Prawa autorskie: AFPAFP
31 października 2022

Rosjanie atakują infrastrukturę krytyczną Ukrainy. Kreml "chce rozmawiać" [250. DZIEŃ WOJNY]

Rosjanie od rana atakują obiekty ukraińskiej infrastruktury krytycznej. Jak wskazują eksperci, naloty związane są z bolesnym ciosem, jaki ukraińska armia zadała Kremlowi w sobotę, gdy bezzałogowe drony trafiły trzy okręty stacjonujące w okolicy Sewastopola

Mieszkańcy stoją w kolejce po wodę przy publicznej pompie w parku w Kijowie 31 października 2022. Fot. Sergei Chuzakov/AFP

Rosjanie od rana atakują pociskami i dronami obiekty ukraińskiego systemu elektroenergetycznego. W całym kraju podniesiony został alarm przeciwlotniczy. Jak podał premier Denys Szmyhal uszkodzeniu uległo 18 budynków w 10 regionach Ukrainy — między innymi w Kijowie, Charkowie, obwodzie czerkaskim, kirowohradzkim, czerniowieckim.

Setki osiedli zostały odcięte od elektryczności. O godzinie 18:00 w Kijowie pozbawionych prądu było ok. 270 tysięcy mieszkań — przekazał burmistrz Witalij Kliczko. Atak spowodował także przerwę w dostawie wody do 80 proc. gospodarstw domowych w mieście (o godzinie 18:00 - 40 proc.), Pracownicy usług komunalnych pracują na miejscu, by jak najszybciej przywrócić dostawy. Kliczko zapowiada, że sytuacja energetyczna w stolicy Ukrainy ustabilizuje się w godzinach 21:00-22:00.

Ukraińskie Siły Powietrzne poinformowały, że zestrzeliły 44 z ponad 50 pocisków wystrzelonych z Morza Kaspijskiego i regionu Rostów w zachodniej Rosji.

„Rosyjskie ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną to terroryzm i próba zamrożenia milionów cywilów” – napisał na Twitterze doradca ukraińskiego MSW Anton Heraszczenko. „Chcą zostawić ludzi bez światła, wody i ścieków — zimą, na mrozie”.

Według ukraińskiej policji krajowej w atakach rannych zostało 13 osób.

Dlaczego atakują

Rosja od 10 października przeprowadza uderzenie rakietowe i dronowe na miasta i obiekty infrastruktury energetycznej Ukrainy. Dość szybko wyłonił się charakterystyczny schemat. Nowsze – i celniejsze – pociski manewrujące uderzają w dość starannie i przemyślnie wybrane ukraińskie elektrownie, sieci energetyczne i stacje przesyłowe, pozbawiając całe regiony kraju dostępu do prądu. Ataki na infrastrukturę energetyczną są niestety skuteczne. Już drugiego dnia po rozpoczęciu rakietowo-dronowej ofensywy powietrznej ukraińskie ministerstwo energetyki poinformowało, że w atakowanym kraju o ok. 30 proc. spadła produkcja prądu.

Cele są dobierane tak, by naprawa zniszczeń trwała jak najdłużej – lub wręcz była niemożliwa bez sprowadzenia trudnych do zastąpienia określonych podzespołów.

W atakach uczestniczą także starsze i mniej celne modele pocisków manewrujących, które wraz z rojami dronów-kamikaze sieją terror nad ukraińskimi miastami. Brak prądu ma stopniowo paraliżować ukraińskie państwo i armię oraz zamieniać w udrękę codzienność Ukrainek i Ukraińców – bo oznacza to nieogrzane domy, brak łączności i dostępu do sieci, czasem wręcz niemożność wezwania karetki czy zrobienia codziennych zakupów. Permanentne ataki rakietowo-dronowe na miasta mają zaś łamać morale walczącego społeczeństwa.

Nowa taktyka rosyjskiej armii zbiegła się w czasie z objęciem dowodzenia przez generała Siergieja Surowikina, nazywanego „rzeźnikiem Syrii”.

Atak na port w Sewastopolu

„Zamiast walczyć na polu bitwy, Rosja walczy z cywilami” – napisał na Twitterze minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba. „Nie usprawiedliwiajcie tych ataków, nazywając je »odpowiedzią«. Rosja to robi, bo wciąż ma rakiety i wolę zabijania Ukraińców”.

Poniedziałkowy atak Rosji ma być związany z sobotnimi wydarzeniami na Morzu Czarnym. Nad ranem 29 października w rosyjską marynarkę wojenną w okolicy krymskiego portu Sewastopol uderzył rój dronów. Według informacji zebranych przez Guardiana trafiono trzy statki, w tym rosyjski okręt flagowy Admirała Makarowa, który został poważnie uszkodzony i najprawdopodobniej unieruchomiony.

Rosyjski gubernator Sewastopola, Michaił Razwożajew, powiedział, że nalot na port był jak dotąd największym nalotem na bazę marynarki wojennej. Ministerstwo obrony w Moskwie poinformowało, że Ukraina użyła dziewięciu dronów powietrznych i siedmiu morskich, z których kilka zostało przechwyconych i poddanych analizie.

Choć rząd ukraiński nie przyznaje się wprost do odpowiedzialności za sobotni atak, urzędnicy niedwuznacznie to sugerują. "Bez paniki. Po prostu wyłączcie kamery w Sewastopolu i wszystkich innych okupowanych terytoriach.Po »negatywnej ofensywie« do granic z 1991 r., powiedz swoim ludziom, że »wygrałeś« wojnę. A »Flota Czarnomorska« właśnie odpłynęła..." - napisał na Twitterze doradca prezydenta Zełenskiego, Mychajło Podolak.

View post on Twitter

Jak podaje New York Times, drony morskie były jednym z przedmiotów wysyłanych przez kraje zachodnie do Ukrainy. Stany Zjednoczone po raz pierwszy powiedziały w kwietniu, że dostarczą nieokreśloną liczbę bezzałogowych okrętów nawodnych ze swoich zapasów marynarki wojennej, które zostaną wykorzystane do tego, co rzecznik Pentagonu, John Kirby, określił jako "różnorodne misje obrony wybrzeża". Amerykańscy urzędnicy anonimowo zapewniali jednak w niedzielę, że USA nie pomogły w ataku na Sewastopol ani nie dostarczyły Ukrainie informacji wywiadowczych do jego przeprowadzenia.

Rosja w odwecie wycofuje się z umowy zbożowej

Jeszcze w sobotę Kreml poinformował za pośrednictwem agencji TASS, że Rosja zawiesza „uczestnictwo w realizacji umów o eksporcie produktów rolnych z ukraińskich portów”. Umowa zawarta przy wsparciu ONZ pozwalała Ukrainie na wznowienie eksportu zboża z portów Morza Czarnego bez obaw, że statki będą obiektem ataków. Rosji zaś pozwalała na eksport żywności i nawozów. Jak twierdzi ukraińskie Ministerstwo Infrastruktury, porozumienie miało charakter humanitarny. Od 1 sierpnia, gdy zaczęło obowiązywać, Ukraina wyeksportowała 9 mln ton zboża, w tym 190 000 ton pszenicy do krajów w Afryce i na Bliskim Wschodzie zagrożonych głodem.

Pomimo wycofania się z umowy przez Rosję w poniedziałek 31 października z Ukrainy wypłynęło dwanaście statków ze zbożem.

Według ukraińskiego ministra infrastruktury, dwanaście statków eksportujących zboże wypłynęło dziś z Ukrainy, pomimo wycofania się Rosji z zawartej między Turcją a ONZ umowy o zboże. Ich inspekcji dokonały delegacje ONZ i Turcji. Dziś rano w przemówieniu prezydent Recep Tayyip Erdoğan potwierdził, że Turcja "będzie wspierać umowę zbożową, pomimo wahania Rosji".

Propaganda Kremla: Ukraina się załamie, gdy zniszczymy 60 proc. infrastruktury

Dla rosyjskiej propagandy atak podwodnych dronów na Sewastopol jest dużym problemem. Uparcie od soboty nazywa atak na rosyjską flotę “aktem terroru” - mimo że w warunkach wojny, wywołanej zresztą przez Rosję, strzelające do Ukrainy okręty są po prostu celem wojskowym (przez wiele dni rosyjska telewizja pokazywała zresztą z dumą, jak z rosyjskich okrętów floty sewastopolskiej odpalane są rakiety dalekiego zasięgu uderzające w infrastrukturę cywilną Ukrainy).

Propaganda próbuje też bagatelizować skutki ataku na port w Sewastopolu, bowiem nie da się tego pogodzić z narracją, że Rosja ma najwspanialszą i najnowocześniejszą broń na świecie. Takiej armii nie może przecież zaatakować jakaś tam Ukraina.

Oficjalnie więc rosyjski MON ogłosił, że za atakami stali “brytyjscy eksperci”, bo tylko Brytyjczycy mają jednostki bojowe zdolne do tego typu działań. Poza tym “wszystkie drony zostały zniszczone” przez znakomitą rosyjską obronne, a uszkodzenia okrętów są minimalne.

Jednak — i tu następuje zwrot w narracji — trafione zostały jednostki, które miały “zapewniać bezpieczeństwo eksportu ukraińskiego zboża”, a same ukraińskie drony dotrzeć miały do Sewastopola bezpiecznym korytarzem zbożowym. Stąd miała się wziąć decyzja Putina o zawieszeniu umowy zbożowej. Trzeba jednak pamiętać, że o takiej możliwości Putin mówi od kilku tygodni. Najwyraźniej wierzy, że w taki sposób może naciskać na cały świat, by ograniczył pomoc Ukrainie (po ataku na Most Krymski mówił np., że “jeśli się okaże”, że materiały wybuchowe przetransportowano do Rosji na statku zbożowym, to wypowie umowę — nic takiego się jeszcze nie “okazało”).

Z analizy propagandy rosyjskiej wynika, że Rosja próbuje teraz zwiększyć nacisk na Ukrainę i na Zachód. Oprócz szantażu zbożowego prowadzi ostrzał obiektów cywilnych w Ukrainie.

Telewizyjne “Wiadomości Tygodnia” podały 30 października, że Rosja zniszczyła już 45 proc. infrastruktury energetycznej Ukrainy, a kiedy zniszczy 60 proc., nastąpi całkowite załamanie państwa ukraińskiego.

Po prostu przestanie działać transport i niedostępne będą podstawowe usługi niezbędne do funkcjonowania ludzi. To jednak jest możliwe — UWAGA — tylko jeśli Zachód nie pospieszy z pomocą w odbudowie niszczonej ukraińskiej sieci. Zdaniem autora “Wiadomości Tygodnia”, czołowego propagandysty Kremla Dmitrija Kisielowa, pomoc ta nie nadejdzie, bo Zachód jest sam na krawędzi, a jego gospodarka bliska załamania.

Regularne czytanie rosyjskiej propagandy nauczyło jednak OKO.press, że takie twierdzenie należy czytać odwrotnie: tak naprawdę obecnie to Rosja jest na skraju swoich możliwości. Dlatego wzmaga ataki, licząc, że zdążą przynieść efekty, zanim Rosja nie da rady prowadzić wojny. Tym bardziej, że wojenne pogróżki Moskwy propaganda przekłada od czwartku zapewnieniami o gotowości Putina do rozmów pokojowych.

To bodaj najciekawszy element przekazu Moskwy: w czwartek Putin miał trzyipółgodzinne wystąpienie w tzw. Klubie Wałdajskim. Choć większość czasu poświęcił starym swoim opowieściom o upadku Zachodu i konieczności reorganizacji światowego ładu, to wyraźnie zmiękczał też narrację o Ukrainy i deklarował gotowość do rozmów.

Kreml "chce rozmawiać"

Rzecz w tym, że oferta ta spotkała się z całkowitą obojętnością świata. Propaganda Kremla nie kryje swojego oburzenia: Kisielow tłumaczył widzom, że dzieje się tak dlatego, że “filozoficzny” przekaz Putina jest poza intelektualnym zasięgiem przywódców Zachodu, a mowę Putina powinno się studiować na wszystkich uniwersytetach świata (tak naprawdę był to chaotyczny wywód człowieka nieprzygotowanego intelektualnie do debat, w urzędowym języku ze wtrętami z języka potocznego — ujawniającego horyzont myślowy kogoś, kogo świat ogranicza pytanie “Ja ich, czy oni mnie?”).

W niedzielę propaganda powtórzyła przekaz o chęci rozmów. Szef dyplomacji Siergiej Ławrow nawiązał do kryzysu kubańskiego sprzed 60 lat (kiedy Moskwa próbowała zainstalować tam broń jądrową — ale w wyniku zawartego z USA kompromisu wycofała się z tego). Według szefa rosyjskiego MSZ różnica polega na tym, że w 1962 r. sowiecki przywódca Nikita Chruszczow i prezydent USA John F. Kennedy „odnaleźli siłę, by okazać odpowiedzialność i mądrość”.

„Jeżeli pojawią się realistyczne propozycje, oparte na zasadach równości i wzajemnego poszanowania interesów, mające na celu znalezienie kompromisów i wyważenie interesów wszystkich krajów w tym regionie, jak to zawsze było w przeszłości, sprawy się ułożą” – podkreślił Ławrow. A rzecznik Putina Pieskow ogłosił, że jeśli USA zrozumieją obawy Rosji, to "Władimir Putin i Joe Biden mogą prowadzić rozmowy w celu omówienia gwarancji bezpieczeństwa Rosji”. Oferta Putina dla świata jest ważniejsza w przekazie niż katastrofa w Seulu, mimo że w tratującym się tłumie zginęło tam aż czworo Rosjan (informacja ta zajęła trzy minuty "Wiadomości" w 53. minucie niedzielnego wydania).

Udostępnij:

Agnieszka Jędrzejczyk

historyczka z wykształcenia. Od 1989 r. przez 22 lata redaktorka w Gazecie Wyborczej, potem przez 10 lat urzędniczka, m.in. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara. Od 2021 r. w OKO.press

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne