0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Biełsat TVBiełsat TV

Andriej Nowik to reżyser i aktor z białoruskiego Mińska. W 2021 roku wyemigrował z rodziną do Polski, uciekając przed represjami reżimu Łukaszenki. