Po wybuchu wojny w Iranie sprzedaż samochodów elektrycznych w Europie wzrosła niemal o trzy czwarte. Kto już wcześniej zainwestował w elektryfikację transportu, ten zaoszczędził miliardy.
„Kryzys energetyczny przyspiesza przejście na samochody elektryczne o wiele bardziej niż jakiekolwiek przesłanie dotyczące zmiany klimatu. Ostatecznie, chodzi o to, co uderza w naszą kieszeń – a wojna z Iranem uderza w nią natychmiast” – mówi Lawrence Loh, kierownik Centrum Zarządzania i Zrównoważonego Rozwoju na Narodowym Uniwersytecie Singapuru (NUS).
Jak podaje Benchmark Mineral Intelligence, brytyjska firma analityczna z sektora baterii i magazynów energii, w marcu na całym świecie sprzedano 1,75 mln samochodów elektrycznych (w tym hybryd i plug-in). To aż o 66 proc. więcej niż miesiąc wcześniej.
Czy to wyłącznie efekt wojny? Z pewnością nie. Chociażby dlatego, że w lutym sprzedaż pojazdów elektrycznych (EV) na największym rynku na świecie była znacznie mniejsza ze względu na Chiński Nowy Rok, który powoduje olbrzymie migracje ludzi. Fabryki są zamykane nawet na kilka tygodni, a ludzie wracają w rodzinne strony i skupiają się na mniejszych, bardziej konsumpcyjnych zakupach. Decyzje o ważniejszych wydatkach — jak np. zakupie samochodu — są odkładane na „po świętach”.
Niemniej wojna na Bliskim Wschodzie wysłała wyraźny sygnał: poleganie na imporcie paliw w czasach rosnących geopolitycznych napięć to igranie z nieprzewidywalnym i kosztownym ogniem.
Sygnał został odebrany. I możliwe, że globalny transport zmieni już na zawsze.
Wspomniane Benchmark Mineral scala dane z wielu rynków i producentów, patrząc z perspektywy łańcucha dostaw baterii.
I tak z analizy firmy wynika, że w marcu zdecydowanie największy wzrost sprzedaży miesiąc do miesiąca odnotowano w Europie. Wyniósł aż 72 proc. miesiąc do miesiąca i 37 proc. rok do roku. W rezultacie w pierwszym pełnym miesiącu wojny w Iranie po raz pierwszy w historii w Europie sprzedano ponad pół miliona sztuk aut elektrycznych (w tym hybryd i plug-in).
Podobne dane wyłaniają się też z analizy New AutoMotive i E-Mobility Europe, w której przyjrzano się sprzedaży aut wyłącznie elektrycznych na 15 kluczowych rynkach w Europie. Najważniejszy wniosek? W marcu sprzedaż rok do roku wzrosła o 51 proc., a w całym pierwszym kwartale 2026 – o jedną trzecią.
„Marcowy wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych to jeden z największych ostatnich sukcesów Europy w zakresie bezpieczeństwa energetycznego. Na głównych rynkach UE sprzedaż pojazdów elektrycznych rośnie w tempie przekraczającym 40 proc., co stanowi wyraźną zmianę, a nie statystyczny szum” – komentuje Chris Heron, szef E-Mobility Europe.
Co ważne, boom napędzała nie tylko wojna w Iranie, ale i różne programy wprowadzane przez rządy – zwłaszcza dopłaty do zakupu pojazdów elektrycznych. Część z nich, jak np. 6 tys. euro dopłaty w Niemczech, weszła w życie jeszcze przed atakiem Izraela i USA na Iran. Większość powstała jednak jako odpowiedź na konflikt i chęć zmniejszenia zależności od importu paliw.
W efekcie rekordy sprzedaży padły w wielu krajach, w tym m.in. Austrii, Belgii, Portugalii i Hiszpanii. Prym wiodą zwłaszcza kraje skandynawskie – w marcu już 98 proc. aut sprzedawanych w Norwegii to samochody elektryczne, w Danii 76 proc., a w Finlandii – blisko 50 proc.
Rekordowe wzrosty odnotowano także w państwach słynących z produkcji samochodów spalinowych, czyli Niemczech, Francji i Włoszech. Z danych New AutoMotive i EMobility Europe wynika, że w marcu kraje te odnotowały wzrosty sprzedaży (rok do roku) odpowiednio o 42, 50 i 65 proc. W Niemczech i Francji już co czwarty sprzedawany nowy samochód był w pełni elektryczny, a we Włoszech, które transformacji opierały się najdłużej, blisko co dziesiąty.
„Te liczby mówią historię nie tylko o rynku samochodowym. Każdy zarejestrowany pojazd elektryczny oznacza, że Europa jest mniej zależna od importowanej ropy. W czasie, gdy bezpieczeństwo energetyczne znalazło się na szczycie politycznej agendy, transformacja na pojazdy elektryczne przynosi realną i mierzalną odporność” – komentuje Ben Nelmes, prezes New Automotive. „Tempo zmian, które obserwujemy obecnie na głównych rynkach europejskich – w tym w krajach takich jak Włochy i Polska, które zaczęły wolniej – sugeruje, że transformacja weszła w nową fazę”.
Rządowy program dopłat „NaszEAuto” sprawił, że w grudniu nawet co piąty sprzedawany w Polsce pojazd był elektryczny. W skali całego roku zarejestrowano rekordowe 43 tys. elektryków, czyli ponad 160 proc. więcej niż rok wcześniej. Dzięki temu ich udział w ogólnej sprzedaży aut wzrósł z 3 do 7,2 proc.
Na rządowy program dopłat przekazano w sumie 1,2 mld zł. Niedawno Ministerstwo Kimatu i Środowiska sugerowało, że jego budżet być może uda się zwiększyć o 100-300 mln zł. Na przesunięcie dodatkowych pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy nie zgodził się jednak minister finansów. Pieniądze z KPO mają zamiast tego wesprzeć inne projekty z sektora transportu, np. zakup autobusów elektrycznych przez samorządy.
Gdy dopłaty się skończyły, liczba nowych rejestracji spadła znacząco, bo o połowę. Że spadek będzie wyraźny, można było zakładać w ciemno, bo to klasyczna historia przy zamykaniu rządowego wsparcia. Choć z tego powodu w mediach nie brakowało opinii o załamaniu sprzedaży, rzeczywistość nie wydaje się jednak aż tak ponura.
Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego i Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności prowadzą od 2018 roku Licznik Elektromobilności. Wynika z niego, że w pierwszym kwartale 2026 sprzedano prawie 26 tys. samochodów w pełni lub w części elektrycznych. To o 73 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej, kiedy sprzedano ich niemal 15 tys.
„Na pewno jednak znaczna część osób, które nabyły samochód elektryczny w ostatnich tygodniach, liczy na uzyskanie dotacji, szczególnie po zapowiedziach dotyczących podwyższenia budżetu programu. Dziś wiemy już, że transfer dodatkowych środków nie nastąpi” – podkreśla Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz w PSNM.
Z drugiej warto zwrócić uwagę, że 60 proc. kupionych w tym roku przez Polaków pojazdów elektrycznych to hybrydy lub hybrydy plug-in, podczas gdy NaszEAuto wspierało zakup aut w pełni elektrycznych. Jak więc widać, ludzie zaczynają dostrzegać alternatywy już bez względu na rządowe dopłaty.
A wpływa na to nie tylko kryzys paliwowy czy większa atrakcyjność cenowa „elektryków”, lecz również rozwijająca się infrastruktura. W 2025 liczba nowo uruchomionych punktów ładowania wzdłuż sieci TEN-T (kluczowych dla europejskiego transportu dróg i obiektów) przekroczyła 550. Była więc ponad dwukrotnie większa niż rok wcześniej.
Znacznie przyspieszyła również rozbudowa wielostanowiskowych hubów, czyli stref, w których funkcjonują co najmniej cztery punkty ładowania o mocy przekraczającej 150 kW. „Kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce mają już do dyspozycji 95 hubów obejmujących łącznie 638 punktów. Dla porównania, pod koniec grudnia roku 2024 liczba takich lokalizacji nie przekraczała 30” – wylicza Wiśniewski.
Eksperci podkreślają, jak ważną rolę w transformacji transportu odgrywają rządy. I to nie tylko pod kątem wspierania rozwoju odpowiedniej infrastruktury (np. ładowania), lecz również jako podmiot tworzący zachęty finansowe. Tymczasem jak wynika z raportu Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA), tylko jeden kraj w UE – Łotwa – nie zainterweniował w sektorze transportu po wybuchu wojny w Iranie.
Według ACEA kraje europejskie oferują różne rodzaje zachęt:
„Gdy rządy podejmują działania, efekty są natychmiastowe" – komentuje ACEA dla portalu „Euronews Business”, który szczegółowo przyjrzał się wprowadzanym przez rządy inicjatywom.
I tak np. Francja po wybuchu wojny w Iranie wprowadziła dopłaty do „elektryków” na poziomie od 3,5 tys. euro dla bogatszych obywateli do 5,7 tys. dla biedniejszych. Do tego istnieje tam program leasingu społecznego. Mogą z niego skorzystać gospodarstwa domowe o niższych dochodach, których członkowie muszą dojeżdżać do pracy co najmniej 15 km. Francja postanowiła też podwoić wydatki na elektryfikację gospodarki do 2030 roku, zwiększając pulę pieniędzy z 5,5 do 10 mld euro rocznie. Dzięki temu w 2030 roku dwa na trzy nowe sprzedawane pojazdy mają być elektryczne.
Wśród państw z największymi dopłaty do zakupu aut elektrycznych są Włochy. Dofinansowanie może wynieść tam do 11 tys. euro. Na Cyprze niektóre grupy społeczne mogą liczyć nawet na 20 tys. euro dotacji. Po kilka tysięcy oferują zaś m.in. wspomniane Niemcy i Francja, a także Słowenia, Malta, Hiszpania i Portugalia.
Z kolei z podatków i opłat od pojazdów elektrycznych są zwolnieni ich posiadacze m.in. w Bułgarii, Portugalii, Grecji, Węgrzech i na Cyprze, Włoszech i Niemczech.
Według ACEA zachęty obniżają barierę wejścia, budują zaufanie i umożliwiają czystą mobilność większej liczbie grup społeczeństwa. „Przystępność cenowa jest fundamentem transformacji: bez niej nawet najlepsza infrastruktura i najszerszy zakres modeli nie są w stanie sprostać masowemu zapotrzebowaniu rynkowemu" – tłumaczy rzecznik organizacji w rozmowie z „Euronews Business”.
Ale wojna w Iranie uderzyła nie tylko w europejskich kierowców. W największym stopniu wywołany przez nią kryzys paliwowy odczuwają państwa azjatyckie. Bo nie dość, że zazwyczaj mają o wiele mniej pieniędzy na radzenie sobie z kryzysem niż bogata Europa, to jeszcze ich uzależnienie od importu paliw z Bliskiego Wschodu jest znacznie większe.
Uwagę na to zwrócił m.in. Ember, czołowy światowy think tank w zakresie energetyki. Organizacja w niedawnej analizie pisze, że podczas gdy atak Rosji na Ukrainę w 2022 roku dotknął z perspektywy paliw głównie Europę i gazu, tak wojna w Iranie uderza przede wszystkim właśnie w Azję. 80 proc. ropy i 90 proc. LNG (gazu skroplonego), które przepływają przez zablokowaną Cieśninę Ormuz, trafiają na rynki azjatyckie. Zaspokaja to ok. 40 proc. popytu Azji na ropę i ponad 25 proc. popytu na LNG.
„Dla Azji jest to »moment Ukrainy«” – mówi wprost Dan Walter, szef Ember.
To właśnie dlatego ogromny wzrost zainteresowania pojazdami elektrycznymi widać też na tym kontynencie. Jak informuje „Al Jazeera”, w marcu ich sprzedaż wzrosła w Japonii niemal trzykrotnie, w Korei Płd. o 170 proc., a w Wietnamie lokalna marka Vinfrast odnotowała wzrost o 127 proc. (wszystkie zmiany rok do roku).
Z kolei w położonej niedaleko Australii sprzedaż samochodów elektrycznych w marcu 2026 roku była na poziomie o 89 proc. wyższym niż w marcu 2025. W Nowej Zelandii – o… 263 proc. wyższym. „Pod koniec lutego kraj ten odnotował wzrost sprzedaży o 20 proc. w skali roku, jednak po marcu tempo wzrostu wynosi obecnie ponad 100 proc. w porównaniu z rokiem 2025” – informuje Benchmark Mineral.
Teoretycznie tezę o przesiadaniu się kierowców z aut spalinowych na elektryczne można obalić bardzo łatwo. Ten sam Benchmark Mineral w tym samym opracowaniu informuje, że w pierwszym kwartale 2026 roku sprzedaż pojazdów elektrycznych względem tego samego okresu w 2025 roku spadła na całym świecie o 3 proc.
Trzeba wziąć jednak pod uwagę, gdzie i dlaczego spadła. Jedyne zmiany na minus odnotowano w Chinach (-21 proc.) i Ameryce Północnej (-27 proc.).
W tym pierwszym kraju, jak już jednak wspomnieliśmy, decyzje zakupowe ograniczyły obchody Chińskiego Nowego Roku. Marzec stanowił już ogromne odbicie na rynku, a do tego chińscy producenci odgrywają kluczową rolę w eksporcie „elektryków” w inne części świata. Poza tym mimo wyraźnego spadku Chiny i tak odpowiadały za połowę globalnej sprzedaży w pierwszym kwartale.
Z kolei za spadek w Ameryce Północnej odpowiada polityka Donalda Trumpa, który świadomie sabotuje rozwój ten branży. Obecny prezydent USA zlikwidował m.in. cieszące się dużą popularnością dotacje wprowadzone przez Joe Bidena, a do tego na wiele innych sposobów uderzył w branżę czystych technologii.
Mimo to nawet w USA po ataku na Iran sprzedaż używanych samochodów elektrycznych wzrosła o kilkanaście procent. O skali tego trendu zadecyduje w dużej mierze to, jak długo utrzymają się wysokie ceny paliw. Niedawno, pierwszy raz po wybuchu wojny w Ukrainie, za galon paliwa trzeba było zapłacić ponad 4 dolary.
Warto mieć też na uwadze, że ludzie na całym świecie nie zainteresowali się „elektrykami” dopiero na skutek wojny w Iranie. To trend, który mocno rozwijał się już wcześniej.
Na przykład grudzień 2025 był pierwszym miesiącem w historii, gdy w Europie sprzedano więcej pojazdów w pełni elektrycznych niż tych zasilanych benzyną. Te pierwsze odnotowały rok do roku wzrost o sprzedaży o 51 proc., te drugie – spadek sprzedaży o 19 proc.
Według wspomnianego raportu Ember dzięki przyspieszającej elektryfikacji transportu świat uniknął w 2025 roku konsumpcji 1,7 mln baryłek ropy dziennie. Przy cenach ropy na poziomie 80 dolarów za baryłkę przekłada się to na ogromne oszczędności na imporcie tego surowca. W przypadku Chin to 28 mld dolarów rocznie, a Europy – 8 miliardów. W momencie pisania tego tekstu cena ropy wynosi jednak znacznie więcej, bo 110 dolarów za baryłkę.
Z kolei z analizy BloombergNEF wynika, że transformacja transportu przynosi zmniejszenie zapotrzebowania na ropę o 2,3 mln baryłek dziennie. Dla porównania Cieśniną Ormuz przepływało dziennie… 2,4 mln baryłek.
„Wzrost globalnej sprzedaży miał w tym roku zwolnić, ponieważ Chiny wycofały część subsydiów, Europa porzuciła plany wycofania silników spalinowych do 2035 roku, a USA zrobiły zwrot w kwestii polityki czystych technologii. Jednak gwałtowny wzrost cen paliw, wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie, na nowo wzbudził zainteresowanie pojazdami elektrycznymi” – komentuje Bloomberg.
Gdy pół wieku temu ludzkość mierzyła się z ogromnym kryzysem paliwowym, największą odpowiedzią był zwrot w stronę samochodów mniejszych, a więc i spalających mniej paliwa. Kryzys z 2026 roku również wywołał podobny zwrot – tyle że w stronę pojazdów elektrycznych.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.
Komentarze