Według informacji OKO.press na spotkaniu Roberta Biedronia, Włodzimierza Czarzastego i Adriana Zandberga zapadła decyzja: Lewica w wyborach prezydenckich wystawi kobietę. Jej nazwisko to najściślej strzeżona tajemnica. Jeśli kandydatka się zgodzi, jej nazwisko poznamy w połowie grudnia

Dzwonimy, pytamy, ale nikt z najważniejszych polityków i polityczek trzech partii nie chce zdradzić nazwiska potencjalnej kandydatki ani nawet potwierdzić płci lewicowej konkurentki bądź konkurenta Andrzeja Dudy. Jednak z naszych informacji wynika, że klamka zapadła: to będzie kobieta.

Oficjalnie decyzja ma zostać ogłoszona po 14 grudnia. Tego dnia odbędą się równoległe zjazdy krajowe Wiosny i SLD, które mają się zakończyć zjednoczeniem partii. W tym dniu decyzję o tym, kto będzie kandydat/ką na prezydenta podejmą delegaci Platformy Obywatelskiej. PO wybiera między Małgorzatą Kidawą-Błońską a Jackiem Jaśkowiakiem w partyjnych prawyborach.

Na Lewicy prawyborów nie ma, ostateczną decyzję podejmie „trzech tenorów”, czyli Robert Biedroń, Adrian Zandberg i Włodzimierz Czarzasty. Zaprzeczają, by ta decyzja już zapadła. Jednak z naszych informacji wynika, że jest inaczej.

Biedroń i Zandberg są w pogotowiu, ale jeden z nich wystartuje tylko w ostateczności, np. gdyby kandydatka się nie zgodziła.

Byłby to zaskakujący zwrot akcji. Do niedawna wydawało się, że to Biedroń jest oczywistym kandydatem Lewicy. On sam sugerował to jeszcze miesiąc temu, zamieszczając w mediach społecznościowych grafikę nawiązującą do kampanii Baracka Obamy i pytając: „Can I?”. Mimo wpadek pozostaje najbardziej popularnym i powszechnie znanym politykiem Lewicy.

Sondaż OKO.press pokazał jednak, że w elektoracie Lewicy popularnością goni Biedronia Adrian Zandberg. Notowania Zandberga jeszcze wzrosły po głośnym „kontrexposé„. Działacze zaczęli go namawiać do startu, on jednak się do tego nie pali. Jeśli ani Zandberg, ani Biedroń nie dali się przekonać, Lewica jest gotowa postawić na kandydatkę spoza grona liderów.

Giełda kandydatek Lewicy na prezydenta

Nazwiska? W wewnętrznej dyskusji na Lewicy padają między innymi takie: Gabriela Morawska-Stanecka, Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, Katarzyna Sztop-Rutkowska, Jolanta Banach, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, Danuta Hübner, a nawet Barbara Nowacka.

Gabriela Morawska-Stanecka – jest wicemarszałkinią Senatu z Lewicy, prawniczką ze Śląska związaną z Wiosną. To jej wygraną w okręgu 75 PiS próbował oprotestować. A później chciał ją przekupić. Nieskutecznie. Przy okazji petycji domagającej się wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej mówiła OKO.press: „Postulat wypowiedzenia konwencji jest absurdalny. Państwo w swej naturze jest świeckie i żaden Kościół nie może wymuszać na nim kwestii wdrażania czy wypowiadania konwencji”. „Lepsza wersja Kidawy-Błońskiej” – mówią o niej na Lewicy. Jej kandydaturę popierał tzw. sztab, czyli osoby odpowiedzialne za komunikację Lewicy.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk – w mediach społecznościowych pojawił się nawet hasztag #ADB2020. Jest posłanką-debiutantką, była członkinią zarządu Razem, potem związała się z Wiosną. Dostała się do Sejmu z ostatniego miejsca we Wrocławiu, prowadząc bardzo aktywną kampanię. Z zawodu jest doktorem nauk humanistycznych, specjalizuje się w kwestiach dotyczących edukacji.

„Najważniejsze, żeby to była kobieta” – odpowiada na pytanie OKO.press, czy wystartuje. To samo mówiła nam na początku listopada: „Niczego nie można wykluczać, ale polityka to przede wszystkim jest sport drużynowy. Zależy mi, żeby ta kandydatka dostała się do drugiej tury, a w niej wygrała i mogła nadać nowe znaczenie i ton prezydenturze”.

Katarzyna Sztop-Rutkowska – socjolożka, działaczka miejska. Była kandydatką ruchów miejskich w wyborach prezydenckich w Białymstoku w 2018 – zdobyła 4,2 proc. głosów. W sprawie lipcowego Marszu Równości napisała list do papieża Franciszka, zwracając uwagę na to, jaką rolę odegrał Kościół w nakręcaniu nienawiści.

Padają też inne nazwiska. Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska to prawniczka, posłanka Lewicy. Zrobiła trzeci wynik na lewicowych listach (po Zandbergu i Tomaszu Treli – wg liczby głosów i po Zandbergu i Krzysztofie Śmiszku wg procentu głosów) : w Legnicy zdobyła 41,5 tys. głosów, czyli niemal 10 proc. głosów oddanych na całą listę w okręgu. Przewija się Danuta Hübner – europosłanka z list PO, zdystansowana dziś do tej formacji, dawniej związana z SLD. Jolanta Banach – też dawniej związana z SLD, obecnie działaczka miejska w Trójmieście, nie dostała się w ostatnich wyborach do Sejmu, mimo dobrego wyniku. Na giełdzie nazwisk pojawiała się też Barbara Nowacka, która dziś jest jedną z wiceprzewodniczących parlamentarnego klubu Koalicji Obywatelskiej, a przecież otwarcie przyznaje się do lewicowych poglądów.

A jeśli Platforma też wystawi kobietę?

„W ogóle nie patrzymy na Platformę” – przekonuje nas polityczka Lewicy. „Lewica nie powinna się fiksować na wyborze PO” – dodaje lewicowy poseł. Inna posłanka kontruje: „Zawsze układ na planszy ma znaczenie, jeśli kandydat lub kandydatka jest nieoczywista”.

Jej zdaniem, gdyby nieoczekiwanie Jacek Jaśkowiak wygrał prawybory, Lewica miałaby większe pole manewru w pierwszej turze i mniejsze w drugiej. „Jeśli kandydatem KO zostanie Jaśkowiak, druga tura dla kandydatki Lewicy nie jest wykluczona”. Skąd takie przekonanie? Bo przy starcie mało znanego Jaśkowiaka, wyniki poszczególnych kandydatów będą bardziej wyrównane. O wejściu do drugiej tury może zdecydować zdobycie nawet kilkunastu proc. głosów.

„Przy Kidawie-Błońskiej to będzie trudniejsze, ona na wejściu ma 25 proc. głosów” – przekonuje posłanka Lewicy.

Dwie kandydatki w jednej stawce? To się jeszcze w historii polskich wyborów prezydenckich po 1989 roku nie zdarzyło. „Więcej kobiecych kandydatur pokazuje, że kobiety są różne, mają różne poglądy. Nie jest tak, że istnieje jeden możliwy repertuar poglądów dla kobiet w polityce” – mówi polityczka Lewicy.

„Jeśli ostatecznie kandydować będzie i Małgorzata Kidawa-Błońska, a my też wystawimy kobietę, to pokaże, że kobiecość nie równa się konserwatyzm. Kobiecość to też postępowa agenda”.

„Duda stał się Biedroniem”

„Wszyscy oglądaliśmy film OKO.press, na którym dzieci i młodzież przytulają się do Andrzeja Dudy” – mówi poseł Lewicy. „To jest nasz punkt odniesienia. Tak się dziś w Polsce wygrywa wybory”.

Ale zaraz potem śmieje się, że to Andrzej Duda „stał się Robertem Biedroniem”. Przytulanie się z wyborcami było znakiem rozpoznawczym byłego prezydenta Słupska.

Struktury są zmęczone

Kampania prezydencka jest jeszcze intensywniejsza od parlamentarnej. Oczywiście dla osoby, która kandyduje. Musi nie tylko osobiście objechać całą Polskę, ale też zachować przytomność konieczną w czasach, gdy każda wypowiedź może się stać memem lub wiralowym wideo w mediach społecznościowych.

Takie doświadczenie ma Biedroń – to na jego osobistym zaangażowaniu była zawieszona kampania Wiosny do europarlamentu.

Ale to znaczy też, że gdyby jednak kandydował, musiałby objechać Polskę po raz trzeci w ciągu półtora roku, „mając w nogach kampanię do Sejmu i Parlamentu Europejskiego”.

Nie tylko Biedroń jest zmęczony. „Przez ostatnie pięć miesięcy ludzie nie robili nic poza roznoszeniem ulotek i plakatów” – mówi polityczka Wiosny. Wyczerpujący był zwłaszcza ostatni etap kampanii parlamentarnej. Któregoś razu Włodzimierz Czarzasty odmówił wspólnej podróży z Zandbergiem i Biedroniem. Konflikt? Nie. Po prostu nie chciał się zarazić. Pod koniec liderzy stracili fizyczną odporność.

Między innymi dlatego pomysły, by Lewicę w wyborach prezydenckich reprezentował ktoś spoza parlamentarnej ekipy, są poważnie rozważane.

„Musimy myśleć o podziale pracy” – mówi poseł Lewicy. „W trakcie kampanii będą się działy ważne rzeczy w parlamencie. Lewica nie może tego frontu odpuścić”.

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Andrzej Maciejewicz

    Lewica i cała opozycja nie ma czym się przejmować. Wybory prezydenckie wygra jej byle kandydat lub (… tka). Kaczor chce przywołać z PE B. Szydło na szefa kom wyborczego. Scenariusz jest następujący. PE wreszcie pojmie, że jest okradany przez nierobów w rodzaju Szydło i dziesiątki innych posłów, obecnych tylko przy podpisywaniu listy płac. Wstrzyma wypłaty. Tego Szydło nie daruje kaczorowi. Wepchnie kulawego pod tramwaj. Po skromnym lecz radosnym pogrzebie wszyscy odetchną z ulgą. Opozycja, bo się dorwie do koryta. Kumple z PiS, bo nikt ich nie będzie straszył po nocach. Przy ogólnym aplauzie Trybunał Stanu skaze Szydlo na 5 lat pracy w oborze. Będzie zachwycona. Wypełni swoje powołanie. Przegrany P-adalec po długich poszukiwaniach znajdzie pracę. Jako goniec w kancelarii prawnej Giertycha. Tylko krk będzie w rozterce. Ale klechy zaczną gwałcic młodych, lewicowych faszystow i wszystko wróci do normy.

    • Adam Patrzyk

      Nie jestem żadnym mizoginem (jestem tak samo krytyczny w stosunku do facetów), ale wymień proszę ze trzy z naciskiem na mądre i jednocześnie nadające się na prezydenta. Nie żebym powątpiewał w istnienie mądrych kobiet. Ciekawi mnie, czy są takie w polityce.

  2. Zbigniew Łebed

    po prostu, Ani Zandberg, ani Biedroń nie chcą startować i zapisać sobie porażki. Mądry Czarzasty od początku nie stawiał się w kolejce do kandydowania. Konkludując, nikt z liderów nie chce kandydować, to trzeba znaleźć zająca, który weźmie porażkę na swoje konto, a któremu powie się, że dzięki temu wyrobi sobie nazwisko. A jak będzie to jeszcze kobieta to można to "ograć" komunikatem, że Lewica postępuje zgodnie z własnym DNA i jest mega progresywna. Tylko, że tak naprawdę to zwykła ściema, bo Biedroniowi dobrze jest w Parlamencie Europejskim a Zandberg lepiej się realizuje jako czołowy sejmowy retor.

  3. Andrzej Rokosz

    Już Miller stawiał na stokrotkę, która teraz bryluje w TVP. Dwaj ostatni, którzy poważnie traktowali funkcję Prezydenta RP to Wałęsa i Kwaśniewski, przy czym ten drugi pozostawił po sobie żyrandol lub długopis jak kto woli, a co do pierwszego to szkoda, że nie został na pomniku.

Masz cynk?