"Odpowiedzią na propagandę strachu nie może być lęk, by nie mówić całej prawdy. Nasz strach jest najgorszą odpowiedzią na strach, jaki wzbudza władza" - mówi OKO.press Agnieszka Holland, której film o dziennikarzu “Obywatel Jones” zdobył Złote Lwy na Festiwalu w Gdyni. "W obliczu autorytarnej władzy musimy bronić faktów"

„Bohater mojego filmu Gareth Jones uważał, że prawda jest tylko jedna i że dziennikarstwo to najszlachetniejszy zawód, bo bada fakty i przekazuje ludziom prawdę, niezależnie od tego, jak to jest trudne, niewygodne czy niebezpieczne” – mówi OKO.press Agnieszka Holland. Jej film „Obywatel Jones” wygrał 21 września wieczorem 44. Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni.

Są to trzecie Złote Lwy reżyserki, po „Gorączce” w 1981 roku i „W ciemności” w 2012. Nagroda ma swoją wymowę w Polsce, gdzie zagrożone są podstawy demokracji, a władze po opanowaniu mediów publicznych, zapowiadają dalsze ingerencje wobec dziennikarzy (rozmowa z reżyserką – niżej).

„Nasz film pokazuje, do czego prowadzi inżynieria społeczna megalomańskiej władzy. Niszczy ludzi przekonując świat, że jest oazą wolności i sprawiedliwości, jest wyspą wolności” – odbierając statuetkę cytowała Holland określenie, którym posługuje się Jarosław Kaczyński (w 2016 roku, w 2017 roku, czy w 2019 roku). 

„Filmowcy, stanowimy wspólnotę, nie jesteśmy samotni. Polskie władze są na wojnie z kulturą. Dlatego Kultura Niepodległa zaczyna akcję ‚Cenzura nie przejdzie’. Gratuluję nam wszystkim solidarności”.

Srebrnego Lwa dostał „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy. Za muzykę do tego filmu nagrodzono Leszka Możdżera, a Dawida Ogrodnika za główną rolę męską. Jego podziękowanie stało się kolejną tego dnia deklaracją polityczną.

„nieważne, czy macie 150 cm czy dwa metry, każda władza się kiedyś skończy. I nie będzie już tak śmiesznie”.

Te dwa filmy pokonały polskiego kandydata do Oscara „Boże ciało”, które dostało nagrody za reżyserię dla Jana Komasy („sztuka będzie niezależna albo nie będzie jej wcale” – powiedział) i scenariusz dla Mateusza Pacewicza, a także za drugoplanową rolę kobiecą dla Elizy Rycembel, Nagrodę Publiczności, Nagrodę Dziennikarzy (o sukcesach „Bożego ciała” w Wenecji pisaliśmy tutaj).

Krzysztof Zanussi odbierając Platynowe Lwy za całokształt wspomniał o likwidacji przez władze zespołu „Tor”, którym kierował. „Decyzja, której nie rozumiem”.

Wiceminister Jarosław Sellin ripostował, że prawie wszystkie z 19 filmów w głównym konkursie miało dofinansowanie „od państwa” (miał na myśli PISF). „Tak wygląda ta cenzura” – ironizował nawiązując do słów Holland.

I zadeklarował z powagą, że „polskie władze szanują pracę filmowców”.

Ukraina, 1933

Bohaterem filmu Holland jest Gareth Jones, walijski reporter, który w 1933 roku (jako 28-latek) wyruszył na Ukrainę. Dokumentował Wielki Głód (Hołodomor), sztucznie wywołaną przez Stalina klęskę w odpowiedzi na opór przeciwko kolektywizacji. Ta jedna z najstraszliwszych zbrodni stalinowskich kosztowała życie 6-10 milionów ludzi.

Świadectwo dziennikarza stało się źródłem informacji o ludobójstwie ukrywanym przez kremlowską propagandę. Raporty Jonesa (zamordowanego w 1935 roku, zapewne z udziałem NKWD) są do dziś używane przez historyków, m.in. Timothy’ego Snydera („Skrwawione ziemie: Europa między Hitlerem a Stalinem”), który w filmie pełnił rolę konsultanta historycznego.

„To postać dziennikarza, który dorasta do odpowiedzialności, by powiedzieć światu prawdę o Wielkim Głodzie” – mówiła reżyserka 17 września RMF FM. Dodała, że film traktuje też o samym dziennikarstwie, istocie tego zawodu.

O tym właśnie rozmawiamy w sobotę, 21 września 2019 roku.

Holland: Odwaga zamiast strachu

Agnieszka Holland*: Bohater mojego filmu Gerry Jones uważał, że prawda jest tylko jedna i że dziennikarstwo to najszlachetniejszy zawód, bo bada fakty i przekazuje ludziom prawdę, niezależnie od tego, jak to jest trudne, niewygodne czy niebezpieczne.

Wydaje mi się, że do takiego ideału dziennikarstwa powinniśmy dążyć także dzisiaj, na tym polega rola mediów w demokracji. W latach 30. podziały polityczne i głęboko ideologiczne szły przez całą planetę, co zachęcało dziennikarzy do tzw. narracji tożsamościowej, do opowiadania się po jednej stronie. Ale jeśli dziennikarz kieruje się tym przekazując informacje, to przestaje uprawiać swój zawód, zaczyna być propagandzistą.

Jeżeli tracimy zaufanie do dziennikarzy, do informacji, do podawanych faktów, to wszystko można zmanipulować i wszystko staje się fejk newsem.

To pytanie, przed którym stajemy dzisiaj w Polsce, ale także w Stanach Zjednoczonych, gdzie masz prawicowe Fox News kontra CNC, albo protrumpowe gazety i „New York Timesa”.

Znika agora mediów, do których każdy może się odwołać, bo każdy wie, że podawane fakty nie są zmanipulowane.

Ten temat szczególnie mnie w filmie interesował. Chciałam też pokazać cenę, jaką się płaci za niezależność dziennikarską. I odwagę, żeby w imię prawdy wyrzec się swojego środowiska, i odwagę, którą trzeba mieć w obliczu totalnych, autorytarnych reżymów, które – w skrajnej sytuacji – nie cofają się przed zamordowaniem dziennikarza.

Dziennikarstwo śledcze tego typu, dziennikarstwo, które dociera do faktów niewidocznych i podaje je takimi, jakie są, bez komentarza nawet, jest absolutnie niezbędne, także teraz w dobie internetu, gdzie zalewają nas byle jakie newsy.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Ale czy nie jest to taka piękna opowieść nie na te czasy? Wobec intensywności propagandy, jaką uprawia Orbán, Trump, Putin, Erdoğan czy Kaczyński coraz trudniej się przebić z zimnym fact-checkingiem. Trump wytwarza sześć fejk newsów dziennie, a jego popularność nie słabnie.

Ale jaka jest odpowiedź? Czy będziemy produkować nasze fejk newsy?

No skąd, ale nawet amerykańskie media przestają na bieżąco sprawdzać kłamstwa Trumpa. Populiści panują nad umysłami znaczącej części społeczeństw. Jak temu przeciwdziałać, nie poddając się poczuciu bezradności?

To pytanie stawiali sobie ludzie w latach 30. i niestety przegrali ten zakład, ponieważ faszyzm ma to do siebie, że strasznie trudno z nim walczyć. Podobnie ze współczesnymi systemami, które wymieniasz, nawiązującymi do nacjonalistycznej czy religijnej ideologii. Używają bezwzględnych i tak bezczelnych metod i są tak nihilistyczne, że użyję określenia ulubionego przez prezesa Kaczyńskiego, że jakiekolwiek wartości i reguły gry się zacierają. Kiedy chcesz wyjść z nimi na to samo pole, to musisz użyć podobnych metod. Ale moim zdaniem, naszą jedyną bronią jest odwaga, po prostu. Brak kunktatorstwa, takiego myślenia o Boże, jak to powiem, to zaszkodzę, to może lepiej powiem trochę inaczej.

Ten brak odwagi i kunktatorstwo widać zresztą wyraźniej u polityków opozycyjnych, którzy boją się powiedzieć zgodnie z biblijnym zaleceniem „Niech wasza mowa taka będzie tak, tak; nie, nie” i stanąć przy podstawowych wartościach. Wpatrują się w słupki sondaży i kombinują, że jak powiemy prawdę, to stracimy. Więc mówią ani tak, ani tak i tracą jeszcze więcej.

A już dziennikarze absolutnie nie powinni wchodzić w tę logikę, no bo politycy muszą jednak wybrać jakąś strategię i słuchać tego, co mówi opinia publiczna, do pewnego stopnia to nieuniknione, ale dziennikarze powinni czyści, jak żona Cezara. Wiem, że to idealistyczne.

Oczywiście trzeba oddzielić dziennikarstwo informacyjne, które podaje i analizuje fakty, od publicystyki, od komentarza. Nie zmienimy się w kawałki lodu, komentarz jest zawsze subiektywny, jest głosem tego dziennikarza czy tej dziennikarki.

Natomiast fakt ma obiektywną, fizyczną sprawdzalność. Dlatego cenię i wspieram OKO.press, bo to właśnie robiliście, szczególnie na początku, ale dalej to robicie sprawdzając, prostując, odrzucając kłamstwa, mówiąc, co jest prawdą, co jest fejkiem.

Pojawia się pokusa u dziennikarzy, tzw. naszej strony, by w obronie demokracji życzliwiej, albo – powiedzmy – z wyrozumiałością potraktować opozycję, bo każda jej krytyka wzmocnia potęgę PiS.

Tak, oczywiście, znam to doskonale, to jest ten strach. Strach rządzi dzisiaj w Polsce.

Na panelu na Kongresie Kobiet powiedziałam, że cały populizm władz jest skierowany w dużym stopniu przeciw zmianom obyczajowym, różnym formom nowoczesności, za patriarchatem i przeciwko kobietom, ale

cały ten populizm rodzi się ze strachu, strachu mężczyzn, że utracą władzę. Ten strach jest tak powszechny i głęboki w społeczeństwie, na tym strachu populiści budują całą swoją ideologię.

W Polsce to widać wyraźnie, przy czym władza uważa, że to jest ciemny lud i używa powiedziałabym topornych narzędzi. Te opowieści o Gender, LGBT, o seksualizacji dzieci, cała ich retoryka wydaje się tak głupia, że nikt na to się nie nabierze. I nagle widzimy skuteczność tej propagandy, bo strach jest łatwo wzbudzić, zwłaszcza strach przed utratą władzy i zakwestionowanie modelu męskości, który już jest nieaktualny. I strach np. przed LGBT, szczególnie u młodych mężczyzn rośnie na potęgę.

Ale odpowiedzią na propagandę strachu nie może być lęk, by nie mówić całej prawdy. Nasz strach jest najgorszą odpowiedzią na strach, jaki wzbudza władza.

*Agnieszka Holland, twórczyni takich filmów jak: „Aktorzy prowincjonalni”, „Europa, Europa”, „Plac Waszyngtona”, „W ciemności”, „Kopia mistrza” czy „Pokot”, za który dostała Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale 2017, a także seriali, w tym czterech odcinków „House of cards”. Od 2013 roku przewodnicząca Europejskiej Akademii Filmowej.

Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

Masz cynk?