Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Mateusz Mirys / OKO.pressIl. Mateusz Mirys / ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Tkanki płodowe przez dekady były używane w badaniach nad rozwojem narządów, zakażeniami, odpornością, medycyną regeneracyjną i modelowaniem chorób. Naukowcy od dawna próbują od nich odchodzić, rozwijając organoidy, komórki macierzyste, narządy-na-chipie i bardziej zaawansowane modele komputerowe.

Problem polega na tym, że te nowe narzędzia w wielu przypadkach wciąż trzeba porównywać z prawdziwą ludzką tkanką, żeby w ogóle wiedzieć, czy działają tak, jak obiecują. I dlatego pytanie nie brzmi wyłącznie: „Czy to etyczne?”. Równie ważne jest to, czy nauka naprawdę była już gotowa na ten krok?

Przeczytaj także:

Polityczne przeciąganie liny

22 stycznia 2026 NIH (National Institutes of Health), czyli ta część Departamentu Zdrowia USA, która zajmuję się badaniami medycznymi i zdrowiem publicznym, ogłosiła drastyczną zmianę polityki biomedycznej.

Od tego momentu pieniądze państwowe nie mogą być używane do badań wykorzystujących ludzką tkankę płodową pochodzącą z aborcji. I nie chodzi tylko o klasyczne granty. Zakaz obejmuje także większe projekty współprowadzone z NIH oraz bardziej elastyczne mechanizmy finansowania badań. W praktyce oznacza to, że dla laboratoriów w USA nie zamknęła się jedna boczna furtka, ale niemal cały główny federalny kanał finansowania tego typu prac.

Warto doprecyzować, że to nie jest całkowity zakaz wszystkich takich badań na terytorium USA. Projekty zasilane z innych źródeł pieniędzy, np. prywatnych albo stanowych, formalnie mogą nadal istnieć. Ale jeśli największa publiczna agencja biomedyczna świata mówi: „Na to pieniędzy już nie damy”, to dla ogromnej części amerykańskiej nauki oznacza to po prostu koniec projektów albo przymus gwałtownej przebudowy całego planu badawczego.

Nature pisze wprost, że chodzi o decyzję, która uderza w znaczną część środowiska i wywołała natychmiastowy sprzeciw wielu badaczy.

Trzeba pamiętać, jak ogromna jest skala opisywanego zjawiska. Guttmacher Institute szacuje, że

w 2024 roku w USA dokonano 1,038 mln aborcji, a to i tak niepełna liczba.

NIH podkreśla, że to część większego zwrotu w stronę „nowoczesnych” modeli badawczych. W komunikacie agencja wskazuje na organoidy, narządy-na-chipie, modele obliczeniowe i inne systemy, które mają ograniczać potrzebę sięgania po kontrowersyjny materiał biologiczny.

Sam kierunek jest właściwy, ale między „rozwijaniem alternatyw” a całkowitą rezygnacją z tkanek płodowych, jest ogromna różnica. I właśnie ten przeskok budzi dziś największe wątpliwości.

Do tej pory badania z użyciem tkanek pochodzących z abortowanych ludzkich płodów były dozwolone, choć działały w gęstej sieci przepisów, zgód i ograniczeń.

Już w 2019 roku, podczas pierwszej administracji Donalda Trumpa, Departament Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych (HHS) zakończył część badań wewnątrz NIH wymagających nowego pozyskiwania takiego materiału i wprowadził dodatkowe wymagania dla projektów finansowanych na zewnątrz. Pojawił się obowiązek szczegółowego uzasadniania, dlaczego nie da się użyć alternatyw, a część wniosków trafiała jeszcze pod ocenę specjalnej rady etycznej.

W 2021 roku administracja Bidena odwróciła najostrzejszy element tej polityki, czyli dodatkowy obowiązek przeglądu przez Ethics Advisory Board. To jednak nie znaczy, że temat przestał być kontrolowany. Nadal obowiązywały przepisy dotyczące zgody dawczyni, źródła materiału i zakazu czerpania zysku z jego pozyskiwania.

