Białorusini, Ukraińcy i obywatele innych krajów spoza EU tracą zasiłki, pracę, nie mogą wyjechać za granicę, bo nawet 2 lata trwa legalizacja ich pobytu. A powinna 60 dni. Cudzoziemcy mają dość – będzie protest. Dlaczego rząd nie rozwiązał dotąd tego problemu?
24 sierpnia o godz. 12.00 przed Urzędem Wojewódzkim w Warszawie pikietę organizuje inicjatywa obywatelska Głos Migranta. Z sondy na ich grupie na Telegramie wynika, że ponad połowa to Białorusini, reszta Ukraińcy i inni cudzoziemcy spoza EU.
Pojawiły się podejrzenia, że pikieta organizowana w rocznicę ogłoszenia niepodległości Ukrainy, to rosyjska prowokacja. Z naszego rozeznania wynika jednak, że to tylko zbieg okoliczności. Więcej szczegółów — w dalszej części tekstu.
Pikieta ma się odbyć pod hasłem „Zatrzymajmy bezprawie administracyjne w Warszawie i w całej Polsce”. Inicjatorzy akcji chcą, by urzędy wojewódzkie, które powinny rozpatrywać ich wnioski legalizacyjne w ciągu 60 dni, trzymały się tego terminu.
Wg danych przedstawionych na stronie Głos migranta.eu, a których źródłem są urzędy wojewódzkie, na decyzję czeka się średnio od 242 dni (województwo małopolskie) do 658 dni (śląskie).
Czyli nawet 11 razy dłużej niż wskazuje ustawa.
Na decyzje wojewodów czeka ponad 463 tysiące cudzoziemców. Przygniatająca większość z nich pracuje w Polsce. Wg danych Glos-migranta.eu, co roku przybywa kolejnych 100 tys. cudzoziemców, oczekujących dłużej niż powinni na legalizację. Problem narasta.
I ciągnie się od lat. W 2020 roku do Polski ściągnęła ogromna fala uchodźców z Białorusi, a po wybuchu wojny na Ukrainie napłynęli obywatele uciekający przed rosyjską agresją.
Do tego setki tysięcy migrantów z innych części świata, którym za rządów PiS wydano odpłatnie wizy. Urzędy wojewódzkie, które legalizują pobyt cudzoziemców, mają z powodu tego napływu ogromne opóźnienia. Dlatego w specustawie o pomocy obywatelom Ukrainy, w artykule 100d, w 2024 roku rząd zawiesił bieg terminów urzędowych. I robi tak co roku (m.in. marzec 2025, 30 września 2025, 4 marca 2026). Obecnie zawieszenie trwać będzie do 4 marca 2027 roku. Czyli składający papiery cudzoziemiec nie wiem, jak długo jego sprawa będzie rozpatrywana.
Tymczasem już w maju 2025 roku, Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że dalsze stosowanie art. 100d jest sprzeczne z art. 45 Konstytucji RP.
Organizatorzy demonstracji podkreślają, że nie proszą o przywileje, a jedynie respektowanie norm Kodeksu Postępowania Administracyjnego. Przypominają, że składki pracujących w Polsce cudzoziemców do ZUS wynoszą 21,5 mld zł rocznie, a tylko obywateli Ukrainy płacących te składki jest ponad 857 tysięcy.
„Nasze zobowiązania egzekwuje się natychmiast i pod groźbą sankcji. Wzajemne zobowiązania państwa zawieszono na pięć lat. Domagamy się uchylenia art. 100d, powrotu do norm KPA, zwiększenia obsady wydziałów spraw cudzoziemców oraz jawnego publikowania danych o rozpatrywaniu spraw” – czytamy na stronie zapowiadającej protest.
O demonstracji piszą tytuły związane z migrantami w Polsce (np.Vitrina.pl – dla Białorusinów), czy grupy na social mediach skierowane do cudzoziemców (np. Expats in Warsaw, Poland, Expats Foreigners in Poland itp).
Udział w proteście zapowiedziała garstka – 460 osób. Ale Jaŭhien Sobaleŭ – białoruski aktywista, który jest jednym z dwu głównych organizatorów pikiety – uważa, że pojawi się 1/3 z tego. – Białorusini i Ukraińcy boją się, że udział w takiej demonstracji zaszkodzi im — że będą mieli więcej problemów z legalizacją pobytu — tłumaczy.
-Wszyscy są już zmęczeni tą sytuacją, niektórzy są wręcz zdesperowani – mówi Jaŭhien (odpowiednik polskiego Eugeniusza). W jego środowisku czekanie na legalizację to średnio 1.5-2 lata, a bywa, że i trzy.
Wylicza litanię problemów, które generuje przewlekanie legalizacji pobytu Białorusinom. W banku bez plastikowej karty pobytu nie można założyć konta, więc by opłacać podatki czy rachunki, chodzą z gotówką na pocztę.
Są też duże problemy z uzyskaniem kredytu. – Znam ludzi, którzy prowadzą działalność gospodarczą, a z powodu przewlekania legalizacji pobytu, bank zablokował im rachunki – dodaje Jaŭhien.
Nie mogą pojechać na Białoruś, bo nie mieliby jak wrócić. Nie jeżdżą więc nawet na wesela czy pogrzeby najbliższych. – Bardzo wiele było sytuacji, że ludzie nie mogli wyjechać, by pochować swoich rodziców – dodaje. Dzieci nie biorą udziału w zagranicznych wycieczkach klasowych, pracownicy – nie jeżdżą na delegacje. To bywa też przyczyną zwolnień.
Drugi z organizatorów pikiety, Władimir Medwiediew, informatyk, który mieszka w Polsce od 5 lat, czeka od 10 miesięcy na legalizację pobytu swojej żony. – Próbowaliśmy robić ponaglenia, pisać skargi, ale nic nie skutkuje – mówi. Nie mogą wyjechać na Białoruś, ani nawet do EU – przyłapani np. w Niemczech zostaliby deportowani. Gdyby jego żona straciła pracę, to u kolejnego pracodawcy byłyby problemy.
Inny białoruski informatyk mieszkający w Polsce z rodziną, Pavel (prosi o anonimowość), także czeka z żoną od 10 miesięcy na legalizację. Nie pojechali do rodziny na święta ani na wakacje. Wnuki nie oglądają dziadków. W lutym złożyli wniosek o 800+, które powinni dostawać od maja. Nie ma tych pieniędzy. Także 300 zł „Na dobry start” – wyprawki dla młodszego dzieciaka.
– Wszyscy moi znajomi mają podobne problemy. Nie tylko Białorusini, także Rosjanie – mówi Pavel.
A Ukraińcy? Mieli nieco lepszą sytuację ze względu na specustawy ich dotyczące, ale… było to kiedyś. – Sytuacja już jest znacznie gorsza. Zmieniono warunki nabycia statusu UKR. Ci, którzy wnioskowali o zwykłą kartę pobytu, czekają nie mniej niż rok. W niektórych województwach ok. 2 lat – opisuje Olena (prosi o anonimowość) z organizacji Stand with Ukraine.
I wymienia podobne problemy, które generuje brak legalizacji pobytu dla Ukraińców: nie mogą pracować, wyjechać za granicę, otrzymywać zasiłków. – Ta przewlekłość w legalizacji to dla nas poważny problem. Jeśli chodzi o kartę pobytu wydawaną na podstawie pracy, to jest to masowe zjawisko – dodaje.
Organizacja Stand with Ukraine zwracała się już do urzędów, prosząc o przyśpieszenie procedur. Bez efektów.
Dom Ukraiński bierze udział w opiniowaniu tworzonych przepisów. Wielokrotnie próbowali interweniować w sprawie przewlekania legalizacji. – Za każdym razem, kiedy opiniujemy przepisy, wnioskujemy, by art. 100d usunąć. Ignorują to – tłumaczy Oksana Pestrykova, koordynatorka Centrum Wsparcia w Domu Ukraińskim w Warszawie.
Interweniowali także w urzędach wojewódzkich. Te mówią, że mają zbyt mało pracowników i brak funduszy na zatrudnienie nowych.
Od października 2024 roku także Rzecznik Praw Obywatelskich już wielokrotnie pisał do MSWiA w sprawie przewlekłości postępowań i bezczynności urzędników w kwestii legalizacji pobytu cudzoziemców. Nic albo niewiele się nie zmieniło, bo ostatnie dwa zapytania RPO ostatnio wysłał w czerwcu i lipcu tego roku.
Dom Ukraiński od lat słyszał, że rozwiązaniem ma być system MOS – Moduł Obsługi Spraw, czyli cyfryzacja całego procesu legalizacji. MOS miał wejść w życie 2 lata temu. Ale z powodów technicznych wdrożenie tego systemu jest przekładane. Kilkukrotnie. MOS zaczął działać w kwietniu br. i od razu pojawiły się… problemy techniczne.
– W Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim, wprowadzenie MOS nic nie zmieniło, legalizacja nie przyśpiesza. A jest dodatkowe utrudnienie dla wnioskujących. Muszą każdy dokument potwierdzić u notariusza elektronicznie. Trzeba znaleźć notariusza, który to zrobi – twierdzi Oksana Pestrykowa.
Wg niej, tylko w przypadku kart CUKR (karta pobytu na 3 lata wydawana od maja br.) procedura legalizacji przyśpieszyła. – Ale to trochę inna, uproszczona procedura – zaznacza Pestrykowa.
Urząd do Spraw Cudzoziemców dostrzega problem, popiera postulat organizatorów protestu, by skrócić terminy rozpatrywania wniosków o legalizacje pobytu. I od lat zabiega o zmiany w przepisach prawa, które mają usprawnić ten proces. Efektem ma być wspomniany system MOS. „Elektroniczne złożenie wniosku eliminuje kolejki w urzędach wojewódzkich oraz konieczność ręcznego wpisywania danych z wniosków do systemów elektronicznych. W dłuższej perspektywie przełoży się to na skrócenie czasu rozpatrywania spraw” zapewnia nas UdSC.
Dlaczego dotąd nie rozwiązano tego problemu? UdSC „nie ma wpływu na budżet i obsadę kadrową urzędów wojewódzkich” – czytamy.
MSWiA zadaliśmy 5 pytań. W obszernej odpowiedzi ministerstwo zapewnia, że usprawnienie legalizacji pobytu cudzoziemców to „priorytet” obecnego kierownictwa resortu. Efektem tego ma być m.in. wspomniany MOS i powołanie w czerwcu br. zespołu roboczego, który dalej ma digitalizować i usprawniać proces legalizacji.
Do 4 marca 2027 roku urzędnicy dalej będą mogli przewlekać proces legalizacji, bo to „pozwala urzędnikom skupić się na merytorycznym załatwianiu spraw zamiast na obsłudze ponagleń”. Ministerstwo nie planuje powrotu do standardowych terminów w KPA ani jawnego publikowania danych o szybkości rozpatrywania spraw legalizacyjnych.
Znacznie wcześniej MSWiA odpowiedziało na ostatnie zapytania RPO.
Skoro problem trwa od lat, czy już wcześniej urzędy wojewódzkie nie mogły zwiększyć obsady urzędników, który zajmują się tą procedurą? MSWiA twierdzi, że udzielił wojewodom „stałe wsparcie etatowo-finansowe” w tym środki z Funduszu Azylu, Migracji i Integracji – FAMI.
Tylko z FAMI w 2024 r. podpisano porozumienia na ponad 177 mln zł, a obecnie trwają prace nad kolejnymi środkami — ok. 10 mln zł oraz nowy nabór na ok. 113 mln zł związany z kartami CUKR. „Czynimy też starania o dodatkowe 35 mln zł z Ministerstwa Finansów” – czytamy w piśmie z MSWiA.
Zapytaliśmy 5 urzędów wojewódzkich w kraju – w Warszawie, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku – m.in. dlaczego przez tak długi czas nie zwiększono obsady w urzędach, by legalizacja trwała krócej?
Na 5 naszych pytań odpowiedział... jeden urząd – Mazowiecki. To tutaj trafia aż 30 proc. wniosków o legalizację w całym kraju. W 2021 r było ich 93.5 tys. a w ub.r. 185 tys. – prawie dwa razy tyle.
Wojewoda mazowiecki wnioskował do MSWiA o budżet na 175 dodatkowych etatów do obsługi spraw cudzoziemców, bo 255 osób w ubiegłym roku nie wystarczało. Potrzebne były też pieniądze na przeszkolenie tego grona ludzi i biura dla nich.
Tymczasem, jak pisze rzecznik Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego, Luiza Jurgiel – Żyła, i tak niełatwo znaleźć im pracowników na warunkach, które oferują.
Pieniądze z MSWiA pomogły jedynie zorganizować „soboty informacyjne” dla cudzoziemców i sfinansować etaty dla osób w informacji, ale już nie na etaty dla urzędników procedujących wnioski.
Urząd wewnętrznie przekierowywał swoich pracowników z innych wydziałów. Kropla w morzu. By usprawnić procedury, przeprowadzano w ich urzędzie też audyty. – Teraz już mamy cyfryzację – system MOS, i to jest dużo prostsze. Procedowanie będzie szybsze. Póki co mamy okres przejściowy, w którym procesowane są także jeszcze wnioski papierowe – tłumaczy Jurgiel-Żyła.
W lipcu 2026 r. zastępca RPO Wojciech Brzozowski w piśmie do MSWiA podkreślał, że uruchomienie MOS „wydaje się jednak niewystarczające”.
„Elektronizacja procesu składania wniosków może ograniczyć obciążenia administracyjne związane z rejestracją spraw i uzupełnianiem braków formalnych, ale nie rozwiąże problemów na kolejnych etapach postępowania, zwłaszcza związanych z niewystarczającymi zasobami kadrowymi urzędów wojewódzkich”.
Organizatora protestu Jaŭhien Sobaleŭ zapytaliśmy dlaczego jego zdaniem rząd dotychczas nie rozwiązał tego problemu. – Jesteśmy częścią tego społeczeństwa, płacimy podatki, wynajmujemy mieszkania, mamy swój udział w gospodarce, ale nie głosujemy na wyborach, więc ten temat jest zaniedbany – uważa.
Pikieta cudzoziemców odbędzie się w Dniu Niepodległości Ukrainy, osoba do kontaktu z mediami nosi nazwisko byłego prezydenta Rosji. Strona, która powstała specjalnie na demonstrację, zawiera dużo informacji, z wielu źródeł – ktoś włożył w to dużo czasu i energii.
To bardzo nietypowe jak na niszową pikietę. Dodatkowo w kodzie źródłowym strony jest fraza po rosyjsku, a twórca został całkowicie zaanonimizowany w rejestrach. I najistotniejsze – w kręgach ukraińskich zupełnie nieznany jest główny organizator i społeczność Głos Migranta.
To wszystko spowodowało, że kilka dni po powstaniu strony, pojawiły się podejrzenia, że protest to rosyjska prowokacja, by szczuć na Ukraińców – pokazać ich jako roszczeniowych. Rosja już nieraz inspirowała protesty Ukraińców, płaciła za udział w nich, by potem obrócić to przeciwko Ukrainie.
Zwróciliśmy się do kilku przedstawicieli ukraińskich środowisk, także dziennikarzy, a oni pytali w grupach swoich znajomych. Nikt nie znał organizatorów, a kilku z naszych rozmówców uznało tę pikietę za podejrzaną.
Sprawdziliśmy więc te podejrzenia. Jaŭhien Sobaleŭ jest informatykiem, który mieszka w Polsce od 2020 roku. Administruje kilku grupom na Telegramie: „Blue card Poland” (tłum ang.: niebieska karta Polska – ang. 4.2 tys. członków), „ИП в Польшe” (tłum. z białoruskiego: Jednoosobowa działalność gospodarcza w Polsce, 12.3 tys. członków) oraz Głos Migranta. Głównie udzielają się w nich Białorusini i Ukraińcy, choć nie tylko. Za ten aktywizm członkowie grup czasem wpłacają Jaŭhien Sobaleŭ drobne pieniądze na „Buy cofee” i dziękują za jego działalność.
Działa też od lat w Ruchu Solidarności Razem – białoruskiej organizacji opozycyjnej i społecznej, zarejestrowanej w Polsce od 2014 roku.
– Fajny chłopak, opozycjonista, działacz. Brał aktywny udział w akcjach – chwali Jaŭhiena lider Ruchu Solidarności Razem Wiaczesław Siwczyk, opozycjonista białoruski. Zmicier Lupacz – dziennikarz Nexta i Biełsatu, także zna organizatora pikiety. – Pracuje w sferze IT, ale w międzyczasie zajmuje się aktywizmem – dodaje.
Jaŭhien Sobaleŭ tłumaczy, że to iż pikieta wypadła w Dniu Niepodległości Ukrainy, to czysty przypadek. – Na naszej grupie Głos Migranta na Telegramie ludzie głosowali i wybrali taką datę akurat. Nie ma to nic wspólnego z tym świętem Ukrainy. Być może źle, że wybraliśmy ten dzień – kończy.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze