0:00
0:00

0:00

We wtorek 8 grudnia 2020 po południu Viktor Orbán niezapowiedzianie przyleciał do Warszawy, by spotkać się z Mateuszem Morawieckim, Jarosławem Kaczyńskim, a następnie także Jarosławem Gowinem i Zbigniewem Ziobrą. Według informacji portalu 300Polityka.pl, politycy mieli uzgodnić ostateczną wersję kompromisu, nad którym pieczę ma także Angela Merkel.

Orban siedzi na kanapie, naprzeciw niego Kaczyński i Morawiecki na innej kanapie odsunięci od siebie, wszyscy w maseczkach

"Najlepiej byłoby osiągnąć porozumienie, które zbliży się lub spełni nasze podstawowe wymagania; w tym tygodniu są na to duże szanse, dzieli nas od tego centymetr" - powiedział po spotkaniu premier Węgier i dodał, że "weto nie będzie dobre dla Europy". Jego wypowiedź pokazywano na żywo w Polsat News.

Poprzedniego dnia przedstawiciele niemieckiej prezydencji naciskali na rządy Polski i Węgier, by decyzję w sprawie ew. wycofania weta do budżetu UE podjęły najpóźniej do dzisiejszego wieczora. W innym wypadku Unia miała przejść do tworzenia Funduszu Odbudowy na walkę ze skutkami pandemii bez tych dwóch państw.

Przypomnijmy: PiS i Fidesz blokują budżet i Fundusz Odbudowy, bo nie zgadzają się na rozporządzenie wiążące wypłaty unijnych pieniędzy z przestrzeganiem praworządności.

Przeczytaj także:

Jak donosi z Brukseli korespondentka RMF FM, niemiecki minister ds. europejskich Michael Roth 8 grudnia powiedział dziennikarzom, że niemiecka prezydencja kończy się 31 grudnia o północy. Rozmowy trwają. Niewykluczone, że Niemcy wiedzą już że Warszawa i Budapeszt nie będą wymagać zmiany treści rozporządzenia „pieniądze za praworządność". Taką możliwość odrzuca większość członków Unii oraz Parlament Europejski.

Unia za to mogłaby dać Morawieckiemu i Orbánowi deklaracje interpretacyjne, zawężające zasięg mechanizmu. W grę wchodzi także odesłanie rozporządzenia do Trybunału Sprawiedliwości UE, a nawet dodatkowe pieniądze za rezygnację z weta.

Coraz więcej wskazuje, że Polska i Węgry wycofają weto na szczycie UE 10-11 grudnia. Ale może to pogrzebać jedność w rządzącej w Polsce koalicji. Każdy z członków Zjednoczonej Prawicy wydaje się mieć w sprawie weta odmienne zdanie. Porozumienie i Solidarna Polska grają na siebie i naciskają na PiS.

Morawiecki nie chce wyjść na „miękiszona”

Zacznijmy od premiera.

„W odniesieniu do spraw, o których dzisiaj rozmawiamy, koalicjanci artykułują trochę odmienne zdanie. Ale staramy się być w porozumieniu i w kontakcie z koalicjantami, żeby stanowisko Zjednoczonej Prawicy było wspólne. [...] Razem tworzymy rząd. Będę robił wszystko, by tę naszą jedność zachować” - przekonywał premier Mateusz Morawiecki na konferencji prasowej 8 grudnia 2020.

Zarazem podkreślił, że stanowisko Zjednoczonej Prawicy w sprawie mechanizmu „pieniądze za praworządność” pozostaje niezmienne:

„Rozporządzenie, o którym mowa, powinno odnosić się wyłącznie do spraw budżetowych, a nie do spraw art. 7, praworządności. Nie powinno mieszać się tych dwóch porządków. To konkluzje Rady Europejskiej są dokumentem wiążącym. [...] Zdecydowanie odrzucamy arbitralne i politycznie motywowane decyzje".

Morawiecki z jednej strony wydaje się twardo trzymać zapowiedzi weta, z drugiej jednak wyraźnie wskazuje na konkluzje Rady Europejskiej. Chodzi o dokument z lipca 2020, który wg PiS miał na późniejszym etapie zostać pogwałcony przez Parlament Europejski.

Jak mówił OKO.press Piotr Buras, dyrektor warszawskiego biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznej (ECFR), ekspert do spraw polityki europejskiej, na szczycie 10-11 grudnia Rada Europejska mogłaby wydać deklarację interpretacyjną, doprecyzowującą kontrowersyjny mechanizm. Tym samym wypełniłaby postanowienia z lipcowych konkluzji, a polski rząd mógłby sprzedać to propagandowo jako swój sukces.

Jak na razie jednak Morawiecki zdaje się grać va banque.

„Może się zdarzyć, że będzie konieczny kolejny szczyt, a nawet długie miesiące rozmów. Szykujemy się też na ew. prowizorium budżetowe. Chcemy być gotowi na każdą ewentualność” - powiedział dziennikarzom.

To narracja na potrzeby krajowej opinii publicznej. Również 8 grudnia w 15 europejskich dziennikach ukazały się wywiady z polskim premierem. Morawiecki przekonuje Europejczyków, że „w ramach UE często pojawiają się spory, rozbieżne stanowiska, jednak posiadamy też mechanizmy, które zawsze doprowadzały do uzgodnień".

„Wierzę, że w najbliższym czasie jesteśmy w stanie wypracować rozwiązania, które szanują literę i ducha traktatów” - powiedział m.in. włoskiej „La Stampa".

Gowin jak głos rozsądku

Z proeuropejskiej narracji nie rezygnuje wicepremier Jarosław Gowin.

Lider Porozumienia w ubiegłym tygodniu wyszedł mocno przed szereg, opowiadając w mediach, że „wbrew temu, co sugerują niektórzy politycy, miejsce Polski jest w UE, a środki, jakie otrzymamy w ramach Funduszu Odbudowy, będą nieocenione w postpandemicznym rozruchu gospodarki”.

Podczas wizyty w Brukseli 3 i 4 grudnia Gowin rozmawiał z europejskimi komisarzami. Miał zapewniać ich, że jest zwolennikiem dołączenia do rozporządzenia „klauzul interpretacyjnych". Unia mogłaby w nich wyjaśnić, do jakich konkretnie celów zamierza stosować mechanizm „pieniądze za praworządność".

Jeszcze w weekend 5-6 grudnia politycy PiS, a nawet członkowie Porozumienia, nerwowo tłumaczyli, że Gowin mówił w swoim własnym imieniu, a polski rząd nie zamierza wycofać weta. Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski stwierdził, że wszelkie informacje o polskim stanowisku muszą pochodzić od Morawieckiego.

Gowin wydaje się niezrażony. We wtorek 8 grudnia udzielił wywiadu Wirtualnej Polsce.

„Każdy rząd odpowiada przed własnym narodem. Nasze ewentualne weto oznaczałoby dla Polaków cały szereg negatywnych skutków, nie tylko zresztą finansowych. [...] Nie mam wątpliwości, że moje rozmowy w Brukseli zdecydowanie zwiększyły szansę na dobre rozwiązanie” - stwierdził.

Pytany o stanowisko Zbigniewa Ziobry i jego partii, którzy stale nawołują Morawieckiego do wetowania odparł:

„Staram się używać głowy do myślenia, a nie zderzania się z murem. Zastanówmy się spokojnie i logicznie, co oznacza weto. Po pierwsze: ustanowienie prowizorium budżetowego i straty dla Polski liczone w dziesiątkach miliardów złotych. Po drugie: brak udziału Polski w Funduszu Odbudowy, na czym stracimy kolejnych 250 miliardów złotych. Wreszcie: weto i tak nie zapobiegnie wejściu w życie niejasnego i niebezpiecznego rozporządzenia. Jaki więc interes narodowy realizują ci, którzy proponują bezalternatywne wywrócenie stolika?".

Ziobro twardo broni „suwerenności”

Tymczasem minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ani o milimetr nie zmienia swojej narracji.

We wtorek 8 grudnia otworzył cykl paneli dyskusyjnych zatytułowanych: „Przyszłość Unii Europejskiej. Budżet i praworządność”, które organizować będzie podległy ministerstwu Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Ziobro wystąpił też jako pierwszy prelegent, powtarzając argumenty, które w ostatnich tygodniach padały z jego ust na okrągło.

„Rozporządzenie, na co wskazują eksperci, pozwala na ogromną przestrzeń władzy, która wykracza poza kompetencje przyznane UE. […] Chodzi o prymat interesów politycznych głównych graczy UE, którzy pretekst w postaci praworządności od dłuższego czasu wykorzystują przeciwko Polsce i Węgrom, by utrudniać życie rządom o innych poglądach, które nie dominują na liberalno-lewicowych salonach Brukseli” - mówił Ziobro.

Powrócił też do wątku z małżeństwami homoseksualnymi, które nowe rozporządzenie miałoby pomóc narzucić Polsce.

„Na Polsce zostałyby wymuszone zmiany likwidujące - zdaniem komisarz KE - homofobiczne ograniczenia, co miałoby się wyrażać z wprowadzeniem małżeństw homoseksualnych z możliwością adopcji dzieci. […] A co się stanie, jeśli rząd tego nie zrobi? Wtedy wchodzi w grę stosowanie tego mechanizmu ze wszystkimi konsekwencjami, nawet zablokowanie dotacji dla rolników” - wskazywał Ziobro.

Po raz kolejny podkreślił, że liczy na weto budżetowe Morawieckiego.

„Jestem pełen nadziei, że rząd Zjednoczonej Prawicy i Węgry nie zgodzą się na te rozwiązania, które są zamachem na praworządność i suwerenność. Będziemy bronić podstawowych interesów” - zapewnił.

Do szczytu Rady Europejskiej zostały dwa dni. Dopiero w czwartek wieczorem lub w piątek rano dowiemy się jaka będzie decyzja Polski i Węgier.

;

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze