wyjechała do Turcji, gdzie w tej chwili przebywa. Swój filmik usunęła, dziś można go zobaczyć tylko jako materiał wykorzystywany przez osoby odpowiadające na jej przekaz.

Nie wydaje się, by nagranie młodej kobiety było w jakikolwiek sposób inspirowane przez rosyjską propagandę. Jednak samo podbijanie trendu przez publikowanie odpowiedzi ze strony rosyjskojęzycznych tiktokerek wpisywało się w propagandową kampanię, która wtedy była widoczna na wielu platformach społecznościowych.

Cel: zniechęcić kobiety do pomagania

Wczesną wiosną na rozmaitych kanałach informacyjnych pojawiły się (najczęściej) anonimowe wpisy, za pomocą których starano się zniechęcić Polki do Ukrainek. Już wtedy sondaże pokazywały, że kobiety częściej angażują się w pomaganie uchodźcom. W marcu Ipsos w badaniu dla OKO.press wykazał, że w grupie kobiet 18-39 lat osobiście udzielało pomocy aż 75 procent respondentek, przy 56 procentach mężczyzn z tej samej grupy wiekowej.

Prawdopodobnie właśnie w tym momencie dla rosyjskich decydentów, zajmujących się wojną informacyjną, stało się jasne, że aby osłabić falę pomocy w Polsce, muszą zniechęcić do niej młode Polki. Nie mamy mocnych dowodów na to, że za konkretnymi wpisami i przekazami stali Rosjanie. Jednak zarówno kontekst, jak i stosowane metody każą przypuszczać, że to oni przypuścili atak na młode kobiety.

Jeszcze w marcu rosyjska propaganda straszyła, że uchodźcy z Ukrainy są groźni, ponieważ napadają na bezbronnych ludzi i kradną. Kiedy ta fala narracyjna opadła, pojawiła się kolejna, adresowana właśnie do kobiet.

Fejkowe historie

27 marca Magda Szpecht, członkini ruchu Cyber Elfów, walczących z rosyjską dezinformacją, mówiła w OKO.press: „W tej chwili pojawiło się około 10 tysięcy fejkowych kont, które mają zniechęcić Polaków do pomagania Ukraińcom. (…) Trolle są nawet na kobiecych grupach poświęconych na przykład przygotowaniom do ślubu. Na takich grupach pojawia się opisywana w różnych wariantach historia Polki, która przyjęła pod dach Ukrainkę, a ta przespała się z jej mężem. Polka opowiada, że męża wyrzuciła z domu, ale Ukrainka u niej została. Teraz nie wie, co ma z tym wszystkim zrobić, ale nie chce, by Ukrainka zajęła jej miejsce” – opisywała Szpecht. – „To jest fejkowa historyjka. Wpisy są konstruowane tak, by dawały złudzenie wiarygodności, są w nich literówki, dużo w nich emocji psychologicznie wiarygodnych”.

Takie wpisy pojawiły się choćby na portalu anonimowe.pl, który jest rodzajem forum internetowego. Wpisy nie mają dat, trudno więc umiejscowić je dokładnie w czasie, ale treść jest bardzo charakterystyczna: „Nie cierpię Ukrainek. Nie jestem osobą ksenofobiczną, jestem bardzo tolerancyjna. Ale negatywnie nastawiona do Ukrainek. 3 lata temu moja mama zatrudniła sprzątaczkę, Ukrainkę. Miała może z 25 lat. Bardzo polubiła mojego ojca. Pewnego dnia mama nakryła ich razem w łóżku. Podobno to Ukrainka go uwiodła. Po 21 latach małżeństwa mama się rozwiodła przez tą dziewczynę” – tak brzmi wpis z jednego z anonimowych kont.

Zrzut ekranu z anonimowe.pl
Zrzut ekranu

Anonimowe, ale i uniwersalne

W tym samym poście pojawił się też wątek ostrzegający Polaków („Mój starszy brat poznał na studiach fajną dziewczynę. Jak się pewnie domyślacie, z Ukrainy. Przez 2 lata była z nim tylko dla pieniędzy, zdradzała go na prawo i lewo”), ale to wyjątek.

Częstsze były historie o negatywnym wpływie Ukrainek na codzienne życie: że zajmują miejsca w kolejkach do lekarza i fryzjera, są głośne, na przystankach autobusowych palą papierosy, no i nie znają polskiego. Do tego nauczyciele koncentrują uwagę na uczniach z Ukrainy zamiast na polskich dzieciach; w dyskotekach wszystkie miejsca są zajęte przez uchodźców, a rodzice ukraińscy w miejscach publicznych biją swoje dzieci.

Wszystkie te opowieści charakteryzowała kompletna anonimowość. Nie pojawiały się w nich żadne informacje, które pozwalałby zidentyfikować miejsce, czas czy bohaterów zdarzenia. Były więc ze strony faktograficznej zupełnie niewiarygodne, ale z drugiej – absolutnie uniwersalne. Mogły się zdarzyć wszędzie – i nigdzie.

Choć prawdopodobnie w większości były fałszywe, teoretycznie mogły przydarzyć się każdemu.

Opowieści-chwasty

Profesor Przemysław Sadura, współautor opublikowanego niedawno badania socjologicznego „Polacy za Ukrainą, ale przeciw Ukraińcom”, takie historyjki nazywa „opowieściami-chwastami”.

„Wykorzystują one mechanizm plotki i szerzą się w mediach społecznościowych. (...) Nie da się wykluczyć, że są prawdziwe, ale mocno w to wątpię. Naliczyliśmy naście takich schematycznych opowieści, które wyglądają trochę jak pisane według tego samego wzorca” - mówił Sadura w podcaście Agaty Kowalskiej w OKO.press.

Opowieści-chwasty są czytane w mediach społecznościowych, ale powtarzane już jako swoje, bez informacji o internetowym źródle. Fryzjer z historyjki staje się więc „naszym fryzjerem”, a niesprecyzowana kobieta – „moją koleżanką”.

„Dochodzi do połączenia dezinformacji w internecie z mechanizmem plotki” – opisywał Sadura. – „To aktywizuje osobisty lęk związany z tym, czy moja sytuacja i mój dobrostan nie jest zagrożony”.

O tym, że opowieści-chwasty wychodzą daleko poza internet, dowodzi zdarzenie z 27 marca w Stanisławiu Dolnym. Oto na mszy świętej w parafii Stanisława Męczennika głoszący kazanie ojciec Jacek z zakonu benedyktynów w Tyńcu przestrzegał parafian przed skutkami przyjmowania uchodźców.

Duchowny powiedział między innymi: „Polskie kobiety powinny uważać na Ukrainki, które przyjechały do Polski, bo te zaraz zaczną uwodzić i odbijać im mężów”.

Polak szuka Ukrainki

Natomiast w maju zrobiło się głośno o grupie na Facebooku „Polak szuka żony Ukrainki”. Istniała od 2020 roku, ale w kwietniu 2022 zaczęła się nagle rozrastać. W maju liczyła już 17 tysięcy członków.

Część stanowili zapewne prawdziwi użytkownicy Facebooka, jednak zainteresowanie „ofertami matrymonialnymi” podsycały również konta internetowych trolli. W końcu grupa została zablokowana przez FB za naruszanie regulaminu.

Gdy jeszcze funkcjonowała, redaktorzy portalu Noizz opisali, jakiego rodzaju komentarze się tam pojawiały: „Wybrzmiewały tam gorące dyskusje na temat Polek. Przeważały opinie, że są »takie leniwe« i dywagacje, co je »zepsuło« zdaniem wypowiadających się tam mężczyzn. Także w kwestii urody Ukrainki miały górować nad Polkami. Trollerskich prowokacji w ostatnich tygodniach działalności grupy było coraz więcej. Wpisy głównie uderzały w Polki, próbując je ośmieszyć. »Poznam Ukrainkę, bo Polki śmierdzą, nie starają się i nie chcą gotować« - brzmiał jeden z nich”.

Zacytowano też kilka postów:

- "Z jednego się cieszę, że sytuacja się zmieni w Polsce na rynku matrymonialnym. Teraz Polki mają ból d*py, bo ok. 1 mln Ukrainek jest w naszym kraju i faceci będą mieli w czym wybierać, a nie w księżniczkach hahaa",

- "A do tego Ukrainki są ładniejsze, bardziej pracowite i nie mają kija w d*pie",

- "Więc chłopaki bierzcie się za Ukrainki, a nie brudne Polki, które się nie myją".

Ze słownika rosyjskiej dezinformacji

Charakterystyczne było również to, że według powtarzających się na grupie opinii, Polki miały być zepsute przez dobrobyt Zachodu, który jeszcze nie dosięgnął Ukrainek. I tak jak poprzednie wpisy można odczytywać po prostu jako opinie sfrustrowanych mężczyzn, tak ostatnia narracja brzmi jak wyjęta ze słownika rosyjskiej wojny informacyjnej.

To właśnie w rosyjskiej dezinformacji Zachód przedstawiany jest jako symbol zła, zniszczenia i zepsucia moralnego.

Dziś na Facebooku funkcjonują podobne grupy, ale są niewielkie, a publikowane wpisy służą najczęściej do promowania aplikacji do randek erotycznych. Zaś konta, które prezentują się jako Ukrainki, to fałszywe profile z egzotycznie brzmiącymi imionami: Fauzi Abdillah Husseine, Nx U-sHe czy Zia Amanda.

Na Telegramie natomiast rosyjscy propagandziści podbijali zainteresowanie prawdziwą (choć jednostkową) historią z Wielkiej Brytanii. Chodziło o Ukrainkę Sofiję Karkadym, która została przyjęta przez Tony'ego Garnetta i jego żonę Lornę do ich mieszkania, w ramach brytyjskiego programu „Domy dla Ukrainy".

Sofija szybko związała się z Tonym. Para pozowała do zdjęć, które publikowała w mediach społecznościowych, i planowała ślub. Po czterech miesiącach jednak związek się zakończył, równie spektakularnie, jak się zaczął. Sofija nie chciała przyjąć do wiadomości faktu rozstania, w efekcie dwukrotnie została aresztowana pod domem Garnetta.

Zrzuty ekranu wpisów Niezależnego Dziennika Politycznego na Telegramie, o Sofiji Karkadym
Zrzut ekranu

Podsycanie lęków kobiet

Historię tę, wyłącznie w negatywnym dla Ukrainki świetle, wielokrotnie publikowały rosyjskie i prorosyjskie telegramowe kanały. Także te, które są prowadzone w języku polskim. Prawdopodobnie losy brytyjskiego małżeństwa miały służyć jako przestroga dla tych kobiet, które zechciałyby przyjąć ukraińskie uchodźczynie pod swój dach.

Tego rodzaju jednostkowe zdarzenia oraz opowieści-chwasty działają najmocniej wtedy, gdy wykorzystują istniejące wcześniej w odbiorcach lęki. Im silniejsza emocja, tym większą mamy skłonność do identyfikowania się z bohaterami takich historii.

Przyjrzyjmy się więc, czego najbardziej boją się Polki. Według raportu firmy Gedeon Richter z 2021 roku „Polki 2021. Nowe wartości na nowe czasy” najbardziej obawiają się samotności (32 procent respondentek).

Zaś według badania Spis Kobiet, realizowanego dla marki WIMIN i Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w czerwcu 2022 roku (ankiety; 1,6 tys. odpowiedzi), jednym z najważniejszych problemów polskich kobiet jest ich wygląd.

Jak informowały badaczki Anna Buchner i Maria Wierzbicka-Tarkowska, „trzy na cztery kobiety surowo oceniają swój wygląd, są z niego niezadowolone. Dla trzech z tej czwórki wygląd jest (…) najbardziej problematyczną sprawą”.

Opisane wcześniej działania zniechęcające do Ukrainek dokładnie wpisały się w te lęki Polek. Tiktokerka wyśmiała wygląd młodych kobiet. Zaś wpisy dotyczące zdrad małżeńskich oraz opinie trollerskich kont, że na żony lepiej wybierać Ukrainki, uruchomiły lęk przed samotnością.

Ale i tak najbardziej boimy się Rosji

Efekty takiego oddziaływania mogłyby być dużo silniejsze, gdyby nie fakt, że największy lęk Polaków, łączący obie płcie, budzi Rosja. I to nie tylko teraz, w czasie wojny. W badaniu Pew Research Center z 2019 roku aż 65 procent Polaków w odpowiedzi na to, czego najbardziej się boją, wskazało na Rosję.

Jednak u kilku procent respondentek, badanych przez Ipsos, lęki osobiste, podsycone przez kampanię w sieci, mogły zdominować ich nastroje. Połączone z obawami ekonomiczno-socjalnymi spowodowały prawdopodobnie, że młode kobiety w Polsce są dziś bardziej sceptycznie nastawione do długotrwałego pobytu ukraińskich uchodźców niż młodzi mężczyźni.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, specjalizuje się w analizie dezinformacji. Z OKO.press współpracuje od 2017 roku. Autorka książki "Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne