„Czy pana Timmermansa zbulwersowały wyczyny sędziów-złodziei sprzed rządów PiS?” - Zbigniew Ziobro w kabaretowy sposób unika odpowiedzi na pytania o decyzję KE. Komisja zbada, czy system dyscyplinarny wprowadzony przez PiS narusza unijne standardy. A Ziobro swoje: „robimy to, co Niemcy i Hiszpanie". Piotrowicz też poucza Europę: sądy to nasza sprawa

„Być może pan Timmermans z pewnym opóźnieniem zbulwersował się usłyszawszy, że sędzia, który ukradł wiertarkę, czy części do wiertarki w hipermarkecie, został przez SN uniewinniony. Jeśli pan Timmermans reaguje na tego rodzaju sytuacje, to ja rozumiem jego oburzenie” – tak 3 kwietnia 2019 w Sejmie Zbigniew Ziobro komentował decyzję Komisji Europejskiej o wszczęciu wobec Polski kolejnej „procedury naruszenia”.

„Interes jest taki, żeby zainstalować w Polsce rządy, które będą rządami lewicowymi, a więc o takich poglądach, które prezentuje Timmermans” – tłumaczył słuchaczom Radia Maryja poseł PiS i członek nowej Krajowej Rady Sądownictwa Stanisław Piotrowicz.

Eksperci KE są zdania, że system dyscyplinowania sędziów wprowadzony przez „reformy” sądownictwa PiS stanowi „uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego”. Narusza bowiem przysługującą wszystkim obywatelom UE gwarancję skutecznej ochrony sądowej (art. 19 Traktatu o UE). W tym prawo do skutecznego środka prawnego i bezstronnego sądu (art. 47 Karty Praw Podstawowych).

Komisja działała na podstawie znanego już w Polsce artykułu 258 Traktatu o Funkcjonowaniu UE.

  • Zobacz art. 258 TFUE

    Art. 258. Uchybienie przez Państwo Członkowskie zobowiązaniom Traktatu

    Jeśli Komisja uznaje, że Państwo Członkowskie uchybiło jednemu z zobowiązań, które na nim ciążą na mocy Traktatów, wydaje ona uzasadnioną opinię w tym przedmiocie, po uprzednim umożliwieniu temu Państwu przedstawienia swych uwag.

    Jeśli Państwo to nie zastosuje się do opinii w terminie określonym przez Komisję, może ona wnieść sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Polska ma dwa miesiące, by odpowiedzieć na zastrzeżenia KE. Jeżeli Komisja uzna argumenty rządu za niesatysfakcjonujące, wyda w tej sprawie „uzasadnioną opinię”. Polska zostanie wówczas oficjalnie wezwana do usunięcia uchybień. W przypadku odmowy KE będzie mogła skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości UE.

Za rządów PiS robiła to już dwukrotnie – w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej i przepisów o wieku emerytalnym sędziów Sądu Najwyższego. Dopiero konfrontacja z TSUE zmuszała polski rząd do wycofania się z kontrowersyjnych pomysłów. Polscy obrońcy praworządności liczą, że będzie tak i tym razem.

Motywację Komisji, prześladowania sędziów w ramach „Polski dyscyplinarnej” oraz wezwanie Fransa Timmeransa do „wielkiej debaty w całej UE na temat nowych unijnych mechanizmów wobec państw członkowskich, które naruszają praworządność” opisaliśmy szczegółowo w OKO.press:

Kolejna procedura naruszeniowa na mniej niż dwa miesiące przed wyborami do Parlamentu Europejskiego to ogromny wizerunkowy kłopot dla polityków PiS. Od środy 3 kwietnia dwoją się więc i troją, by odeprzeć argumenty Komisji.

Ziobro: „Sędzia ukradł wiertarkę”

Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro – autor kontestowanych w Brukseli „reform” – próbował grać komedię. W rozmowie z dziennikarzami w Sejmie, tuż po ogłoszeniu decyzji KE, stwierdził:

„Być może pan Timmermans z pewnym opóźnieniem zbulwersował się usłyszawszy, że sędzia, który ukradł wiertarkę, czy części do wiertarki w hipermarkecie został przez SN uniewinniony. Jeśli pan Timmermans reaguje na tego rodzaju sytuacje, to ja rozumiem jego oburzenie”.

„Chciałbym mu tylko zadać pytanie, czy jemu o to chodzi. Czy jest zbulwersowany i dlatego reaguje, że sędzia sądu apelacyjnego kradnie części elektroniczne razem z żoną, żona dostaje zarzuty, bo nie ma ochrony immunitetu w ciągu 24 godzin, a sędzia dopiero po półtora roku, bo wtedy dopiero procedury łaskawie pozwoliły prokuraturze postawić mu zarzuty” – zastanawiał się na niby Ziobro.

Nie ma wątpliwości, że Ziobro wie, czego naprawdę dotyczą zarzuty KE. Na wszelki jednak wypadek przypominamy:

  • sędziowie są karani za treść wydawanych orzeczeń, a także za kierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE – łamane są więc ich prawa wynikające z art. 267 TFUE;
  • Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która kontroluje decyzje podjęte w postępowaniach dyscyplinarnych, nie jest bezstronna, bo w jej skład wchodzą wyłącznie nowi sędziowie wybrani przez Krajową Radę Sądownictwa, której sędziów-członków mianowali posłowie PiS i Kukiz’15;
  • dyscyplinowanym sędziom odmawia się prawa do tego, by w ich sprawach orzekał sąd „ustanowiony na mocy ustawy” – po zmianach wprowadzonych przez PiS Prezes Izby Dyscyplinarnej SN wyznacza sąd dyscyplinarny pierwszej instancji wedle własnego uznania;
  • ograniczone są prawa procesowe sędziów – w tym prawo do rozpatrzenia sprawy w rozsądnym terminie – oraz prawo do obrony.

Znowu „nadzwyczajna kasta”

Gdy część dziennikarzy próbowała przywrócić dyskusję na właściwe tory, Ziobro szedł w zaparte.

„SN również w okresie trwania reformy sądownictwa orzekł na przykład, że sędzia złapany na fotoradar ma prawo kłamać i mówić nieprawdę, że to on nie jechał. Ale pan w takiej samej sytuacji ma obowiązek mówić prawdę i może pan może ponieść odpowiedzialność jeśli pan złoży fałszywe zeznanie w tej sprawie” – argumentował Minister Sprawiedliwości.

„Być może pan Timmermans reaguje na te wszystkie sprawy, które rzeczywiście są bulwersujące. Muszę państwu powiedzieć, że ja opowiadam o tym np. ministrom sprawiedliwości krajów UE, to wszyscy są poruszeni, że takie rzeczy mogą mieć miejsce w państwie członkowskim, które leży w sercu Europy”.

Dokładny raport z prześladowań sędziów przez rzeczników dyscyplinarnych pod tytułem „Państwo, które karze” opublikował ostatnio Komitet Obrony Sprawiedliwości „KOS”. Roi się w nim od przykładów na nadużywanie przez władzę systemu postępowań dyscyplinarnych.

Eksperci KOS demaskują też narrację PiS o złej „kaście sędziowskiej”, która ma usprawiedliwiać przeprowadzone reformy. Antagonizować środowisko sędziów i zwykłych obywateli politycy PiS próbują za każdym razem, gdy „dobra zmiana” w sądach jest kwestionowana.

O sędziach, którzy „są zwykłymi złodziejami” mówił w 2018 roku poseł PiS i członek nowej KRS Stanisław Piotrowicz. Premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla Gazety Polskiej nazwał sędziów z Krakowa „grupą przestępczą”. Szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski stwierdził natomiast, że „niektórzy sędziowie są bogaci i mają w ogródkach zakopane sztabki złota, ale nie jest znane ich pochodzenie”.

To właśnie tą narracją o sędziach-przestępcach, którzy stawiają się ponad prawem, posłużył się w środę Zbigniew Ziobro.

„Myślę, że pan Timmermans jest nieprecyzyjny i chodziło mu o te przypadki, które spowodowały, że powołaliśmy Izbę Dyscyplinarną. Izba ma za zadanie stosować równą miarę wobec wszystkich obywateli. A nie inną miarę wobec tych, którzy uważają się za nadzwyczajną kastę i tych, którzy są zwykłymi obywatelami” – podkreślił.

„U Niemców jest gorzej”

Naciskany przez dziennikarzy Ziobro w końcu odniósł się także do meritum. Zapytany o sposób naboru do nowej KRS po raz kolejny przywołał stary argument „niemiecki”.

„Komisja kwestionuje wybór KRS, jakoby Rada była wybierana politycznie. A czy państwo wiecie i czy pan Timmermans wie, jak wybierani są sędziowie do sądów najwyższych, czyli sądów federalnych w Niemczech, największym kraju UE? Czy zgłosił zastrzeżenia w związku z tym? Czy uruchomił procedury już naruszenia praworządności przez Niemcy?” – pytał podchwytliwie Ziobro.


Jeżeli chodzi o ochronę i niezależny wpływ sędziów na wybór przyszłych sędziów SN to w Polsce on jest znacznie większy. Wyższe są standardy niż w największym państwie UE, jakim są Niemcy.

Zbigniew Ziobro, Sejm - 03/04/2019

11.02.2019 Kielce . Zbigniew Ziobro podczas konferencji prasowej Solidarnej Polski . Fot. Pawel Malecki / Agencja Gazeta


fałsz. W efekcie "reform" PiS polskie standardy niezależności sądownictwa są dziś niższe niż w dalekim od ideału systemie niemieckim.


W OKO.press pisaliśmy, że Niemcy rzeczywiście dali politykom duże uprawnienia przy wyborze sędziów. Niemiecki system jest jednym z najbardziej upolitycznionych w Europie. Od polskich zakusów na niezależne sądy różni go jednak wiele: długa tradycja, obecność opozycji w komisji rekrutacyjnej, opinia sędziów i dobry obyczaj. W Niemczech nie do pomyślenia jest na przykład, by do sądu wybrano kandydata bez doświadczenia i kompetencji.

Ziobro stosuje też ciekawy zabieg logiczny. Z jednej strony potępia niemiecki model nazywając go upolitycznionym, z drugiej nie ukrywa, że reformy PiS zmierzają w tym samym kierunku.

Celowo pomija też kluczowy argument przeciwko „dobrej zmianie w sądach”, czyli skalę przeprowadzonej reformy. PiS nie tylko upolityczniło KRS. Podporządkowało sobie Trybunał Konstytucyjny, próbuje przejąć Sąd Najwyższy i ściga sędziów, którzy ośmielą się skrytykować te pomysły. Do tego dochodzi czystka w prokuraturze.

Przecież TK już zadecydował

Argumentując, Ziobro przywołał także niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego.

TK pod wodzą prezes Julii Przyłębskiej 25 marca orzekł, że z polską konstytucją jest zgodny art. 9a ustawy o KRS, czyli zapis dotyczący wyboru członków Rady przez Sejm. „Zalegalizował” tym samym reformę PiS, która doprowadziła do upolitycznienia Rady.

„Co do naszej ustawy zasadniczej wypowiedział się TK, który stwierdził rzecz oczywistą, że nasza ustawa zasadnicza nie mówi kto wybiera sędziów, tylko mówi, że mają tam być sędziowie i to większość” – mówił Ziobro 3 kwietnia.

„To orzeczenie marionetkowego organu na polityczne zlecenie według z góry założonych celów” – komentował dla OKO.press mec. Michał Wawrykiewicz ze stowarzyszenia „Wolne Sądy”, kandydat do Parlamentu Europejskiego z wielkopolskiej listy Koalicji Europejskiej.

Wawrykiewicz podkreślił, że Trybunał zastosował wyizolowaną wykładnię Konstytucji – odniósł się do zaledwie jednego z jej artykułów – 187. Tymczasem powinien analizować ją kompleksowo, razem z artykułami 10, 173 i 186 o trójpodziale władzy, niezależności sądownictwa i konstytucyjnej roli KRS.

Zdaniem ekspertów wyrok był zresztą nieważny. Wśród pięciorga orzekających sędziów znalazł się bowiem jeden z „dublerów”, czyli sędziów TK powołanych przez PiS na zajęte już miejsca.

„Robimy to, co Hiszpanie”

Ziobro przypomniał także kolejny argument dobrze znany osobom, które śledziły zmiany w polskim sądownictwie w 2017 roku. Czyli to, że polska reforma została „splagiatowana” z modelu hiszpańskiego.

„Polski model został skopiowany z modelu hiszpańskiego. Pytanie w takim razie, czy pan Timmermans wszczął również procedurę w stosunku do Hiszpanii? Która również na drodze decyzji politycznej parlamentu wybiera sędziów do tamtejszej rady sądownictwa? O ile mi wiadomo nie wszczął” – ubolewał Ziobro.


Kopiujemy dosłownie wzorce hiszpańskie, ale okazuje się, że Hiszpanie mogą, a Polacy nie mogą.

Zbigniew Ziobro, Sejm - 03/04/2019

Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Między systemem polskim, a hiszpańskim są wyraźne różnice. Hiszpania nie jest też dobrym wzorem do naśladowania.


„Kopiujemy dosłownie wzorce hiszpańskie, ale okazuje się, że Hiszpanie mogą, a Polacy nie mogą – zdaniem pana Timmermansa. To jest zastanawiające. Czy chodzi o prawo, które jest równe wobec wszystkich, czy chodzi raczej o subiektywną politykę? I myślę, że tu o politykę chodzi i państwo chyba też możecie to zauważyć” – podkreślał Minister Sprawiedliwości.

W OKO.press pisaliśmy już także o rzekomym podobieństwie między ustawami PiS a systemem hiszpańskim. Doszukaliśmy się kilku istotnych różnic:

  • w Hiszpanii sędziowie są inaczej zgłaszani i wybierani;
  • kandydaci muszą spełnić wyższe wymagania;
  • parlament hiszpański wybiera członków Rady Sądownictwa większością 3/5 głosów, polski Sejm po zmianach robi to większością zwykłą.

Podobnie jak Niemcy, Hiszpania nie powinna być też dla Polski wzorem do naśladowania. Europejska Sieć Rad Sądownictwa (ENCJ) w 2016 roku wydała raport, w którym hiszpański system zajął jedno z ostatnich miejsc w Europie pod względem niezależności władzy sądowniczej. W 2018 roku, w efekcie reform PiS, ta sama ENCJ zawiesiła polską KRS w prawach członka.

Piotrowicz: „Unia nie ma prawa”

Decyzję KE skomentował też na antenie Radia Maryja poseł PiS i członek nowej KRS Stanisław Piotrowicz. Także i on przytoczył argument „niemiecki”. Następnie posłużył się wielokrotnie podejmowaną przez polityków PiS narracją: Unia Europejska nie ma prawa badać sądownictwa w państwach członkowskich.


Sprawa ustroju sądownictwa to wewnętrzna sprawa każdego państwa członkowskiego UE. Spraw tych nie obejmują traktaty unijne.

Stanisław Piotrowicz, Radio Maryja - 03/04/2019

Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Unia ma prawo badać, czy sądy państw członkowskich są niezależne.


A jednak – obejmują. Jak wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press Trybunał Sprawiedliwości UE ma kompetencje, by doprecyzowywać unijne Traktaty. W wyroku z lutego 2018 TSUE orzekł, że skoro krajowe sądy badają unijne przepisy, to Unia może badać, czy sądy te są niezależne.

O tym, że państwa członkowskie muszą gwarantować obywatelom prawa do skutecznego środka prawnego i bezstronnego sądu mówią wspomniane w komunikacie KE art. 19 Traktatu o UE i art. 47 Karty Praw Podstawowych.

Jak poseł Piotrowicz tłumaczy zainteresowanie KE sytuacją polskiego sądownictwa? Jego zdaniem za decyzją KE stoi polityczny interes samego Fransa Timmermansa, który dąży do „zainstalowania w Polsce rządów lewicowych”.


Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press