Mimo decyzji Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego MEN nie zamierza ujawnić nazwisk autorów nowych podstaw programowych - zapowiedziała sama minister Anna Zalewska. Ekspertów chowa w cieniu w imię ochrony prywatności i w obawie przed medialnym linczem

13 października minister Anna Zalewska zapowiedziała złożenie skargi kasacyjnej na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który 20 września 2017 roku nakazał ujawnienie nazwisk ponad 170 autorów nowych podstaw programowych.

Za przygotowanie podstaw tajnym ekspertom ministerstwo wypłaciło łącznie przynajmniej 825 tys. zł.

Utajniając dane twórców, MEN powoływał się na ochronę prywatności i danych osobowych. Jednak Wojewódzki Sąd Administracyjny nie podzielił tej opinii i w wyroku jasno orzekł, że w przypadku wykonywania czynności o znaczeniu publicznym – a taką niewątpliwie jest tworzenie podstaw programowych dla publicznej instytucji i opłacanych z publicznych pieniędzy – przepisy o ochronie prawa do prywatności nie mają zastosowania. Wyrok WSA dokładnie omawiamy niżej.



„Medialne kłopoty” ekspertów MEN

W rozmowie z Robertem Mazurkiem na antenie RMF FM minister Anna Zalewska wielokrotnie przekonywała, że autorzy są znani, bo przecież MEN ujawnił nazwiska szefów grup eksperckich, które pracowały nad przygotowaniem podstaw. Jednak – jak mówiła Zalewska – z szacunku do pracy i w „obawie przed linczem” MEN nie zamierza powiedzieć kto jeszcze tworzył nowe wytyczne dla polskich szkół. Według Zalewskiej ci, których nazwiska poznała opinia publiczna, mieli i miały „medialne kłopoty”, „borykali się z emocjami dziennikarzy” i do dziś odczuwają bolesne skutki ujawnienia danych osobowych.

OKO.press nie zamierza umniejszać presji, jakiej poddane są osoby, które sprawują funkcje publiczne, jednak „medialne kłopoty”, o których wspomina minister, to zwyczajna weryfikacja wiedzy ekspertów odpowiedzialnych za tworzenie treści nowych podstaw. Takich dziennikarskich i eksperckich interwencji – dotyczących kompetencji i zakresu obowiązków – powinna spodziewać się każda osoba pełniąca funkcję publiczną lub współpracująca z instytucją publiczną. Bolesne były dlatego, że reforma minister Zalewskiej nie znalazła uznania w środowisku naukowców i ekspertów, MEN wybierał ich zgodnie z kluczem ideologicznym.

Najczęściej sprawdzaną ekspertką na ujawnionej liście MEN jest prof. Urszula Dudziak, przewodnicząca zespołu eksperckiego ds. wychowania do życia w rodzinie przy MEN. Zasłynęła wypowiedziami, które nie są osadzone we współczesnej nauce – psychologii, seksuologii czy socjologii.

Podstawy innych przedmiotów także były ostro krytykowane. Pisaliśmy o tym tutaj, tutaj i tutaj.



Może trzymając w cieniu resztę ekspertów i ekspertek, minister Zalewska nie wprost przyznaje, że oni również nie mają wymaganych kwalifikacji i doświadczenia, by przygotować podstawy programowe.

Niefortunny kazus Komorowskiego

Wsparcia swojej argumentacji – zachowania prawa do prywatności ekspertów współpracujących z instytucjami publicznymi – MEN szuka w krajowym orzecznictwie. Zalewska na antenie RMF FM mówiła, że MEN powoła się na „kazus prezydenta Komorowskiego”. Chodzi o wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z kwietnia 2014 roku kiedy to sąd orzekł, że Kancelaria Prezydenta nie musi ujawniać nazwisk ekspertów, którzy przygotowali opinie na temat funkcjonowania systemu emerytalnego i Otwartych Funduszy Emerytalnych. Przychylając się tym samym do skargi kasacyjnej złożonej przez Kancelarię Premiera na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który przychylił się do wniosku Sieci Obywatelskiej Watchdog domagającej się ujawnienia informacji.

W uzasadnieniu NSA wskazał, że kluczowa dla wydania wyroku była zapożyczona z prawa karnego definicja osoby publicznej. Zgodnie z jej treścią, żeby uznać kogoś za osobę publiczną należy wziąć pod uwagę czy w podstawach prawnych działań tych osób mieści się element decyzyjny. W 2014 roku sąd orzekł, że eksperci Komorowskiego co prawda sporządzili opinie, ale „prezydent, który zwrócił się do nich o ekspertyzy, nie przeniósł na nich prawa do decydowania”.

Pomiędzy kazusem Komorowskiego a argumentacją MEN jest jednak jedna poważna różnica. Ekspertyzy przygotowane dla Komorowskiego były drogowskazem dla prezydenta.

Natomiast podstawy programowe stały się publicznym dokumentem obowiązującym polskie szkoły.

WSA nie miał wątpliwości

7 listopada 2016 Fundacja Przestrzeń dla Edukacji wystąpiła do MEN – w trybie dostępu do informacji publicznej – o podanie nazwisk ekspertów Zalewskiej. MEN prośbę zignorował. Dopiero skarga do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (złożona 23 stycznia 2017) obudziła pracowników ministerstwa.

16 lutego 2017 MEN przesłał fundacji oficjalną  – podpisaną ręką minister Zalewskiej – odmowę udzielenia informacji publicznej. Dwa dni wcześniej (14 lutego) na stronie Ministerstwa opublikowano gotowe podstawy.

Wtedy Fundacja skierowała sprawę do sądu, a 20 września 2016 Wojewódzki Sąd Administracyjny przychylił się do ich argumentów. W wyroku sąd uznał, że:

  • tworzenie założeń do podstawy programowej nauczania ogólnego dzieci dotyczy decyzji o szczególnie istotnym charakterze ogólnospołecznym;
  • osoby, których dotyczył wniosek miały (choćby minimalny) wpływ na kształtowanie sprawy publicznej, jaką jest przygotowanie założeń do podstawy programowej;
  • w pewnym stopniu osoby te więc wpłynęły na treść decyzji o charakterze ogólnospołecznym, dlatego zasadnym jest traktowanie ich jako pełniących funkcje publiczne.

W opinii WSA dodatkowym argumentem przemawiającym za koniecznością ujawnienia danych ekspertów jest fakt zawarcia przez MEN umów cywilno-prawnych z tymi osobami. „Dane osobowe osób, z którymi zawarto umowy, umożliwiają bowiem ocenę tego, czy realizację umowy organ powierzył osobom posiadającym odpowiednią wiedzę i umiejętności pozwalające na jej wykonanie, a sama umowa nie była w istocie zakamuflowanym sposobem nieuprawnionego przepływu środków publicznych do osób prywatnych” – czytamy w wyroku.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym