Zrzutka czy militaryzacja? Polska nauka od lat cierpi z braku systemowego wsparcia
Polskie społeczeństwo nie ma zaufania do nauki. To jest charakterystyczne dla zbiorowości, które z mniej lub bardziej uzasadnionych przyczyn boją się zmian, nie bardzo wierzą w inwestowanie w rozwój i, siłą rzeczy, w naukę, która to umożliwia — mówi w rozmowie z OKO.press prof. Andrzej Leder.
Dr Stanisław Krawczyk, współorganizator akcji „3% na naukę, 100% dla Polski”, której uczestnicy 27 maja protestowali pod Sejmem, w liście otwartym do mediów napisał, że pensje w sektorze nauki są skrajnie niekonkurencyjne, a mimo apeli kolejnych gremiów środowiska naukowego pieniądze przeznaczane na naukę i szkolnictwo wyższe, liczone jako procent PKB, od dwóch dekad systematycznie maleją.
„Wynagrodzenie osoby z doktoratem rozpoczynającej pracę na stanowisku adiunkta to niecałe trzy czwarte średniego wynagrodzenia w sektorze małych, średnich i dużych przedsiębiorstw, zaś część osób zatrudnionych na stanowiskach asystenckich, mimo posiadania doktoratu, zarabia zaledwie 19 złotych powyżej pensji minimalnej” – wyliczał Krawczyk.
Zapytałem prof. Andrzeja Ledera, filozofa, psychoterapeutę, członka Rady Naukowej w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN oraz autora m.in. „Prześnionej rewolucji”, za którą był nominowany do Nagrody Literackiej „Nike”, dlaczego nauka nie jest priorytetem polskich polityków oraz czy militaryzacja badań i rozwoju jest nieunikniona.

Komentarze