W emitowanym 11 stycznia podcaście Maia Sandu prezydentka Mołdawii przyznała, że zagłosowałaby za przyłączeniem do Rumunii. I chociaż motywowała to koniecznością ochrony kraju przed presją Rosji, dotknęła bardzo bolesnego w Mołdawian tematu
Maia Sandu, popierana przez proeuropejską Partię Działania i Solidarności (PAS), która we wrześniu 2025 ponownie wygrała wybory prezydenckie, swoim weekendowym wystąpieniem otworzyła puszkę Pandory. Wspominając uzyskanie niepodległości Mołdawii w latach 90., Sandu przypomniała temat unifikacji z Rumunią.
„Gdyby odbyło się referendum, zagłosowałabym za zjednoczeniem z Rumunią” – powiedziała w wywiadzie dla brytyjskiego podcastu The Rest is Politics, emitowanego w niedzielę 11 stycznia 2026 roku.
Jej wypowiedź, chociaż przywołana w kontekście wydarzeń sprzed dekad, wprost odwoływała się do regularnie powracającej w mołdawskiej polityce idei unifikacji z większym sąsiadem, z którym Mołdawię łączy język i historia.
„Patrzmy, co dzieje się na świecie. Coraz trudniej jest małemu państwu takiemu jak Mołdawia przetrwać jako demokracja, zachować suwerenność i stawić opór Rosji” – argumentowała prezydentka.
Sandu wielokrotnie w ostatnich latach oskarżała Moskwę o ingerencję w sprawy Mołdawii, zamieszkanej przez niespełna 3 miliony obywateli i mającej znaczną mniejszość rosyjskojęzyczną. Zarzuty Sandu nie były bezpodstawne – w OKO.press opisywaliśmy poważne próby wpływu na kolejne mołdawskie wybory, siania dezinformacji czy aktów sabotażu.
Obecnie ponad milion Mołdawian (a jak podają niektóre źródła, takie jak Reuters – nawet 1,5 miliona), w tym sama Sandu, ma obywatelstwo rumuńskie, co jest wynikiem świadomej polityki paszportowej Bukaresztu, który znacząco poluzował regulacje i zaczął przyznawać obywatelstwo m.in. mieszkańcom Naddniestrza. Przytłaczająca większość tych paszportów została wydana w ostatnich 15 latach.
Jednak najnowsze sondaże wskazują, że zaledwie jedna trzecia społeczeństwa popiera ponowne połączenie z Bukaresztem. Sama Mołdawia jest bowiem krajem bardzo różnorodnym etnicznie i językowo. Chociaż większość jej obywateli zna i używa na co dzień języka rumuńskiego, około 1/5 lub nawet ¼ jej mieszkańców nie mówi w tym języku.
W 2020 roku OBWE przeprowadziła badanie identyfikacji narodowej mieszkańców Mołdawii i języków narodowych. Na pytanie o język ojczysty, wśród etnicznych Mołdawian:
Dlaczego więc dopiero co pisaliśmy, że większość Mołdawian mówi po rumuńsku? W stolicy Mołdawii Kiszyniowie można usłyszeć na ten temat pewien żart:
„W 2023 Amerykanie wytworzyli kolejną generację sztucznej inteligencji, Chiny wysłały kolejnego satelitę w kosmos, a Mołdawianie zorientowali się, że całe życie mówili po rumuńsku”.
To właśnie w tym roku wpisano język rumuński do konstytucji jako oficjalny język państwowy, uznając mołdawski za język w zasadzie z nim tożsamy, chociaż w przeszłości zapisywany cyrylicą.
Można uznać, że kwestia nazwy języka państwowego w Mołdawii ma charakter ideologiczny i tożsamościowy, a nie praktyczny: z perspektywy użytkowników języka nic się nie zmieniło. Zdaniem większości współczesnych językoznawców faktycznie mołdawski jest rodzajem czy dialektem języka rumuńskiego, dzisiejsze traktowanie go jako osobnego języka przez dekady jest uzasadniane sowiecką polityką oddalania Kiszyniowa od Bukaresztu w czasach ZSRR i Mołdawskiej republiki ludowej.
Część Mołdawian czuje swoją etniczną i językową odrębność, co bywa wykorzystywane m.in. przez prorosyjskich polityków, takich jak Victoria Furtuna, określających utożsamienie mołdawskiego z rumuńskim za atak na narodową tożsamość.
Zarówno w czasach cesarstwa rosyjskiego, jak i jeszcze do lat 80. XX wieku, dominującym językiem w Kiszyniowie i dużych miastach był rosyjski. Wciąż jest to pierwszy język dla od kilkunastu do nawet dwudziestu kilku procent mieszkańców Mołdawii (uwzględniając separatystyczne Naddniestrze).
2 lutego 2023 roku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył, że Mołdawię może spotkać los Ukrainy, jeśli prezydentka Mołdawii Maia Sandu będzie dążyła do zjednoczenia Mołdawii z Rumunią i przystąpienia do NATO. Rosyjski MSZ regularnie zarzuca też kolejnym rządom PAS dyskryminację mniejszości rosyjskiej, co przypomina schemat znany z działalności Rosji na Ukrainie.
W podcaście Sandu przyznała, że wie, że większość obywateli nie podziela jej stanowiska. I podkreśliła, że integracja z Unią Europejską pozostaje bardziej realistycznym celem. Jej rząd planuje członkostwo w UE do 2030 roku, choć realizacja tego planu wymaga przeprowadzenia trudnych reform przy oporze ze strony prorosyjskich struktur.
Ruchy na rzecz zjednoczenia z Rumunią mają w Mołdawii długą i głęboko zakorzenioną tradycję, sięgającą początków XX wieku. Historyczna, geograficzna Mołdawia obejmowała zarówno Besarabię – obszar w przybliżeniu odpowiadający terytorium dzisiejszej Republiki Mołdawii (z wyłączeniem Naddniestrza), która w 1812 roku znalazła się w granicach Imperium Rosyjskiego, jak i Mołdawię Zachodnią, stanowiącą część współczesnej Rumunii.
Po I wojnie światowej, w 1918 roku, Besarabia, wcześniej należąca do rozpadającego się Imperium Rosyjskiego, zdecydowała się na zjednoczenie z Królestwem Rumunii. Decyzja ta uzyskała poparcie części lokalnych elit politycznych i intelektualnych. Okres międzywojenny przyniósł intensywne działania romanizacyjne oraz proces integracji Besarabii z państwem rumuńskim.
Proces ten został jednak przerwany przez wybuch II wojny światowej oraz włączenie regionu do Związku Radzieckiego w 1940 roku jako Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Władze sowieckie konsekwentnie ograniczały wpływy rumuńskie, stosując represje (często brutalne, w tym deportacje na Syberię) wobec elit prorumuńskich oraz promując rosyjsko-ukraińskie kadry administracyjne.
Po rozpadzie ZSRR w 1991 roku idea unifikacji z Rumunią odżyła w Mołdawii, szczególnie wśród intelektualistów, młodzieży i części społeczeństwa miejskiego. Jednym z kluczowych ruchów politycznych tego okresu był Mołdawski Front Ludowy, który od początku lat 90. promował odrodzenie języka rumuńskiego, kultury i historii oraz postulował zbliżenie i docelowo połączenie Mołdawii z Rumunią. Rumuńskość była kojarzona z wolnością, antyrosyjskością i antykomunizmem.
Współcześnie idea unifikacji funkcjonuje w Mołdawii głównie jako nierealistyczny postulat mniejszości polityków, podczas gdy polityka państwa koncentruje się na integracji z Unią Europejską. Ruchy unifikacyjne pozostają obecne w debacie publicznej i mediach, ale z powodu historycznych podziałów nie zdobyły one dotąd poważnego poparcia.
Przykładem niech będzie Ruch Polityczny Unii założony w 2020 roku z inicjatywy pięciu partii, które postanowiły połączyć siły w walce o sprawę zjednoczenia z Rumunią. Blok wziął udział w wyborach prezydenckich w Mołdawii w 2020 roku ze swoim kandydatem Dorinem Chirtoacă, zajmując ostatnie miejsce z wynikiem 1,2 proc. głosów.
Rzeczą, która sprawia, że zjednoczenie z Rumunią jest tematem zarówno drażliwym, jak i mało realistycznym, jest to, że istotną częścią Mołdawii są dwa regiony autonomiczne i separatystyczne, które mają prawne lub faktyczne podstawy, do zignorowania lub nawet zbrojnego oporu przeciw integracji. Oba zresztą przyjęły obecną formę ponad 30 lat temu w celu uniknięcia, dokładnie tego, o czym przypomniała Sandu.
Oba regiony, Gagauzja i Naddniestrze, zajmują razem mniej więcej jedną piątą terytorium Mołdawii, a ich mieszkańcy stanowią prawie czwartą część populacji kraju. Dlatego jakiekolwiek zmiany bez ich akceptacji są trudne lub wręcz niemożliwe.
Gagauzję zamieszkują głównie Gagauzi – lud tureckiego pochodzenia wyznający prawosławie. Gagauzja miała zawsze skomplikowaną relację z Mołdawią – podczas uchwalania przez tę ostatnią niepodległości w 1991 w trakcie rozpadu ZSRR, dokładnie połowa gagauskich deputowanych w parlamencie radzieckiej republiki Mołdawii zagłosowała za jej niepodległością, ale druga połowa za pozostaniem w upadającym ZSRR.
Autonomia Gagauzji jest gwarantowana przez konstytucję Mołdawii i regulowana przez ustawę o autonomii Gagauzji z 1994 roku, uchwaloną w wyniku referendum, które przyznało regionowi autonomię i określiło jego obszar. Wtedy unifikacja z Rumunią wydawała się całkiem prawdopodobnym scenariuszem, który niezbyt podobał się odmiennej etnicznie i językowo gagauskiej mniejszości, i była jednym z powodów, dla których zdecydowano o autonomii.
Jeśli Mołdawia kiedykolwiek zdecyduje się zjednoczyć z Rumunią, Gagauzja na mocy ustawy miałaby prawo do decydowania o samej sobie. Sam zapis nie mówi dokładnie, jak miałoby wyglądać to samostanowienie, ale wskazuje wyraźnie, że w takim scenariuszu Gagauzja nie byłaby automatycznie związana decyzją ogólnokrajową i mogłaby domagać się własnego referendum lub innego sposobu decydowania o swojej przyszłości.
Biorąc pod uwagę, że od lat region ten głosuje w około 90 proc. na kandydatów prorosyjskich i posiada silne relacje z siecią wpływów przebywającego w Moskwie oligarchy-renegata, Ilana Szora, ciężko zakładać, że unifikacja przebiegłaby bez problemów.
Problem ewentualnej niezależności Gagauzji po połączeniu Mołdawii z Rumunią komplikuje to, że Gagauzja, w przeciwieństwie do Naddniestrza, nie stanowi zwartego terytorium – to cztery autonomiczne „wyspy” na mapie południowej Mołdawii, skupiska gagauskich osad, między którymi znajdują się obszary administracyjnie podlegające rządowi w Kiszyniowie.
Jeszcze trudniejsza sytuacja dotyczy Naddniestrza, separatystycznej, prorosyjskiej enklawy, z wojskiem, którego siła może mierzyć się z tą posiadaną przez resztę Mołdawii.
W momencie rozpadu ZSRR region zamieszkiwali głównie Rosjanie i Ukraińcy, którzy czuli się zagrożeni rosnącym wpływem Rumunów i Mołdawian. W 1990 roku Naddniestrze ogłosiło de facto niepodległość, co doprowadziło do krótkiego, lecz krwawego konfliktu zbrojnego z Mołdawią w 1992 roku. Konflikt zakończył się rozejmem z udziałem Rosji, która pozostawiła swoje wojska w regionie jako siły pokojowe.
Obawy przed romanizacją Mołdawii były więc jednym z głównych powodów wybuchu wojny, która podzieliła ten kraj ranami, które odczuwa do dzisiaj.
W samej Mołdawii słowa Mai Sandu spotkały się z ostrą krytyką ze strony prorosyjskiej opozycji. Partia Socjalistów Republiki Mołdawii (PSRM) Igora Dodona oraz Partia Komunistów uznały je za zagrożenie dla suwerenności państwa i naruszenie przysięgi prezydenckiej, oskarżając Sandu o dążenie do „likwidacji mołdawskiej państwowości”.
Jednocześnie większość bardziej centrowych i prounijnych mediów i komentatorów przypominała, że zwolennicy unifikacji są w mniejszości i mają wyraźnie niższe poparcie niż zwolennicy integracji z Unią Europejską.
Komentarze do wypowiedzi Sandu w naddniestrzańskich social mediach były przytłaczająco negatywne. Unifikacja z Rumunią była przedstawiana jako potwierdzenie obaw rosyjskojęzycznej ludności regionu przed utratą odrębności i jako argument przeciwko integracji Mołdawii z Zachodem.
Podobnie w Gagauzji regionalne kanały informacyjne i komentatorzy reagowali w tonie krytycznym, akcentując sprzeciw wobec idei zjednoczenia i podkreślając znaczenie autonomii regionu. W przekazie tym dominowała narracja, że wypowiedź Sandu stoi w sprzeczności z wolą mieszkańców Gagauzji i zagraża stabilności państwa.
W rosyjskiej przestrzeni medialnej i na prorosyjskich kanałach na Telegramie deklaracja Sandu została wykorzystana do wzmocnienia krytyki jej prozachodniego kursu. Komentatorzy przedstawiali ją jako polityczkę działającą w interesie Rumunii i NATO, a nie Mołdawii, a sam fakt istnienia w mołdawskiej przestrzeni politycznej idei unifikacji określano jako dowód utraty przez Mołdawię realnej suwerenności.
Choć Kreml nie wydał jednoznacznego stanowiska, narracja rosyjskich mediów wpisywała wypowiedź Sandu w szerszy kontekst ostrzeżeń przed „zachodnim wpływem” i destabilizacją regionu – podczas wyborów w 2024 i 2025 fałszywe newsy o rumuńskiej lub NATO-wskiej armii szykującej się do siłowego przyłączenia Mołdawii były jednymi z najpopularniejszych motywów.
Z tego zamieszania wynika, że kwestia zjednoczenia z Rumunią pozostaje jednym z najbardziej polaryzujących tematów w Mołdawii i jej otoczeniu, silnie wykorzystywanym w sporach politycznych i informacyjnych.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze