USA wycofają z Europy w sumie 5 tys. żołnierzy – wyjaśnił generał Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO i dowódca sił USA w Europie. Większość z nich będzie pochodziła z Polski, a nie z Niemiec.
„W miarę jak europejski filar NATO staje się coraz silniejszy, Stany Zjednoczone mogą pozwolić sobie na ograniczenie obecności w Europie i skupienie się wyłącznie na zapewnianiu tych kluczowych zdolności, których sojusznicy nie są jeszcze w stanie zapewnić samodzielnie” – powiedział generał Alexus G. Grynkewich, naczelny dowódca sił sojuszniczych NATO w Europie i dowódca sił USA w Europie podczas konferencji prasowej po posiedzeniu Komitetu Wojskowego NATO we wtorek 19 maja, potwierdzając to, że USA wycofują z Europy część żołnierzy.
„Zmiany w amerykańskiej obecności wojskowej w Europie nie wpłyną jednak na zdolność NATO do realizacji regionalnych planów obronnych” – zapewnił.
Grynkewich wyjaśniał niejasności, które narosły w ostatnich dniach wokół chaotycznych zapowiedzi członków amerykańskiej administracji, w tym sekretarza wojny Pete'a Hegsetha i samego prezydenta Donalda Trumpa, na temat planów wycofania 5 tysięcy żołnierzy z Niemiec oraz wstrzymania rozmieszczenia w Europie dwóch planowanych jednostek, w tym kolejnej rotacji żołnierzy w ramach 4-tysięcznej Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej w Polsce.
Nieskoordynowana komunikacja Pentagonu i prezydenta Trumpa sprawiła, że nie było wiadomo o wycofanie jak dużej grupy żołnierzy oraz dokładnie skąd, chodzi.
AKTUALIZACJA: Pentagon uściśla: Żołnierze mogą jednak zostać w Polsce
13 maja w amerykańskim portalu Army Times ukazał się artykuł informujący, że Departament Obrony wstrzymuje rotację ok. 4 tysięcy żołnierzy do Polski. Miało chodzić o odwołanie przyjazdu 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej (2nd Armored Brigade Combat Team, 2ABCT) z 1. Dywizji Kawalerii, która miała stacjonować w Polsce w ramach dziewięciomiesięcznej rotacji Atlantic Resolve. Miało to być ponad 4 tys. żołnierzy wraz z ciężkim sprzętem, w tym czołgami Abrams, bojowymi wozami Bradley i artylerią.
Brygada miała zastąpić wyjeżdżającą po dziewięciu miesiącach służby 3. Pancerną Brygadową Grupę Bojową 1. Dywizji Pancernej (3rd Armored Brigade Combat Team, 1st Armored Division) z Fort Bliss w Teksasie.
Decyzję o wstrzymaniu rozmieszczenia zastępstwa miał podjąć osobiście sekretarz obrony Pete Hegseth i – jak informował portal Politico – miała być ona zaskoczeniem dla części urzędników Pentagonu oraz dowódców amerykańskiej armii w Polsce. Według tych doniesień decyzja miała zostać podjęta „na ostatnią chwilę”, gdyż przygotowania do rozmieszczenia już trwały. Do Polski przetransportowano już bowiem ponad 20 proc. planowanej liczby żołnierzy oraz około 70 proc. sprzętu wojskowego przewidzianego dla nowej zmiany.
Pentagon zaprzecza, jakoby decyzja została podjęta nagle i w odpowiedzi na pytania polskich mediów, w tym TVN24 i RMF FM, rozsyłał oświadczenie o treści:
„Decyzja o wycofaniu wojsk następuje po pełnym, wielowarstwowym procesie, który łączy w sobie punkty widzenia głównych dowódców Europejskiego Dowództwa Stanów Zjednoczonych i elementów łańcucha dowodzenia. To nie była nieoczekiwana, nagła decyzja i byłoby nieprawdziwe informowanie, że było inaczej” – napisał pełniący obowiązki rzecznika Pentagonu Joel Valdez. Podkreślił, że w tej sprawie „nie ma nic więcej do dodania”.
Ale wstrzymanie rozmieszczenia amerykańskich żołnierzy w Polsce to niejedyna decyzja Pentagonu ograniczająca amerykańską obecność wojskową w Europie podjęta w ostatnich tygodniach. Pentagon ogłosił również:
Te decyzje podjęte w zbliżonym czasie, ale komunikowane osobno, zrodziły wiele wątpliwości:
Na te pytania częściowo odpowiedział generał Alexus G. Grynkewich.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej generał Grynkewich zapewnił, że
na razie chodzi w sumie o wycofanie 5 tysięcy żołnierzy z Europy.
Podkreślił, że chodzi o żołnierzy pancernej brygadowej grupy bojowej, która trafiła do Europy w 2022 roku po wybuchu wojny w Ukrainie oraz batalionu artylerii dalekiego zasięgu, który według planów amerykańskiej armii jeszcze z połowy grudnia 2025, miał w tym roku trafić do Niemiec.
„Jak wspomniałem na początku, znaczną część tej liczby [5 tysięcy żołnierzy w sumie wycofywanych z Europy – red.] stanowią żołnierze pancernej brygadowej grupy bojowej, która wraca do Stanów Zjednoczonych. USA ogłosiły też już, że planowane wcześniej rozmieszczenie batalionu artylerii dalekiego zasięgu [w Niemczech – red.] zostanie ograniczone i ostatecznie nie dojdzie do skutku. Przesunięte zostaną również pewne dodatkowe, mniejsze elementy sił. Planowanie w sprawie kolejnych kilkuset żołnierzy nadal trwa, więc będziemy mogli powiedzieć o tym więcej później. Łącznie będzie to jednak 5 tys. żołnierzy” – podkreślił generał.
Najprawdopodobniej chodzi więc o:
Co więcej, na tym się nie skończy.
Generał Grynkewich podkreślił bowiem, że „w miarę jak sojusznicy rozwijają swoje zdolności, Stany Zjednoczone mogą wycofywać część własnych sił i wykorzystywać je do innych globalnych priorytetów” – tłumaczył generał.
„Należy się więc spodziewać, że z czasem nastąpi kolejne przegrupowanie sił amerykańskich, w miarę jak sojusznicy będą rozbudowywać swoje potencjały” – mówił Grynkewich.
Wstrzymanie rotacji 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej 1. Dywizji Kawalerii oznacza częściowe wycofywanie sił, które USA skierowały na wschodnią flankę NATO po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku. Brygada była jednym z najważniejszych elementów amerykańskiego wzmocnienia wojskowego w Polsce i regionie po wybuchu wojny.
Grynkewich tłumaczył, że decyzja o nierozmieszczaniu kolejnej rotacji amerykańskiej brygady pancernej w Europie wynika przede wszystkim ze wzrostu potencjału militarnego europejskich sojuszników NATO od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku.
Jak podkreślił, od momentu rozmieszczenia na wschodniej flance NATO rotacyjnej brygady pancernej USA „bardzo wiele zmieniło się w samym Sojuszu”. Wskazał przede wszystkim na szybki rozwój wojsk lądowych Polski, państw bałtyckich i innych krajów NATO. Zwrócił też uwagę na pełną gotowość wielonarodowej brygady NATO na Łotwie dowodzonej przez Kanadę oraz rozbudowę niemieckiej brygady na Litwie.
Zapewnił jednocześnie, że NATO nadal utrzymuje odpowiedni poziom odstraszania wobec Rosji, a zarówno jako dowódca sił USA w Europie, jak i naczelny dowódca wojsk NATO w Europie będzie dbał o to, by „we właściwych miejscach znajdowały się odpowiednie siły gwarantujące odstraszanie”.
Natomiast anulowanie planowanego rozmieszczenia w Niemczech 3. batalionu 12. pułku artylerii polowej US Army, czyli batalionu wojsk dalekiego zasięgu (tzw. Long-Range Fires Battalion), będzie miało spore konsekwencje dla uzupełniania kluczowych i brakujących w Europie zdolności rażenia średniego i dalekiego zasięgu.
Planowany batalion miał być bowiem symbolem trwałego powrotu amerykańskich zdolności rakietowych średniego zasięgu do Europy po dekadach ograniczeń wynikających z INF.
Jednostka miała wzmacniać odstraszanie wobec Rosji poprzez możliwość prowadzenia precyzyjnych uderzeń średniego i dalekiego zasięgu z wykorzystaniem nowych systemów Precision Strike Missile (PrSM), lądowych wersji pocisków Tomahawk, a w przyszłości także broni hipersonicznej Dark Eagle. Dlatego anulowanie jej rozmieszczenia jest interpretowane nie tylko jako decyzja organizacyjna, ale jako potencjalne osłabienie amerykańskiego odstraszania wobec Rosji.
Z wypowiedzi generała Grynkewicha wynika natomiast, że najprawdopodobniej nie dojdzie – przynajmniej nie w krótkim okresie – do zmniejszenia obecności żołnierzy stacjonujących w bazie Vilseck w Bawarii, należącej do kompleksu US Army Garrison Bavaria. W Vilseck w Bawarii nie stacjonuje bowiem rotacyjna brygada pancerna (ABCT, czyli Armored Brigade Combat Team). Stałą główną jednostką bojową w Vilseck jest 2. Pułk Kawalerii, który jest jednostką typu Stryker Brigade Combat Team (SBCT), a nie ABCT.
W kontekście wtorkowego wystąpienia naczelnego dowódcy sił sojuszniczych NATO i dowódcy sił USA w Europie dość zaskakujący wydaje się wpis ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Szef MON poinformował we wtorek po południu po rozmowie telefonicznej z sekretarzem wojny Petem Hegsethem, że
zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski nie zmienia się.
Kosiniak-Kamysz napisał w mediach społecznościowych:
"Zakończyłem rozmowę z Petem Hegsethem. Sekretarz Wojny USA potwierdził, że nie zmienia się zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski. Nasze relacje wojskowe są silne i zostały dziś jednoznacznie potwierdzone. Wielokrotnie w trakcie rozmowy usłyszałem, że Polska jest modelowym sojusznikiem i w pełni może liczyć na Stany Zjednoczone.
Trwa proces przegrupowania sił i środków armii USA w Europie, ale żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności wojsk amerykańskich w Polsce nie zapadła.
Decyzje, które są podejmowane, nie są w żaden sposób wymierzone w nasze strategiczne partnerstwo. Pentagon przygotowuje właśnie nowy plan rozmieszczenia swoich wojsk w całej Europie. Umówiliśmy się na dalszą współpracę nad wzmacnianiem bezpieczeństwa Polski i docelowym modelem obecności wojsk amerykańskich w Polsce" – napisał Kosiniak-Kamysz.
Tę wypowiedź szefa MON komentuje w OKO.press Michał Piekarski, ekspert ds. bezpieczeństwa narodowego z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, autor wielu publikacji nt. obronności i bezpieczeństwa w OKO.press.
– Rządzący w Polsce tak długo stawiali na strategiczną obecność amerykańskich wojsk jako ważnego elementu odstraszania, że fakt zmniejszania amerykańskiej obecności w Europie jest dla nich wizerunkowo bardzo ryzykowny. Chcą więc uspokajać sytuację. Zwłaszcza, że temat może też wykorzystać rosyjska propaganda, która będzie teraz rozpowszechniać informacje, że Amerykanie zostawili Europę – mówi ekspert.
Piekarski podkreśla, że wtorkowe oświadczenie generała Grynkewicha pokazuje, że spełnia się scenariusz najmniej korzystny dla Polski – zmniejszenia amerykańskiej obstawy wschodniej flanki NATO. Specyfika brygad rotacyjnych jest jednak taka, że stosunkowo łatwo je odwołać – i wysłać do kraju ponownie.
– Najważniejsza jest tutaj kwestia amerykańskiej determinacji. Zmniejszenie zaangażowania wojskowego już teraz oznacza bowiem pytanie – czy w razie pogorszenia sytuacji Amerykanie przyślą tutaj kolejne siły? Do tej pory bowiem liczyliśmy na amerykańskie wsparcie, które się materializowało i po 2014 roku, jak również w 2022 roku – mówi Piekarski.
Pytanie jest jeszcze jedno: czy polskie władze mają szansę jeszcze odwieść Amerykanów od decyzji o wstrzymaniu rozmieszczenia brygady rotacyjnej. W tym celu bowiem do Waszyngtonu udali się jeszcze w poniedziałek 19 maja wiceministrowie obrony narodowej Cezary Tomczyk i Paweł Zalewski. W środę 20 maja w Warszawie miał się za to pojawić szef kolegium połączonych sztabów sił zbrojnych USA generał Dan Caine. Jak informował jednak Onet.pl we wtorek 19 maja, ta wizyta została odwołana.
Trwająca kilka dni niepewność co do tego, których oddziałów amerykańskich wojsk dotyczy decyzja szefa Pentagonu, pokazuje również to, jak w kiepskim stylu z sojusznikami komunikują się Amerykanie. To m.in. za to tak ostro administrację Trumpa w piątek 15 maja w Kongresie krytykowali nawet Republikanie.
Bezpieczeństwo
USA
Władysław Kosiniak - Kamysz
NATO
Alexus G. Grynkewich
obronność
wschodnia flanka NATO
zbrojenia
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.
Komentarze