Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto NASA / AFPFoto NASA / AFP

Na Marsie leży malowniczy krater nazwany Jezero. Nazwa oznacza po prostu „jezioro” w serbsko-chorwackim, słoweńskim i czeskim, a w polskim i wielu innych językach słowiańskich brzmi podobnie.

Nieprzypadkowo. Wcześniejsze zdjęcia powierzchni Czerwonej Planety sugerowały, że przed milionami lat do krateru mogła płynąć rzeka, a nieckę krateru wypełniała woda. Stąd też nazwa, którą wybrała Międzynarodowa Unia Astronomiczna.

Naukowcy w 2015 roku byli przekonani, że krater Jezero rzeczywiście był jeziorem, co opisali w pracy opublikowanej w „Journal of Geophysical Research: Planets”. Trzy lata później wybrano go jako miejsce lądowania łazika Perseverance. Miał zbadać, czy okolice te były kiedyś sprzyjające dla organizmów żywych i czy jakiekolwiek organizmy je zamieszkiwały.

Perseverance wylądował w 2020 roku. I potwierdził, że do krateru Jezero wpływała kiedyś woda, między innymi dzięki badaniom radarowym sięgającym 20 metrów w głąb marsjańskiego gruntu.

Perseverance na Marsie 11.10.2024 r.. Foto Caltech/ NASA

Dziwne cętki na marsjańskich skałach

Perseverance zwiedzał krater Jezero przez pięć lat, fotografując skały na jego powierzchni i pobierając ich próbki. W 2024 roku pobrał je z formacji skalnej Bright Angel w dolinie Neretva Vallis. Zespół kierujący pracą łazika nazwał ją Sapphire Canyon.

Pobrane próbki były drobnoziarnistą skałą osadową, powstałą w stojącej wodzie, prawdopodobnie w jeziorze lub okresowym zbiorniku. Takie muliste osady na Ziemi bardzo sprzyjają życiu. Jedna z hipotez powstania życia zakłada wręcz, że powstało ono właśnie w błotnistych sadzawkach.

Naukowcy oglądający zdjęcia próbek z Sapphire Canyon szybko dostrzegli w nich intrygujące ślady. Były to niewielkie struktury przypominające ziarnka maku oraz plamki otoczone ciemniejszymi obwódkami, ochrzczone „cętkami lamparta”.

Na Ziemi takie struktury niemal zawsze związane są z aktywnością biologiczną mikroorganizmów. Tworzą je mikroby, które przetwarzają związki żelaza i siarki, z czego czerpią energię. Takie plamy to ślady kolonii bakterii, jej obwódki zaś to ślady po miejscach, gdzie przebiegały reakcje chemiczne inicjowane przez mikroby.

Nic dziwnego, że odkrycie to wywołało poruszenie w środowisku naukowym.

Prawda czy fałsz?

Nie ma dowodów na istnienie życia na Marsie.

Sprawdziliśmy

Stale odkrywamy jego możliwe ślady, a eksperymenty przeprowadzone przez sondy Viking 50 lat temu były niejednoznaczne. Część z nich wskazywała na aktywność biologiczną.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Czy to mikroby jedzą marsjańskie skały?

W pracy opublikowanej 10 września 2025 roku w „Nature” międzynarodowy zespół opisał, że marsjańskie ziarnka i cętki mają koncentryczne otoczki składające się z wiwianitu (fosforanu żelaza) i greigitu (siarczku żelaza).

Wiwianit często spotykany jest w miejscach bogatych w rozkładające się szczątki materii organicznej zawierające związki fosforu. Mikroby przyłączają wtedy fosforany do jonów żelaza, z czego czerpią energię. Takie organizmy nazywa się chemolitotrofami (od greckich słów oznaczających chemię, skałę i pożywienie).

Z greigitem jest podobnie. Choć wytłumaczenie mechanizmu jest nieco dłuższe, mikroorganizmy mogą czerpać energię, przetwarzając jeden rodzaj siarczku żelaza w drugi.

Z czterech cząsteczek siarczku żelaza FeS (pirytu) powstaje inny siarczek żelaza Fe3S4 (greigit) i jeden niezwiązany atom żelaza. W tym pierwszym żelazo występuje na drugim stopniu utlenienia (Fe2+), w drugim związku jeden atom żelaza jest na drugim stopniu utlenienia (Fe2+), dwa natomiast atomy żelaza – na trzecim (Fe3+). Atomy żelaza przechodząc ze stanu Fe2+ w Fe3+ tracą po jednym elektronie. Dwa elektrony może przejąć uwolniony atom żelaza, który przechodzi ze stanu Fe2+ na Fe, ale może to zrobić inna cząsteczka w komórce bakterii i dostarczyć jej energii.

Ten mechanizm opisali badacze w pracy opublikowanej w „Science” dawno temu, w 1998 roku, próbując wyjaśnić obecność greigitu w meteorycie Allan Hills 84001 znalezionym w 1984 roku na Antarktydzie. Skład tego meteorytu wskazuje na to, że jest odłamkiem Marsa wybitym z powierzchni tej planety przez jakieś większe uderzenie, który krążył w kosmosie, nim uderzył w Ziemię.

Meteoryt ALH84001,0. Foto NASA, w domenie publicznej

Oba minerały — wiwianit i greigit — mogą powstawać także w procesach abiotycznych, bez udziału życia. Jednak takie powstawanie tych dwóch minerałów wymaga wysokiej temperatury (powyżej 120 stopni Celsjusza) lub silnie kwaśnego środowiska. W analizowanej marsjańskiej próbce nie znaleziono śladów ani kwaśnego środowiska, ani wysokich temperatur.

To bardzo mocna poszlaka, sugerująca, że w dawnych marsjańskich warunkach mogły istnieć mikroorganizmy. Wciąż jednak nie jest to dowód. Aby go uzyskać, musimy sprowadzić próbki na Ziemię” – mówi na łamach portalu „Academia” dr Anna Łosiak z Instytutu Nauk Geologicznych PAN.

Przeczytaj także:

Dowody będą — po 2033 roku

Autorzy pracy opublikowanej w „Nature” we wrześniu ub. roku wypowiadali się w niej nader ostrożnie. „Formacja Bright Angel zawiera struktury, cechy chemiczne i mineralne oraz ślady organiczne, które sprawiają, że należy je brać pod uwagę jako potencjalne ślady organizmów żywych”.

Ostrożne sformułowania wynikają z faktu, że nie ma twardych dowodów na to, iż na Marsie żyły mikroby. Pozostawione przez nie ślady to jedynie poszlaki, nawet jeśli bardzo solidne. Łazik NASA Perseverance, choć wyposażony w wiele instrumentów badawczych, nie umożliwia aż tak szerokiego zakresu badań, jak ziemskie laboratoria.

Jednoznacznie stwierdzić, czy ślady w marsjańskich skałach rzeczywiście pozostawiły mikroorganizmy, będzie można, dopiero gdy zebrane przez łazika próbki (dotychczas około trzydziestu) trafią do laboratoriów na Ziemi. Ich sprowadzenie na Ziemię planują wspólnie NASA i ESA (Europejska Agencja Kosmiczna) – ale są to dość mgliste plany.

Najbliższym terminem sprowadzenia próbek na Ziemię jest dziś 2033 rok.

Węglowodory na Marsie

Poszukiwania śladów życia na Marsie dostarczają coraz więcej emocji. Otóż jak donieśli naukowcy w pracy opublikowanej w marcu 2025 roku w „PNAS”, w próbkach marsjańskich skał inny marsjański łazik, Curiosity, odkrył węglowodory.

Węglowodory to związki atomów węgla i wodoru. Najprostszymi węglowodorami są metan, etan, propan i butan. Wszystkie cztery wchodzą w skład gazu ziemnego. Dłuższe łańcuchy węglowodorów (o nazwach tworzonych od greckich liczebników odpowiadających liczbie atomów węgla: pentan, heksan, heptan, oktan) są cieczami. Wchodzą w skład ropy naftowej.

Gaz i ropa naftowa powstały na Ziemi z obumarłych szczątków morskich mikroorganizmów, planktonu i glonów. Materia ta opadała na dno, mieszając się z osadami, a następnie została przykryta warstwami mułu.

W warunkach beztlenowych, przy wysokim ciśnieniu i temperaturze, przeobraziła się w węglowodory (tłumaczy Państwowy Instytut Geologiczny). Wysuwano też abiogeniczne teorie powstawania ropy naftowej, czyli powstawania jej z materii nieożywionej, jednak nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością.

Nie oznacza to, że węglowodory nie powstają z materii nieożywionej w ogóle. Powstają, natomiast w niewielkich ilościach i w specyficznych warunkach. Na przykład w pobliżu oceanicznych systemów hydrotermicznych, gdzie dwutlenek lub tlenek węgla ulega redukcji przez ulatniający się wodór w obecności metali, a produktem tego procesu są węglowodory i woda.

Innym procesem, który może prowadzić do ich powstania, są reakcje węglanu wapnia, tlenku żelaza i wody pod ekstremalnie wysokim ciśnieniem. Jak wyliczali naukowcy w „PNAS”, może to się dziać dopiero 100 km pod powierzchnią Ziemi.

Na Ziemi węglowodory pochodzą głównie z rozkładu materii organicznej. Są jednak procesy geologiczne, w których węglowodory powstają w niewielkich ilościach. Nie ma pewności, że węglowodory na Marsie to pozostałość mikrobów.

Czy to dowody na istnienie życia miliony lat temu?

Mars pozbawiony jest pola magnetycznego, a jego atmosfera jest tysiące razy rzadsza od ziemskiej. Jego powierzchnię bezustannie bombarduje promieniowanie kosmiczne. Złożone związki organiczne, jak węglowodory, pod wpływem tego promieniowania ulegają rozkładowi. Tempo tego rozkładu jest z grubsza znane.

Wiek skał, w których znaleziono węglowodory, jest z grubsza znany. Oszacowano go na około 80 milionów lat. Można pokusić się o próbę cofnięcia zegara i obliczenia, ile marsjańskich węglowodorów musiało być w skałach, gdy powstawały. Zrobili to naukowcy z NASA i kilku amerykańskich i europejskich uczelni. Z początkiem lutego 2026 roku w „Astrobiology” donieśli, że musiało być ich dużo więcej, niż mogłyby wytworzyć procesy geologiczne, bez udziału życia.

Ujmując to inaczej: gdyby węglowodorów w marsjańskich skałach było tyle, ile zwykle powstaje bez udziału żywych organizmów, związki te dawno uległyby rozkładowi pod wpływem docierającego do powierzchni Czerwonej Planety ultrafioletu.

To kolejna silna poszlaka, ale naukowcy zastrzegają, że zanim uznamy to za dowód na istnienie życia na Marsie, trzeba znacznie dokładniej poznać tempo rozkładu węglowodorów pod wpływem kosmicznego promieniowania.

Jeśli czytelnikom przyszło na myśl, że kolejni naukowcy mnożą zastrzeżenia, żeby zabezpieczyć się przed możliwością przypisania im stwierdzenia, że na Marsie było kiedyś życie, to tak jest w istocie. Naukowcy sceptycznie podchodzą do dowodów. A poza tym nikt nie lubi przyznawać się do porażki. Naukowcy też wolą unikać blamażu, jaki wiąże się z odwoływaniem wcześniejszych twierdzeń.

Zasada Sagana, brzytwa Ockhama

„Extraordinary claims require extraordinary evidence” – to powiedzenie Carla Sagana, amerykańskiego astronoma, popularyzatora nauki i pioniera poszukiwań życia we Wszechświecie. Po polsku zwykle przytacza się je jako „nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów”.

To intuicyjnie zrozumiałe. Im mniej prawdopodobne, zaskakujące czy odbiegające od ustalonej wiedzy jest twierdzenie, tym silniejsze powinno być jego uzasadnienie. Jeśli ktoś twierdzi, że Ziemię odwiedzają kosmici, powinien przedstawić twarde dowody: wiarygodne i weryfikowalne nagrania pozaziemskich istot, a nie opowieści o ich wizytach przekazywane z ust do ust.

Na razie dowody na nadzwyczajne twierdzenie, że na Marsie istniało życie (lub jeszcze bardziej nadzwyczajne, że nadal tam jest) są niestety zwyczajne. To resztki węglowodorów i ślady w skałach.

Jest przy tym mało prawdopodobne, że to ślady procesów geologicznych. Jednak na razie nie można tego całkiem wykluczyć.

Geolog David Deming zwrócił w 2016 roku uwagę, że w zasadzie Sagana nie jest zdefiniowane, co jest „nadzwyczajne”. Proponował odwołać się do eseju Davida Hume’a „O cudach”, dziesiątego rozdziału „Badań dotyczących rozumu ludzkiego”. Hume twierdzi w nim, że nadzwyczajnym twierdzeniem jest takie, któremu przeczą liczne istniejące dowody.

Istnieniu życia na Marsie nie przeczą liczne istniejące dowody. Twierdzenie, że jest tam życie, nie jest więc (wbrew maksymie Sagana) szczególnie nadzwyczajne. Nie potrzebujemy nadzwyczajnych dowodów na istnienie marsjańskich mikrobów. Wystarczą dowody zwykłej wagi.

Jak mówi kolejny filozoficzny aforyzm, „brak dowodów nie jest dowodem na brak”. To powiedzenie również przypisywano Carlowi Saganowi (choć autorem był Wiliam Wright w 1888 roku). To, że nie mamy dowodów na brak marsjańskiego życia, nie musi znaczyć, że go nie było (lub nie ma).

Ostrożność naukowców wynika raczej z innej zasady, zwanej „brzytwą Ockhama”. Każe ona przypisywać prostsze wyjaśnienia zamiast bardziej złożonych, by „nie mnożyć bytów bez potrzeby”.

Prościej jest wyjaśnić istnienie śladów na Marsie nieznaną jeszcze reakcją chemiczną zachodzącą w skałach niż wyjaśnić to skomplikowanym ciągiem zdarzeń. Powstanie życia na planecie innej niż Ziemia, jego przetrwanie w warunkach skrajnie odmiennych od ziemskich, zachowanie jego śladów przez miliony lat — to bardziej skomplikowane wyjaśnienie. Dlatego też naukowcy wypowiadają się o dowodach na marsjańskie życie ostrożnie.

A jeśli marsjańskie życie istnieje, a my te ślady nieopatrznie zatarliśmy? To fascynująca możliwość.

Eksperyment sprzed pół wieku: na Marsie jest życie

Łazik Curiosity nie jest pierwszym, który wylądował na powierzchni Czerwonej Planety. Pół wieku temu, w 1976 roku, wylądowały tam dwie sondy Viking. Druga z nich działała przez cztery lata, póki w 1980 roku nie skończyło się jej zasilanie (był nim generator radioizotopowy, wytwarzający napięcie elektryczne z rozpadu jąder plutonu-238).

Obie sondy Viking po lądowaniu wykonały szereg badań marsjańskiej gleby, między innymi w poszukiwaniu ewentualnych śladów życia. Wyniki tych badań były sprzeczne i pozostają takie do dziś.

Viking 2 na Marsie, wrzesień 1976 r. Foto NASA/ JPL- Caltech

Jeden z eksperymentów polegał na dodaniu do dwóch próbek marsjańskiej gleby radioizotopowo oznaczonej (labelled) za pomocą węgla-14 pożywki dla ewentualnych mikroorganizmów. Mikroby w glebie powinny pobierać pożywkę, metabolizować ją i uwalniać (release) gazy. Ten eksperyment nazwano „labelled release”, w skrócie LR.

Eksperyment LR przeprowadzony w dwóch miejscach, w lipcu przez sondę Viking 1 i we wrześniu przez Viking 2, wykazał, że po dodaniu pożywki z próbek uwalniają się gazy. Zawierają ten sam radioaktywny węgiel-14, co pożywka. Uwalniania gazów nie zaobserwowano w przypadku wysterylizowanych próbek gleby.

Te wyniki sugerowały, że nie jest to reakcja chemiczna. W marsjańskiej glebie coś żyje, pobiera składniki odżywcze i wytwarza z nich gazy.

Oryginalne wyniki eksperymentów opublikowano w „Science” jeszcze w 1976 roku. Po półwieczu nadal spoczywają za paywallem, ale ich omówienie można znaleźć w wielu źródłach w internecie. Ja przytaczam je za opisem Davida Warmflasha z 2023 roku.

Prawda czy fałsz?

Mikroby na Marsie mogły przybyć z Ziemi. .

Sprawdziliśmy

Blisko prawdy. Mikroby są w stanie przetrwać uderzenie asteroidy i podróż na jej odłamkach. Marsjańskie życie, jeśli istnieje, może mieć całkiem ziemskie pochodzenie.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Eksperyment drugi: to tylko reakcje chemiczne

Drugi eksperyment polegał na usunięciu z marsjańskich próbek tamtejszej atmosfery, zastąpieniu jej helem, a następnie podaniu roztworu pożywki dla ewentualnych mikrobów (bez jej radioizotopowego oznaczenia). Założenie było takie samo: aktywność mikrobów powinna uwalniać gazy będące produktami ich przemiany materii. Nazwano go po prostu „wymianą gazową” (gas exchange, GX).

Marsjańskie próbki polane roztworem życiodajnych aminokwasów uwalniały znaczne ilości tlenu, mniejsze ilości dwutlenku węgla i azotu. To wskazywałoby na aktywność, ale niekoniecznie biologiczną. Gazy mogą być produktem reakcji chemicznych zachodzących bez udziału życia.

Z tego powodu eksperyment polegał na podawaniu roztworu tej samej pożywki kilkakrotnie. Gdyby źródłem gazów były mikroby, poziom gazów powinien rosnąć za każdym razem. Tak niestety nie było. Po kolejnym dodaniu roztworu pożywki obserwowano jedynie wydzielanie się niewielkich ilości dwutlenku węgla. A do tego jego ilość spadała po każdym kolejnym dodaniu roztworu związków organicznych. Te same wyniki dały eksperymenty prowadzone przez obie sondy.

Wyniki tego eksperymentu sugerowały czysto chemiczną naturę tych reakcji. Związki organiczne prawdopodobnie reagowały ze składnikami marsjańskiej gleby, wytwarzając gazy. Wyniki tych eksperymentów opublikowano w 1977 roku w „Journal of Geophysical Research”.

Eksperyment trzeci: brak ciał, brak życia

Był jeszcze trzeci eksperyment. Podgrzewano próbki do wysokich temperatur, by ewentualne mikroby i związki organiczne uległy rozkładowi. Chromatograf gazowy ze spektrometrem mas (Gas Chromatograph- Mass Spectrometer, GCMS) badał, jakie gazy się z próbki uwalniają.

Wykryto jedynie chlorometan i dichlorometan. Uznano to za pozostałości zanieczyszczeń rozpuszczalników użytych do czyszczenia instrumentów na Ziemi.

Wyniki badań za pomocą GCMS uznano za rozstrzygające. Stwierdzono, że gazy uwalniające się w dwóch pozostałych eksperymentach, LR i GX, musiały być wynikiem reakcji chemicznych, zachodzących w marsjańskiej glebie. Pracę opublikowano również w 1977 roku w „Journal of Geophysical Research”.

Zaproponowano nawet wyjaśnienie. Jeśli marsjańskie skały zawierają pewne ilości nadtlenku wodoru (około 25-250 cząstek na milion, ppm), mogą reagować z aminokwasami w pożywce i rozkładać je na gazy. Z czasem zidentyfikowano także inne związki, obecne w marsjańskiej glebie, które mogły zadziałać tak samo.

To właśnie do wyników tych eksperymentów prowadzonych przez sondy Viking odnosiły się słowa Carla Sagana, że „nadzwyczajne twierdzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów”. Wypowiedział je w jednym z odcinków programu popularnonaukowego „Cosmos” w 1980 roku. Na możliwość istnienia życia na Marsie wskazał jeden eksperyment, dwa tej ewentualności nie potwierdzały. Trudno uznać było to za „nadzwyczajne dowody istnienia życia na Marsie”.

Większość naukowców przyjęła wynik badania marsjańskich próbek za pomocą GCMS za rozstrzygający. „Nie ma ciał, nie ma życia”, powiedział podobno Gerald Soffen, biolog i szef programu badawczego Viking, mając na myśli brak związków organicznych, tworzących „ciała” mikrobów.

A może sposób badania niszczył mikroby?

Wyniki tych eksperymentów zostały przyjęte przez naukę jako brak dowodów na życie na Marsie. Po dekadach jednak część naukowców zaczęła podważać te ustalenia. Nie bez podstawy, bo przez pół wieku pojawiło się wiele dowodów na istnienie niezwykłych mikrobów żyjących w ekstremalnych warunkach (ekstremofilów). Lepiej poznano też chemiczny skład marsjańskiej gleby.

Na przykład badanie GX zakładało, że dodanie wody do próbki marsjańskiej gleby powinno pobudzić ewentualne mikroby do życia. To założenie jest błędne, w 2023 roku pisał Dirk Schulze-Makuch, biochemik, autor ponad 200 prac z dziedziny astrobiologii (i przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Astrobiologicznego).

Nawet na Ziemi istnieją mikroby, którym woda nie jest potrzebna w postaci ciekłej. Wystarcza im woda zawarta w glebie lub ślady pary wodnej w powietrzu. Marsjańskie mikroby powinny być przystosowane do znikomej ilości wody na Marsie.

Z faktu, że ludzie potrzebują wody, nie płynie wniosek, że najlepsze warunki do życia panują dla nas pośrodku oceanu. Dodanie wody do próbek byłoby dla takich mikrobów odpowiednikiem rzucenia człowieka w głębiny. Po prostu je uśmierciło. To tłumaczyłoby, dlaczego próbki badane w eksperymencie GX po raz pierwszy wskazywały na obecność mikrobów, a po kolejnym zalewaniu ich roztworem pożywki już nie.

Jednym z mechanizmów ewolucyjnego dostosowania się do niskiej wilgotności i braku wody jest zawartość nadtlenku wodoru w komórkach. Nie jest to mechanizm obcy ziemskiej ewolucji. Jest wiele mikrobów, które wytwarzają nadtlenek wodoru. Część bakterii wykorzystuje go w szlakach metabolicznych, pisze Schulze-Makuch, który o możliwości biologicznego pochodzenia nadtlenku wodoru na Marsie spekuluje od lat (na przykład w pracy opublikowanej w „International Journal of Astrobiology” w 2007 roku).

Podgrzanie czegokolwiek, co zawiera nadtlenek wodoru, uwalnia atomowy tlen, który szybko rozkłada związki organiczne. Stąd eksperyment GCMS nie wykazał pozostałości związków organicznych, twierdzi Schulze-Makuch.

Co zatem odkryły Vikingi?

To, że w badaniu GCMS niczego nie wykryto, nie jest prawdą. Uważni czytelnicy przypomną sobie, że marsjańska gleba po podgrzaniu wydzielała chlorometan i dichlorometan. Uznano je za ziemskie zanieczyszczenia, bo wedle ówczesnego stanu wiedzy na Marsie nie było chloru (a na pewno nie tyle, by wpłynął na wynik eksperymentu).

To założenie nie wytrzymało próby czasu. W 2008 roku lądownik Phoenix wykrył w 2008 roku w marsjańskiej glebie zawartość nadchloranów, soli kwasu nadchlorowego (HClO4). Marsjańskie skały zawierają ich od 0,5 do 1 procenta. W cząsteczce kwasu nadchlorowego około 35 procent masy stanowi chlor, jest więc go na Marsie pod dostatkiem.

Nadchlorany mają tę przykrą właściwość, że rozkładają związki organiczne, zwłaszcza po podgrzaniu. Jak wyliczył to astrobiolog NASA Christopher McKay, w próbkach gleby pobranych przez Vikingi zawartość materii organicznej mogłaby wynosić nawet i 0,1 procent, a GMCS nadal podawałby fałszywie dodatni wynik, wskazujący na brak związków organicznych (wyliczenia te pojawiają się na przykład w pracy jego współautorstwa opublikowanej w „Journal of Geophysical Research: Planets” w 2010 roku).

Chlorometan i dichlorometan pojawiają się zaś wynikach badań GMCS także ziemskiej gleby, jeśli doda się do niej odpowiednie ilości nadchloranów.

Wyniki badań marsjańskiego gruntu przez lądowniki Viking wypada więc w świetle dzisiejszej wiedzy interpretować następująco. Badanie LR wskazało na istnienie aktywności biologicznej. Badanie GX mogło wskazywać na brak życia, ale równie dobrze być dowodem na istnienie mikrobów sucholubnych (kserofilnych). Badanie GCMS zaś, zgodnie z dzisiejszą wiedzą, mogło wskazywać na istnienie związków organicznych w marsjańskiej glebie.

Tak przynajmniej twierdzi część astrobiologów od półtorej dekady. Nadal pojawiają się prace sugerujące weryfikację dowodów zebranych przez sondy Viking. Choćby ta (której współautorem jest Schulze-Makuch), opublikowana w „Astrobiology” w końcu grudnia ubiegłego roku.

Z ostatniej chwili. „Brak ciał” okazuje się nieprawdą

Naukowcy zapewne nadal będą się spierać, czy Vikingi odkryły życie na Marsie, czy nie. Natomiast spór dotyczący istnienia związków organicznych stał się nieaktualny. Odkryte w ubiegłym roku węglowodory to także związki organiczne (choć nie muszą być pochodzenia biologicznego).

Przełomowa jest praca opublikowana w „Nature Communications” dosłownie kilka dni temu, bo we wtorek 21 kwietnia. Po latach analiz próbek zebranych przez łazik Curiosity badacze przedstawiają w niej dowody na obecność ponad dwudziestu różnych związków organicznych w próbkach marsjańskiej gleby.

Wśród nich jest cykliczny związek organiczny zawierający w swoim pierścieniu azot. Takie związki heterocykliczne często są budulcem organizmów. Wykryty na Marsie 2,3-dimetyloindol jest w żywych organizmach produktem syntezy jednego z aminokwasów, tryptofanu. Może być też produktem jego rozkładu.

Amy Williams z University of Florida, członek zespołu naukowego misji Curiosity i główna autorka tej pracy, w wypowiedzi dla „The Guardian” mówi: „Sądzimy, że są to związki organiczne, które zachowały się na Marsie przez 3,5 miliarda lat. Czy to życie? Nie możemy stwierdzić na podstawie tych informacji”.

Dla agencji Reutersa Williams komentuje: „Nie możemy jeszcze stwierdzić, czy na Marsie kiedyś istniało życie, jednak nasze odkrycie wspiera dowody na to, że nadawał się do zamieszkania, gdy powstawało życie na Ziemi”.

W kosmosie nie brak związków organicznych na kometach i asteroidach, więc może być to przypadkowa obecność. Może być to pozostałość marsjańskiego życia sprzed milionów lat. A może i sprawka mikrobów, które nadal tam żyją.

To jest tam życie, czy go nie ma? Poczekajmy

Wróćmy do badań przeprowadzonych przez Vikingi. Eksperyment LR wykazał aktywność biologiczną wskazującą na mikroby. GX wskazał brak życia lub (jak dziś sugerują niektórzy) aktywność organizmów ekstremofilnych. Zaś badanie GCMS, które uznano wówczas za rozstrzygające, było źle zaprojektowane. Nie wskazało na obecność związków organicznych, choć od kilku dni wiemy, że na Marsie są i jest ich sporo.

To jest życie na Marsie, czy go nie ma? Wiele wskazuje na to, że było. Czy jest nadal, naukowcy będą się zapewne jeszcze długo spierać. Pozostaje nam na rozstrzygnięcie cierpliwie poczekać.

Proces naukowy toczy się powoli. Od odkrycia Ignaza Semmelweisa w 1847 roku, że mycie rąk przez lekarzy zmniejsza śmiertelność pacjentów, do powszechnej akceptacji istnienia chorobotwórczych bakterii, minęło prawie pół wieku. Niewielu naukowców jest odkrywcami, większości przypada rola sceptycznych krytyków, szukających dziury w całym, czyli w nowych teoriach. To dobrze, bo im solidniej są sprawdzane, tym dla teorii lepiej.

Metan, który pojawia się i znika

Obecność mikrobów na Marsie pozwoliłaby swoją drogą wyjaśnić zagadkę metanu. Ten gaz pojawia się w marsjańskiej atmosferze raz na jakiś czas, po czym znika, donosili w „Science” badacze w 2014 roku.

Metanu w marsjańskiej atmosferze nie powinno być w ogóle. Pod wpływem promieniowania ultrafioletowego słońca (marsjańska atmosfera nie ma warstwy ozonowej, która je zatrzymuje) powinien zniknąć najdalej po kilkuset latach. Jego obecność oznacza, że musi powstawać na bieżąco. Coś go musi stałe go wytwarzać.

Na razie nie wiadomo co. Nie znamy geologicznych procesów, które uwalniałyby metan na Marsie. Nie ma śladów na dzisiejszą aktywność wulkaniczną ani tektoniczną na jego powierzchni.

Potencjalnym źródłem marsjańskiego metanu mogłyby być mikroby, które z dwutlenku węgla i wodoru (lub wody) wytwarzają metan. Takie mikroorganizmy żyją na Ziemi, a eksperymenty prowadzone na nich wskazują, że mogłyby przetrwać niskie ciśnienie i brak wody, jakie panują na powierzchni Czerwonej Planety.

Marsjańskie z ziemi, czy ziemskie z Marsa?

Unikałem w tym tekście słowa „bakterie”, bowiem ziemskie ekstremofile, czyli mikroorganizmy żyjące w ekstremalnych warunkach, to najczęściej archeony, nie bakterie. Obecnie wyróżnia się trzy domeny (nadkrólestwa) żywych organizmów.

Jednym są bakterie, drugim archeony, a trzecim eukarionty, czyli jądrowce, organizmy posiadające jądro komórkowe. Eukarionty są blisko spokrewnione z archeonami i jest sporo poszlak, że od nich pochodzą.

Jeśli na Marsie istniało (lub istnieje) życie niespokrewnione z ziemskim, stanowi osobną domenę. Ani to bakterie, ani archeony. Słowo „mikroorganizmy” wydaje się jedynym właściwym określeniem. Nie jest jednak oczywiste, że ewentualne marsjańskie życie pochodzi z Marsa.

Jak wyliczali w pracy opublikowanej w „PNAS Nexus” badacze, mikroorganizmy mogą przetrwać olbrzymie ciśnienie uderzenia meteorytów i na ich odłamkach trafić w kosmiczną przestrzeń. W innej niedawno opublikowanej pracy badacze wyliczali zaś, że w ciągu ostatniego miliarda lat uderzenia meteorytów wyrzuciły w kosmos 20 miliardów ziemskich komórek mikroorganizmów.

Być może życie istnieje i na Marsie i w chmurach Wenus. Tyle że pochodzi z Ziemi. Byłaby to dla nas bardzo dobra wiadomość, pisałem we wrześniu ubiegłego roku. Bo odkrycie, że marsjańskie życie powstało niezależnie od ziemskiego, już niekoniecznie.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze