Walczyła z nią skrajna prawica, walczy Gibała. Strefa czystego transportu solą w oku Krakowa
Prezydent Łukasz Gibała chce, żeby o kształcie strefy czystego transportu zdecydowali mieszkańcy w referendum. Problem w tym, że nie ma inicjatywy referendalnej, a zdaniem prawników takie głosowanie, jeśli by się jednak odbyło, byłoby niezgodne z prawem. Tak samo, jak zmniejszenie strefy, które forsuje wiceprezydent Jan Hoffman.
„To na tyle ważny temat, że decyzja o kształcie strefy będzie podjęta w lokalnym referendum, gdzie mieszkańcy poznają realny bilans kosztów i korzyści” – tak o przyszłości Strefy Czystego Transportu w Krakowie mówił prezydent Łukasz Gibała. Referendum zapowiadał już wcześniej, podczas kampanii wyborczej. „Strefa czystego transportu jest do przygotowania od nowa” – podkreślał, cytowany przez portal Love Kraków.
W swoim programie wyborczym napisał: „Strefa Czystego Transportu stała się jednym z tematów, które najmocniej podzieliły mieszkańców Krakowa. W tak ważnej sprawie decyzje nie mogą być narzucane z góry ani podejmowane bez szerokiej dyskusji i uwzględnienia głosu Krakowian”. Obecnie SCT obejmuje około 60 proc. powierzchni miasta, wszystkie najgęściej zamieszkałe osiedla. Zameldowani mieszkańcy mogą jeździć po niej bez ograniczeń, nawet starymi samochodami, aż do końca ich żywotności. Osoby bez meldunku w Krakowie na razie za wjazd nieprzepisowym autem muszą zapłacić. To okres przejściowy, poprzedzający całkowity zakaz wjazdu do SCT najbardziej trującymi autami. Otoczenie Gibały jest przeciwne takim ograniczeniom. Wiceprezydent Jan Hoffman proponuje zamrożenie stawek za wjazd i mówi o strefie wyłącznie w ścisłym centrum miasta.
Problem (dla Gibały i jego ekipy) w tym, że to może okazać się nielegalne.

Komentarze