Berek wybrany sędzią TK. Koalicja jest przekonana, że nie będzie czekał w kolejce na łaskę prezydenta
Stało się. Koalicja odstępuje od standardów, które sama chciała wyznaczać i wysłała do TK Macieja Berka, do niedawna ważnego członka rządu. „Poszło tam siedem osób, znakomitych profesorów i jesteśmy w tym samym miejscu” – mówi nam polityk broniący tego pomysłu.
Sejm zdecydował – Maciej Berek, jeszcze w połowie sierpnia minister ds. wdrażania polityki rządu w gabinecie Donalda Tuska, został dziś wybrany na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Zagłosowało za nim 226 posłów, choć w kolejnych głosowaniach koalicja rządowa mogła liczyć na 237 głosów. To wyraz niezgody części parlamentarzystów na tę kandydaturę.
Koalicjanci podnosili, również publicznie, że chcą odpolitycznić TK i zerwać z dotychczasową praktyką wysyłania tam partyjnych nominatów. W 2024 roku rządząca koalicja uchwaliła nawet ustawę, która przewidywała, że osoby sprawujące urząd posła lub ministra mogą ubiegać się o stanowisko sędziego TK dopiero po czterech latach od zakończenia swojej funkcji politycznej. Ustawa nigdy nie weszła w życie – urzędujący w 2024 roku Andrzej Duda odmówił jej podpisania i skierował ją do rozpatrzenia przez sam Trybunał.
Do rezygnacji z kandydowania do TK wzywały Berka organizacje zajmujące się obroną praworządności, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Batorego i FOR. Pomysł tej kandydatury krytykowali także byli prezesi TK prof. Marek Safjan, prof. Andrzej Zoll, prof. Jerzy Stępień oraz sędzia TK w stanie spoczynku prof. Ewa Łętowska.

Komentarze