Adopcja po polsku. Rodziców prześwietla się na wskroś. A dzieci?
Państwo chce wiedzieć o rodzicach adopcyjnych wiele: jakie mają dochody, warunki mieszkaniowe, kompetencje. Równie jasnych zasad w kwestii tego, co rodzice powinni wiedzieć o dziecku, nie ma. Efekt? Rodziny dowiadują się po fakcie o problemach zdrowotnych i potrzebie wielu terapii. Gdy proszą o pomoc, słyszą, że po adopcji problemy dziecka są ich problemami
Zofia* jest inżynierką, ale obecnie nie pracuje w zawodzie. Straciła pracę, gdy została mamą. To nie jest jednak historia o tym, jak pracodawcy dyskryminują pracownice zachodzące w ciążę i pozbywają się matek, gdy tylko nadarzy się taka okazja.
Zofia wychowując swoje dziecko, codziennie staje przed wyzwaniami znacznie większymi od tych, których doświadczają zazwyczaj młodzi rodzice. Jej synek jest adoptowany. Mierzy się z trudnościami rozwojowymi, a jego terapie każdego miesiąca pochłaniają ogromne kwoty.
Adoptując Olafa, Zofia i Kamil, jej mąż, nie zostali poinformowani o kłopotach zdrowotnych chłopca, mimo że wiele wskazuje na to, że ośrodek adopcyjny zdawał sobie z nich sprawę. I choć zapytana, czy gdyby wiedziała o zaburzeniach chłopca, i tak zdecydowałaby się na jego adopcję, nie waha się ani sekundy, kobieta też wprost: – Działanie pracowników ośrodka było działaniem na szkodę Olafa. Gdyby nie nasz upór, konsekwencje braku terapii mogłyby wpłynąć na całe jego życie.

Komentarze