To nigdy nie była „wolna amerykanka”. To był obszar bardzo mocno regulowany i w pełni dostępny dla badań, które były „konieczne” i spełniały rygorystyczne wymogi.

Po co nauce abortowane płody?

W debacie publicznej ten temat niemal zawsze zostaje spłaszczony. Pada hasło „tkanki z abortowanych płodów” i od razu zaczyna się wojna światopoglądowa. Tymczasem z naukowego punktu widzenia chodzi o materiał, który dla naukowców jest unikatowy i pozwala badać etapy rozwoju człowieka niedostępne w tkankach dorosłych.

Dzięki temu można sprawdzać, jak powstają narządy, jak komórki zmieniają swoją tożsamość, jak rozwijają się określone układy, a także jak przebiegają infekcje i mechanizmy przed nimi broniące w modelach bliskich ludzkiemu organizmowi.

Ma to duże znaczenie zwłaszcza tam, gdzie nie wystarczy „zobaczyć pojedyncze komórki w szalce”. W biologii rozwoju liczy się architektura tkanki, jej przestrzenny układ, tempo dojrzewania, sygnały międzykomórkowe i mikrośrodowisko. Organoid może wiele odtworzyć, ale wciąż pozostaje tylko uproszczonym modelem.

Indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste (iPSC) dają ogromne możliwości, ale nie zawsze przechodzą dokładnie przez te same etapy, co naturalnie rozwijająca się tkanka. To właśnie dlatego badacze tak często mówią, że tkanka płodowa nie jest tylko jednym z narzędzi, lecz punktem odniesienia, bez którego trudniej ocenić, czy nowe narzędzie naprawdę działa.

Jednym z najmocniejszych przykładów są badania nad układem odpornościowym i HIV. Przegląd opublikowany w Stem Cell Reports podkreśla znaczenie tkanek płodowych w tworzeniu tzw. humanizowanych myszy, zwłaszcza modeli BLT, którym wszczepia się ludzką tkankę szpiku kostnego, wątroby i grasicy, a następnie podaje ludzkie komórki macierzyste układu krwiotwórczego.

Odegrały one istotną rolę w badaniach nad zakażeniem HIV, jego transmisją i testowaniem terapii. Takiego modelu nie da się łatwo zastąpić jednym organoidem, bo tutaj chodzi o bardzo złożone interakcje całego ludzkiego układu odpornościowego w żywym modelu.

Prawda czy fałsz?

Czy to prawda, że w Polsce dozwolone są eksperymenty na komórkach pochodzących z ludzkich zarodków lub abortowanych płodów?

Sprawdziliśmy

Tak, można takie eksperymenty prowadzić, ale tylko po wskazaniu źródła materiału, wykazaniu świadomej zgody dawcy i uzyskaniu zgody właściwej komisji bioetycznej.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Dlaczego środowisko naukowe protestuje?

Najważniejszy argument naukowców jest dość prosty: alternatywy istnieją, ale nie są jeszcze pełnym zamiennikiem. Międzynarodowe Towarzystwo Badań nad Komórkami Macierzystymi (ISSCR), czyli największa międzynarodowa organizacja związana z badaniami nad komórkami macierzystymi, po decyzji NIH napisała wprost, że nagłe odcięcie finansowania osłabi rozwój nowych terapii i uderzy w badania nad rozwojem człowieka, chorobami zakaźnymi, przewlekłymi schorzeniami i medycyną regeneracyjną.

Organizacja przypomniała też, że takie badania były od lat prowadzone w ramach prawa i nadzoru etycznego, a nie poza nimi.

Nature ujmuje problem jeszcze ostrzej: utrudnianie badań z użyciem tkanek płodowych może paradoksalnie spowolnić rozwój właśnie tych alternatyw, które administracja przedstawia jako rozwiązanie. To ważny punkt. Żeby udowodnić, że organoid siatkówki, mózgu czy jelita rzeczywiście przypomina ludzki rozwijający się narząd, trzeba go z czymś porównać. Jeśli usuwa się biologiczny wzorzec, to osłabia się też proces walidacji nowych modeli.

Dla badaczy ten spór nie jest abstrakcyjny. To nie jest debata na uniwersyteckim seminarium z bioetyki, tylko pytanie o to, które eksperymenty będzie można jeszcze przeprowadzić, które modele zachować, a które projekty po prostu zamknąć lub przenieść poza federalny system finansowania.

Co może zastąpić tkanki płodowe?

Alternatywy dla tkanek płodowych już istnieją. Najbardziej rozwinięte są dziś organoidy, czyli trójwymiarowe miniaturowe modele tkanek, określane też mianem mininarządów. Powstają zarówno z pluripotencjalnych komórek macierzystych, jak i z komórek pobranych bezpośrednio z tkanek, i są już szeroko używane do badania rozwoju, chorób oraz odpowiedzi na leki. Ich największa zaleta polega na tym, że potrafią odtworzyć znacznie więcej niż zwykła hodowla komórkowa: pewną architekturę tkanki, część zróżnicowania komórkowego i niektóre procesy rozwojowe.

W ostatnich latach szczególnie mocno rozwinęły się organoidy mózgu, jelita, wątroby, trzustki, naczyń czy łożyska. Problem polega jednak na tym, że organoid nadal nie jest „małym organem” sensu stricto. Jak podkreślają autorzy przeglądów w Developmental Cell, organoidy często pozostają niedojrzałe, wykazują dużą zmienność między laboratoriami i między seriami hodowli. W wielu przypadkach brakuje im też unaczynienia, odpornościowych komórek towarzyszących i pełnego kontekstu fizjologicznego.

Drugą wielką nadzieją są układy narządy-na-chipie. To mikroukłady, w których żywe ludzkie komórki rosną w precyzyjnie kontrolowanym środowisku, często z przepływem płynu, siłami mechanicznymi i architekturą lepiej przypominającą prawdziwą tkankę niż zwykła płaska szalka. Ich przewaga nad organoidami polega na tym, że pozwalają lepiej odtwarzać dynamikę organizmu: przepływ krwi, wymianę przez bariery tkankowe, kontakt kilku typów komórek, a nawet połączenia kilku „narządów” w jeden system.

Centrum NCATS (które jest częścią NIH) od lat rozwija program Tissue Chip for Drug Screening właśnie po to, by takie platformy pomagały przewidywać skuteczność i toksyczność leków jeszcze przed badaniami klinicznymi. Jednocześnie przeglądy z 2025 r. podkreślają, że ta technologia nadal zmaga się z problemami standaryzacji, skalowalności, kosztów, trwałości materiałów, porównywalności wyników i walidacji pod kątem zastosowań regulacyjnych.

Innymi słowy: chipy są dziś jedną z najciekawszych alternatyw, ale w wielu obszarach wciąż bardziej obiecującym mostem do przyszłości niż gotowym zamiennikiem dla każdej klasy badań.

Ważną częścią tej zmiany są też komórki iPSC, czyli indukowane pluripotencjalne komórki macierzyste. Powstają z dojrzałych komórek pobranych od człowieka, np. skóry albo krwi, które w laboratorium „cofa się” do bardzo wczesnego stanu rozwojowego. Dzięki temu znów mogą przekształcać się w wiele różnych typów komórek organizmu.

To ogromna zaleta, bo badacze mogą tworzyć z nich ludzkie neurony, komórki serca, siatkówki czy wątroby, a potem budować z nich organoidy i bardziej złożone modele chorób. Co ważne, taki materiał można uzyskać od konkretnego pacjenta, więc da się badać chorobę na komórkach niosących jego własne mutacje i cechy biologiczne.

To właśnie dlatego iPSC są jednym z fundamentów współczesnej biologii i medycyny eksperymentalnej. Pozwalają testować leki, śledzić rozwój chorób i sprawdzać, jak różne tkanki reagują na terapię, bez konieczności sięgania po część dawniej używanych materiałów biologicznych.

Nie są jednak idealnym zamiennikiem wszystkiego. Komórki uzyskane w ten sposób nie zawsze wiernie odtwarzają najwcześniejsze etapy rozwoju człowieka, a modele stworzone z iPSC bywają uproszczone i mniej dojrzałe niż prawdziwa tkanka.

A co z argumentami drugiej strony?

Nie da się uczciwie pisać o tym sporze, ignorując argumenty zwolenników zakazu. Dla nich problem nie zaczyna się od pytania o przydatność naukową, lecz od źródła materiału.

Nawet jeśli badanie jest legalne, rygorystycznie nadzorowane i nie wpływa na decyzję o aborcji, sam fakt korzystania z takiego materiału jest dla nich moralnie nie do przyjęcia. Z tej perspektywy państwo nie powinno tego finansować, niezależnie od tego, ile korzyści może wyniknąć dla biomedycyny.

NIH i administracja argumentują też, że nauka ma dziś do dyspozycji lepsze, bardziej nowoczesne metody niż kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. To prawda. Organoidy, układy narząd-na-chipie, modele oparte na iPSC i zaawansowane symulacje komputerowe poczyniły w ostatnich latach ogromny skok. W wielu obszarach naprawdę mogą ograniczyć potrzebę sięgania po ludzki materiał tkankowy.

Problem nie leży więc w tym, że alternatywy są fikcją. Problem polega na tym, że administracja potraktowała je tak, jakby były już gotowe do przejęcia całego ciężaru badań. A źródła naukowe tego nie potwierdzają.

Najbardziej ucierpią te obszary, w których liczy się bardzo wczesny rozwój człowieka albo szczególne właściwości młodej, dopiero kształtującej się tkanki. To może dotyczyć badań nad mózgiem, siatkówką, nerkami, gonadami, łożyskiem czy rozwojem układu odpornościowego.

Ucierpieć mogą też projekty, których celem nie jest bezpośrednio „używanie tkanek płodowych”, ale sprawdzenie, czy nowe modele laboratoryjne naprawdę zachowują się jak prawdziwa ludzka tkanka. W takim ujęciu zakaz nie wycina jednej gałęzi badań. Może też osłabić tempo dojrzewania ich następców.

Czy ta decyzja jest dobra?

To zależy. Jeśli ktoś uważa, że państwo nigdy nie powinno finansować badań opartych na materiale pochodzącym z aborcji, będzie ukontentowany. Jeśli jednak pytamy, czy to dobry moment z punktu widzenia nauki, odpowiedź nie może być twierdząca. Dostępne źródła nie pokazują, że wszystkie najważniejsze zastosowania tkanek płodowych mają dziś równie dobre zamienniki.

I właśnie dlatego ta decyzja wygląda bardziej na ruch ideowy niż na spokojne przejście do nowego etapu metodologii. Można ją obronić jako gest etyczny. Trudniej obronić ją jako decyzję w pełni zsynchronizowaną z realnym stanem nauki. Dobrze wiemy, że nauka nie działa tak, że stare narzędzie znika dziś, a lepsze pojawia się jutro rano w pełni gotowe do pracy. Zwykle jest odwrotnie: przez lata oba światy istnieją obok siebie, a nowe metody dojrzewają właśnie dlatego, że można je sprawdzać wobec tych starszych.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;
Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów „Focus", „Wiedza i Życie" i „Świat Wiedzy". Obecnie publikuje teksty na Focus.pl.

Komentarze