0:00
0:00

0:00

O liście Rzecznika Praw Obywatelskich do premiera Morawieckiego pisaliśmy w OKO.press pod koniec maja 2020. Bodnar zaapelował w nim do rządzących, by przestali rozpowszechniać informacje o UE "niemające pokrycia w faktach bądź rozmijające się ze stanem prawnym".

Przeczytaj także:

„Stawianie UE zarzutów, czy choćby czynienie sugestii, że organizacja ta zaniechała podjęcia działań, do których jakoby była zobowiązana w obliczu pandemii koronawirusa, nie znajduje oparcia w regulacjach traktatowych i podziale kompetencji między członków Unii a samą Unię. Podważa to natomiast zaufanie mieszkańców naszego kraju do Unii i jej instytucji oraz jest niezgodne zarówno ze stanem prawnym, jak i faktycznym” – tłumaczył w liście RPO.

Do pisma Rzecznika postanowił ustosunkować się wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński. Atakuje Bodnara za "działanie w złej wierze" i niedopełnianie obowiązków RPO. Zachęca też do... ochrony praw warszawskich przedsiębiorców, których zaniedbać miał Rafał Trzaskowski.

"Wskazane w Pana korespondencji wnioski [...], jak również dobrane przykłady z działalności RPO, wskazują na poważny brak wiedzy o stanie faktycznym" - odpowiada Bodnar i dopytuje: "Czy mamy tu do czynienia z oficjalnym stanowiskiem MSZ?".

Jabłoński ocenia negatywnie

Na wstępie swojego pisma wiceszef resortu Jacka Czaputowicza stwierdza, że "poważny zarzut", jaki Bodnar poczynił rządowi PiS "budzi zdumienie w oczach obywateli". Bo sama Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, miała przyznać, że "Europa dała się początkowo zaskoczyć".

Zdaniem Jabłońskiego konsekwencja wymagałaby, by Rzecznik skierował podobny apel także do Von der Leyen. A tego nie uczynił.

"Zawarta w Pana piśmie z 21 maja argumentacja jest zatem sprzeczna z pozostałymi Pana działaniami (czy raczej: zaniechaniami) - i dlatego nie sposób uznać tego pisma za przejaw rzeczywistej troski o prawa obywateli. Przeciwnie: pańskie działanie musi zostać ocenione jednoznacznie negatywnie, jako działanie w złej wierze" - stwierdza wiceminister.

"Tak jak bowiem nierzetelne informacje o reakcji UE rzeczywiście w istocie zasługiwałyby na potępienie - tak samo na potępienie zasługuje nierzetelny zarzut stawiany polskiemu rządowi przez Rzecznika Praw Obywatelskich, konstytucyjny organ państwa" - dodaje.

Sama Przewodnicząca Komisji Europejskiej przyznała, że „Europa dała się początkowo zaskoczyć", oraz że „skutki tego falstartu nadal się za nami ciągną".
To manipulacja wystąpieniem Ursuli von der Leyen. Poza tym politycy PiS zarzucali Unii więcej, niż tylko spóźnioną reakcję.
Pismo do RPO,27 maja 2020

Na wszelki wypadek podkreślmy: polski RPO nie ma kompetencji, by odnosić się do wypowiedzi brukselskich urzędników.

Ale choć Ursula von der Leyen w przemówieniu z 4 kwietnia przyznała, że Europa dała się początkowo (i częściowo) zaskoczyć wirusowi, to zapewniła również, że Unia wyciągnęła z tego wnioski. "Działa teraz skutecznie i każdego dnia daje z siebie wszystko" - mówiła dalej przewodnicząca KE.

Tymczasem, jak podnosił RPO, jeszcze w maju polscy rządzący wbrew faktom oskarżali Brukselę publicznie, że nie "dała nawet jednego euro na walkę z kryzysem" i się "skompromitowała".

Jabłoński zarzuca Bodnarowi, że podaje "szereg nieprawdziwych informacji dotyczących funkcjonowania państwa". RPO miałby w ten sposób przeczyć swoim obowiązkom, nie zachowując bezstronności i sumienności.

"Należy też przypomnieć, że zgodnie z art. 208 ust. 1 Konstytucji RP, Rzecznik Praw Obywatelskich powołany jest właśnie do stania na straży wolności i praw obywateli Rzeczypospolitej Polskiej - nie zaś do ochrony Unii Europejskiej przed konstruktywnymi postulatami zgłaszanymi przez jej państwa członkowskie" - pisze wiceminister.

Rzecznik broni nie tych, co trzeba?

W swoim liście Jabłoński krytykuje nie tylko wystąpienie RPO o Unii, a także inne wybrane elementy działalności Bodnara w ciągu jego pięcioletniej kadencji.

Podnosi np., że Rzecznik zbyt rzadko przyłączał się do postępowań z zakresu prawa pracy i niedostatecznie często je inicjował.

Wiceminister wskazuje, że Bodnar w 2018 roku przyłączył się do 44 takich spraw, mimo że w polskich sądach zarejestrowano ich ponad 300 tys. Wątpliwości Jabłońskiego budzi fakt, że RPO badał przypadek zwolnienia 15 pracowników MSZ, których pozbawiono stanowisk ze względu na współpracę ze służbami bezpieczeństwa w okresie PRL.

Bodnar podał wówczas w wątpliwość nowelizację ustawy o służbie zagranicznej autorstwa PiS. Uznał, że nowe przepisy podważają zaufanie obywateli do państwa, bo karzą za złożenie prawdziwego oświadczenia lustracyjnego. Są też sprzeczne z art. 60 Konstytucji, zgodnie z którym wszyscy obywatele niepozbawieni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach.

"Trudno zrozumieć sytuację, w której ponad 1/3 Pana aktywności w tym zakresie to sprawy byłych współpracowników służb bezpieczeństwa totalitarnego państwa - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ani to państwo, ani te służby nie miały nic wspólnego z poszanowaniem praw obywatelskich, do których ochrony jest Pan powołany" - ubolewa Jabłoński i podkreśla, że liczy na zmianę tej proporcji w ostatnich miesiącach trwania kadencji RPO (Bodnar kończy ją we wrześniu 2020).

Poszkodowani warszawscy przedsiębiorcy!

Na tym nie koniec. Wiceminister nieco zbacza z tematu, by przypomnieć Rzecznikowi o prawach pracodawców, których w pandemii wspiera rząd Prawa i Sprawiedliwości.

"Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że rozpatrywanie wniosków o udzielenie pożyczek odbywa się w większości powiatowych urzędów pracy w sposób sprawny. W większości urzędów rozpatrzono obecnie ok. 60-80% wniosków, a przedsiębiorcy sukcesywnie otrzymują przyznane im środki. Niestety, część samorządów lokalnych nie działa aż tak skutecznie" - pisze Jabłoński.

Wiceminister tłumaczy, że na tle większości polskich miast i powiatów "negatywnie wyróżnia się stolica Polski".

"Z uwagi na liczbę przedsiębiorców zarejestrowanych w Warszawie i związaną z tym skalę opóźnień uzasadnione jest, aby RPO podjął działania zmierzające do ochrony ich praw - nawet jeśli działania te oznaczałyby konieczność postawienia w trudnej sytuacji Prezydenta m. st. Warszawy" - poleca Jabłoński.

"Liczę na to, że wyrażane w przeszłości przez Pana poparcie dla jego działalności politycznej nie stanie temu na przeszkodzie" - dodaje.

Ale, jak tłumaczyli warszawscy urzędnicy, liczba firm zarejestrowanych w Warszawie jest kilkakrotnie wyższa niż w innych miastach, wyższa była również liczba złożonych wniosków. Nominalnie stolica rozpatrzyła ich zresztą najwięcej, a statystyki procentowe poprawiły się ostatnio dzięki zatrudnieniu dodatkowych pracowników.

Bodnar: "Poważny brak wiedzy"

"Niezależnie od tego, że aktywność RPO w sferze publicznej nazywa Pan »działaniem w złej wierze« (czy mamy tu do czynienia z oficjalnym stanowiskiem MSZ?), doceniam wkład pracy, jaki Pan włożył w analizę ustawy o RPO i wynikających z niej obowiązków Rzecznika. Godne podkreślenia wydają się również Pańskie odniesienia do Konstytucji" - odpowiada wiceministrowi Adam Bodnar.

RPO uważa zarazem, że zarzuty Jabłońskiego "wskazują na poważny brak wiedzy o stanie faktycznym". Zachęca zastępcę Czaputowicza do lektury corocznych sprawozdań Rzecznika przed Sejmem i Senatem.

"Gorąco je polecam, bowiem zawierają one wiedzę kompletną – pokazują stan prawny, ilustrują działania i inicjatywy Rzecznika, są opatrzone komentarzem oraz odpowiednią dokumentacją statystyczną. [...] Dlatego jestem przekonany, że ich lektura mogłaby zasadniczo wpłynąć na stan wiedzy i poglądy Pana Ministra" - pisze Bodnar.

Tłumaczy, że trudno mu ustosunkować się do poszczególnych zarzutów z listu Jabłońskiego, "tym bardziej, że zawiera on wiele emocji i ocen politycznych".

"Ale jeśli Pan Minister podtrzyma swoje zainteresowanie działalnością RPO i pokusi się o wskazaną lekturę, gotów jestem się z Panem spotkać i omówić różniące nas kwestie, a być może wyjaśnić nieporozumienia" - dodaje Rzecznik.

;

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze