03 stycznia 2020

UMK nie ukarze Nalaskowskiego za homofobiczny tekst. Biegły: to była metafora "szerzącej się ideologii LGBT"

Rzecznik dyscyplinarny UMK umorzył postępowanie w sprawie prof. Nalaskowskiego, który w homofobicznym artykule o osobach LGBT pisał: "wędrowni gwałciciele", "tyfus, ospa, dżuma", "sodomici". Według opinii biegłego, użyte zwroty to metafora, która odnosi się do "szerzącej się ideologii LGBT"

Z informacji portalu wpolityce.pl wynika, że Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu umorzył postępowanie dyscyplinarne wobec prof. Aleksandra Nalaskowskiego. Chodzi o utrzymany w faszystowskiej retoryce felieton "Wędrowni Gwałciciele", opublikowany 24 sierpnia 2019 w Tygodniku "Sieci".

Nalaskowski pisał w nim o osobach LGBT:

„Wypełzają na główne ulice polskich miast. Odurzeni złą ideologią, zwykli nieszczęśnicy, których dopadła tęczowa zaraza. Podrygują tanecznie, niosąc tęczowe orły, tęczową Matkę Boską i tęczą upstrzone cytaty z Ewangelii.

Milcząco akceptujemy, że tyfus, dżuma, ospa to odmiana normalności. (…)

Ale to za mało, domagają się więcej. Już nie tylko tolerancji, lecz i akceptacji, pewnie potem miłości, a ostatecznie hołdów. Dlatego gwałcą kolejne miasta: »Zobaczcie nasze wrzody, czyż nie są piękne«”.

"Metafora odnosi się do szerzącej się ideologii LGBT"

Oficjalnego komunikatu uczelni o zakończeniu postępowania jeszcze nie ma. Z informacji OKO.press wynika, że najwcześniej UMK o decyzji poinformuje po przerwie świątecznej, we wtorek 7 stycznia 2020. Póki co Biuro Prasowe uczelni sprawy nie komentuje.

Fragmenty uzasadnienie cytowane przez portal braci Karnowskich wskazują, że rzecznik dyscyplinarny UMK posiłkował się analizą biegłego językoznawcy i eksperta od komunikacji społecznej. Ten stwierdził, że:

  • tekst nie ma charakteru informacyjnego, lecz służy subiektywnemu przedstawieniu stanowiska autora;
  • wypowiedź nie zawiera zwrotów, które w kontekście felietonu mają charakter znieważający wyodrębnioną grupę (nawet jeśli niektóre wyrażenia mają jednocześnie negatywne konotacje społeczne);
  • należy je traktować jako krytykę pod adresem określonej grupy osób, a nie dyskryminację (o dyskryminacji w opinii biegłego można mówić wówczas, gdy dochodzi do prześladowania, czyli działania mającego charakter stały, nieustanny);
  • użyte w publikacji zwroty i wyrażenia (np. zgwałcone miasta) mają charakter metaforyczny i odnoszą się "do szerzącej się ideologii LGBT i organizowanych marszy równości";
  • w felietonie nie ma treści, które mogłyby wywołać poczucie zagrożenia;
  • felieton zaistniał w kontekście niezwiązanym bezpośrednio z uczelnią, dlatego należy go traktować jako wypowiedź prywatną wynikająca z osobistych poglądów i przekonań autora.

Sam rzecznik dyscyplinarny dodał, że autor wybierając formę felietonu, miał prawo kierować się w nim ostrymi sformułowaniami, a taki pogląd ma wsparcie w orzecznictwie sądowym.

To, co przede wszystkim razi w cytowanej opinii biegłego, to odwzorowanie języka, którego używał sam profesor Nalaskowski np. "szerząca się ideologia LGBT".

Zastanawia też, dlaczego ekspert od języka i komunikacji, sam decydował, czy doszło do złamania prawa lub czy osoby LGBT mogły poczuć się zagrożone. OKO.press wstrzyma się jednak z pełnym komentarzem do czasu oficjalnego komunikatu uczelni.

Nalaskowskiego chronią standardy wolności słowa, ale...

W świetle standardów wolności słowa sprawa faktycznie nie jest łatwa. "Wszystko, co jest prowokacją jest dozwolone, o ile wpisuje się w żywą debatę publiczną. Gdyby prof. Nalaskowski bez kontekstu przyrównał osoby LGBT do zarazy, moglibyśmy mówić o złamaniu standardów. Europejski Trybunał Praw Człowieka nie toleruje bowiem wypowiedzi, które jednoznacznie zniechęcają do mniejszości. Zderzenie słów negatywnych z konkretną grupą mniejszościową mogłoby skutkować uznaniem takiej wypowiedzi za niemieszczącą się w ramach dozwolonych i chronionych wolnością słowa. Jednak to, co broni profesora to właśnie kontekst, czyli odwoływanie się do szerszej dyskusji o marszach równości czy obecności symboli katolickich w środowisku LGBT oraz użycie poetyckiego języka" - mówi OKO.press Dominika Bychawska-Siniarska z Helińskiej Fundacji Praw Człowieka.

"Jedyne słowo, które mogłoby być uznane za przekroczenie standardów, to sodomici.

Pamiętajmy jednak, że nie wszystko, co dozwolone prawnie powinno być akceptowalne społecznie. Wypowiedź profesora Nalaskowskiego ma jednoznacznie nietolerancyjny i piętnujący charakter oraz powinna spotkać się ze zdecydowanie negatywną oceną moralno-etyczną"

- dodaje prawniczka.

Inaczej sprawa prof. Nalaskowskiego wygląda w świetle przepisów antydyskryminacyjnych.

Karolina Kędziora, radczyni prawna z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego zwraca uwagę, że na uczelni ciąży odpowiedzialność przeciwdziałania dyskryminacji, która wprost wynika z art. 32 Konstytucji RP.

"Nie ma wątpliwości, że publiczna instytucja, ma obowiązek chronić pracowników oraz osoby zależne, jakimi w kontekście uczelni są studenci, przed nienawistnymi wypowiedziami. Definicja dyskryminacji nie jest bowiem tak wąska, jak przedstawił to biegły uczelni. Dyskryminacja może przybrać formę molestowania, którym są wypowiedzi upokarzające czy naruszające godność osobistą" - mówi radczyni prawna.

Polemizuje też ze stwierdzeniem, że autor głosił prywatne poglądy. "Nawet jeśli wypowiedź nie została wygłoszona w murach uczelni, to możemy sobie wyobrazić nie tak nieprawdopodobną sytuację, w której studentem profesora jest osoba homoseksualna. Wiedząc, że jego wykładowca, z którym ma bezpośredni kontakt, uważa, że jest "sodomitą" i "zarazą", miałby prawo wystąpić z pozwem cywilnym przeciwko uczelni i domagać się zadośćuczynienia z tytułu naruszenia dóbr osobistych. Dlaczego?

Bo uczelnia, jako instytucja publiczna związana zasadą niedyskryminacji, nie zareagowała adekwatnie do przewinienia, czyli nie pociągnęła profesora do odpowiedzialności dyscyplinarnej"

- dodaje Kędziora.

Uczelnia jest też podmiotem, który zatrudnia innych pracowników i zgodnie z art. 94b kodeksu pracy ma obowiązek przeciwdziałać dyskryminacji w miejscu pracy. "Wyobrażam sobie, że współpracownik profesora, który jawnie głosi nienawistne komunikaty, mógłby uznać jego zachowanie za szykany ze względu na orientację seksualną" - mówi Kędziora.

Męczennik polskiej prawicy

Prof. Nalaskowski, obok Tomasza z Ikei i drukarza z Łodzi, tworzy poczet męczenników prawicy, którzy bezkompromisowo, nie zważając na konsekwencje walczą z rewolucją kulturową i reżimem poprawności politycznej.

Prof. Nalaskowskiego nie ostudziło zresztą postępowanie dyscyplinarne czy chwilowe zawieszenie (pisaliśmy o tym tutaj). Niespełna miesiąc po publikacji felietonu, Nalaskowski nadawał ton homofobicznej produkcji TVP "Inwazja".

"Tęcza ognia nad Sodomą i Gomorrą" - mówił profesor pytany o skojarzenia z akronimem LGBT.

Sugerował też, że aktywiście LGBT dążą do legalizacji pedofilii. „Każdy bodziec musi być silniejszy od kolejnego. Nie wystarcza nam już inny mężczyzna. Zaczynamy się oglądać za świeżym mięskiem” - dodawał.

Poczucie bezkarności z pewnością potęguje fakt, że rektor UMK, pod naciskiem opinii publicznej wycofał się z zawieszenia profesora, a murem za Nalaskowskim stanęli m.in. małopolska kurator oświaty Barbara Nowak czy biskup Wiesław Mering.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne