0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkielo...

Czy po katastrofie odrzańskiej partie zaczęły dostrzegać rzeki? Czy woda w programach wyborczych zajmuje istotne miejsce? Kto chce żeglugi, a kto stawia na naturę? Czy ktoś jeszcze pamięta o suszy?

Na te wszystkie pytania odpowiadamy z autorem bloga Świat Wody, doktorem Sebastianem Szklarkiem z Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii Polskiej Akademii Nauk.

Razem z ekspertem czytamy programy wyborcze, z których wynika, że:

  • Prawo i Sprawiedliwość oraz Konfederacja chcą stawiać na żeglugę;
  • niemal wszystkie komitety obiecują polepszenie monitoringu jakości wód;
  • Koalicja Obywatelska ogłasza plan „Czysta Odra”;
  • Nowa Lewica i Polska 2050 są za renaturyzacją rzek, czyli za przywracaniem im naturalnego biegu;
  • PSL, a także PiS chcą zwalczać suszę zbiornikami retencyjnymi;
  • KO chce natomiast zadbać o zatrzymywanie wody w krajobrazie – w czym zgadza się z Nową Lewicą.

OKO.press analizuje programy wyborcze partii. Więcej informacji znajdziesz TUTAJ

Woda w programach wyborczych. Rok masowej po śmierci ryb

Katarzyna Kojzar, OKO.press: Kiedy rok temu w Odrze masowo umierały ryby, a rząd nie radził sobie z kryzysem, myślałam, że to może być istotny element zbliżającej się kampanii. Tak się nie stało, o Odrze i rzekach przed wyborami mało kto pamięta. Woda w programach wyborczych nie jest szczególnie istotnym tematem.

Dr Sebastian Szklarek: Też się spodziewałem, że ta sytuacja na Odrze zmotywuje chociaż część komitetów do innego spojrzenia na problemy rzek. Tak się rzeczywiście nie stało – w programach wyborczych są co prawda pojedyncze wzmianki o rzekach, ale po ich przeczytaniu czuję duży niedosyt.

Choć może powinniśmy popatrzeć na to inaczej: że to jednak pozytywne zjawisko, bo jakość wód i rzeki zostały jakkolwiek dostrzeżone.

Pamiętam poprzednią kampanię, kiedy wszyscy skupili się na suszy i proponowali jakieś rozwiązania, jak z tą suszą sobie radzić. Teraz pojawił się temat Odry i jeśli w programach już jest jakaś wzmianka o jakości wód, najczęstszym hasłem jest lepszy monitoring. Większość komitetów to powtarza, ale sam monitoring rzek nie oczyści. To nie rozwiązuje problemu.

PiS nie rezygnuje z żeglugowych marzeń

Monitoring obiecuje PiS w swoim 300-stronicowym programie wyborczym. Odra pojawia się jednak przede wszystkim w kontekście żeglugi i stworzenia międzynarodowej drogi wodnej. Partia rządząca ma jakikolwiek pomysł na poprawę jakości wód?

Rzeczywiście, PiS skupia się na żegludze i suszy, a monitoring jakości wód dorzuca jakby przy okazji. Oprócz tego PiS przywołuje „program rewitalizacji Odry”, czyli specustawę odrzańską, która miała być przygotowana właśnie po to, żeby zapobiegać przyszłej katastrofie. Program będzie jednak służył rozwojowi żeglugi. Mamy w nim rozwiązania w dobrym kierunku, jak zwiększenie opłaty za odprowadzanie solanek czy wymuszenie wstrzymania zrzutu zasolonej wody, kiedy jest susza. Są tam takie jaskółki, rozwiązania w dobrym kierunku, ale zostały przykryte listą inwestycji na rzece, które mają ułatwić zarządzanie wodą i żeglugę po Odrze. To dla PiS-u jest wyraźnym priorytetem. Jakość wody w rzece schodzi na dalszy plan (w programie wyborczym nie ma ani słowa o tych jaskółkach) – mimo zapowiedzi różnych urzędników różnego szczebla.

Mamy zarówno w specustawie odrzańskiej, jak i programie PiS, zapowiedź konkretnych inwestycji: w tym stopnie wodne w Lubiążu i Ścinawie, obydwa na Dolnym Śląsku. Jak budowa stopni wodnych wpływa na jakość wody w rzece?

Budując przegrody na rzece, zamieniamy rzekę w zbiornik wodny. Każde spowolnienie przepływu, czy spowodowanie, że woda stoi, sprzyja zakwitom.

Przeczytaj także:

Widzimy to na Odrze w tym roku: złota alga rozwijała się najlepiej tam, gdzie woda stoi. To były starorzecza łączące się z zasoloną Odrą i Kanał Gliwicki. Budowanie kolejnych zbiorników to zapraszanie takich organizmów: robimy wam warunki do zakwitu.

Czysta Odra. I co dalej?

Odrę mamy też w programach Koalicji Obywatelskiej. Jednym zdaniem, ale jest.

KO ma w 100 konkretach program rewitalizacji rzeki „Czysta Odra”. Nic więcej tam nie ma, tylko rzucone krótkie hasło. Trudno mi nawet wyobrazić sobie, co KO planuje w tym programie. Szczególnie że Platforma Obywatelska ma za sobą głosowania, w których opowiedziała się wbrew przyrodzie. Pamiętam głosowanie z 2016 roku w sprawie przekopu Mierzei Wiślanej. Zdecydowana większość Platformy Obywatelskiej poparła inwestycję.

Przejdźmy więc do Nowej Lewicy. Co proponuje w sprawie wód?

Jest krótko i konkretnie. Poza monitoringiem jakości wód, który proponują wszyscy, Lewica jako jedna z niewielu pisze o powiązaniu jakości z ilością, czyli bilansowaniu zrzutu zanieczyszczeń względem stanu wody. Nowa Lewica wyraźnie wskazuje też na problem rolnictwa i zanieczyszczeń rolniczych, które trafiają do wód.

Widać tutaj też odwrotność tego, co o rzekach mówi PiS i Konfederacja. Obie partie widzą w nich przede wszystkim potencjał żeglugowy, a Lewica pisze o renaturyzacji.

W programie wpisano stworzenie Krajowej Strategii Renaturyzacji, co jest dobrym sygnałem, choć znowu – nie wiemy, co znalazłoby się w konkretach. Ale cieszę się, że ma być to krajowy program, a nie tylko dotyczący Odry. Koalicja Obywatelska skupia się na „Czystej Odrze”, a co z pozostałymi rzekami? Możliwe, że w szerszym programie znalazłoby się wyjaśnienie.

Mamy jednak 100 konkretów na 100 dni rządów i nie wiemy, co będzie działo się dalej.

Kadencja jest przecież znacznie dłuższa.

Woda w programach wyborczych PSL i Polski 2050

Dalej mamy Polskę 2050, która wchodziła na arenę polityczną jak proekologiczna partia skupiona na kwestiach środowiskowych. Tylko czy po koalicji z PSL i utworzeniu Trzeciej Drogi udało im się to utrzymać?

Długo szukałem informacji o pomysłach wodnych Trzeciej Drogi i nie znalazłem. W punktach wspólnych koalicji nie ma żadnych propozycji dotyczących wód. Natomiast dopiero jak wejdzie się na stronę tych dwóch komitetów, czyli osobno na PSL i osobno na Polskę 2050, to te wątki wodne można odszukać.

Polska 2050 postuluje monitoring wód i zapobieganie nielegalnym zrzutom ścieków. To postulaty słuszne, ale wymieniane też przez inne komitety, a żaden z nich nie zwraca uwagi na legalne zrzuty ścieków oczyszczonych, które mają zbyt łagodne normy jakości – w tym na przykład odwodnienia z kopalni. W przypadku Odry zakwit złotej algi został spowodowany jakością wody, na którą wpływają przede wszystkim legalne zrzuty i zbyt wysokie dopuszczalne ilości zanieczyszczeń.

Polska 2050 ma tych pomysłów więcej. W opublikowanym 1 października programie czytamy również o renaturyzacji rzek, reformie Wód Polskich, małej retencji i przeniesieniu nadzoru nad rzekami z resortu infrastruktury do resortu środowiska. Jak ocenia pan te pomysły?

I tu znów można odpowiedzieć pytaniem: co się kryje pod tymi hasłami? Renaturyzacja – jakimi metodami? Nie chciałbym tu demonizować komitetów wyborczych, ale jak rzucają hasłami renaturyzacji rzek, to skąd wyborca ma wiedzieć, czy nie skończy się jak z rewitalizacją miejskich placów, które masowo betonowano? Podobnie, jeśli chodzi o reformę Wód Polskich – nie wiemy, jaki mają na to plan. Mała retencja i zmiana resortu odpowiedzialnego za gospodarkę wodną to słuszne postulaty.

Monitoring jakości wód do poprawy

Co w sprawie rzek proponują Bezpartyjni Samorządowcy?

Podobnie jak większość komitetów: monitoring wód. Ale dla mnie – jako praktyka – ten monitoring został dobrze rozpisany. Powiązali go z konkretnymi parametrami, które chcą mierzyć, ze źródłami zanieczyszczenia. Można powiedzieć, że przy okazji programu edukują.

Skoro wszyscy chcą zmieniać sposób monitorowania jakości wód, to jak ten monitoring wygląda teraz?

Stacje monitoringu, które już działają w polskich rzekach, pokazują te same dane, które były zbierane przez lata przez Generalną Inspekcję Ochrony Środowiska – temperaturę, poziom tlenu rozpuszczonego i poziom przewodności [jeśli jest wysoki, to znaczy, że woda jest zasolona – red.]. To jest monitoring do oceny jakości wód i stanu rzek, który jest wymagany dyrektywą wodną. W nowych stacjach będzie trochę więcej danych, pomiary będą wykonywane z większą częstotliwością, co pozwoli na lepszą analizę jakości z przepływem. To znaczy, że będziemy mogli wyciągać jakieś wnioski odnośnie do sezonowej i rocznej zmienności.

Natomiast problemu jakości wód to nie rozwiązuje. Bo jeśli zaobserwujemy w danych jakiś skok jednego z parametrów, to będziemy wiedzieć, że doszło do zrzutu ścieków – ale nie będziemy wiedzieć, kto te ścieki zrzucił. Będzie takie samo szukanie winnego, jak podczas katastrofy, kiedy rząd wyznaczył milion złotych nagrody za znalezienie sprawcy. Miliona nikt nie dostał.

Potrzebujemy również realnego monitoringu przy legalnych źródłach zanieczyszczeń – a nie takiego, że raz na dwa miesiące, czy nawet rzadziej, przyjeżdża próbkobiorca i pobiera próbki. A wcześniej zapowiada, że przyjedzie. Liczne doniesienia z kraju pokazują, że wieczorami, czy weekendami są zrzucane nadmiarowe ścieki, bo wtedy nikt nie przyjedzie i skontroluje. Kiedy po takim zrzucie przyjeżdża inspekcja, to już jest dawno po fakcie i wyniki niczego nie pokazują. To zdecydowanie powinno się zmienić.

Złota alga nie wróciła? To nieprawda

Jednocześnie ktoś może powiedzieć, że w tym roku katastrofa nie przybrała takich rozmiarów, jak w 2022 roku, więc może to, co mamy teraz, działa. Co można na taki argument odpowiedzieć?

To jest po prostu przyroda. Zakwit nie będzie co roku taki sam, bo mamy tutaj wiele czynników: opady w danym roku, temperatura wody, przepływy. Poza tym, w ubiegłym roku zginęło bardzo wiele organizmów w rzece. Nie ma realnej możliwości, żeby rok później zginęło ich równie wiele.

Ale ten rok pokazał, jak przewidywało wielu ekspertów, że problem nie zniknął. Złota alga zakwitła również tego lata – choć rzeczywiście mogliśmy to obserwować przede wszystkim w zasolonych starorzeczach i Kanale Gliwickim, z którego w czerwcu i wrześniu wyłowiono ponad 1 200 kg martwych ryb łącznie.

Woda w programach wyborczych: nie tylko rzeki

Powiedział pan na początku naszej rozmowy, że w poprzedniej kampanii każdy chciał walczyć z suszą. A jak jest teraz? Ktoś proponuje rozwiązania przeciwko suszy?

Często w programach powtarza się budowa zbiorników retencyjnych, ale mało zwraca się uwagę na utrzymywanie wody w krajobrazie. Nawet PSL, który jest najbliżej rolnictwa, proponuje budowę zbiorników. Co prawda mniejszych, rozproszonych, ale nadal budowanych na rzekach.

Budowa zbiorników na rzekach daje złudne poczucie kontroli poziomu wody i suszy rzecznej.

Tymczasem potrzebujemy zatrzymywania wody w krajobrazie, rozwiązań niekoniecznie technologicznych.

To znalazło się programie Koalicji Obywatelskiej. W 100 konkretach jest napisane: „Zapewnimy czystą i tanią wodę do produkcji rolnej, pozostawimy na budowę lokalnych systemów zatrzymujących wodę w glebie. Rolnik ma prawo skorzystać z wody, która spadnie na jego grunt”.

Tak, to jest dobry kierunek. Konieczna jest moim zdaniem edukacja rolników, żeby pokazać im, jakie rozwiązanie są dostępne. Uświadomić, że jeśli część swojego pola poświęcą na teren zalewowy, to rzeczywiście areał się zmniejszy, ale zmniejszy się też problem suszy. Nie tylko na twoim polu, ale i u sąsiada.

Odtwarzanie mokradeł, renaturyzacja rzek, zatrzymywanie wody deszczowej – to wszystko są dobre, naturalne sposoby, które można oczywiście wzmocnić technologią.

Ale dopiero w drugiej kolejności.

Co ze ściekami?

Jest jeszcze jeden wodny aspekt poruszany w programach wyborczych: sieć wodno-kanalizacyjna. PiS obiecuje jej rozbudowę, chce też wspierać przydomowe oczyszczalnie ścieków.

To i tak się musi dziać, bo rozbudowy sieci wymaga od nas Unia Europejska. Od lat, w ramach Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych, jest to w Polsce realizowane. Temat trzeba dopiąć, zadbać, żeby we wszystkich aglomeracjach ścieki były odpowiednio odprowadzane. Trzeba za to skupić się na terenach wiejskich lub podmiejskich, gdzie zabudowa jest bardziej rozproszona, a obszary te obsługują mniejsze oczyszczalnie ścieków (około połowy ich łącznej liczby), szamba lub przydomowe oczyszczalnie. To jednocześnie źródła punktowych zanieczyszczeń, jak i większych, tych rozproszonych.

To znaczy?

Rozproszone zanieczyszczenia to wszystkie zanieczyszczenia, które dostają się do wód przez m.in. wymywanie z powierzchni, spływy z pola rolniczego, ale też spływy z terenów zabudowanych poprzez kanalizację deszczową. Do tego dochodzą szamba, które często są nieszczelne, albo oczyszczalnie przydomowe, które wiele osób ma i uważa, że one same sobie radzą, a zapomina o tym, że taką instalację trzeba kontrolować i dostarczać do niej regularnie bakterie.

Zanieczyszczenia z szamb i takich oczyszczalni trafiają do gleby, później do wód podziemnych i dalej do rzek.

Barka dostosowana do rzeki – a nie na odwrót

Czego według pana brakuje w tych programach? O czym komitety zapomniały?

O kontroli zanieczyszczeń u źródła, o realnym monitoringu jakości odprowadzanych ścieków, ciągłym i dostępnym online. Brakuje patrzenia na zasoby wody nie w obrębie granic samorządowych czy wojewódzkich, tylko granic zlewni. Mówiąc prościej: brakuje szerszego podejścia.

Razi mnie podejście PiS i Konfederacji, skupione na żegludze i małej energetyce wodnej. Mówienie, że chcemy z Odry i Wisły robić Ren albo Jangcy, gdzie barki pływają tam i z powrotem, jest opowiadaniem bajek. Ren i Jangcy to są rzeki zasilane lodowcami, które jeszcze istnieją. Mimo tego już mają problem z poziomami wody.

Tymczasem my, na znacznie mniejszych rzekach, chcemy puszczać wielkie barki. To nierealne.

Jeśli mielibyśmy wzmacniać żeglugę, to jedynie dostosowując jednostki do naszych rzek – a nie odwrotnie. Upieranie się przy tworzeniu wielkich wodnych autostrad spowoduje duże szkody dla środowiska i miliardy złotych wyrzuconych w błoto.

;

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze