Prawa autorskie: Łukasz Cynalewski / Agencja GazetaŁukasz Cynalewski / ...
16 kwietnia 2021

Pytamy antyszczepionkowców, co by ich przekonało do szczepień przeciw COVID. Odpowiedź jest krótka: nic

„Ufam ziołom i medycynie niekonwencjonalnej, nigdy w życiu się nie zaszczepię i nic mnie nie przekona" - tłumaczą OKO.press antyszczepionkowcy. Ich nie przekonamy, ale warto powalczyć o tych, którzy się wahają

"Nie boję się koronawirusa, bliżej mi do natury niż chemii. Ufam ziołom i medycynie niekonwencjonalnej. A jeżeli bym zachorował, to mam osoby, które mnie sposobami alternatywnymi wyleczą. Do szpitala nie pójdę" - mówi OKO.press 46-letni Kazimierz. Na jego prośbę zmieniliśmy imię. "Ludzie powinni dbać o swoją odporność, a nie szczepić się nie wiadomo czym i nie wiadomo jakiego pochodzenia".

OKO.press pisząc o niechęci Polaków do szczepień, postanowiło dowiedzieć się od osób sceptycznych wobec szczepionek, czy coś mogłoby ich przekonać. Odpowiedzi nie są zachęcające.

Pytamy Kazimierza, czy zaszczepiłby się przeciwko koronawirusowi.

"Nigdy w życiu" - odpowiada.

I o to, czy jest coś, co przekonałoby go do szczepienia.

"Nic mnie nie przekona".

Pytamy, czy zna osobę, która zachorowała na koronawirusa.

"Tak".

A taką, która zmarła z powodu zakażenia COVID-19?

"Słyszałem o takich przypadkach, ale to też by mnie nie przekonało".

Podobnego zdania jest jego brat 47-letni brat.

"Nie zaszczepię się. Szczepionki są dopiero w trakcie badań, nie ufam im. I nie ufam rządowi. Bo podaje nierzetelne statystyki i nie działa dla naszego dobra" - mówi OKO.press 47-latek.

Moje życie jest zbyt cenne

"Nie chcę się szczepić, bo szczepionki obciążają organizm. Poza tym preparaty są zbyt krótko testowane i nie mam pewności, czy są bezpieczne. A tak naprawdę idzie tu o interes koncernów farmaceutycznych" - mówi OKO.press Maria, 60-letnia mieszkanka Poznania. "To nie kwestia teorii spiskowych".

Czy nie boi się zakażenia koronawirusem? "Boję się zakażenia i tego, że zarażę moich bliskich. Szczepienia są potrzebne, szczególnie osobom z grupy podwyższonego ryzyka. Jednak najważniejsza jest odporność, a ja o nią dbam".

60-latka, która przecież sama należy do grupy podwyższonego ryzyka, twierdzi, że nie zmieni zdania. "Nie przekona mnie nawet zielona karta dla osób zaszczepionych. Jeżeli będę chciała wyjechać z Polski, zrobię test na COVID-19".

Małżeństwo 60-latków spod Poznania jest w stanie zrezygnować z wyjazdów zagranicznych, jeśli trzeba by było się zaszczepić. "Nasze życie jest zbyt cenne, nie chcemy brać udziału w eksperymencie medycznym, truć się czymś, co nie jest do końca zbadane".

Ale są też osoby, które może zmienią zdanie, jeśli masowe szczepienia będą odbywały się bez większych sensacji. Koleżanka Marii, 55-letnia mieszkanka Poznania: "Szczepionki były za krótko testowane, a ich niepożądane działania nie są dokładnie opisane. Jedyną rzeczą, która mnie przekona, jest czas. Być może za rok się zaszczepię".

Nie ma szans na odporność zbiorową?

Największym problemem w walce z pandemią niedługo stanie się poza niewydolnością systemu, który nie jest w stanie "przerobić" dostaw preparatów sprowadzanych do Polski - właśnie niechęć Polaków do szczepionek, co widać w wypowiedziach powyżej.

"To w znaczący sposób może utrudnić uzyskanie odporności zbiorowej" - mówi OKO.press wirusolog dr Tomasz Dzieciątkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Z danych opublikowanych przez resort zdrowia w piątek 16 kwietnia wynika, że do tej pory wykorzystanych zostało 8,5 mln szczepionek. W tym pierwszą dawką - 6,2 mln, a całkowicie zaszczepionych jest 2,2 mln. Aby uzyskać odporność zbiorową zaszczepionych powinno być jednak co najmniej 70 proc. mieszkanek i mieszkańców Polski, czyli ponad 26 mln osób.

Ale co będzie, jeżeli szczepionki będą dostępne, tylko skończą się chętni?

Polacy – jak wynika z badań Uniwersytetu Warszawskiego i ośrodka Grape – zniechęcili się do szczepień w trakcie pandemii.

Naukowcy przebadali dużą reprezentatywną grupę ponad 6 tys. dorosłych Polek i Polaków. I zapytali, czy gdyby szczepionki przeciwko COVID-19 były ogólnodostępne, to zdecydowaliby się zaszczepić. Tylko 37 proc. badanych powiedziało "tak", 30 proc. "nie". A reszta się wahała.

Przeciwnicy szczepień jako główny powód wskazują brak zaufania do szczepionki, która zostałaby tak szybko wprowadzona do użycia - to 43 proc. badanych. 39 proc. ankietowanych stwierdziło, że szczepionki są skuteczne, ale nie zawsze bezpieczne. Okazało się, że najbardziej ufne wobec szczepień są osoby młode - od 18. do 24 roku życia.

W sondażu Ipsos w lutym 2021 roku dla OKO.press, zapytaliśmy, czy Polki i Polacy chcą zaszczepić się przeciw koronawirusowi. Wyniki są bardziej optymistyczne. Dwie trzecie respondentów, czyli 66 proc., odpowiedziało „zdecydowanie tak” lub „raczej tak”, albo już się zaszczepiło. „Zdecydowanie” lub „raczej” nie zaszczepi się 29 proc. ankietowanych.

Czy 66 proc. odpornych na koronawirusa Polaków wystarczy, abyśmy osiągnęli odporność zbiorową? Raczej nie – tym bardziej, że w przypadku obecnie dominującego w Polsce „brytyjskiego" wariantu koronawirusa może być konieczny nawet większy odsetek odpornych (zaszczepionych lub ozdrowieńców) niż 70 proc.

Stawką w grze jest więc te 11 proc. osób, które „raczej się nie zaszczepią". To o nie warto powalczyć.

AstraZeneka, czyli lęki Polek i Polaków

Kantar na zlecenie OKO.press i „Gazety Wyborczej” zapytał Polki i Polaków, czy mimo wątpliwości wobec szczepionki AstraZeneka zaszczepiliby się nią.

O wątpliwościach słyszeli wszyscy badani (!). Aż 42 proc. zadeklarowało, że nie zaszczepi się AstrąZeneką, nawet jeżeli będą mieli taką okazję. Kolejne 46 proc. zadeklarowało, że przyjęłoby szczepionkę (choć większość z nich "z obawami"). A reszta się waha.

Oznacza to, że nawet połowa Polaków nie zaszczepi się przeciwko COVID-19, jeśli dostaną propozycję użycia AstryZeneki. To bardzo dużo.

Z obu sondaży wynika, że jedna trzecia dorosłych Polek i Polaków nie chce się szczepić.

AstraZeneca w opinii Polek i Polaków jest wciąż „gorszą szczepionką”. "Przypisaliśmy jej negatywne cechy. Uważamy, że jest tańsza, oparta na starszej technologii, a więc słabsza i mniej skuteczna" – mówi OKO.press dr Konrad Maj, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

"Ukształtował się pewien wzór myślenia o AstraZenece i nawet niegroźne efekty uboczne są uznawane za dowód jej niedoskonałości" - dodaje. Każda negatywna informacja na temat AstraZeneki utrwala ten stereotyp.

Straszak AstraZeneki powstał podczas szczepień nauczycieli i nagłaśnianych przez media przypadkach skutków ubocznych po szczepionce. Potem brytyjsko-szwedzkim preparatem przestały szczepić państwa takie, jak Niemcy, Włochy, Francja czy Hiszpania. Powodem były powikłania zakrzepowo-zatorowe. Dopiero opinia Europejskiej Agencji Leków zmieniła ich zdanie.

Z AstraZeneki rezygnują osoby umówione na pierwszy termin szczepień, co sprawia, że dawki preparatu są wykorzystywane w drugim obiegu szczepień. Obawą Polaków przed szczepionką AstraZeneki jest ryzyko pojawienia się powikłań zakrzepowo-zatorowych.

"Prawie każda osoba, która przechodzi przez COVID-19 mierzy się z ryzykiem powikłań zakrzepowo-zatorowych, w leczeniu koronawirusa standardem jest podawanie chorym leków, które im zapobiegną" - mówi OKO.press dr Tomasz Dzieciątkowski. I wyjaśnia, że ryzyko powikłań zakrzepowo-zatorowych podczas przebiegu koronawirusa wynosi 16,5 proc., tymczasem po zaszczepieniu się AstrąZeneką zaledwie 0,0004 proc., czyli 41 tys. razy mniej (!).

Większe ryzyko powikłań zakrzepowych występuje u osób palących papierosy - 0,18 proc. czy przy przyjmowaniu środków antykoncepcyjne od 0,5 proc. do 0,12 proc. Takie zestawienie opracowała Europejska Agencja Leków.

Badania potwierdzają zresztą wysoką skuteczność AstraZeneki. Z opublikowanego w lutym badania 5,4 mln mieszkańców Szkocji, wynika, że AZ po 28-34 dniach od przyjęcia pierwszej dawki chroni przed ciężkim przebiegiem choroby i hospitalizacją nawet lepiej od szczepionki Pfizera (choć obydwie szczepionki są pod tym względem bardzo skuteczne).

To nie zawsze teorie spiskowe

„Niechęć do szczepień nie zawsze wiąże z tym, że ktoś jest antyszczepionkowcem i wierzy, że w igle jest czip czy też trucizna produkowana przez WHO, ONZ i Billa Gatesa w celach depopulacyjnych. Powodów takich postaw jest kilka” – mówi OKO.press dr Konrad Maj. I wymienia:

  • Ktoś nie jest przekonany, czy szczepionki są konieczne, sceptycznie obserwuje reakcje innych i dynamikę pandemii;
  • ozdrowieniec uznaje, że szczepionka nie jest konieczna, bo ma już w organizmie przeciwciała;
  • mieszkaniec niewielkiej miejscowości uważa, że nie potrzebuje szczepienia, bo nie przebywa w miejscach, gdzie gromadzi się wiele osób;
  • młoda osoba jest przekonana, że przejdzie COVID-19 bezobjawowo lub łagodnie.

"Szczepić nie chcą się też osoby, które cierpią na lęk przed ukłuciem igłą, czyli aichmofobię, a także te, które wierzą w naturalne zabezpieczenia, a nawet w to, że walka z wirusem wzmocni ich system immunologiczny" - dodaje dr Konrad Maj.

Rząd nie pomaga...

A Polacy nie ufają rządowi, a przede wszystkim podawanym przez państwo statystykom – aż 41 proc. osób, które wzięły udział w badaniach Uniwersytetu Warszawskiego i ośrodka Grape uważa, że dane publikowane przez resort zdrowia są fałszowane.

„Wzmacnianie się tzw. wahania przed zaszczepieniem (ang. vaccination hesitancy) rośnie po każdej aferze, skandalu, kompromitacji systemu czy wadzie produktu” – mówi OKO.press dr Michał Zabdyr-Jamróz z Instytutu Zdrowia Publicznego CM UJ.

Działania rządu zamiast wzmacniać zaufanie do systemu szczepień, podważają je. "Do spadku zaufania do szczepień przyczynił się ostatni niezamierzony żart primaaprilisowy rządu" – mówi Zabdyr-Jamróz.

Przypomnijmy. W nocy z 31 marca na 1 kwietnia rząd niespodziewanie otworzył rejestrację na szczepienia przeciwko dla osób po 40. roku życia. 600 tys. z nich z optymizmem zapisało się na szczepionkę ciesząc się z bliskich terminów. Ale potem pojawił się „błąd systemu”, a władze stwierdziły, że osoby młodsze nie mogą zaszczepić się przed starszymi.

„Tego rodzaju porażki procesu dystrybucji - choć nie świadczą o wadach samych szczepionek - sieją ziarno zwątpienia" – mówi Zabdyr-Jamróz. Wyjaśnia, że nie pomagają informacje mediów o wątpliwościach, co do szczepionek. "Nawet najdrobniejsze problemy związane z danym lekiem formułowane są w sposób sensacyjny".

...a Episkopat przeszkadza

Dochodzą do tego teorie spiskowe. "Nawet jeżeli osoba wahająca się w nie nie wierzy, to tworzą klimat, który sprawia, że łatwiej poddać się wątpliwościom" - mówi dr Zabdyr-Jamróz.

Tworzeniu nieufności wobec szczepionek przeciwko COVID-19 pomógł w środę 14 kwietnia 2021 roku Episkopat.

Bp Józef Wróbel, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych stwierdził, że "w produkcji szczepionek AstraZeneca i Johnson&Johnson korzysta się z linii komórkowych stworzonych na materiale biologicznym pobranym od abortowanych płodów". A ten fakt budzi poważny "sprzeciw moralny", dlatego katolicy nie powinni godzić się na szczepienie tymi szczepionkami”.

Podobne do Episkopatu wątpliwości mieli w styczniu posłowie PiS, którzy w piśmie do Ministerstwa Zdrowia podnosili, że „pojawiają się wyrazy poważnego zaniepokojenia kierowane na kanwie etycznej”.

Wypowiedzi z początku tekstu pokazują, że sceptycyzm wobec szczepionek może być oporny na perswazję.

Jak przekonać nieprzekonanych?

Według dr. Michała Zabdyra-Jamróza walka z wątpliwościami wobec szczepionek powinna polegać na uczciwej komunikacji ze strony rządu w przypadku sytuacji takich jak nieudana rejestracja 40-latków, o której pisaliśmy wyżej.

"Takie wpadki szkodzą. Nie muszą dotyczyć szczepionki, wystarczy, że dotyczą ich dystrybucji. Ale już wtedy pogłębiają się społeczne wrażenie, że »coś jest nie tak«. Nasila to percepcję ryzyka – wyolbrzymiamy drobne wątpliwości i popełniamy błędy poznawcze - wyjaśnia ekspert.

I dodaje: "Każda próba ukrycia prawdy, niejasnej komunikacji, braku precyzji w przekazywaniu wiedzy medycznej, może podsycać niepewność. Ważna jest rzetelna komunikacja, która będzie opierała się na wiedzy naukowej, a także staranność w organizowaniu procesu szczepień".

"Powinniśmy stale przypominać, że filmiki w internecie, zdania polityków, celebrytów, blogerów czy specjalistów z zupełnie innych dziedzin, to nie są wiarygodne źródła informacji" - mówi dr Konrad Maj.

Najgroźniejsze są osoby nastawione ideologicznie, które wierzą w teorie spiskowe. "Są aktywne i nieprzejednane. Nawet drobne problemy z AstrąZeneką czy innymi szczepionkami (jak ostatnią szczepionką Johnson&Johnson) stają się dowodem, że to substancje podejrzane i szkodliwe".

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, pracowała w „Gazecie Wyborczej” i Wirtualnej Polsce. W OKO.press od 2021 roku, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka nauk humanistycznych i społecznych na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne