Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

Mamy zawieszenie broni w Iranie. I bardzo dużo znaków zapytania. Największym wygranym na razie jest Pakistan, który mediował między USA i Iranem. Zwycięsko wychodzi też Iran, choć jest to zwycięstwo pyrrusowe. A wszystko może się jeszcze diametralnie zmienić.

Co ustalono?

Spójrzmy najpierw na oficjalne ogłoszenia tuż po porozumieniu. Oto wpis Donalda Trumpa z Truth Social:

„Na podstawie rozmów z premierem Szechbazem Szarifem i marszałkiem Asimem Munirem z Pakistanu, którzy zwrócili się do mnie z prośbą o wstrzymanie niszczycielskiej siły, która miała zostać wysłana dzisiejszej nocy na Iran, oraz pod warunkiem, że Islamska Republika Iranu zgodzi się na CAŁKOWITE, NATYCHMIASTOWE i BEZPIECZNE OTWARCIE Cieśniny Ormuz, zgadzam się zawiesić bombardowanie i atak na Iran na okres dwóch tygodni. Będzie to obustronne ZAWIESZENIE BRONI!

Robimy to, bo już teraz osiągnęliśmy, a nawet przekroczyliśmy nasze cele wojskowe i jesteśmy bardzo zaawansowani z ostatecznym Porozumieniem o Długoterminowym POKOJU z Iranem i POKOJU na Bliskim Wschodzie.

Otrzymaliśmy od Iranu 10-punktową propozycję i uważamy, że stanowi ona realną podstawę do negocjacji. Prawie wszystkie dotychczasowe punkty sporne zostały uzgodnione między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ale dwutygodniowy okres pozwoli na sfinalizowanie i zawarcie Porozumienia.

W imieniu Stanów Zjednoczonych Ameryki, jako Prezydent, a także reprezentując Kraje Bliskiego Wschodu, jest dla mnie zaszczytem, że ten długoterminowy problem jest bliski rozwiązania”.

Przeczytaj także:

Iran: USA zaakceptowały naszą propozycję

Teraz oświadczenie Iranu, podpisane przez ministra spraw zagranicznych Abbasa Arakcziego:

„W imieniu Islamskiej Republiki Iranu wyrażam wdzięczność i uznanie dla moich braci premiera Pakistanu Szarifa i marszałka Munira za ich niestrudzone wysiłki, by zakończyć wojnę w regionie.

W odpowiedzi na braterską prośbę premiera Szarifa z jego tweeta, biorąc pod uwagę prośbę USA o negocjacje na podstawie 15-punktowej propozycji, a także oświadczenie prezydenta USA o zaakceptowaniu ram 10-punktowej propozycji jako podstaw negocjacji, niniejszym oświadczam w imieniu Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego:

Jeśli ataki przeciwko Iranowi zostaną wstrzymane, nasze Potężne Siły Zbrojne wstrzymają swoje akcje obronne.

Na okres dwóch tygodni, bezpieczne przejście przez cieśninę będzie możliwe przy koordynacji z Siłami Zbrojnymi Iranu, przy uwzględnieniu ograniczeń technicznych”.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to przyjęcie przez obie strony – co przyznaje Trump – irańskiej propozycji. Pisaliśmy kilkukrotnie, że propozycje porozumienia z obu stron – amerykańska i irańska – były nie do pogodzenia, ich warunki były bardzo daleko od siebie.

10-punktowy plan

Na co Trump się zgodził? Nie mamy jednego, spójnego tekstu 10-punktowej propozycji irańskiej.

Sporo szczegółów zdradza oświadczenie irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Zaczyna się ono w ten sposób:

„Wróg, podczas swojej tchórzliwej, nielegalnej i przestępczej wojny przeciwko irańskiemu narodowi, poniósł niezaprzeczalną, historyczną i miażdżącą porażkę”.

W tekście oświadczenia znajdziemy następujące punkty, na które mieli zgodzić się Amerykanie:

  • gwarancja zaprzestania agresji,
  • kontynuacja irańskiej kontroli nad cieśniną Ormuz,
  • akceptacja wzbogacania uranu,
  • zniesienie wszystkich sankcji wobec Iranu,
  • anulowanie dotychczasowych rezolucji Rady Bezpieczeństwa [ONZ]
  • anulowanie dotychczasowych rezolucji Rady Gubernatorów [ciało ustawodawcze Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej],
  • wypłata reparacji za zniszczenia wojenne,
  • wycofanie się wszystkich amerykańskich sił bojowych z regionu,
  • powstrzymanie wojny na wszystkich frontach, w tym w Libanie.

Przyjęcie takiego planu przez USA byłoby oczywistą amerykańską porażką. To maksymalistyczne żądania. Ich akceptacja oznacza, że Iran dalej może wzbogacać uran, kontroluje cieśninę Ormuz, otrzyma pieniądze od USA za zniszczenia w wojnie, a Amerykanie opuszczą region.

Pamiętajmy jednak, że irański plan ma być „podstawą do negocjacji”, które mają się odbyć w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Nie wiemy, na co dokładnie zgodziły się obie strony.

Interesujący szczegół podaje Associated Press. Według źródła bliskiego negocjacjom, na które AP się powołuje, Iran razem z Omanem mają przez najbliższe dwa tygodnie pobierać opłatę za przepłynięcie przez cieśninę Ormuz. Iran miałby wykorzystać zebrane tak środki na powojenną rekonstrukcję.

Wszyscy blefują

Słowa Trumpa należy traktować z ekstremalną ostrożnością. W swoim oświadczeniu amerykański prezydent pisze, że niemal wszystkie punkty sporne zostały ustalone. Byłoby to szokujące. Bo oznaczałoby, że trwająca niemal pół wieku wzajemna wrogość i agresja została zasypana w błyskawicznych negocjacjach, pod amerykańską presją.

Biorąc pod uwagę historię stosunków USA z Republiką Islamską, negocjacje każdego z tych punktów mogłyby trwać miesiącami.

Tak samo traktować należy oświadczenia ze strony Iranu. Dziś jedna i druga strona starają się prezentować jak zwycięzcy. Ale do faktycznego zakończenia wojny na razie daleko. A ostatecznie, pomimo przedstawienia ram porozumienia przez Iran, nie wiemy nawet dokładnie, na co zgodziły się strony.

Weźmy choćby punkt o wstrzymaniu wojny w Libanie. Ta z całą pewnością nie została wstrzymana. Według libańskiego Ministerstwa Zdrowia dziś rano izraelskie ataki zabiły przynajmniej 10 osób. Izraelczycy wielokrotnie w ostatnich tygodniach sugerowali, że obecna wojna z Hezbollahem to potencjalnie długa kampania. Zmusili do ewakuacji ponad milion osób w nieco ponad pięciomilionowym państwie.

Nie będą chętni, by nagle swoją kampanię przerwać. A już teraz biuro premiera Netanjahu ogłosiło, że porozumienie z dzisiejszej nocy nie obejmuje Libanu. Jednocześnie Reuters podaje, że Hezbollah wstrzymał ataki na Izrael w ramach porozumienia. Jeśli jednak Izrael nie odpowie tym samym, libańska grupa z pewnością szybko wróci do wojny.

Podobnych pytań jest mnóstwo. Co ze wzbogaconym uranem? Wiemy, że Iran posiada około 440 kg wysoko wzbogaconego uranu, blisko poziomu koniecznego do wyprodukowania broni jądrowej. Wraz ze śmiercią Alego Chameneiego wygasło jego zarządzenie religijne, w którym stwierdzał, że zabronione jest dążenie do posiadania broni jądrowej. A jeszcze w poniedziałek Trump ogłaszał, że Iran nie może mieć broni atomowej.

Trump: Totalne zwycięstwo

Ostatecznie ustalono na razie dwie rzeczy: powstrzymanie ataków i otwarcie cieśniny Ormuz. W pierwszym przypadku faktycznie ataki na Iran ustały, a w odpowiedzi – ataki Iranu na cele związane z USA i Izrael. W drugim na konkretne efekty musimy jeszcze poczekać – wznowienie ruchu zajmie czas. A konsekwencje blokady i tak będziemy odczuwać przez kolejne tygodnie, nawet jeśli faktycznie ruch zostanie wznowiony.

Co więc udało się osiągnąć Amerykanom? Według Trumpa – „totalne i kompletne zwycięstwo”. Tak amerykański prezydent powiedział dziennikarzom AFP w krótkiej rozmowie telefonicznej.

Na dziś to zwycięstwo wygląda tak, że udało się powstrzymać wojnę i prawdopodobnie na jakiś czas zakończyć blokadę cieśniny Ormuz.

Czyli wrócić do stanu tuż sprzed wojny, którą rozpoczęli Amerykanie.

Jeśli wojna faktycznie zakończy się po dalszych negocjacjach, Amerykanie razem z Izraelem mogą przypisać sobie też eliminację dużej części irańskich przywódców, w tym najważniejszego – Alego Chameneiego. I zadanie poważnych strat irańskiej armii oraz gospodarce. Na ocenę, jak poważne, przyjdzie jeszcze czas. Ale z pewnością nie decydujące, tak jak przekonywał już wielokrotnie Trump.

2 kwietnia telewizja CNN na podstawie informacji w amerykańskim wywiadzie, podawała, że

Irańczycy zachowali mniej więcej połowę swojego arsenału rakietowego.

USA bez dobrych wyjść

Iran zyskał powód, by faktycznie dążyć do posiadania broni atomowej. Amerykanie mogą chcieć w rozmowach wymusić na Iranie deklarację, że nie będą do tego dążyć. Ale w ramowym planie, na który Trump miał się przecież zgodnie ze swoją deklaracją zgodzić, nic takiego nie ma.

Dotychczasowe rozmowy między Iranem i USA za kadencji Donalda Trumpa pokazały nam kilka rzeczy.

Po pierwsze, potwierdziły, że Trump nie ma cierpliwości do procesów, które wymagają czasu. Po drugie Irańczycy i Amerykanie głęboko sobie nie ufają, w przypadku obecnych ekip rządzących po obu stronach bardziej niż w ostatnich latach.

Jeśli Trump chce szybko zamknąć ten rozdział konfliktu z Iranem, trudno jest znaleźć inne wyjście niż faktycznie zaakceptować irańskie żądania. W przeciwnym razie czeka nas długi i chaotyczny proces, w którym wojna może wybuchnąć znów.

Jak Netanjahu przekonał Trumpa

O szczegółach tego, jak Trump dał się wpakować w tę sytuację, mówi nam wczorajszy tekst „New York Times’a”. Dziennikarze „NYT” na podstawie rozmów ze swoimi źródłami w otoczeniu Trumpa dokładnie odtwarzają proces decyzyjny amerykańskiego prezydenta.

Kluczowe były: pewność siebie po udanej operacji w Wenezueli na początku stycznia 2026 i opowieść o łatwym zwycięstwie, jaką sprzedał Trumpowi Benjamin Netanjahu. Niemal wszystko, co miało się według Netanjahu wydarzyć, się nie zmaterializowało. Izraelski premier miał rację, że możliwe jest zabicie Alego Chameneiego. Jednocześnie przekonywał Trumpa, że Iran nie będzie w stanie zamknąć Cieśniny Ormuz, system polityczny w Teheranie upadnie, a irański program rakietowy da się zniszczyć w kilka tygodni.

Amerykański wywiad wyrażał swoje wątpliwości, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, generał Dan Caine mówił jasno o ryzykach, wiceprezydent J.D. Vance wprost był przeciwny, a sekretarz stanu Marco Rubio był sceptyczny co do części izraelskich przewidywań.

Trumpa to nie zraziło, a na briefingach słyszał głównie to, co chciał słyszeć. Ludzie dookoła niego wiedzieli, jak trudna może być to operacja, ale porwany optymizmem Trump rzucił się na obietnicę wielkiego zwycięstwa. Dziś musi mówić, że Amerykanie wygrali, bo otwarli cieśninę, która była otwarta i miała się nigdy nie zamknąć.

Nowy porządek

Możemy więc obserwować, jak wyłania się nowy tymczasowy porządek, podobny do tego w Strefie Gazy. Czyli ani pełen pokój, ani pełna wojna, a ciągłe napięcie, które będzie zbierało się do kolejnego wybuchu.

Sygnałem, że napięcia dalej będą tylko rosnąć, jest reakcja izraelskiej opozycji wobec rządu Netanjahu. Dwaj kluczowi politycy opozycyjni, liderzy największych partii – Jair Lapid i Jair Golan – ogłosili już, że Netanjahu poniósł porażkę i nie osiągnął celów tej wojny.

Golan i Lapid mogą po tegorocznych wyborach parlamentarnych współtworzyć nowy rząd. I mogą wówczas dążyć do poprawienia tego, co ich zdaniem zostało wykonane niedostatecznie.

Najwięcej powodów do świętowania mają Pakistańczycy. Ich determinacja faktycznie pomogła w przynajmniej chwilowym zatrzymaniu tej wojny. Swoje dołożyły też Chiny – Trump sam przyznał we wspomnianej już rozmowie z AFP, że jego zdaniem to Chińczycy pomogli przekonać Iran do rozmów. To kolejny dowód na siłę Chin na światowej scenie – coś, czego Trump chciał przecież uniknąć.

Na razie Iran ponownie otworzył swoją przestrzeń powietrzną.

W piątek 10 kwietnia 2026 w Islamabadzie spotkać się mają wiceprezydent J.D. Vance i przewodniczący irańskiego parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf. Wynik rozmów jest niepewny.

Ale wybór Vance’a – zdeklarowanego przeciwnika tej wojny – pokazuje, że Amerykanom będzie zależeć, by ten rozdział zamknąć. Ta wojna w USA jest niepopularna, sprzeciwia jej się około 55 proc. Amerykanów. Trump będzie teraz mówił dużo o zwycięstwie, o pokonaniu Iranu. Ale na razie fakty są przeciwko niemu.

W długiej perspektywie następstwa polityczne i gospodarcze wojny mogą pomóc obalić system polityczny Republiki Islamskiej. Ale taki rozwój wydarzeń jest niepewny. Nawet jeśli tak się stanie, nie wiemy, kiedy to nastąpi, ani kto przejmie władzę w Teheranie.

Na dzisiaj wiele wskazuje na to, że historia zapamięta decyzję Trumpa odurzonego wizją wielkiego i decydującego zwycięstwa, jako strategiczną klęskę.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze