Wiktoria przestała jeść, nie chce z nikim rozmawiać, nie może chodzić. Jest rozgoryczona, czuje się samotna, choć dla wielu osób jej los jest nieobojętny. Nie wie, czy zostanie w DPS, który stał się dla niej domem
W marcu, po tym, jak weszła w życie tzw. ustawa wygaszająca pomoc uchodźcom wojennym z Ukrainy, w OKO.press opisywaliśmy historię 39-letniej Wiktorii. W świetle nowych przepisów Wiktoria straciła możliwość zamieszkania w Domu Pomocy Społecznej nr 1 w Krośnie. Straciła również bezpłatny dostęp do opieki medycznej, ponieważ ze względu na stan zdrowia nie pracowała i nie była ubezpieczona.
(Zachorowała w trakcie pracy na umowę zlecenie). Trafiła do schroniska dla bezdomnych kobiet w Jarosławiu. Nie znalazło się dla niej miejsce w ośrodku zbiorowego zakwaterowania dla osób z niepełnosprawnością, gdzie miałaby zapewnioną odpowiednią opiekę.
– Płakałam dwa dni. Nie mogłam dojść do siebie. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Nieoczekiwanie. Jednego dnia mi powiedzieli, w drugim spakowali, a w trzecim mnie wywieźli – opowiada Wiktoria. Po długim okresie intensywnych starań jej leczenie i rehabilitacja zostały nagle przerwane. Pracownicy DPS-u też byli przerażeni wydarzeniami, ale nie mogli nic zrobić, bo zmieniło się prawo.
– Do ostatniego dnia myślałam, że zostanę. Tutaj miałam rehabilitację, a tam – jak przeczuwałam – nic nie będzie. W tamtym pokoju było pięć łóżek, ciasno, trudno było przejechać na wózku. Nie rozpakowywałam się, nie było szafek. Moje rzeczy leżały w kartonach w pralni. Wzięłam tylko te niezbędne – szczotkę, pastę do zębów, mydło, żeby się umyć. Pomagał mi personel. Przyzwyczaiłam się, ćwiczyłam, a co robić? Trzeba było jakoś sobie radzić, żeby nie zwariować.
Historię Wiktorii opowiedziały też inne media. Pod koniec kwietnia, po prawie dwóch miesiącach, Wiktoria wróciła do swojego DPS-u. Na razie jej pobyt tam jest możliwy do końca czerwca.
Zbieramy pieniądze dla uchodźców, którzy w wyniku ustawy wygaszającej stracili opiekę medyczną, 800+, zasiłki czy miejsce w DPS, bo politycy zdecydowali, że wsparcie należy się tylko tym, którzy pracują. Tysiące osób znalazło się w dramatycznej sytuacji. Zbiórkę „Pomóżmy Ukraińcom” znajdziesz tutaj. Dołącz do nas w geście solidarności z Ukrainą, w obronie ludzi bezradnych, a także naszego polskiego sumienia. Organizatorami zbiórki są OKO.press i Polskie Forum Migracyjne.
– Wyjechaliśmy, bo u nas bardzo strzelali. Jechały czołgi, zaczynała się wojna – opowiada Wiktoria, kiedy ją odwiedzam w Krośnie. Jej rodzice nie chcieli wyjeżdżać, ale ich namówiła. Pochodzą z Rohani, w obwodzie charkowskim.
– Sąsiednia wieś była pod okupacją rosyjską. To blisko, wystarczy przejść przez drogę.
Pociągami dotarli do Polski. W Przemyślu wolontariusze doradzili im jechać do miejscowości pod Krosnem, gdzie przyjmowano uchodźców z Ukrainy. Po jakimś czasie zachorowała mama Wiktorii. Przenieśli się do Krosna, zamieszkali u sióstr klawerianek.
Wiktoria z tatą znaleźli pracę w kartoniarni w Korczynie.
– 13 marca przyjechaliśmy, a 27 marca już poszliśmy do pracy – precyzuje. Mama Wiktorii nie mogła pracować. Trafiła do szpitala, zdiagnozowano u niej chorobę Huntingtona (pląsawicę), która jest nieuleczalna.
Bieda nie przychodzi sama. Wkrótce, w 2024 roku tata Wiktorii zachorował na raka i zmarł. A w zeszłym roku choroba dopadła też Wiktorię.
Trafiła do szpitala z powodu udaru niedokrwiennego lewej półkuli mózgu. Spędziła w szpitalu kilka miesięcy. Oprócz udaru zdiagnozowano u niej również pląsawicę. Po długotrwałym leczeniu MOPS skierował Wiktorię do Domu Pomocy Społecznej nr 1 w Krośnie. Mieszkała tam od września 2025 roku.
Choroba nie pozwala jej na samodzielne życie, potrzebuje pomocy przy przebieraniu się, przy umyciu się, żeby przesiąść się z łóżka na wózek.
– Śniadanie jem sama, a podczas obiadu mnie karmią, ponieważ zupy sama nie zjem, pobrudzę się. Ręce mi się trzęsą – mówi.
Obecnie Wiktoria jest mieszkanką ośrodka zbiorowego zakwaterowania, który powstał w DPS-ie.
– Wojewoda podkarpacki wydał polecenie gminie Krosno utworzenia takiego ośrodka zbiorowego zakwaterowania. Gmina wyraziła na to zgodę i teraz w naszym domu funkcjonuje jednoosobowy OZZ. A pani Wiktoria nie jest już mieszkanką naszego domu na takich zasadach jak kiedyś, tylko jest mieszkanką ośrodka zbiorowego zakwaterowania – wyjaśnia Magdalena Słyś, dyrektorka DPS nr 1 w Krośnie.
Dodaje, że w pierwotnych ustaleniach miały być maksymalnie trzy takie osoby – Wiktoria również wspomina o dwóch uchodźczyniach z Ukrainy, z którymi była w schronisku w Jarosławiu. Na razie jednak do DPS-u w Krośnie została skierowana tylko Wiktoria.
O takim rozwiązaniu mówił podczas debaty (25 maja) w Trójce, którą współprowadziło OKO.press, Bartłomiej Potocki, dyrektor Departamentu Integracji Społecznej w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
– Wojewoda poleca nam prowadzenie takiego ośrodka do 30 czerwca i zapewnia finansowanie na ten okres. Nie wiemy co dalej. Ta decyzja może być przedłużona, pewnie w zależności od tego, czy będą środki – mówi dyrektorka Słyś.
Chociaż Wiktoria jako mieszkanka OZZ ma dostęp do opieki medycznej, to jest on ograniczony, nie przysługuje jej rehabilitacja w ramach NFZ. Dlatego od maja dzięki zaangażowaniu kilku osób Wiktoria ma dobrowolne ubezpieczenie na pięć miesięcy. Wszystkie formalności załatwiał Jerzy Kowalewski z Krakowa. Dowiedział się o historii Wiktorii od swojej znajomej Marii Skórskiej, z którą Wiktoria na początku wojny mieszkała u sióstr klawerianek. Skórską Kowalewski poznał w Dnieprze – przez 20 lat pracował w środowiskach polskich w Ukrainie i na Białorusi, uczył języka i kultury polskiej.
Kowalewski jest upoważniony do reprezentowania jej w urzędach oraz w NFZ-ecie (sami uchodźcy nie dają rady przebrnąć przez biurokrację, a osoby starsze czy z niepełnosprawnościami w ogóle nie mają szans załatwić spraw). Najpierw był problem, żeby zawrzeć dobrowolną umowę, ponieważ Wiktoria przez prawie roku nie była aktywna zawodowo i miała przerwę w ubezpieczeniu. Naliczona była opłata dodatkowa – około 1800 złotych, którą trzeba było zapłacić oprócz comiesięcznej składki około 850 złotych. Natomiast po złożeniu wniosku do dyrektora oddziału o zwolnieniu z opłaty dodatkowej, udało się zawrzeć umowę bez kosztów. Dzięki niej Wiktoria ma pełny dostęp do polskiej służby zdrowia.
Pieniądze na ubezpieczenie dla Wiktorii przekazało Polskie Forum Migracyjne ze zbiórki „Pomóżmy Ukraińcom”, którą w połowie maja Fundacja rozpoczęła wspólnie z OKO.press.
Wiktoria stała się twarzą akcji, gdy wystąpiła w programie „Kwiatki Polskie” (12 maja) w TVP Info. Środki są przekazywane osobom w potrzebie (niezbędna kontynuacja leczenia, składki NFZ i in.) nie bezpośrednio potrzebującym, ale za pośrednictwem, np. fundacji. Na szczęście w tym przypadku pan Jerzy reprezentuje Fundację na Rzecz Dwujęzyczności Edunowa, w której statucie zapisano „dobroczynność”.
W marcu Wiktoria straciła zasiłek stały, jedynym jej dochodem jest zasiłek 215 złotych.
– Równolegle usiłowaliśmy wyciągnąć panią Wiktorię ze schroniska dla bezdomnych – mówi Kowalewski. – Na razie sytuacja nie jest stabilna, bo nie wiemy, co dalej z ośrodkami po 30 czerwca. W urzędzie wojewódzkim powiedziano nam, że ośrodki będą funkcjonowały do marca 2027 roku. Trzymamy rękę na pulsie, żeby Wiktoria znowu nie wylądowała w schronisku. Jest osobą, która potrzebuje codziennej opieki.
Zwróciliśmy się do Urzędu Wojewódzkiego w Rzeszowie z pytaniem o przyszłość Wiktorii. Na razie nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Wiktoria powinna jeszcze raz przejść badania, żeby można było ułożyć plan rehabilitacyjny.
– Po badaniach ruszy już specjalistyczna rehabilitacja i prywatna, i w ramach NFZ. – mówi Kowalewski. – Chcemy, żeby z pomocą przyjaciół Wiktoria mogła mieć w miarę samodzielne życie, żeby udało się ją postawić na nogi, żeby była w stanie przynajmniej przesiadać się sama z wózka na łóżko, żeby mogła samodzielnie funkcjonować higienicznie, jeść. Może wtedy udałoby się znaleźć dla niej jakąś pracę. Być może dałoby się rehabilitacją powstrzymać jej chorobę, żeby mogła pracować np. w call center, odbierać telefony czy pomagać w fundacji, na przykład w tłumaczeniach z ukraińskiego i rosyjskiego. Chcemy zapewnić pani Wiktorii normalne życie. Wkrótce mam urlop, zamierzam zabrać Wiktorię na wycieczki, pikniki w okolicy, dać jej trochę optymizmu i nadziei. Wierzę, że wszystko się poukłada – dodaje.
Kowalewski angażuje mnóstwo czasu i środków, załatwia sprawy urzędowe, odwiedza Wiktorię, zawozi na cmentarz do taty, żeby mogła zapalić znicze, postawić kwiaty oraz do mamy, która jest w hospicjum Caritasu w Krośnie. Po śmierci męża i udarze Wiktorii jej stan się znacznie pogorszył.
– Pomagają jej tam, ubierają ją i karmią, ona już nie jest w stanie przełykać, czasami mnie nie poznaje – opowiada Wiktoria.
Po 5 marca jej mama również straciła ubezpieczenie. W momencie wejścia ustawy wygaszającej była w trakcie hospitalizacji i według przepisów może ją dokończyć (nie dłużej niż do 4 marca 2027 roku – ponieważ do tej pory obowiązuje ochrona tymczasowa dla uchodźców z Ukrainy).
Jest inny problem. W tym roku mama osiągnęła wiek emerytalny, ale nie otrzymuje jeszcze ukraińskiej emerytury – trudno te formalności załatwić z Polski, do tego osobie leżącej, nieświadomej, niesamodzielnej, która nie jest w stanie nawet podpisać dokumentów.
Kilka osób próbuje jej pomóc w załatwieniu emerytury, ale nie jest to takie łatwe. Niemożliwe jest pojechanie do Ukrainy, żeby to załatwić. Takich przypadków w Polsce jest więcej.
– Pomaga mi też Jacek Dusza. O, tu na zdjęciu jest z brodą – Wiktoria wskazuje na komodę, gdzie trzyma zdjęcia. – Pracowaliśmy razem, zaprzyjaźniliśmy się. Od tej pory, jak trafiłam do szpitala, do dzisiaj pomaga, dzwoni, odwiedza. Jak lalkę mnie chroni.
Po publikacji artykułów o Wiktorii przychodzą do niej też Ukrainki, które na początku wojny mieszkały w ośrodku dla uchodźców.
– Teraz jest ciepło, wychodzimy na zewnątrz, tam – Wiktoria pokazuje okno. – Jest altanka, możemy sobie posiedzieć, porozmawiać.
Wiktoria bardzo się ucieszyła, gdy dowiedziała się, że wraca do DPS-u w Krośnie.
– Mówią, że urząd wydał zgodę tylko na dwa miesiące. Bardzo chciałabym tutaj zostać na dłużej. Oby tak się stało. Tutaj jest Edyta, moja fizjoterapeutka, pani dyrektor bardzo fajna – znowu pokazuje wzrokiem na komodę, gdzie jest duże wspólne zdjęcie z dyrektorką, zostało wykonane z okazji Dnia Kobiet tuż przed odwiezieniem Wiktorii do noclegowni. – Ludzie tu są fajni, mieszkańcy i personel. Mogę wyjechać na zewnątrz, jest tutaj więcej opieki, znajomych. Czuję się bardziej jak w domu – mówi Wiktoria. – W lipcu mam 40. urodziny. Chciałabym je spędzić tutaj.
Podczas naszej rozmowy Wiktoria wtrąca polskie słowa. Po przyjeździe do Polski chodziła na kursy, potem uczyła się języka polskiego w pracy. Ogląda filmy po polsku. W Charkowie przez siedem lat pracowała jako doradca kredytowy, ukończyła studia ekonomiczne.
– Tęsknię za swoją pracą. Gdyby nie to, co mi się przydarzyło, pracowałabym tu i nic by mnie nie powstrzymało. A z tą chorobą za bardzo nie popracujesz – mówi Wiktoria.
Liczy na to, że odzyska lepszą sprawność. – W weekendy czy dni wolne od pracy ćwiczę tu sama – pokazuje na drabinkę na ścianie. – Mam różne ćwiczenia, tam pod krzesłem mam rowerek.
– Marzę o tym, żeby wyzdrowieć i chodzić
– kontynuuje. – Staram się, nie odpuszczam sobie. Staję, siadam, żeby nogi nie zapomniały.
– Chcemy załatwić dla Wiktorii też rehabilitację domową według NFZ. Nie jest to takie proste. Po złożeniu wniosku trzeba czekać na swoją kolejkę nawet przez kilka miesięcy, natomiast wkrótce jest 30 czerwca i nie wiadomo, czy zaczynać ten proces – mówi dyrektorka DPS-u.
Kiedy w marcu Wiktoria znalazła się w luce systemowej, spotkała ludzi, którzy nie pozostali obojętni. Naszą redakcję poinformował o jej losie Przemek Polański, miejscowy aktywista, dziennikarz, od którego tak naprawdę trzeba by było zacząć tę historię.
Podczas mojej wizyty w Krośnie chce pokazać mi miasto – jak mówi – od tej lepszej strony. Opowiada o tym, jak w lutym 2022 roku mieszkańcy Krosna angażowali się w pomoc, jak organizują demonstracje w każdą rocznicę pełnoskalowej wojny i wspierają ukraińskich sąsiadów. Wierzy, że wielu Polaków wciąż ma proukraińskie nastroje i nie poddaje się propagandzie czy manipulacjom.
– Nie dajmy się rozegrać, bo coś innego, ważniejszego jest na horyzoncie – mówi Polański. – Polacy też byli uchodźcami. W marcu 2022 roku byliśmy z kolegą na granicy polsko-ukraińskiej, patrzyliśmy na kobiety z dziećmi, z reklamówkami w rękach, które po tym, jak ich wypluł pociąg, stały bezradnie i nie wiedziały, gdzie się podziać. Kolega powiedział do mnie: Przemek, żeby nasze dziewczyny kiedyś nie były w takiej sytuacji.
Pytam dyrektorkę Magdalenę Słyś, dlaczego tak się angażuje. Mówię jej, że na tle pogarszających się nastrojów wobec Ukraińców to odważne zachowanie.
Odpowiada: – Oprócz tego, że jest to część mojej pracy, uważam, że powinien to być normalny ludzki odruch. Zawsze chciałam pracować z ludźmi, pomagać. Mimo różnych wyzwań, w mojej pracy jest wiele momentów satysfakcji, kiedy widzi się wpływ na życie innych. Kiedy widać, że czyjś los może potoczyć się lepiej tylko dzięki temu, że mu pomogliśmy. Sama nieraz doświadczyłam wiele dobra od ludzi. Nigdy nie patrzę na to, jaki ktoś ma kolor skóry, wyznanie, czy jest stary, czy młody, czy jest Polakiem, Ukraińcem, czy jest innej narodowości. Uważam, że każdemu trzeba pomóc.
Zawsze takie zasady wyznawałam. Po prostu chcę spokojnie patrzeć w lustro i wiedzieć, że robię to, co mogę. Wierzę w to, że ludzie zachowaliby się też tak również wobec mnie. Nigdy nie wiem, czy jutro nie dostanę udaru i czy nie będę potrzebowała czyjejś pomocy.
Polityka społeczna
Uchodźcy i migranci
DPS
NFZ
opieka medyczna
pomoc społeczna
Pomóżmy Ukraińcom
uchodźcy z Ukrainy
ustawa wygaszająca pomoc obywatelom Ukrainy
wojna w Ukrainie
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze