Prawa autorskie: AFPAFP
29 października 2022

Rosjanie niszczą ukraińską infrastrukturę energetyczną, by zamienić życie cywili w piekło. Czy im się uda?

Rosjanie przed nadchodzącą zimą zamierzają wywołać gigantyczny kryzys humanitarny. Ataki rakietowo-dronowe na infrastrukturę energetyczną i ciepłowniczą Ukrainy wyrządzają coraz większe i coraz trudniejsze do naprawienia szkody

„Proszę was, żebyście nie wracali, musimy przetrwać zimę, sieć energetyczna nie wytrzyma, widzicie co robi z nią Rosja. Jeśli macie możliwość – zostańcie jeszcze na jakiś czas, spędźcie zimę za granicą” – tak brzmiał apel wicepremier Ukrainy Iryny Wereszczuk do ukraińskich uchodźców pozostających na Zachodzie. Wereszczuk sformułowała go we wtorek 25 października.

Apelowała po dwóch tygodniach i jednym dniu od wdrożenia przez Rosjan doktryny nowego głównodowodzącego wojsk inwazyjnych generała Siergieja Surowikina, czyli sukcesywnego niszczenia z pomocą pocisków manewrujących i irańskich dronów-kamikaze Szahid infrastruktury energetycznej i ciepłowniczej Ukrainy.

O tym, jak ten plan jest realizowany, pisaliśmy już szczegółowo w OKO.press. Teraz jednak mamy coraz więcej dowodów na to, że rosyjska rakietowo-dronowa ofensywa powietrzna pozostaje niestety skuteczna.

Ukraińska energetyka wytrzyma nasilone rosyjskie ataki rakietowe i dronowe
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Rosjanie atakują ukraińskie elektrownie i ciepłownie, podstacje energetyczne, stacje przesyłowe i zespoły transformatorów oraz linie wysokiego napięcia. Cele są dobierane tak, by naprawa zniszczeń trwała jak najdłużej – lub wręcz była niemożliwa bez sprowadzenia trudnych do zastąpienia określonych podzespołów.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Będziemy rozbrajać mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I pisać o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

300 ataków w dwa tygodnie

Zajmują się tym wysokiej klasy rosyjscy specjaliści z zakresu inżynierii rakietowej i energetyki. Kolektyw śledczy Bellingcat zidentyfikował już z imienia i nazwiska kilkanaścioro rosyjskich inżynierów wojskowych pracujących w Głównym Centrum Obliczeniowym Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej bezpośrednio odpowiedzialnych za wyznaczanie celów w Ukrainie.

W ramach doktryny Surowikina Rosjanie atakują też te same cele wielokrotnie – po to, by zniweczyć wysiłki ukraińskich energetyków pracujących w ekspresowym tempie nad naprawami zniszczeń.

Uderzającym przykładem były ataki na Lwów w pierwszych dniach po uruchomieniu "doktryny Surowikina". Pierwszego dnia (w poniedziałek 10 października) bez prądu zostało ok. 1,5 mln mieszkańców regionu. Energetycy zdołali się z tym uporać przed upływem doby – ale wówczas nastąpił kolejny atak – na te same i inne obiekty infrastruktury.

Lwów i region znów pogrążyły się w ciemności. Z każdym kolejnym atakiem jest coraz trudniej – przede wszystkim dlatego, że ukraińskim energetykom zaczyna brakować części zamiennych i zapasowych urządzeń umożliwiających wznowienie dostaw energii elektrycznej.

Dodatkowym problemem są też przeciążenia sieci na skutek bieżących ataków. Choć ukraińska sieć energetyczna jest zorganizowana bardzo przemyślnie i ma strukturę pierścieniową otaczającą niemal całą powierzchnię kraju, nie zawsze pozwala to na płynne obchodzenie „wyrw” spowodowanych przez kolejne ataki.

A od 10 do 25 października było tych ataków ponad 300 – mówimy wyłącznie o tych na cele będące elementami ukraińskiej infrastruktury energetycznej.

Dlatego codziennością Ukrainy stają się przerwy w dostawach prądu. I te nagłe – będące skutkiem nowych ataków, i te planowe, ogłaszane z wyprzedzeniem na stronach internetowych ukraińskich operatorów energetycznych, z czasem coraz bardziej uciążliwe dla mieszkańców.

Tylko w czwartek 27 października ukraiński koncern Ukrenerho poinformował o kolejnym zaostrzeniu ograniczeń (obowiązujących już od 11 października) w centralnej części kraju – w tym w obwodach kijowskim, czernihowskim, czerkaskim i żytomierskim. Dotknęło to część Ukrainy zamieszkałą przed wybuchem wojny przez 4 miliony ludzi.

Skutki braku prądu

Brak prądu to nie tylko ciemność i problemy z uruchomieniem kuchenki. Wojenne przerwy w dostawach energii niemal zawsze wiążą się ze znacznym ograniczeniem dostępu do sieci komórkowej i mobilnego internetu – co w warunkach wojennych jest jeszcze większym problemem niż podczas pokoju.

W Ukrainie bez prądu przestaje działać również część systemów wodociągowych. W miastach nie może funkcjonować transport szynowy (uruchamiane są autobusowe linie zastępcze), kolej zaś musiała przerzucić się na korzystanie niemal wyłącznie z lokomotyw spalinowych.

To wszystko dotyczy kraju, który dysponuje bardzo silnym i wydolnym systemem energetycznym. Ukraina w warunkach pokoju ma zdolność do produkowania aż do ok. 50 GW energii elektrycznej (przy czym nominalna moc zainstalowana ukraińskiej energetyki wynosi ok. 55 GW).

Potrzeby kraju nawet w warunkach pokoju były znacząco niższe – co pozwalało Ukrainie na eksportowanie energii. Ukraina eksportowała prąd na Zachód również w trakcie wojny - kraj wstrzymał dostawy sąsiadom dopiero po rozpoczęciu przez Rosjan październikowych zmasowanych ataków.

W trakcie wojny natomiast drastycznie zmalały energetyczne potrzeby samej Ukrainy. O ile we wrześniu 2021 roku Ukraina potrzebowała energii elektrycznej na poziomie ok. 15 GW, o tyle we wrześniu tego roku już tylko 10 GW.

Maksymalne możliwe zapotrzebowanie Ukrainy na energię elektryczną podczas nadchodzącej zimy szacuje się zaś na ok. 20 GW. Ten spadek to oczywiście przede wszystkim wynik ograniczenia na skutek wojny produkcji przemysłowej, po części zaś skutek opuszczenia kraju przez miliony wojennych uchodźców.

Okupacja energii

Teoretycznie jednak można by z tego wysnuwać dość optymistyczne wnioski. Przy 55 GW mocy zainstalowanej Ukraina miała - i nawet wydaje się mieć nadal - ogromny „zapas” energetycznych mocy produkcyjnych, wystarczający z naddatkiem, by pokryć realne zapotrzebowanie kraju na energię elektryczną i to przy uwzględnieniu znacznych strat w infrastrukturze.

Kiedy jednak zaczynamy bliżej przyglądać się sytuacji nieustannie atakowanej pociskami manewrującymi i dronami-kamikaze ukraińskiej energetyki, widzimy to inaczej.

Niebezpiecznie zaczęło to wyglądać jeszcze przed uruchomieniem „doktryny Surowikina”. Straty ukraińskiej energetyki, wynikające z samej okupacji wschodnich i południowych ziem Ukrainy przez Rosjan, przekraczają 10 GW mocy zainstalowanej.

Rosjanie zawłaszczyli przede wszystkim Zaporoską Elektrownię Jądrową – czyli największą elektrownię atomową Europy o mocy zainstalowanej 5,75 GW – całkowicie odłączając ją od ukraińskiej sieci energetycznej.

Pod ich kontrolą znajduje się także wielka elektrownia wodna na Dnieprze w Kachowce, o mocy około 350 MW. Uniemożliwili także pracę co najmniej kilku znajdujących się w pobliżu linii frontu elektrowni węglowych i wodnych w Donbasie. Choć bardzo trudno tu o dokładne dane, możemy szacować wynikającą stąd utratę mocy na poziomie ok. 0,5-1 GW.

Utrata ponad 90 proc. elektrowni wiatrowych

Do tego musimy dodać dalsze poważne straty w OZE. Przeważająca większość ukraińskich farm wiatrowych i znaczna część farm słonecznych znajduje się w okupowanych częściach obwodów chersońskiego i zaporoskiego - ze względu na sprzyjające warunki, czyli bliskość morza i wysokie nasłonecznienie południa Ukrainy. Te instalacje zostały przejęte przez Rosjan i w większości wyłączone. Znaczna część infrastruktury OZE znajdującej się na terenach kontrolowanych przez Ukrainę została zaś zniszczona przez Rosjan atakami rakietowymi i powietrznymi.

W efekcie Ukraina straciła aż 90 proc. mocy elektrowni wiatrowych – co oznacza utratę ok. 1,4 GW mocy zainstalowanej i ok. 30 proc. mocy elektrowni słonecznych – co oznacza utratę kolejnych 1,8 GW.

Razem daje to nie mniej niż 10 GW mocy zainstalowanej, którą Ukraina straciła przynajmniej do czasu odbicia okupowanych terytoriów.

Rosjanie jednak niszczyli – i to konsekwentnie – infrastrukturę energetyczną na terenach kontrolowanych przez Ukrainę już na długo przed wdrożeniem „doktryny Surowikina” – właściwie od pierwszych dni wojny. Wynikające stąd straty mocy sięgały regularnie od ok. 10 do ok. 20 procent całych zdolności produkcyjnych ukraińskiego systemu energetycznego – więc potrafiły obniżać jego wydolność o nawet kolejnych 10 GW.

W ten sposób z 55 GW mocy zainstalowanej zostawało Ukrainie już jedynie 35 GW. To wciąż starczyłoby na zaspokojenie bieżących zimowych potrzeb kraju (szacowanych na 20 GW) jednak już bez tego szerokiego, bezpiecznego „zapasu”, jaki dawałoby Ukrainie zachowanie mocy produkcyjnych sprzed wybuchu wojny.

Uruchomienie „doktryny Surowikina” spowodowało bardzo znaczącą intensyfikację ataków na energetyczną i ciepłowniczą infrastrukturę krytyczną – w realiach, w których próg wytrzymałości ukraińskiego systemu energetycznego został już bardzo mocno obniżony. Obecnie, w momencie, w którym na skutek bieżących ataków moce produkcyjne ukraińskiej energetyki spadają o kolejnych 15, 20 czy nawet 30 procent – a dzieje się tak mniej więcej co drugi dzień - nie byłoby już możliwości, by system sprostał zimowemu zapotrzebowaniu na poziomie 20 GW.

Ratują elektrownie jądrowe

Przed zupełną katastrofą Ukrainę ratuje to, że jej energetyka w dużej mierze opiera się na elektrowniach jądrowych. Oprócz okupowanej przez Rosjan ZEJ, w Ukrainie pracują trzy kolejne elektrownie jądrowe – w Równem, Chmielnickim i w Jużnoukraińsku w obwodzie mikołajowskim – mają one łączną moc zainstalowaną na poziomie ok. 8,5 GW.

Wszystkie pozostają szczęśliwie daleko poza potencjalnym zasięgiem działań ofensywnych rosyjskich wojsk na lądzie – i wciąż można zakładać, że nie będą bezpośrednimi celami ataków. Te trzy elektrownie jądrowe będą stanowiły fundament ukraińskiej energetyki nawet w najtrudniejszych momentach wojny.

Należy jednak pamiętać, że bezpośrednio nad Południowoukraińską Elektrownią Jądrową w Jużnoukraińsku już dwukrotnie przeleciały pociski manewrujące wysłane przez Rosjan na inne cele. Wyznaczenie takiej trasy ich lotu z pewnością nie było przypadkiem czy niechlujstwem – rosyjskie Kalibry celowo skonfigurowano tak, by przeleciały przed kamerami zakładowego monitoringu.

To czytelny terrorystyczny sygnał, że Rosja może w przyszłości pójść dalej. Już teraz zresztą elektrownie jądrowe bywają atakowane w sposób pośredni – przez uderzenia na zasilane przez nie fragmenty sieci przesyłowej. Wymuszało to już kilkakrotnie wyłączanie całych bloków elektrowni jądrowych (przede wszystkim w ZEJ).

Posłuchaj także:

13 października 2022

Ile rakiet ma jeszcze Putin?

Posłuchaj

time

Uderzenia w elektrociepłownie

Nieco w cieniu skutków rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczną pozostają wciąż szkody wyrządzone w infrastrukturze ciepłowniczej.

Trochę niesłusznie – bo na systemach centralnego ogrzewania opiera się praktycznie każde z większych i dużych miast Ukrainy. Elektrociepłownia w Charkowie została bardzo poważnie uszkodzona jeszcze przed rozpoczęciem wdrażania „doktryny Surowikina”. Z kolei elektrociepłownie w Kijowie były celami już wielokrotnych ataków przez ostatnie dwa tygodnie.

Niszczone są również połączenia kolejowe prowadzące do elektrociepłowni i tłocznie gazu ziemnego – których funkcjonowanie jest niezbędne dla działania siłowni gazowych. Skutki mogą być takie, że u progu zimy miejskie systemy centralnego ogrzewania w Ukrainie mogą okazać się niezdatne do użytku. Przy większym mrozie będzie to oznaczało ich długotrwały kolaps – bo niskie temperatury zniszczą wypełnioną nieogrzaną wodą instalację.

Ołeksij Czernyszow, minister rozwoju regionalnego Ukrainy, zadeklarował we wtorek 25 listopada, że w tym momencie 18 z łącznie 24 obwodów (ukraiński odpowiednik województwa) kraju można uznać za gotowe do rozpoczęcia sezonu grzewczego. Jednocześnie jednak zaznaczył, że Rosjanie do tej pory w mniejszym lub większym stopniu zniszczyli, lub uszkodzili, infrastrukturę ciepłowniczą w aż 16 obwodach Ukrainy. Dziś to może być już niestety wstęp do zaplanowanej przez Rosjan na zimę katastrofy humanitarnej.

Posłuchaj także:

Posłuchaj

time

***

Rosyjskie ataki rakietowo-dronowe wymierzone w ukraińską infrastrukturę energetyczną i ciepłowniczą pozostają niestety skuteczne i są narzędziem wywoływania w Ukrainie rozległego kryzysu energetycznego. Jeśli Rosjanie utrzymają nasilenie ataków jeszcze przez kilka tygodni, w miesiącach zimowych ukraińscy cywile w głębi kraju, setki kilometrów od linii frontu, mogą doświadczać kryzysu humanitarnego pod pewnymi względami porównywalnego nawet z tym, który miał miejsce w oblężonym Mariupolu.

Przerwy w dostawach prądu, brak centralnego ogrzewania, problemy z dostępnością bieżącej wody i łącznością mogą w warunkach zimowych zamienić względnie normalne dziś życie mieszkańców wielkich miast Ukrainy w ciągłą walkę o przetrwanie. Dlatego właśnie ataki rakietowo-dronowe ponawiane przez Rosjan w ramach "doktryny Surowikina", to zorganizowana i zaplanowana zbrodnia wojenna wymierzona w miliony cywilnych obywatelek i obywateli Ukrainy.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Witold Głowacki

Dziennikarz, pracował w "Dzienniku" i "Polsce The Times". W Oko.press od 2021 roku. Zajmuje się tematyką polityczną i okołopolityczną.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne