0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto WIN MCNAMEE / Getty Images via AFPFoto WIN MCNAMEE / G...

Większość informacji płynących dziś z Pentagonu jest przyjmowana z radością na Kremlu – uważają amerykańscy generałowie związani z NATO: John R. Allen, Ben Hodges oraz Rob Bauer. W ten sposób wojskowi komentują chaos wokół ograniczania amerykańskiej obecności wojskowej w Europie oraz niespójne komunikaty Waszyngtonu dotyczące przyszłości NATO i wsparcia dla Ukrainy.

Ich zdaniem Europa coraz wyraźniej rozumie, że epoka niemal całkowitej zależności od amerykańskiego parasola bezpieczeństwa dobiega końca. Problem polega jednak na tym, że zmiana ta dokonuje się w atmosferze chaosu, politycznej niepewności i rosnącego ryzyka błędnej kalkulacji po stronie Rosji.

– Mieliśmy darmowe bezpieczeństwo od USA, tanie towary z Chin i tani rosyjski gaz. Wszystkie trzy rzeczy właśnie się skończyły – uważa adm. Rob Bauer.

Przeczytaj także:

Odstraszanie to nie tylko liczba żołnierzy

John R. Allen, Ben Hodges oraz Rob Bauer to amerykańscy generałowie, którzy wzięli udział w tegorocznej edycji konferencji Globsec w Pradze (21-23 maja). Globsec, to po Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, drugie najważniejsze tego typu wydarzenie w Europie.

Tegoroczną edycję zdominowały dyskusje o tym, jak zmienia się zaangażowanie USA w NATO oraz jak wygląda długofalowa polityka wobec NATO obecnej administracji USA, bo towarzyszy jej seria sprzecznych sygnałów dotyczących modyfikacji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.

Największym zagrożeniem – zdaniem amerykańskich wojskowych – nie jest dziś sama możliwość ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Znacznie groźniejsze jest wrażenie politycznego chaosu i słabnącej spójności Zachodu, które może wzbudzić w Moskwie przekonanie, że Zachód jest politycznie podzielony, a USA nie będą gotowe do szybkiej reakcji w razie kryzysu.

– Rosja może uznać obecne napięcia za dowód słabnącego zaangażowania USA w bezpieczeństwo Europy (…) To sygnał, który Rosjanie mogą źle zinterpretować – mówi gen. Ben Hodges, były dowódca US Army Europe. Ta błędna kalkulacja może pchnąć Kreml do podjęcia działań militarnych wobec któregoś z państw sojuszu, przed czym przestrzegają europejskie służby wywiadu.

To właśnie dlatego generałowie tak mocno podkreślają znaczenie komunikacji strategicznej. W ich ocenie Kreml obserwuje nie tylko ruchy wojsk i decyzje Pentagonu, ale także język używany przez amerykańską administrację, publiczne spory między sojusznikami i polityczne sygnały płynące z Waszyngtonu.

– Takie gwałtowne zwroty akcji [jak sprostowania Pentagonu dotyczące wycofania lub zwiększenia liczby żołnierzy amerykańskich w Polsce – red.] powodują utratę zaufania wśród sojuszników i szkodzą spójności NATO – mówi gen. John Allen, były dowódca sił NATO w Afganistanie.

Zdaniem Allena te gwałtowne zmiany stanowisk i sprzeczności w publicznych komunikatach administracji są większym problemem dla Sojuszu niż same decyzje dotyczące wojsk USA. Tę samą obawę podziela gen. Ben Hodges, który mówił podczas konferencji, że

największym zagrożeniem dla Sojuszu nie jest sama planowana redukcja części wojsk amerykańskich w Europie, lecz ryzyko, że Kreml uzna Zachód za politycznie podzielony i niezdolny do szybkiej wspólnej reakcji.

– Całe to załamywanie rąk nad 4 tysiącami amerykańskich żołnierzy jest śmieszne. Cztery tysiące żołnierzy mogłyby zgubić się w korku we Frankfurcie. Problemem nie jest sama liczba żołnierzy, lecz sposób, w jaki te decyzje są podejmowane – mówił były dowódca US Army Europe, podkreślając, że większość europejskich państw mogłaby bez większego problemu samodzielnie wystawić takie siły.

US President Donald Trump arrives to speak during the National Memorial Day Observance at the Memorial Amphitheatre in Arlington National Cemetery in Arlington, Virginia on May 25, 2026. (Photo by Kent NISHIMURA / AFP)
Prezydent Trump przed wystąpieniem podczas dnia pamięci na cmentarzu wojennym w Arlington, 25 maja 2026. Fot. Kent NISHIMURA/AFP

Amerykańscy generałowie podkreślali też, że współczesne odstraszanie nie sprowadza się wyłącznie do liczby żołnierzy czy czołgów rozmieszczonych przy granicy. Rosja analizuje dziś także zdolność Zachodu do prowadzenia długotrwałego konfliktu – stan magazynów amunicji, tempo produkcji uzbrojenia i gotowość społeczeństw do ponoszenia kosztów bezpieczeństwa.

– Jeśli Rosja uzna, że NATO nie jest w stanie produkować sprzętu wystarczająco szybko i nie przetrwa pierwszych 30 dni wojny, to jest to dobra wiadomość dla nich, a zła dla nas – ostrzegał adm. Rob Bauer, były przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO.

Europa działa, ale powoli

Zdaniem amerykańskich wojskowych w obliczu zagrożeń Europa nie stoi dziś w miejscu. Europejskie państwa już zwiększają wydatki wojskowe, rozbudowują produkcję zbrojeniową i próbują odbudować zdolności, które przez lata pozostawały niemal wyłącznie po stronie USA.

Problem polega jednak na tym, że proces ten jest dużo wolniejszy niż tempo zmian bezpieczeństwa wokół Europy.

W NATO od kilku lat trwa proces stopniowego przesuwania większej odpowiedzialności na europejskich członków Sojuszu. Po rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie NATO wróciło do logiki klasycznej obrony zbiorowej, przygotowało nowe regionalne plany obronne i uzgodniło szczegółowe cele dotyczące zdolności wojskowych państw członkowskich.

– Uzgodniliśmy w NATO, co państwa mają kupić i jakie zdolności zbudować, żeby przejąć część odpowiedzialności od USA. Problem nie polega więc na braku planów, tylko na tym, że państwa muszą wreszcie zrobić to, na co same się zgodziły – mówił gen. Bauer.

Największym wyzwaniem pozostają obszary, które dotąd były niemal całkowicie zależne od Stanów Zjednoczonych: strategiczny transport wojskowy, wywiad i rozpoznanie satelitarne, logistyka, systemy dowodzenia czy obrona przeciwrakietowa. To właśnie te zdolności decydują dziś o realnej zdolności NATO do prowadzenia dużego konfliktu.

Europa już przejmuje też większą odpowiedzialność za funkcjonowanie samego Sojuszu.

Amerykanie mają przekazać dowództwo struktur NATO w Neapolu Włochom, a dowództwo w Norfolk Brytyjczykom. To symboliczny, ale jednocześnie bardzo praktyczny sygnał, że NATO stopniowo przygotowuje się do bardziej europejskiego modelu działania – takiego, w którym odpowiedzialność za obronę konwencjonalną kontynentu będzie spoczywać na Europejczykach, zgodnie z życzeniem Amerykanów.

Gen. Rob Bauer ostrzegał jednak, że europejskie tempo działania nadal pozostaje zbyt wolne wobec skali zagrożeń oraz tempa, w jakim Amerykanie chcą zostać zastąpieni.

– Dużo rozmawiamy, ale wciąż dzieje się niewiele – mówił admirał. – Tymczasem jeśli Europejczycy rzeczywiście zrobią to, co obiecali, Europa stanie się dużo silniejsza militarnie – podkreślał były szef Komitetu Wojskowego NATO.

Wojna w Ukrainie zmienia NATO szybciej niż politycy

Amerykańscy wojskowi wielokrotnie podkreślali w swoich wystąpieniach na konferencji Globsec, że wojna w Ukrainie jest największym katalizatorem zmian w NATO i europejskim myśleniu o bezpieczeństwie.

– Ukraina jest dziś najważniejszym laboratorium wojskowym świata, zarówno technologicznie, jak i organizacyjnie – mówił gen. John Allen.

Allen podkreślał, że Ukraińcy błyskawicznie wdrażają nowe rozwiązania technologiczne i organizacyjne, integrując dane wywiadowcze, sztuczną inteligencję i systemy bojowe praktycznie w czasie rzeczywistym. Część nowych rozwiązań powstaje tuż za linią frontu, a potem niemal natychmiast trafia do użycia bojowego.

Zdaniem amerykańskich wojskowych NATO uczy się dziś od Ukrainy szybciej niż od własnych struktur planowania wojskowego.

– Tempo innowacji na Ukrainie jest niewiarygodne. To, co normalnie zajęłoby armii NATO lata testów ze względu na skomplikowane procedury, tam trafia na front w ciągu dni albo tygodni – mówił gen. John Allen.

Generał Ben Hodges podkreślał, że dzięki szybkim procesom innowacji wojna coraz wyraźniej przechyla się na korzyść Ukrainy. Jego zdaniem Rosja od miesięcy ponosi większe straty, niż jest w stanie uzupełniać, a Ukraina konsekwentnie rozwija zdolności do niszczenia rosyjskiej infrastruktury energetycznej i logistycznej daleko od frontu.

– Ukraina wygra tę wojnę i zrobi to bez większej pomocy ze strony USA – mówił gen. Ben Hodges.

Według niego także dla Europy jest już chyba oczywiste, że najlepszym sposobem na uniknięcie przyszłej wojny z Rosją jest pomoc Ukrainie w pokonaniu Moskwy już teraz – na terytorium Ukrainy.

– Tylko to zatrzyma zagrożenie z dala od granic Sojuszu – mówił generał.

Pieniądze są, przemysł nadal nie nadąża

Największym problemem Zachodu w związku z osłabieniem relacji transatlantyckich i zagrożeniem ze strony Rosji nie jest dziś brak pieniędzy na obronność, bo te udaje się wygenerować, lecz zdolność do szybkiej zwiększenia produkcji uzbrojenia i prowadzenia długotrwałego konfliktu.

Europa zwiększa wydatki obronne, ale przemysł nie nadąża za tempem zamówień.

Jak wynika z raportu Globsec i McKinsey, przedstawionego podczas konferencji, średni czas oczekiwania na dostawy sprzętu wojskowego w Europie przekracza już pięć lat i cały czas się wydłuża. Problemem jest więc nie finansowanie, ale ogromna luka między politycznymi deklaracjami a realnymi zdolnościami produkcyjnymi.

"Wojna w Ukrainie oraz konflikt na Bliskim Wschodzie pokazały skalę wyzwania. W ciągu pierwszych czterech dni wojny izraelsko-irańskiej zużyto około 900 pocisków Patriot i innych rakiet obrony powietrznej – równowartość około półtora roku produkcji (...) Zarówno Europa, jak i USA przez lata budowały przemysł obronny w oparciu o błędne założenie, że przyszłe konflikty będą krótkie, ograniczone i lokalne (...) Problemem nie jest dziś zdolność do rozpoczęcia wojny, ale zdolność do jej długotrwałego prowadzenia – podkreślał gen. John R. Allen.

– Wszyscy chcą krótkich wojen. Problem w tym, że wojny zwykle okazują się długie – mówił gen. Bauer.

Dlatego – zdaniem wojskowych – Europa musi odejść od logiki „maksymalnej efektywności” i przejść do logiki „gotowości wojennej”. Oznacza to nie tylko większe wydatki, ale także przygotowanie infrastruktury przemysłowej, magazynów, sieci energetycznych i procedur administracyjnych tak, by produkcję uzbrojenia można było zwiększyć natychmiast w razie kryzysu.

– Rządy muszą przestać mówić: to problem przemysłu. To jest wspólny problem, który musimy rozwiązać razem – mówił gen. Bauer.

NATO przetrwa, ale gruntownie się zmieni

Mimo ostrych sporów wokół polityki Trumpa amerykańscy wojskowi nie wierzą w rozpad NATO. Ich zdaniem Sojusz przetrwa, ale będzie wyglądał inaczej niż przez ostatnie dekady. Zaangażowanie Europy i USA będzie bardziej wyrównane i skupione w innych regionach: USA w Azji i Pacyfiku, Europy na kontynencie europejskim. Coraz wyraźniej widać bowiem strategiczny podział ról.

Stany Zjednoczone skupiają się coraz mocniej na Azji i rywalizacji z Chinami, podczas gdy Europa ma przejmować większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo własnego kontynentu.

Generałowie nie byli jednak w stanie wykluczyć, że Donald Trump nie będzie chciał iść dalej w ograniczaniu zaangażowania USA w NATO. Ich zdaniem nie ma bowiem wątpliwości, że będzie ono malało, bo było to zapowiadane od początku prezydentury Trumpa.

Podkreślali jednak, by patrzeć na relacje transatlantyckie w dłuższej perspektywie i nie utożsamiać całych Stanów Zjednoczonych wyłącznie z polityką Donalda Trumpa.

– Amerykańskie społeczeństwo, Kongres i duża część elit bezpieczeństwa nadal popierają NATO oraz obecność USA w Europie – mówił m.in. gen. Ben Hodges.

Ostro krytykował też europejskich polityków próbujących zabiegać o względy Trumpa.

– Proszę przestać płaszczyć się przed amerykańskim prezydentem. To żenujące i nic wam nie da – mówił.

Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze