Nominowany do Oscara film „Pan Nikt kontra Putin” to jeden z nielicznych prawdziwych głosów, jakie dochodzą dziś z Rosji. Historia prowincjonalnego nauczyciela odsłania mechanizm wojennej propagandy i pokazuje, jak system wychowuje kolejne pokolenia do posłuszeństwa
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyNa początku było ogłoszenie. W pierwszych tygodniach wojny w Ukrainie zamieściła je w rosyjskim internecie firma medialna, zajmująca się PR-em. „Jak zmieniła się twoja praca z powodu specjalnej operacji wojskowej w Ukrainie?” – brzmiało pytanie. Szukano historii pozytywnych – przykładów lojalności, wsparcia dla rosyjskiej armii, patriotycznego entuzjazmu.
Pasza Talankin, trzydziestokilkuletni pedagog z prowincjonalnego Karabaszu na Uralu, przeczytał ogłoszenie i – jak wspomina – poczuł gniew. Od początku „specjalnej operacji wojskowej”, jak nazywana jest oficjalnie w Rosji agresja na Ukrainę, musiał na polecenie dyrekcji filmować lekcje propagandy i szkolne akademie poparcia dla wojny. Odpisał szczerze, że jego praca zmieniła się dramatycznie: stał się częścią machiny propagandy, co budzi w nim głęboki wstyd.
Pasza nie wiedział, kim są ludzie po drugiej stronie. Ryzykował wiele – za krytykowanie działań wojennych Rosji grożą wysokie kary. Na szczęście jego wiadomość trafiła do kogoś, kto dobrze go rozumiał. I przekazał ją Davidowi Borensteinowi, amerykańsko-duńskiemu dokumentaliście, który w tym samym czasie szukał historii pozwalającej zrozumieć rosyjską perspektywę wojny
Tak zaczęła się historia filmu „Pan Nikt kontra Putin” – jednego z najbardziej niezwykłych projektów dokumentalnych ostatnich lat.
Kiedy Borenstein trafił na Paszę, początkowo myślał o klasycznym dokumencie. Wysłał do Karabaszu operatora, który zaczął kręcić zdjęcia z życia prowincjonalnego nauczyciela.
Szybko jednak okazało się, że najcenniejsze materiały powstają bez ekipy. Pasza znał się na filmowaniu, prowadził wcześniej wideokronikę swojej szkoły. Nagrywał wszystko: występy artystyczne dzieci, zebrania nauczycieli, własne spacery po mieście.
„Za każdym razem, gdy brał kamerę do ręki, był przepełniony emocjami i frustracją. Włączenie kamery było dla niego aktem przemiany. Kiedy oglądałem te nagrania, czułem tę emocję. Szybko zrozumiałem, że nie powinienem próbować reżyserować Paszy” – wspomina reżyser.
Borenstein oddał Paszy inicjatywę. Nieoczekiwanie dla samego siebie nauczyciel stał współautorem filmu, powstającego w całkowitej konspiracji. Materiały wysyłał na bezpieczne serwery, Borenstein oglądał je i montował w Kopenhadze. Kontaktowali się przez zaszyfrowane komunikatory.
We wrześniu 2022 r. Ministerstwo Edukacji Federacji Rosyjskiej wprowadziło do szkolnego programu cotygodniowe zajęcia „Rozmowy o ważnych sprawach”. Pod tym niewinnym tytułem kryły się propagandowe lekcje, mające uzasadnić atak na Ukrainę, wzmacniać patriotyczne uczucia młodzieży i pokazywać obecne wydarzenia z perspektywy Kremla.
Razem z instrukcjami lekcji pojawił się wymóg ich rejestrowania: szkoły miały przesyłać nagrania do ministerstwa, aby potwierdzić, że zajęcia się odbywają, a jednocześnie dostarczyć materiał dla państwowych programów telewizyjnych.
Propaganda w szkołach wpisana była w szeroką kampanię Kremla, w ramach której w całej Rosji na budynkach, samochodach, w oknach prywatnych mieszkań wywieszano znaki „Z” symbolizujące poparcie dla wojny. Cały kraj miał stanąć za swym wodzem. Również dzieci.
Propagandyści z Moskwy nie przewidzieli jednego: że w tym misternie opracowanym planie pojawi się Pani Nikt – sfrustrowany nauczyciel, który pod przykrywką relacji dla centrali zarejestruje kulisy propagandy.
W filmie „Pan Nikt kontra Putin” kamera Paszy pokazuje, jak propaganda wchodzi w szkolną codzienność niemal niezauważalnie – najpierw jako patriotyczny wiersz na akademii i prezentacja o „specjalnej operacji wojskowej”, potem jako stały element planu lekcji. Dzieci recytują patriotyczne strofy, nauczyciele próbują wyjaśniać pojęcia „denazyfikacji” i „demilitaryzacji”, choć mają trudności z wymówieniem tych nowych słów i trzeba powtarzać ujęcia. Na lekcjach wychowania fizycznego ćwiczona jest musztra, na boisku odbywa się konkurs rzucania granatem i ćwiczenia z zakładania opatrunków.
Szkoła nawet nie ukrywa, że wszystko to jest na pokaz. W jednej ze scen nauczycielka rozdaje uczniom kartki z gotowymi odpowiedziami, aby zgodnie z linią państwową interpretowali historię. Dzieci czytają z kartek zdania, które mają brzmieć jak ich własne. Jest wśród nich oczywiście prymus, który zdążył się swojej kwestii nauczyć na pamięć, i teraz klepie o bohaterskiej obronie Kijowa przed faszystami w 1941 roku.
Przykłady podobnej szkolnej propagandy można znaleźć w wielu systemach edukacyjnych. Widzowie przedpremierowego pokazu filmu w warszawskim Kinie Muranów wspominali swoje lekcje patriotyzmu i przysposobienia obronnego w czasach komunizmu.
Różnica polega na tym, że rosyjskie dzieci przyuczane do nienawiści i przemocy za chwilę dorosną i pójdą na front. Palankin i Borenstein pokazują ten proces krok po kroku. Najpierw – spotkania uczniów z najemnikami Grupy Wagnera. Mężczyźni w mundurach pokazują dzieciom broń, miny przeciwpiechotne, opowiadają o froncie. Młodzi chłopcy z fascynacją dotykają karabinów, jeden z nich celuje w kamerzystę. „Nie nagrywaj” – mówi do Paszy nauczycielka, która chyba uświadomiła sobie złowrogi sens tej sceny, ale jest już za późno.
Potem następują pożegnania absolwentów szkoły powołanych do wojska. Podczas imprezy przyjaciele strzygą kolegę na zero. W trakcie strzyżenia psuje się maszynka, chłopak zostaje z połową włosów. Śmiech przeplata się z trwogą.
W końcu – pogrzeb młodego żołnierza z Karabaszu, który z frontu wrócił do domu w cynkowej trumnie. Nie ma obrazu, filmowanie pogrzebów wojskowych w Rosji jest zakazane. Jest tylko zapis dźwięku. Słychać rozdzierający płacz matki, która chce pożegnać się z synem.
Przez dwa lata Pasza wysyłał materiały na Zachód, nie mając pewności, czy film naprawdę powstaje. „Byłem w 50 procentach przekonany, że to oszustwo” – powiedział Borensteinowi, gdy wreszcie zobaczył gotową wersję.
Nauczyciel wiedział, że udział w filmie o wojennej propagandzie zmieni wszystko. Nie będzie mógł wrócić do dawnego życia. Ryzyko było realne: w Rosji za dyskredytowanie armii i krytykowanie wojny w Ukrainie grożą wieloletnie wyroki więzienia.
Latem 2024 roku ekipa produkcyjna zorganizowała w tajemnicy jego wyjazd z Rosji. Spotkali się z Borensteinem w Stambule. Film został ukończony dopiero po jego wyjeździe, gdy zagrożenie było mniejsze. Palankin zostawił za sobą wszystko: szkołę, przyjaciół bliskich.
Zanim doszło do premiery, eksperci z BBC, które było koproducentem filmu, przejrzeli cały film klatka po klatce, aby wykluczyć zagrożenie dla osób, które sfilmował Pasza.
– Myśleliśmy nawet o możliwych represjach wobec matki bohatera – mówi reżyser.
Kiedy po premierze filmu na festiwalu Sundance na początku 2025 roku jego fragmenty zaczęły krążyć w rosyjskim internecie, reakcje były gwałtowne. Reżyser otrzymywał wiadomości z groźbami, Pasza – oskarżenia o zdradę. Dyrekcja szkoły zakazała nauczycielom kontaktowania się z uciekinierem.
Ci, z którymi Pasza utrzymał kontakt, przekazali, że przyniósł hańbę swojej szkole i miastu.
„Wszyscy czekają, aż przyczołgam się do nich na kolanach i poproszę o wybaczenie” – opowiada Pasza.
Były jednak też pozytywne sygnały – nauczyciele z Czelabińska, stolicy regionu, gratulowali Pasz odwagi i dziękowali za film. Mówili, że sami są na granicy wytrzymałości i myślą o rezygnacji z zawodu.
Novaya Gazeta Europe poinformowała, że w 2023 roku z pracy w rosyjskich szkołach zrezygnowało prawie 200 tys. nauczycieli – co stanowiło około 14 proc. wszystkich etatów pedagogicznych w kraju. To najwyższy poziom odejść od wielu lat. Główne powody to niskie zarobki, rosnąca presja na nauczycieli i konieczność realizowania obowiązkowych zajęć patriotycznych i propagandowych.
Według portalu strajk.eu branża edukacyjna w Rosji już wcześniej borykała się z poważnymi brakami kadrowymi – w 2023 r. według związków zawodowych brakowało ok. 250 tys. nauczycieli – co w połączeniu z odejściami przełożyło się na jeszcze głębszy kryzys.
W filmie powraca wątek pogarszających się wyników w szkole, obniżającego się poziomu ocen, coraz większych zaległości w nauce. „Dlaczego tak się dzieje? Uczymy ich maszerować, zamiast myśleć” – mówi podczas zebrania jeden z nauczycieli.
Rok po premierze „Pan Nikt kontra Putin” zmienił się kontekst filmu. Opowieść o prowincjonalnej szkole z Uralu zaczęto czytać szerzej – jako studium tego, jak autorytaryzm podporządkowuje sobie instytucje publiczne, takie jak szkoły czy media.
Reżyser nie ukrywa, że widzi w tej historii analogię do procesów zachodzących w Stanach Zjednoczonych od początku prezydentury Donalda Trumpa. Jego zdaniem różnica między putinizmem a trumpizmem polega tylko na metodzie. „Trump działa szybciej niż Putin w pierwszych latach swojej władzy. Putin zmieniał prawo – choćby ustawę o zdradzie narodowej czy o ‘agentach zagranicznych’. Trump w ogóle nie przejmuje się prawem. Po prostu działa wbrew niemu” – mówi Borenstein.
Jeśli putinizm był długim marszem do całkowitego podporządkowania państwa jednemu człowiekowi, trumpizm przypomina gwałtowne uderzenie w jego fundamenty.
W styczniu 2025 r. prezydent Trump wydał Rozporządzenie 14190 zatytułowane „Ending Radical Indoctrination in K-12 Schooling” („Zakończenie radykalnej indoktrynacji w szkołach podstawowych i średnich”), które formalnie zakazało nauczania treści uznawanych przez administrację za „ideologię gender” lub „wywrotowe” wobec państwowych wartości. Nakazało też wycofać federalne fundusze dla tych placówek, które tego nie zrobią.
Wcześniej Departament Edukacji wymagał od stanów i dystryktów szkolnych wydania oświadczeń, że nie wprowadzają programów DEI (Diversity, Equity, Inclusion, Różnorodność, Równość, Włączenie), grożąc odebraniem dalszego finansowania, jeśli tego nie uczynią.
Według „The Washington Post” uczelnie i akademie wojskowe pod presją administracji zaczęły usuwać setki książek i materiałów związanych z DEI z bibliotek i programów, by uniknąć sankcji.
Jak pisze portal insightintoacademia.com, nauczyciele i wykładowcy coraz silniej odczuwają efekt mrożący ustaw Trumpa – aby przetrwać, unikają tematów, które mogą zostać uznane za „antypatriotyczne”, związanych z LGBT+ czy kwestiami rasowymi. Potwierdził to raport Senatu wskazujący, że obawa przed sankcjami doprowadziła do autocenzury w szkołach i na uczelniach.
Borenstein: „Wiele osób wokół mnie nie akceptuje tego, co się dzieje, a jednak funkcjonujemy tak, jakby wszystko było normalne. Zachowujemy się jak ci nauczyciele w szkole Paszy. Nie wierzą w to, nie zgadzają się z tym, ale milczą i podporządkowują się systemowi. Nikt nie chce się sprzeciwić”.
„Pan Nikt kontra Putin” otrzymał nominację do Oscara w kategorii pełnometrażowego filmu dokumentalnego. W nocy z 15 na 16 marca przekonamy się, czy film zdobędzie statuetkę.
Niezależnie od decyzji Akademii, już teraz film Borensteina i Palankina stał się czymś więcej, niż śmieszno-straszną opowieścią o rosyjskiej szkole. To uniwersalna historia o mechanizmach władzy, które działają dzisiaj w różnych miejscach świata. I o jednostkach, takich jak Pan Nikt, które mają odwagę im się przeciwstawić.
Film „Pan Nikt kontra Putin” trafił do polskich kin 27 lutego. Dystrybucja: Millennium Docs Against Gravity. OKO.press jest patronem medialnym filmu.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.
Komentarze