0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Porzycki ...

Rząd kończy pracę nad obiecanym w ramach programu Aktywny Rodzic świadczeniem 1500 zł dla rodziców, którzy chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka. Świadczenie potocznie przyjęło się jako „babciowe”. Tak nazwał je lider KO Donald Tusk w trakcie kampanii wyborczej na spotkaniu z wyborcami w Częstochowie w marcu 2023 roku. Celem świadczenia jest zachęcenie kobiety po urodzeniu dziecka do powrotu do aktywności zawodowej. Teraz władza chce spełnić tę obietnicę.

Na razie nie znamy szczegółów projektu ustawy, w którym znajdzie się program Aktywny Rodzic. Ministra rodziny i polityki społecznej Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zapowiedziała jednak w rozmowie z „Dziennikiem Gazeta Prawna”; że rodzice będą mieli do wyboru trzy formy wsparcia. A wysokość „babciowego” ma zależeć od tego, czy dzieckiem – w czasie, kiedy rodzice będą w pracy – zajmie się bliski rodziny, niania, czy też dziecko pójdzie do żłobka.

Aktywny rodzic ma być odpowiedzią na niewydolny system opieki nad dziećmi do lat trzech. Polki po urodzeniu często liczą na pomoc rodziny. Być może „babciowe” polepszy sytuację rodzin z dziećmi, wynagrodzi wysiłek, który dziadkowie i babcie wkładają w opiekę nad wnukami. Wsparcie bez wątpienia jest potrzebne. Czy jeżeli wejdzie w życie w takiej formie, w jakiej zapowiada je władza, rozwiąże problem kobiet, które po urodzeniu dziecka chcą wrócić do pracy?

Po kolei.

Najpierw było „babciowe”, potem... „aktywna mama”

Kiedy Donald Tusk zapowiadał „babciowe” podczas kampanii wyborczej, pisaliśmy w OKO.press, że jego nazwa pogłębia schemat patriarchalnego myślenia, że opieka nad dzieckiem to sprawa tylko i wyłącznie kobiety.

To wciskanie kobiet w opiekuńcze role na całe życie.

Bo najpierw kobieta opiekuje się dziećmi, potem wnukami, a na końcu rodzicami. Tymczasem państwo powinno kierować programy wsparcia do obydwu rodziców. I tak – na szczęście się stało.

W spotkaniach Rady do Spraw Kobiet na Rynku Pracy przy Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej w sprawie programu Aktywny Rodzic brały udział członkinie Fundacji Rodzić w Mieście.

"Pierwotnie nazwa programu miała nazywać się »babciowe«. Potem »Aktywna Mama«.

Po interwencjach organizacji społecznych została zmieniona na »Aktywny Rodzic«

I słusznie, bo w końcu zauważamy mężczyzn" – mówi OKO.press Karolina Bury, wiceprezeska Fundacji Rodzic w mieście, ekspertka ds. sytuacji kobiet na rynku pracy.

„To rodzice – nie tylko kobiety – są odpowiedzialni za opiekę nad dzieckiem. Dyrektywa ojcowska miała skłonić mężczyzn do korzystania z urlopów rodzicielskich. Nie możemy więc wykluczyć ich teraz z programu” – mówi Karolina Bury.

Program Aktywny Rodzic przeznaczony jest dla osób, które pracują i potrzebują opieki nad dzieckiem. Czy realnie im pomoże?

Przeczytaj także:

Na pewno w dostępie do lepszej opieki

Dr hab. Iga Magda, profesor SGH i wiceprezeska zarządu Instytutu Badań Strukturalnych zauważa, że nazwa dla świadczenia 1500 zł na opiekę nad dzieckiem przyjęła się potocznie – niestety – jako „babciowe”.

"Jest niefortunna. Chcemy aktywizować osoby starsze. A w ten sposób wypychamy »babcie« z rynku pracy, by zajmowały się wnukami”

– mówi OKO.press prof. Iga Magda.

Ale zostawmy nazwę. „Dla wsparcia matek w powrocie na rynek pracy i dla rozwoju dziecka, ważne jest by żłobki i przedszkola były dostępne w dobrej jakości. By były to miejsca, w których dzieci mogą się odpowiednio rozwijać, szkolić nowe umiejętności. Tymczasem w Polsce dostępne są głównie prywatne żłobki. A ich jakość kosztuje” – mówi prof. Iga Magda.

Dla większości Polek i Polaków ważne jest, by było ich na ten żłobek dobrej jakości stać. "Z tej perspektywy, 1500 zł zwiększa pracującym rodzicom dostęp do opieki lepszej jakości, którego do tej pory nie mieli.

I to jest to dobry pomysł. Ułatwi powrót do pracy.

Szczególnie tym rodzicom, którzy nie mogą skorzystać z pomocy członka rodziny. Myślę, że rodzice, którzy dostaną dodatkowe środki na opiekę nad dzieckiem, chętnie skorzystają z usług dobrej jakości" – mówi Iga Magda.

Limit dolny ograniczy pomoc

Co ważne, na świadczenie będą mogli liczyć rodzice dzieci, którzy są zatrudnieni zarówno na etacie, działalności gospodarczej i umowie zleceniu. "Staraliśmy się na to wpłynąć. To pozytywna zmiana” – mówi wiceprezeska Fundacji Rodzić w Mieście.

“Jednak dla rodziców ma być ustalony limit dochodowy zarówno górny, jak i dolny. Aby otrzymać świadczenie, rodzic musi zarabiać stawkę minimalną. Co stanie się z rodzicami, którzy wracają do pracy na pół etatu? Często chętnie to robią” – mówi Karolina Bury.

„To paradoks. Jeżeli chcę wrócić do pracy na pół etatu i nie zarabiam minimalnego wynagrodzenia, to nie dostanę świadczenia? A przecież najbardziej go potrzebuję. To wątpliwe rozwiązanie. Rządzący powinni wspierać aktywność zawodową rodziców w różnej formie, również tej elastycznej” – mówi Karolina Bury.

I wyjaśnia OKO.press, że projektowana wysokość wsparcia będzie zależała od tego, czy dzieckiem zajmie się:

  • bliski z rodziny lub niania (rodzice, którzy wrócą do pracy, dostaną wtedy 1500 zł na zatrudnienie opiekunki lub opiekuna);
  • czy dziecko trafi do żłobka (wtedy w ramach programu Maluch Plus dopłata do żłobka wzrośnie z 400 zł do 1500 zł);
  • rodzic, który nie idzie do pracy i zostanie w domu, dostanie istniejące już świadczenie Rodzinny Kapitał Opiekuńczy, czyli 12 tys. zł rozłożone na rok lub dwa lata).

Chaos w systemie

“Projekt łączy trzy programy: Rodzinny Kapitał Opiekuńczy, Maluch Plus i Aktywny Rodzic. Mam co do tego duże wątpliwości. Po wyborach rząd obiecał, że nie zabierze tego, co dała poprzednia władza. Ale w tym projekcie chce to zrobić" – mówi wiceprezeska Fundacji Rodzić w Mieście.

Bo rodzice, którzy będą korzystać z programu Aktywny Rodzic, nie będą mogli korzystać z Rodzinnego Kapitału Opiekuńczego. Karolina Bury dodaje: "Teoretycznie mamy zaopiekowanych wszystkich rodziców. Tych, którzy zostają w domu, chcą posłać dziecko do żłobka lub chcą opłacić dla niego opiekę. Nie przekonuje mnie jednak połączenie trzech programów. Powinniśmy mieć jeden kompleksowy program skierowany do rodziców dzieci do lat trzech, który ma wspierać ich w decyzji, którą podjęli” – Karolina Bury.

Podobnie uważa prof. Iga Magda: "Wiele samorządów, które mają problem z miejscami opieki dla dzieci do lat 3, oferuje rodzicom bony żłobkowe, by mogli posłać dziecko do sektora prywatnego. Coraz trudniej jest rodzicom zrozumieć, jak to działa.

Rozumiem, że politycznie jest korzystne mieć własny produkt. Inny niż ten, którzy wymyślili poprzedni rządzący. System wymaga jednak uporządkowania. Bony z trzech różnych miejsc w tym nie pomogą" – mówi Iga Magda.

Prawie jak „babciowe”, ale robi różnicę

Pisaliśmy już w OKO.press, że o pomyśle Tuska nie da się rozmawiać bez przykładu Małopolski. To tam działa program „Małopolska niania”, który jest finansowany z Europejskiego Funduszu Społecznego. I jest przeznaczony na opiekę nad dziećmi do lat 3 dla pracujących rodziców.

Pomysł powstał Wydziale Polityki Społecznej Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w 2018 roku. Nianią może być osoba bezrobotna, która nie ukończyła 60 lat w przypadku kobiet i 65 lat w przypadku mężczyzn. To mogą być również członkowie rodziny.

Środki na zatrudnienie niani zapewnia województwo we współpracy z gminami. A opiekuna wybierają rodzice.

Pięć lat temu świadczenie w ramach „Małopolskiej niani” wynosiło 1 500 zł. Teraz kwota świadczenia jest wyższa. Jej minimalna stawka to 2 490 zł. Maksymalnie rodzina może dostać 3 490 zł.

„Małopolska niania” różni się od pomysłu Tuska. Kwalifikacja do programu uwzględnia dochód na członka rodziny. "Preferowane są rodziny, w których jest dziecko lub rodzic z niepełnosprawnością. A także samodzielne mamy. Bo mama z dzieckiem to też rodzina. I te, które pochodzą z gmin z ograniczonym dostępem do żłobków” – mówi OKO.press Wojciech Kozak, radny sejmiku województwa małopolskiego.

Mamy najniższy wskaźnik aktywności zawodowej kobiet

Mamy jeden z niższych wskaźników aktywności zawodowej kobiet w Europie. Według Eurostatu w grupie wiekowej 15-64 to zaledwie 63 proc.

Trzy czwarte kobiet nie pracuje właśnie dlatego, że opiekuje się dwójką lub większą liczbą dzieci.

Tymczasem w Unii Europejskiej wskaźnik aktywności zawodowej wynosi blisko 72 proc. Musimy pamiętać, że „babciowe”; które ma pomóc kobietom wrócić do pracy, nie pokryje całkowicie kosztów opieki nad dzieckiem. A wielu osób po prostu nie stać na nie.

Spójrzmy na realne koszty opieki nad dzieckiem. Założymy, że stawka za opiekę to 20 zł netto za godzinę. To oznacza 3500 zł na rękę miesięcznie. W takiej sytuacji „babciowe” nie starczy na zatrudnienie niani. Ani na opłacenie żłobka. Nie zwiększy dostępności do różnych form opieki.

Sytuację mogliby zmienić pracodawcy. Bo kobiety są dyskryminowane na rynku pracy ze względu na potencjalne macierzyństwo (pisaliśmy o tym m.in. tutaj). Pracodawcy stereotypowo myślą o matkach jako nieefektywnych pracowniczkach. A tym, które chcą wrócić do pracy po urodzeniu dziecka, nie przedłużają umów po wygaśnięciu w trakcie urlopu rodzicielskiego. Albo dają „do zrozumienia”, że kobieta nie będzie mile widziana w pracy po urlopie. Kobiety uważają to za potencjalnie kłopotliwe. „Babciowe” nie rozwiąże tego problemu.

Zaangażowanie ojców

Doraźnym rozwiązaniem mogłoby też wspieranie pracodawców, którzy pomagają kobietom w powrocie do aktywności zawodowej. To oni mają duży wpływ na to, czy po urodzeniu dziecka wrócą do pracy. Chodzi np. o umożliwienie elastycznych warunków zatrudnienia.

Rozwiązanie, które można również promować, to dzienny opiekun, czyli osoba, która opiekuję się maksymalnie piątką dzieci w wieku od 20 tygodnia do 3 lat w warunkach domowych albo zbliżonych do domowych. Rozwiązuje to dwa problemy – braku aktywności zawodowej matek dzieci i braku nowych przedszkoli.

Rząd powinien też zastanowić się nad zaangażowaniem ojców w opiekę nad dziećmi. Tak, by „babciowe”, które pod pozorem pomocy kobietom w powrocie na rynek pracy, nie utrwaliło stereotypu.

;

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiowała też nauki humanistyczne i społeczne na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV). Wcześniej pisała dla „Gazety Wyborczej” i Wirtualnej Polski.

Komentarze