Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. NATOfot. NATO

Europejscy eksperci do spraw bezpieczeństwa podkreślają: Ukraina ma doświadczenie na polu walki, którego nie da się porównać z niczym. Współpraca zbrojeniowa z Ukrainą może Europie przynieść tylko korzyści. Jednym z narzędzi tej współpracy jest europejski program SAFE.

O tym, jak doświadczenia wojenne Ukrainy wykorzystać na rzecz bezpieczeństwa Europy oraz jak ewoluować powinno nasze myślenie o pomocy dla Kijowa, mówi OKO.press Thomas Van Vynckt, dyrektor ds. pokoju, bezpieczeństwa i obrony think tanku Friends of Europe z sieci Jacques Delors Friends of Europe Foundation.

Słabość europejskich sił zbrojnych

Paulina Pacuła, OKO.press: W lutym minęły cztery lata od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Zagrożenie ze strony Rosji wobec Europy jest ewidentne, choć miejmy nadzieję, że nie nieuchronne. Europejscy przywódcy już wielokrotnie mówili o „przebudzeniu Europy”, podjęto wiele inicjatyw na rzecz przyspieszania europejskich zbrojeń. Na ile faktycznie poprawiliśmy już naszą gotowość obronną?

Thomas Van Vynckt*, dyrektor ds. pokoju, bezpieczeństwa i obrony think tanku Friends of Europe**: To, co powiem, nie będzie korzystne ani dla NATO, ani dla Unii Europejskiej. Po pierwsze – ta wojna nie zaczęła się w 2022 roku, lecz w 2014. Dlatego kluczowe jest spojrzenie na ostatnie dwanaście lat, a nie tylko na cztery.

Przykra prawda jest taka, że w państwach UE wydarzyło się niewiele, jeśli chodzi o eliminowanie słabości militarnych i realne wzmacnianie gotowości obronnej. Sojusznicy NATO oraz instytucje europejskie skoncentrowali się przede wszystkim na wsparciu Ukrainy – tak, aby mogła ona nabywać niezbędne zdolności, utrzymać się na froncie i prowadzić walkę. Ale to nie wystarczy.

Słabość europejskich sił zbrojnych wynika z głębokiej nieefektywności ich funkcjonowania w warunkach zupełnie podzielonych rynków obronnych.

Tam, gdzie w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje jeden – lub kilka – systemów uzbrojenia, w Europie mamy często kilkanaście odpowiedników. Fragmentacja planowania obronnego i zamówień sprawia, że Unia nie jest w stanie osiągnąć efektu skali: ani zwiększyć wolumenów produkcji, ani obniżyć kosztów jednostkowych. W efekcie, mimo że Europa wydaje na obronność najwięcej po Stanach Zjednoczonych, dysponujemy jedynie ułamkiem zdolności, które posiadają Stany Zjednoczone.

Czego uczą nas doświadczenia wojenne Ukrainy?

Ukraina jest dziś jedynym państwem na świecie, które naprawdę rozumie to, w jakim tempie ewoluuje współczesne pole walki. Dlatego wszelkie działania podejmowane na rzecz jej wsparcia w wojnie z Rosją muszą stawiać potrzeby jej sił zbrojnych w centrum – jako użytkownika końcowego. Utrzymanie tej perspektywy jest absolutnie kluczowe. I w tej kwestii europejscy sojusznicy Ukrainy robią coraz większe postępy.

Inicjowanych jest coraz więcej przedsięwzięć, które umożliwiają swego rodzaju sprzężenie zwrotne – bezpośredni przepływ informacji i ścisłą współpracę między polem walki a instytucjami odpowiedzialnymi za zamówienia oraz firmami zbrojeniowymi. Ukraiński rząd wykazał się tu dużą kreatywnością i zdolnością adaptacji, dbając o to, by niezbędne zmiany były szybko wdrażane.

Jednym z przykładów takich kreatywnych i naprawdę odpowiadających na żywotne potrzeby ukraińskiej armii inicjatyw jest inicjatywa Brave1. To platforma stworzona przez ukraiński rząd, która łączy innowacyjne firmy zdolne przekształcać pomysły i prototypy w realne systemy uzbrojenia możliwe do wdrożenia przez ukraińskie siły zbrojne w ciągu tygodni, a nie miesięcy czy lat, z użytkownikiem końcowym, czyli armią Ukrainy, oraz instytucjami zakupowymi i przemysłem. Program został uruchomiony w kwietniu 2023 roku.

To fundamentalna lekcja, którą Europa powinna wyciągnąć z doświadczenia Ukrainy.

Elastyczność i szybkość systemów zamówień to coś, czego Europie dziś bardzo brakuje.

Mamy środki finansowe, ale nie mamy zwinności ani zdolności skalowania. Ukraina ma zwinność i skalę – ale brakuje jej pieniędzy. I właśnie tu jest przestrzeń do współpracy, którą musimy lepiej zrozumieć i wykorzystać. Współpraca zbrojeniowa z Ukrainą daje dostęp do know how, które w inny sposób dużo trudniej jest zdobyć.

Przeczytaj także:

Innowacyjne platformy współpracy

Kiedy mówi Pan o tych kreatywnych inicjatywach, w których duży nacisk kładzie się na użytkownika końcowego i innowacje – takich jak Brave1 – jakie inne przedsięwzięcia wpisują się w ten nurt? Na co warto zwrócić uwagę?

Jest kilka takich inicjatyw. Są programy współpracy międzynarodowej, takie jak np. program ZBROYARI, który jest skoncentrowany na rozwoju ukraińskiej produkcji zbrojeniowej. Program opiera się na zachodnich dotacjach i pożyczkach, które są wykorzystywane do finansowania produkcji w ukraińskich zakładach.

Poza tym są programy skoncentrowane na rozwoju i skalowaniu innowacji. Jest ich sporo. Jest np. Brave Norway – inicjatywa prowadzona przez Norwegię, w ramach której jak dotąd przeznaczono 20 mln euro na granty technologiczne i testy w Ukrainie. Program łączy startupy, instytucje badawczo-rozwojowe oraz podmioty sektora obronnego z Norwegii i Ukrainy, aby tworzyć praktyczne rozwiązania dla pola walki i wspierać przemysłowe skalowanie innowacji.

Jest inicjatywa EU4UA Defence Tech – program grantowy UE–Ukraina o dotychczasowym budżecie 3,3 mln euro. Jego celem jest przyspieszenie rozwoju i skalowanie innowacji technologicznych, dlatego wspiera on startupy z sektora obronnego. Pierwsza runda grantów koncentruje się na interceptorach wysokiej prędkości oraz systemach radarowych. Program został uruchomiony w grudniu 2025 roku.

Jesienią 2025 roku Europejski Bank Inwestycyjny powołał UPTF, czyli Ukraine Phoenix Tech Fund. To fundusz venture capital o wartości 50 mln euro, którego celem jest umożliwienie ukraińskim startupom zbrojeniowym konkurowanie na rynku globalnym.

Jest koalicja dronowa, prowadzona przez Łotwę i Wielką Brytanię, z udziałem około 20 państw NATO. Jej celem jest nie tylko dostarczanie Ukrainie zdolności w zakresie dronów i systemów bezzałogowych, lecz także rozwijanie europejskiej produkcji tego rodzaju uzbrojenia. Coraz wyraźniej dostrzegamy bowiem w Europie, że część tego know-how powinna być rozwijana tutaj – co czyni współpracę Ukrainą obopólnie korzystną.

Na poziomie unijnym funkcjonuje też Europejski Program Przemysłu Obronnego (EDIP), który przewiduje 300 mln euro wsparcia dla Ukrainy w latach 2025–2027. Jest też program SAFE, umożliwiający państwom UE bezpośredni zakup uzbrojenia od ukraińskich producentów.

Warto też wspomnieć o inicjatywie Brave Tech EU, ogłoszonej w lipcu ubiegłego roku, w ramach której każde państwo-sygnatariusz inwestuje do 50 mln euro w przyspieszenie badań i rozwoju technologii zbrojeniowej w Ukrainie.

W tym tygodniu Komisja Europejska ogłosiła też program AGILE – instrument o wartości 115 mln euro, mający pomóc firmom w przenoszeniu przełomowych technologii obronnych z laboratoriów do praktycznego zastosowania na polu walki. Program wspiera rozwój startupów obronnych w państwach członkowskich UE, krajach EOG–EFTA oraz w Ukrainie.

Rozwój tych inicjatyw pokazuje, że

w praktyce odchodzimy od dotychczasowego modelu wsparcia, w którym przekazujemy Ukrainie naszą broń i zdolności.

Relacje między UE a Ukrainą ewoluują od modelu donor–beneficjent w kierunku partnerskiej współpracy obronnej, w której zdolności, know-how i przepływy finansowe są w coraz większym stopniu projektowane i zarządzane wspólnie. To bardzo ważne, bo europejskie firmy zbrojeniowe powinny móc korzystać z doświadczenia Ukrainy.

Zdecydowana większość tych inicjatyw koncentruje się na rozwoju zdolności technologicznych – przede wszystkim w obszarze dronów. To bardzo wiele mówi o zmieniającym się charakterze tej wojny. Jeśli spojrzymy na rozwój prywatnego sektora obronnego w Ukrainie, w 2022 roku tych firm było bardzo niewiele. Sektor obronny był zdominowany przez firmy państwowe. W lutym 2026 roku jest ich już ponad 1500, z czego około 500 specjalizuje się w obronie powietrznej. To właśnie ta domena rozwija się najszybciej.

Dolina śmierci

Czy europejski rynek obronny rozwija się równie szybko?

W Europie mamy do czynienia z dynamicznie rozwijającym się ekosystemem, ale jednocześnie w Unii Europejskiej funkcjonuje coś, co można określić mianem „doliny śmierci”.

Małe i średnie przedsiębiorstwa mają innowacyjne pomysły, ale często są w stanie doprowadzić je jedynie do wczesnych etapów rozwoju. Gdy kończy się finansowanie badań i rozwoju oraz mechanizmy wsparcia dla R&D, pojawiają się na tyle wysokie bariery rynkowe dla rozwoju produkcji, że firmy nie mają możliwości skalowania – nawet jeśli dysponują znakomitymi rozwiązaniami.

Europejski ekosystem innowacji nie ułatwia MŚP wejścia na rynek obronny.

W praktyce oznacza to, że innowacyjne firmy często są zmuszone do łączenia się z większymi podmiotami, albo nigdy nie osiągają poziomu rozwoju pozwalającego im zbudować zaplecze przemysłowe niezbędne do skutecznego konkurowania na rynku. Ten problem to w dużym stopniu konsekwencja dwóch rzeczy – słabości europejskiej polityki przemysłowej oraz niedokończonej budowy wspólnego rynku.

Bowiem wciąż nie dokończyliśmy budowy wspólnego rynku.

W wielu sektorach istnieje mnóstwo barier i niezharmonizowanych przepisów, które sprawiają, że firmy działają tak naprawdę na odrębnych rynkach narodowych. Wciąż nie mamy też unii inwestycyjnej, która zapewniłaby łatwiejszy dostęp do kapitału i zatrzymała duży kapitał w UE, który teraz, ze względu na ograniczenia narodowe, woli emigrować tam, gdzie ma większe możliwości. Musimy poczynić kolejne kroki w kierunku integracji.

Bardziej zintegrowany rynek na poziomie UE pozwoliłby obniżyć koszty, ograniczyć fragmentację i zwiększyć efektywność procesu dozbrajania Europy. Z analiz EPRS, think tanku Parlamentu Europejskiego wynika, że

pełna integracja rynku obronnego mogłaby przynieść państwom członkowskim oszczędności rzędu 60-75 mld euro rocznie.

Istotną kwestią jest również to, w jakim stopniu państwa członkowskie wspierają rozwój startupów i scale-upów obronnych, a w jakim skupiają się na ochronie i rozwoju narodowych czempionów. Komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius, który jeździł ostatnio po Europie, usiłując pozyskać większe wsparcie dla obrony powietrznej Ukrainy, apelował o jedno: żeby państwa członkowskie nie rezygnowały ze wspólnych zamówień, by chronić interesy narodowych czempionów obronnych, bo to działa wbrew europejskim celom szybkiego dozbrajania Europy.

Dziś jedynie niewielki odsetek europejskich zamówień obronnych – 1-2 proc. całości – realizowany jest wspólnie.

To dlatego program SAFE ma taką konstrukcję, a nie inną.

Program SAFE jest w istocie narzędziem integracji europejskiego rynku obronnego.

To nie tylko instrument finansowy, który ma umożliwić dofinansowanie zakupów zbrojeniowych. To jest instrument zaprojektowany po to, by rozwiązać problem wspólnych zamówień i zmusić państwa UE do współpracy w tym zakresie.

SAFE odpowiada na kluczowe pytania: Jak budować wspólny popyt? Jak agregować zamówienia? Jak zapewnić wspólny dostęp do kapitału? Nie jest to więc wyłącznie instrument bankowy czy fiskalny – to narzędzie integracji europejskiego rynku obronnego.

Nie chodzi tylko o pieniądze

Patrząc na skalę programu SAFE – 150 mld euro, które mają zostać rozdzielone między 19 państw – czy to rzeczywiście dużo w porównaniu z ogólnymi wydatkami na zamówienia wojskowe w UE? Czy ten program może realnie coś zmienić?

Europa wydaje na obronność ogromne środki – znacznie więcej niż Rosja. Nie chodzi więc jedynie o pieniądze. Większe wydatki nie oznaczają automatycznie silniejszej obrony. Kluczowe jest to, by wydawać je mądrzej.

I po to właśnie jest SAFE. Program zapewnia finansowanie wspólnych zamówień – w dużej mierze na produkty wytwarzane w Unii Europejskiej. Tworzy tym samym zachęty do wspólnego wydawania środków, współpracy, transferu know-how oraz rozwoju ram prawnych umożliwiających szybszy przepływ technologii i wiedzy.

To mechanizm integrujący Europę – tak, byśmy potrafili wydawać na obronność w sposób bardziej efektywny i jednocześnie zwiększali naszą samowystarczalność w zakresie produkcji zbrojeniowej. Państwa muszą być motywowane do wspólnego działania i myślenia o obronie w kategoriach europejskich, a nie wyłącznie narodowych.

Narodowe plany obronne w większości państw – o ile nie we wszystkich – pozostają niejawne. Co w takim razie wiemy o planowanych zamówieniach i inicjatywach finansowanych z tego programu?

Obowiązuje zasada poufności, ale wiemy, w jakich obszarach będą wydatkowane środki. Finansowane zdolności podzielono na dwie kategorie – i są to obszary, w których Europa ma pilne potrzeby.

Pierwsza kategoria obejmuje m.in. amunicję, pociski i systemy artyleryjskie – w tym zdolności precyzyjnego rażenia dalekiego zasięgu, zdolności walki lądowej wraz z systemami wsparcia, wyposażenie żołnierzy i broń piechoty, małe drony oraz systemy przeciwdronowe, ochronę infrastruktury krytycznej, cyberbezpieczeństwo oraz mobilność wojskową, w tym działania przeciwdziałające mobilności przeciwnika.

Druga kategoria dotyczy systemów obrony powietrznej i przeciwrakietowej, zdolności morskich – zarówno nawodnych, jak i podwodnych – większych systemów bezzałogowych oraz odpowiadających im systemów przeciwdziałania, a także tzw. zdolności strategicznych, takich jak transport powietrzny o znaczeniu strategicznym, tankowanie w powietrzu, systemy C4ISTAR, zasoby i usługi kosmiczne, ochrona infrastruktury kosmicznej, sztuczna inteligencja czy wojna elektroniczna.

Szczegóły poszczególnych zamówień pozostają jednak poufne – i słusznie. Biorąc pod uwagę, że Ukraina również uczestniczy w programie SAFE, a znajduje się w stanie aktywnej wojny, konieczne jest ograniczenie dostępu do informacji o tym, co dokładnie kupuje. To samo dotyczy Europy.

Nie powinniśmy ujawniać Rosji szczegółów naszych planów zakupowych, jeśli chcemy skutecznie ją odstraszać.

Ułatwić zamówienia

W środowisku ekspertów obronnych wiele mówi się o konieczności usprawnienia systemu zamówień – przede wszystkim poprzez zwiększenie jego elastyczności. Na jakim etapie jesteśmy? Co już udało się zrobić w tej kwestii?

Dysponujemy dyrektywą dotyczącą zamówień obronnych z 2009 roku, która obecnie podlega przeglądowi. Celem jest uproszczenie procedur i zwiększenie udziału wspólnych wydatków – zwłaszcza w przypadku dużych, strategicznych i złożonych systemów uzbrojenia, które wciąż często realizowane są poza jej ramami. Konsultacje publiczne w tej sprawie właśnie się zakończyły.

Problem ma jednak przede wszystkim charakter polityczny. Zamówienia obronne nadal kształtowane są przez rozbieżne postrzeganie zagrożeń, utrwalone interesy narodowe oraz niechęć rządów do oddawania kontroli nad decyzjami strategicznymi.

Władze państw członkowskich muszą zrozumieć, że działanie wspólne jest bardziej efektywne niż indywidualne.

Obecny, narodowy model zamówień osłabia siłę negocjacyjną państw i utrudnia obniżanie kosztów.

Tymczasem wspólne zakupy mogłyby przynieść państwom członkowskim oszczędności liczone w miliardach euro rocznie.

W lutym, podczas spotkania eksperckiego zorganizowanego przez Friends of Europe z okazji czwartej rocznicy wojny w Ukrainie, zaproszeni eksperci sformułowali rekomendacje dotyczące wyciągania wniosków z doświadczeń Ukrainy na polu walki. Wśród nich znalazły się m.in. postulaty instytucjonalizacji współpracy UE–Ukraina w obszarze innowacji obronnych, zwiększenia elastyczności europejskich procedur zakupowych, przyspieszenia integracji rynku obronnego i ograniczenia jego fragmentacji. Wskazano także na potrzebę inwestycji w europejskie ekosystemy testowania i szkolenia. Co jest tutaj kluczowe i jakie wyzwania wiążą się z obszarem testowania?

Jedną z najważniejszych lekcji płynących z doświadczeń Ukrainy jest to, że technologie rozwijają się dziś w tak szybkim tempie, iż bez dostępu do pola walki lub środowiska bardzo wiernie je odwzorowującego, nie jesteśmy w stanie prowadzić skutecznych testów. A bez nich nie da się ani rozwijać zdolności w tempie, w jakim zmienia się współczesna wojna.

Ukraina jasno pokazuje, że albo trzeba mieć bezpośrednie doświadczenie działań wojennych, albo dysponować środowiskiem testowym maksymalnie zbliżonym do realiów pola walki – takim, które pozwala odtwarzać warunki niezbędne do prowadzenia innowacji i testowania potrzebnych rozwiązań. To sprawa absolutnie fundamentalna. Tymczasem w całej europejskiej przestrzeni NATO mamy np. zaledwie dwa ośrodki testowania dronów. To poważny problem.

Ale wyzwań jest więcej. Np. traktujemy drony tak, jakby były Rolls-Royce’ami – produkujemy najbardziej zaawansowane, przełomowe technologie. Tymczasem powinniśmy traktować je raczej jak broń strzelecką: jako zasób zużywalny, który musi być dostępny w dużych ilościach, w relatywnie niskiej cenie i produkowany szybko. „Wystarczająco dobre” – to powinno stać się mottem zakupów.

Rekomendacje z tego spotkania Friends of Europe koncentrują się więc na konieczności odtwarzania warunków zbliżonych do pola walki, tak aby proces testowania był równie dynamiczny i szybki jak w rzeczywistości. Jak niedawno zauważył Ben Hodges, były dowódca amerykańskich sił lądowych w Europie, testowanie jest odpowiedzią na wszystko. Im więcej testujemy, tym bardziej angażujemy sektor prywatny i tym łatwiej przechodzimy do iteracyjnego modelu produkcji, czyli modelu, w którym produkty są na bieżąco udoskonalane, cykl innowacji jest bardzo szybki.

Chodzi zatem o stworzenie całego ekosystemu – mechanizmu ciągłych pętli sprzężenia zwrotnego – który zapewni stały przepływ informacji i pozwoli firmom zbrojeniowym maksymalnie szybko odpowiadać na potrzeby armii.

Sektorowa integracja Ukrainy z UE

Jak wyobraża Pan sobie instytucjonalizację współpracy z Ukrainą w tym obszarze?

To temat, który regularnie pojawia się w naszych dyskusjach. Organizacja Friends of Europe od dawna podkreśla konieczność uznania Ukrainy za kluczowy element przyszłości Europy. Zdecydowanie popieramy integrację Ukrainy z Unią Europejską i uważamy, że współpraca obronna w sektorze prywatnym będzie w praktyce napędzać faktyczne włączanie Ukrainy do struktur UE.

Integracja Ukrainy z Unią Europejską nie jest aktem dobroczynności. To strategiczna konieczność.

Jako think tank patrzymy na to z perspektywy tzw. odwróconego rozszerzenia lub odwróconej integracji. To podejście, w którym państwa kandydujące – takie jak Ukraina – uzyskują dostęp do rynku UE i wybranych unijnych programów jeszcze przed formalnym członkostwem, czerpiąc z tego konkretne korzyści. To rodzaj stopniowej integracji, którą może napędzać właśnie współpraca biznesowa.

To prowadzi nas także do kwestii zróżnicowanego tempa integracji w samej UE. Państwa członkowskie nie poruszają się już w tym samym tempie we wszystkich obszarach. Dlatego właśnie coraz częściej pojawia się formuła „koalicji chętnych”. Europa potrzebuje różnych prędkości działania, aby móc posuwać się naprzód w konkretnych kwestiach, zamiast pozostawać w impasie z powodu prawa weta. Musimy też podejść do rozszerzenia bardziej pragmatycznie.

W przypadku Ukrainy oznacza to przyjęcie podejścia opartego na odwróconej integracji – takiego, które uwzględnia nie tylko korzyści dla samej Ukrainy, lecz także realne zyski dla Europy oraz wkład Ukrainy w bezpieczeństwo kontynentu.

Jeśli chodzi o instytucjonalizację relacji UE–Ukraina, to w dużej mierze ona się już dokonuje – poprzez mechanizmy współpracy obronnej, o których wspominałem na początku.

Proces ten cały czas przyspiesza: od układu o stowarzyszeniu oraz pogłębionej i kompleksowej strefy wolnego handlu (DCFTA), przez przyspieszone – wymuszone wojną – negocjacje akcesyjne, aż po dążenie do pełnej integracji z UE. Istotną rolę odgrywa tu również sektor prywatny, który działa jako silny motor zmian.

Nie pomoc, lecz współpraca

W wielu państwach członkowskich nasila się sceptycyzm wobec konieczności dalszego wspierania Ukrainy. Skrajna prawica jest coraz skuteczniejsza w przekonywaniu opinii publicznej o tym, że „to nie nasza wojna”. Czy politycy w Europie robią pana zdaniem wystarczająco, by utrzymywać nas na kursie, który ostatecznie zwiększa także nasz poziom bezpieczeństwa?

Przede wszystkim powinniśmy mówić o „współpracy z Ukrainą”, a nie o „wspieraniu Ukrainy”. Każda debata – czy to na poziomie krajowym, czy unijnym – która opiera się na założeniu, że coś sobie odbieramy, aby przekazać to Ukrainie, jest pozbawiona sensu.

Nie chodzi o to, że Europa powinna wspierać Ukrainę. Europa powinna rozumieć, że prowadzi tę samą wojnę co Ukraina.

Ukraina ponosi główny ciężar wojny konwencjonalnej, ale cała Europa jest zaangażowana w ten sam konflikt w wersji hybrydowej. Polska znajduje się na jego pierwszej linii. Widzimy też stałą eskalację działań hybrydowych – od Portugalii aż po Finlandię. To nie jest więc specyfika wyłącznie wschodniej flanki.

Wojna hybrydowa jest szczególnie trudna – ma natężenie poniżej progu otwartego konfliktu, bardzo trudno przypisać jej sprawstwo, w związku z czym nie ma gotowości do uruchomienia artykułu 5 NATO. Jest w tym jednak pewien paradoks.

Wiele z tego, co Ukraina może robić dla własnej obronności, wynika z faktu, że znajduje się w stanie wojny, podczas gdy Unia Europejska formalnie w stanie wojny nie jest. Tymczasem ramy prawne dotyczące wojny są w dużej mierze zero-jedynkowe: albo jest się w stanie wojny, albo pokoju – nie istnieje szara strefa.

To kwestia, na którą Friends of Europe wielokrotnie zwracała uwagę: Unia Europejska musi przejść od sposobu myślenia właściwego dla czasu pokoju do logiki działania czasu wojny, jeśli chce osiągnąć realną gotowość obronną. Istnieje szereg działań, które w czasie pokoju są niemożliwe lub nielegalne, a które w warunkach wojennych stają się dopuszczalne – dotyczy to zwłaszcza zwiększania elastyczności, szybkości i skali działania zarówno na poziomie przemysłowym, jak i politycznym. Taka zmiana podejścia jest dziś konieczna.

Jak wojna na Ukrainie wpływa na postrzeganie samej integracji europejskiej?

Wydaje mi się też, że dochodzimy do momentu, w którym Europejczycy zaczynają coraz mocniej dostrzegać egzystencjalną konieczność wzmacniania zjednoczonej Europy, by ta była w stanie bardziej zdecydowanie działać we własnym interesie. Nie widać dziś sprzeciwu wobec decyzji europejskich przywódców o nieangażowaniu się w konflikt na Bliskim Wschodzie – przeciwnie, spotyka się to z aprobatą. Europejczycy wydają się wręcz dumni z tego, że potrafią powiedzieć „nie” Trumpowi. Jest coraz większe zapotrzebowanie na tę głęboką, polityczną jedność UE. Bo widzimy, że drony mogą uderzać w Cypr, że pojawiają się koncepcje przejęcia Grenlandii przez USA.

Gdy naruszana jest integralność kontynentu europejskiego, świadomość znaczenia europejskiej integracji przychodzi bardzo szybko.

Jest jeszcze jeden, kluczowy aspekt. Nie możemy tracić z pola widzenia faktu, że mówiąc o wojnie w Ukrainie, mówimy o ludzkim życiu. Bo tam każdego dnia giną ludzie. Nie wolno nam zapominać o ludzkim koszcie, jaki Ukraina ponosi każdego dnia, abyśmy w Unii Europejskiej mogli funkcjonować tak, jak dotąd. To sprawa fundamentalna.

Zwracała na to uwagę Ołeksandra Matwijczuk, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2022 roku, podczas spotkania z Friends of Europe kilka tygodni temu. Matwijczuk podkreślała, że niemal całkowicie utraciliśmy z pola widzenia ludzki wymiar wojny w Ukrainie. Tymczasem to właśnie mówienie o ludzkim cierpieniu jest jedynym sposobem na to, by utrzymać właściwe priorytety.

W tym wszystkim nie możemy zapominać, że Unia Europejska pozostaje projektem pokojowym o historycznym znaczeniu – projektem, którego nie wolno traktować jako oczywistości. Stawką jest przyszłość pokoju w Europie. Ukraina od lat broni tej przyszłości ponosząc ogromne koszty ludzkie. Teraz to Europa musi wykazać się jednością, determinacją i siłą odstraszania, aby ją ochronić.

*Thomas Van Vynckt jest dyrektorem ds. pokoju, bezpieczeństwa i obrony w Friends of Europe, gdzie odpowiada m.in. za uruchomioną w 2023 roku inicjatywę dotyczącą Ukrainy. Przed dołączeniem do Friends of Europe Thomas pracował w sektorze prywatnym w branży obronnej w Londynie oraz w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli. Wcześniej związany był z GLOBSEC w Bratysławie oraz Post-Conflict Research Center w Sarajewie.

**Friends of Europe to niezależny europejski think tank, którego celem jest budowanie bardziej zintegrowanej Europy. Organizacja jest członkiem Jacques Delors Friends of Europe Foundation.

Na zdjęciu Paulina Pacuła
Paulina Pacuła

Dziennikarka działu politycznego OKO.press. Absolwentka studiów podyplomowych z zakresu nauk o polityce Instytutu Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas, oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Stypendystka amerykańskiego programu dla dziennikarzy Central Eastern Journalism Fellowship Program oraz laureatka nagrody im. Leopolda Ungera. Pisze o demokracji, sprawach międzynarodowych i Unii Europejskiej. Publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym, portalu EUobserver, Business Insiderze i Gazecie Wyborczej.

Komentarze