0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by PATRICIA DE MELO MOREIRA / AFPPhoto by PATRICIA DE...

Szacowany ślad węglowy mundialu to rekordowe 9 mln ton gazów cieplarnianych. Według analiz to ponad dwa razy więcej niż emisje z poprzednich Mistrzostw Świata w Katarze, swoją drogą również rekordowych. Trudno, żeby było inaczej, skoro turniej jest rozgrywany w trzech krajach (USA, Kanada i Meksyk), które łącznie zajmują ponad pięć razy większą powierzchnię niż Unia Europejska.

Łatwo nie lubić tego mundialu. Zwłaszcza że prawie nikt z nas nie zobaczy go na żywo. Trudniej zmierzyć się z tym, jak szkodliwe jest coś, co może być nam znacznie bliższe – zarówno geograficznie, jak i emocjonalnie. A zatem: czy świat, w którym dziesiątki tysięcy sportowców i artystów regularnie lata samolotami na mecze i trasy koncertowe, może się w ogóle udać?

Przed poszukaniem odpowiedzi na to pytanie, krótkie wyjaśnienie: tym artykułem nie chcę wpędzać nikogo w poczucie winy ani moralizować. Dlatego zanim przytoczę dane i oddam głos ekspertom, najpierw opowiem, z jakim wewnętrznym konfliktem mierzę się sam.

Sportu nie oglądam, na koncerty jeżdżę

Pierwszy raz w życiu płakałem ze szczęścia, gdy blisko 20 lat temu wszedłem na stadion Realu Madryt. Wciąż mam tatuaż tego klubu – oczywiście na lewym ramieniu, bliżej serca. Emocje biorą górę nawet teraz, gdy piszę te słowa.

A mimo to dziś nie wymienię nawet trzech piłkarzy Realu. Nie wiem, jak daleko zaszli w Lidze Mistrzów i które miejsce zajęli w lidze hiszpańskiej. Cristiano Ronaldo, którego kiedyś uwielbiałem, dziś traktuję jako symbol zepsucia. Jakieś 20 samochodów w garażu, w tym Bugatti za blisko 40 mln zł – to ma być wzór do naśladowania?

Dlatego sportu nie oglądam już w ogóle. Wyleczyłem się na dobre. A jednocześnie… marzę o wielkich festiwalach z muzyką klubową – w tym największych imprezach na świecie. Tam znów mogę płakać ze szczęścia.

Zresztą możliwe, że będę płakał już dwa dni po inauguracji mistrzostw świata, gdy razem z bliskimi wybierzemy się na festiwal w Warszawie. Jego główną gwiazdą jest ukraiński Artbat, który

sześć dni później zagra w Hongkongu, dwa dni później na indonezyjskiej wyspie Bali, a po kolejnych pięciu dniach – w Zurychu.

Czy ukraiński duet będzie podróżował między kontynentami niskoemisyjną koleją? Niekoniecznie. Czy będzie opowiadać o ograniczaniu hiperkonsumpcji i zbliżaniu ludzi do natury? Równie wątpliwe. I mimo to wspieram go obecnością na imprezie i złotówkami na bilet? No cóż...

Bądźmy jednak szczerzy: nie ma sensu liczyć na świat, w którym znikną wielkie wydarzenia sportowe i muzyczne, bo uznamy, że los planety jest ważniejszy. Co więcej, nawet nie warto do tego dążyć. Dzięki takim imprezom doświadczamy ważnych chwil w życiu i budujemy poczucie wspólnotowości.

Czy możemy jednak stworzyć świat, w którym dostrzeżemy, że ta piękna strona medalu ma też swoją drugą, mroczną stronę? I czy możemy sprawić, że stanie się ona mniej mroczna?

Odpowiedź brzmi: możemy i to już się dzieje. Właśnie od tych dobrych praktyk zacznijmy.

Przeczytaj także:

Od angielskiej ligi…

Punktem wyjścia jest zauważenie, że problem istnieje – i że jakiś artysta bądź drużyna przyczyniają się do jego istnienia. Zmierzenie się z tym problemem wymaga więc wyznaczenia rzeczywistego śladu węglowego (emisji gazów cieplarnianych) z taką działalnością związanego i przyjęcia strategii jego ograniczania.

Jeden z angielskich klubów piłkarskich monitorujących i ograniczających swój ślad węglowy to Wolverhampton Wanderers. Z najnowszego raportu wynika, że ślad węglowy „Wilków” w sezonie 2023/24 wyniósł 18,3 tys. ton. To mniej więcej tyle, ile w ciągu roku emituje średnio 3 tys. osób w Polsce. Klub podaje też, co się na to złożyło – łącznie z informacjami, na ile meczów piłkarze przemieszczali się autokarami, pociągami i samolotami.

Wolverhampton deklaruje też, że do 2040 r. chce osiągnąć neutralność klimatyczną. Jak na razie spadkowicz z Premier League ograniczył emisje z wykorzystywanej energii o trzy czwarte (względem sezonu 2019/20). Klub postawił na oszczędzanie energii i 100 proc. prądu ze źródeł odnawialnych, a wszystkie odpady poddaje recyklingowi lub spalaniu z odzyskiem energii.

W świecie piłki największym symbolem „zrównoważonego działania” jest jednak inna angielska drużyna: piątoligowe Forest Green Rovers.

Jego kibice mogą kupić w trakcie meczu wyłącznie roślinne posiłki i nie dostaną niczego w jednorazowym plastiku. Drużyna używa tylko elektrycznych pojazdów, stadion jest w 100 proc. zasilany przez OZE i wyposażony w magazyny energii, a murawę koszą wyłącznie elektryczne kosiarki.

Do nawadniania trawy wykorzystywana jest nie tylko gromadzona deszczówka, ale i odpowiednio oczyszczona woda z toalet. A do utrzymania boiska w odpowiednim stanie nie używa się żadnych pestycydów ani chemikaliów. Do tego piłkarze w ramach swej pracy również odżywiają się wyłącznie roślinnie, a ich koszulki zrobione są z odpadów bambusowych i plastiku z recyklingu. Klub organizuje też kibicom autokary na mecze wyjazdowe, by ograniczyć emisje z indywidualnego transportu.

I właśnie dlatego ONZ już w 2018 r. uznała Forest Green Rovers za pierwszy neutralny klimatycznie klub na świecie. Oczywiście do pełnego kontekstu potrzebna jest tu informacja, że „Zielona Armia” to klub bardzo mały ze średnią frekwencją w meczach u siebie ok. 2 000 osób. Dla porównania na „Wilki” przychodzi średnio ok. 30 000 widzów.

… po Coldplay i Glastonbury

Inspiracji nie brakuje też w świecie muzyki.

W ostatnich latach najgłośniej było o Coldplay. Wokalista tej brytyjskiej grupy, Chris Martin, zapowiedział w 2019 r., że nie wyruszy już w żadną trasę koncertową, o ile zespół nie znajdzie sposobu, by odbyła się w sposób zrównoważony.

Celem trasy koncertowej w roku 2022 była więc redukcja emisji o 50 proc., co udało się zrealizować z nawiązką, osiągając 59 proc. Energię na potrzeby trasy pozyskano z odnawialnych źródeł energii, biopaliw, odnawialnego diesla oraz z wykorzystaniem magazynów energii. Na potrzebę trasy zbudowano też ogromną baterię do zasilania samego show, którą stworzono ze zużytych baterii z BMW.

Prąd wytwarzali nawet sami fani, którzy tańczyli na specjalnym kinetycznym podłożu.

Bransoletki, które otrzymywali uczestnicy koncertów, zrobione były z materiałów roślinnych i biodegradowalnych. Za każdym razem zbierano je po koncercie, by po sterylizacji i ładowaniu wykorzystać w kolejnym miejscu – dzięki temu ich produkcję ograniczono o 80 proc.

Listę zrównoważonych praktyk można by ciągnąć jeszcze długo. Na przykład niesprzedane jedzenie trafiało do banków żywności, a menu stworzono w oparciu o lokalne produkty i zapewniono w nim opcje roślinne. Pamiątkowa odzież wykonana była w 100 proc. z organicznej bawełny, a nadruki zrealizowano lokalnie i u firm zapewniających uczciwe płace.

Ale nie tylko Coldplay chce działać inaczej. Na przykład w 2024 r. piosenkarki Jewel (cztery nominacje do nagród Grammy) i Melissa Etheridge (zdobywczyni Grammy) wyruszyły wspólnie w trasę koncertową po 28 miastach. Co prawda wspólne trasy koncertowe są tak stare jak (szeroko rozumiany) rock'n'roll, niemniej organizowanie ich pod hasłem ograniczenia wpływu na środowisko jest pewnym novum.

„Zawsze uważałam, że to głupie i marnotrawne — a także niekorzystne z punktu widzenia śladu węglowego — żeby mieć osobne ciężarówki, osobne oświetlenie, osobne ekipy, osobne pokoje hotelowe i osobne koszty” – tłumaczyła Jewel, która o wspólnej trasie z inną wykonawczynią marzyła od 25 lat. „Melissa jest pierwszą osobą, która skorzystała z mojej propozycji!” – opowiadała piosenkarka.

Wśród imprez najbardziej wyróżnia się organizowany od 1970 r. Glastonbury – jeden z największych festiwali na świecie, który przyciąga regularnie pond 200 tys. fanów. Podczas wydarzenia odpady zbierane są do 12 tys. pojemników, które potem segregują… sami uczestnicy w stworzonym na miejscu centrum recyklingu.

Co jednak ważniejsze, w 2023 r. brytyjski festiwal po raz pierwszy w 100 proc. zasiliły OZE, magazyny energii i biopaliwa (z przetworzonego zużytego oleju kuchennego).

„Nasze wydarzenie na 200 tys. osób — wszystkie sceny, zaplecze produkcyjne i strefy handlowe — zasilamy całkowicie bez użycia paliw kopalnych. Skoro możemy to zrobić w naszym tymczasowym mieście na wsi, to dlaczego w podobny sposób nie mogłyby działać miasta i większe firmy? Technologia istnieje, trzeba tylko w nią inwestować i z niej korzystać. Musimy po prostu być otwarci na zmianę” – powiedziała Emily Eavis, główna organizatorka Glastonbury.

Gdyby nie podróże na mecze…

Zasilanie stadionów i koncertów energią słoneczną, koszulki piłkarskie z włókien bambusowych czy też zbierane po ostatnim utworze biodegradowalne bransoletki są ważne. Nie zmieniają jednak tego, co najważniejsze.

Na potrzeby tego artykułu zapoznałem się z około 30 badaniami naukowymi i raportami o emisjach CO2 w sporcie i rozrywce. Wszędzie wniosek był ten sam: największy problem to podróże. I to wcale nie gwiazd, które latają samolotami, lecz fanów, którzy za nimi podążają. Dotyczy to tak tureckiej koszykówki, jak i piłkarskiej trzeciej ligi w Niemczech. Zarówno trasy Coldplay, jak i wielkich festiwali w USA czy Europie.

„Nasze najwyższe emisje dwutlenku węgla pochodzą z podróży kibiców – w ciągu sezonu odbywają oni około 750 tys. podróży, by wspierać klub” – informuje Wolverhampton. Ze wspomnianych 18,3 tys. ton CO2 za 69 proc. odpowiadają właśnie podróże kibiców. Na drugim i trzecim miejscu są catering (10 proc.) i podróże biznesowe (8 proc.). Podróże samej drużyny odpowiadają zaś za 230 ton CO2 – nieco ponad 1 proc.

Czasopismo naukowe „Cleaner Environmental Systems” przyjrzało się emisjom jednego konkretnego klubu: AS Roma. Oszacowano je na 6,9 tys. ton, czyli niemal trzy razy mniej niż w przypadku Wolverhampton. Naukowcy przyznają jednak, że nie wzięli pod uwagę podróży fanów. Gdyby to zrobili, emisje wzrosłyby o 10,8 tys. ton, czyli 160 proc. I to tylko przy uwzględnieniu meczów na miejscu w Rzymie.

Ciekawy przykład pochodzi też z Londynu. Klub piłkarski Arsenal oszacował emisje na 22 tys. ton rocznie, podczas gdy grający na podobnej wielkości stadionie Tottenham Hotspur – na 93,9 tys. Jak odnotowuje firma analityczna Global Sustainable Sport, za tak dużą różnicę odpowiadają właśnie podróże kibiców – Tottenham ich emisje uwzględnił, Arsenal nie.

… i podróże na koncerty…

Podobnie jest z muzyką.

Massachusetts Institute of Technology (MIT) przeanalizował dane z 80 tys. wydarzeń muzycznych w USA i Wielkiej Brytanii. Pod uwagę wzięto transport ciężarowy, energetykę, konsumpcję żywności i napojów, wodę, odpady, podróże fanów, podróże artystów i ekip, zakwaterowanie oraz fracht.

Wniosek? Zdecydowanie największym źródłem emisji z muzyki na żywo są przejazdy — stanowią 77 proc. emisji w Wielkiej Brytanii i 62 proc. w USA. Na drugim miejscu są napoje i żywność, odpowiadają za 17 proc. emisji w Stanach i niecałe 8 proc. na Wyspach.

Również badanie z lat 2022-23 wykazało, że w Wielkiej Brytanii i Europie za 67 proc. emisji z festiwali odpowiadają podróże fanów. Podobne dane podaje opracowanie, które przygotowała założona przez muzyczno-naukowe małżeństwo firma REVERB. W raporcie uwzględniono ponad 400 koncertów ze 170 miast w Ameryce Północnej. Okazało się, że podróże fanów odpowiadają za 38 razy większe emisje niż transport sprzętu, ekipy, artystów i ich noclegi razem wzięte.

„Zawsze wiedzieliśmy, że podróże fanów są największym źródłem emisji, bo mamy tysiące fanów przeciwko kilku członkom zespołu lub ekipie. Ale nie chodzi o to, by wywierać presję na fanów czy mówić, że to ich wina. Chcemy, aby to była okazja dla artystów, obiektów i całej branży, by uznać podróże fanów za największe źródło emisji i współpracować z nimi, aby znaleźć rozwiązania" — mówi Madeline Weir, dyrektorka REVERB, w rozmowie z Billboardem.

… a zwłaszcza podróże samolotami

Podróż podróży nierówna. Analiza REVERB wykazała, że 7 proc. fanów dostaje się na koncerty i festiwale transportem publicznym i tyle samo samolotem. Szacunkowe emisje tych pierwszych wynosiły średnio 6,5 tony gazów cieplarnianych na wydarzenie, tych drugich – 312 ton. W rezultacie 7 proc. podróżujących samolotami odpowiadało za aż 59 proc. emisji z transportu fanów.

Jeżeli ta dysproporcja razi w przypadku uczestników imprez, to czemu miałaby nie razić w przypadku jej głównych aktorów? Coldplay pisze na swej stronie, że niektóre loty w czasie trasy są nieuniknione. I choć większość lotów odbywa liniami komercyjnymi, to jednak czasami grupa korzysta też z prywatnych czarterów.

Z kolei w 2023 r. BBC przyjrzało się podróżom drużyn piłkarskich w europejskich rozgrywkach. Prywatne samoloty dla piłkarzy zarezerwowano w przypadku 26 z 29 meczów wyjazdowych. Do tego doszło też 17 „pustych” lotów, podczas których czartery musiały dolecieć na docelowe lotnisko.

A co z tenisistami i tak ukochanymi przeze mnie DJ-ami?

Pięknie jest oglądać zwycięstwa Igi Świątek. Jednocześnie uwielbiana przez Polaków tenisistka pokonuje co roku w samolocie dziesiątki tysięcy kilometrów.

Jak w osobnej analizie wskazuje BBC, profesjonalni tenisiści latają w sezonie ok. 100 tys. km. To tak, jakby codziennie jeździć autem 270 km (trasa z Gdańska do Płocka) przez cały rok albo 2,5 razy okrążyć Ziemię wzdłuż równika.

W przypadku muzyki klubowej najbardziej dogłębną analizę dostarcza raport „Last night a DJ took a flight”. Wykazał on, że w 2019 r. DJ-e z rankingu Resident Advisors’ Top 1000 latali samolotami 51 tys. razy. Przeciętnie spędzili w powietrzu 118 tys. km rocznie, co odpowiada 35 tonom emisji CO2 z samych podróży samolotem na osobę.

Dla DJ-ów z Top 100 jest to już 88 ton na osobę, czyli ok. 300 tys. km przelotów. To już codzienna trasa autem nie z Gdańska do Płocka, lecz z Gdańska do czeskiej Pragi.

Coś więcej niż emisje

Trudno zmierzyć, jaki jest ogólny wpływ profesjonalnego sportu i muzyki na żywo na klimat. Choć trudno to wyszukać w oficjalnych dokumentach ONZ, to jednak na stronie tej światowej organizacji pojawia się komunikat, że sport odpowiada za 1 proc. emisji gazów cieplarnianych (wlicza się w to również sport amatorski).

W raporcie Rapid Transition Alliance oszacowano, że emisje związane ze sportem wynoszą ok. 300–350 mln ton – to ok. 0,6 proc. emisji globalnych i mniej więcej tyle, ile emituje Polska. W przypadku muzyki o dane jest jeszcze trudniej. Wspomniana analiza MIT wykazała jednak, że muzyka na żywo odpowiada za 0,2 proc. emisji w USA i 1,1 proc. w Wielkiej Brytanii.

Jednak te (przyznajmy, niewielkie) odsetki nie są prawdziwym problemem. Prawdziwym problemem są nierówności i to, co promują oraz reprezentują ci, których podziwiamy.

Za tym skromnym 1 proc. emisji stoi blisko 100 proc. propagowanej w mediach i popkulturze narracji o dobrym życiu. Masz Bugatti, latasz samolotami na koncerty (jako artysta lub VIP), wygrywasz mecze i turnieje, podziwiają Cię tłumy?

Urok „żyj tak, jakby jutra miało nie być” w pigułce.

A że gdyby taki styl życia prowadziło przez dekadę 10 proc. ludzi na świecie, jutra faktycznie by nie było? To już lepiej przemilczeć.

Kilka lat temu organizacja Transport & Environment poinformowała, że 1 proc. osób odpowiada za 50 proc. emisji CO2 z lotnictwa. To tzw. superemiterzy, którzy pokonują w samolocie przynajmniej 56 tys. km rocznie. To nie tylko Donald Trump, Elon Musk, Mark Zuckerberg czy Jeff Bezos, których tak łatwo nie lubić. To również wszyscy topowi piłkarze, tenisiści czy DJ-e, których tak bardzo kochamy. Wielu z nich lata prywatnymi odrzutowcami dziesiątki razy w roku.

Czemu nie spróbować?

Bolesna prawda brzmi tak:

ci, których uwielbiamy słuchać i oglądać, są też często tymi, którzy mają najgorszy wpływ na klimat i środowisko.

„Wszystko, co robią kluby piłkarskie, wpływa na środowisko. Sposób, w jaki się zachowują, sugeruje, że uważają się za stojących ponad tym problemem. To niemal daje klubom — a nawet każdemu w społeczeństwie — przyzwolenie na robienie tego, na co ma się ochotę. Zamiast być pozytywną siłą zmiany, pogłębiają problem i popychają nas ku bardzo poważnej sytuacji związanej z kryzysem klimatycznym” – komentuje dla BBC David Wheeler, rzecznik ds. zrównoważonego rozwoju w Związku Piłkarzy Zawodowych i piłkarz Wycombe Wanderers.

Wspomniany raport o DJ-ach przygotowała Clean Scene – organizacja założona przez DJ Darwin Reef, która… sama znalazła się w TOP 1000. Jak tłumaczy kanadyjska DJ-ka, celem raportu nie było zawstydzanie jednostek, lecz dostarczenie narzędzi i informacji do podejmowania bardziej świadomych decyzji.

„Nie jestem żadnym aniołem neutralności węglowej, ale zależy mi na przyszłości ludzkości i planety i chcę pomóc. Sama też jestem na tej liście, więc możecie zarzucać mi hipokryzję z powodu tras koncertowych. Nie oczekuję jednak, że ludzie przestaną latać. Chcę, żeby mądrzej planowali występy i podróże — sprawniej i bardziej świadomie” — tłumaczy DJ Darwin Reef we wspomnianym wyżej raporcie „Last night, a DJ took a flight”.

