Akademia. Czas apokalipsy
Neoliberalne z ducha nastawienie na zysk i wąsko rozumianą praktykę doprowadza właśnie do masowych cięć w naukach humanistycznych i społecznych. Kryzys krytycznego myślenia i wtórny analfabetyzm niedługo staną się standardem.
Od kilku lat na naszych oczach rozgrywa się apokalipsa wywołana przez rządy na całym świecie i popierana przez wielu obywateli. Jej krótko- i długofalowe skutki stopniowo stają się coraz bardziej widoczne i dotkliwe. Wiedzą o niej ci, których ona dotyka bezpośrednio, oraz ich najbliżsi, a jednak poza pojedynczymi artykułami tu i ówdzie oraz coraz bardziej desperackimi postami w mediach społecznościowych zjawisko to nie jest komentowane, a jeśli już, to najczęściej jest popierane.
Mowa o apokalipsie w strukturach akademickich bez mała na całym świecie.
Rozmawiamy o setkach tysięcy zwolnień w ciągu ostatniej dekady, braku pieniędzy na najbardziej podstawowe badania i narzędzia oraz pensjach. Nędzna wysokość tych ostatnich sprawia, że 40-letni specjaliści i specjalistki – często z wieloma tak zwanymi i ponoć poszukiwanymi dziś wszędzie „kompetencjami miękkimi”, takimi jak umiejętność pracy w zróżnicowanym i międzynarodowym zespole, przyjmowania krytyki i wykorzystywania jej w praktyce, a także z niebywałym potencjałem innowacyjnym – nadal wynajmują pokoje w wieloosobowych mieszkaniach i, o ile nie mają wsparcia rodziny, partnera lub partnerki, stoją przed wyborem: kontynuować prekaryjne życie w imię idei czy zbudować swoją karierę od nowa.

Komentarze