"Jeśli wszyscy zaczniemy od małych zmian, razem możemy mieć duży wpływ. Tylko na to liczę. Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma realną szansę odwrócić ten syf, zanim będzie za późno. Dlaczego więc nie spróbować? — dodała DJ-ka.

I tak właśnie dochodzimy do sedna. Nie chodzi o to, by przestać kochać sport czy koncerty, ale by przestać udawać, że nie widzimy kosztów, które za tym stoją.

Po pierwsze: lepiej

Muzycy Coldplay nie byli w stanie uniknąć lotów samolotami, w tym czarterami. Robią jednak bardzo dużo, by jak najbardziej zmniejszyć swój ślad i zmienić branżę od środka – włącznie ze wspieraniem badań na ten temat. Coldplay nie udaje też, że offsetami zapewnia sobie „neutralność”, bo wie, że tak to nie działa.

Podobnie jest z piosenkarką Billie Eilish, która wsparła stworzenie raportu REVERB, swym fanom wysyła przed koncertem maile z informacją, jak mogą dostać się na wydarzenie transportem publicznym, a w mediach (w tym społecznościowych) regularnie mówi o tym, dlaczego sama jest weganką.

Z kolei Ed Sheeran swoje europejskie tournée z 2022 r. zaplanował tak, by emisje gazów cieplarnianych z podróży ograniczyć do minimum. Efekt? Emisje wyniosły 150 ton. To wciąż 20 razy więcej niż całoroczne emisje przeciętnej osoby z Polski – ale i 12 razy mniej niż emisje Dua Lipy, która w tym samym okresie odbyła podobnie długą trasę.

Jeszcze dalej w działaniach poszła brytyjska grupa Massive Attack. Kilka lat temu zorganizowała festiwal „Act 1.5”, nawiązując do celu ograniczenia globalnego ocieplenia do 1,5 st. C. Wśród podjętych działań znalazły się przykładowo rezygnacja z parkingu na miejscu imprezy czy priorytet dla fanów mieszkających w okolicy przy sprzedaży biletów (dla tych z odleglejszych miejsc wyczarterowano pociągi).

Po drugie: wiarygodniej

Każde masowe wydarzenie wymagające olbrzymiej ilości energii i transportu dziesiątek tysięcy fanów będzie wyzwaniem. W każdym przypadku problem można jednak zmniejszyć, a jednocześnie być nośnikiem czegoś więcej. Do tego potrzeba jednak wiarygodności.

Rozpoczęte mistrzostwa świata są jej zaprzeczeniem. Wśród głównych sponsorów mundialu są m.in. Hyundai, KIA, Qatar Airways i Coca-Cola. Ostatnią dużą korporacją, która dołączyła jako główny sponsor, jest Aramco. Czyli państwowy koncern paliwowy z kraju regularnie oskarżanego o łamanie praw człowieka (Arabii Saudyjskiej) i największy globalny emitent CO2 wśród firm, który odpowiada za ponad 4 proc. światowych emisji z paliw kopalnych w 2023 r.

„Niezależnie od tego, czy mówimy o klimacie, prawach człowieka, chorobach czy niepełnosprawnościach, zobowiązujemy się do spełnienia swojej roli” – zapewnia Gianni Infantino, szef FIFA.

Jeżeli tą rolą jest pozyskiwanie pieniędzy bez względu na wszystko – nic tylko się zgodzić.

Dlatego nie potrzebujemy więcej szefów FIFA, którzy aż ociekają hipokryzją. Potrzebujemy za to więcej artystów pokroju Coldplay, Billie Eilish i Eda Sheerana, którzy – choć wciąż są częścią problemu – to przynajmniej szczerze próbują się z nim mierzyć, zachęcając do tego miliony swych fanów.

Gdyby jeszcze tylko Coldplay grało muzykę klubową…

Na zdjęciu Szymon Bujalski
Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”.

Komentarze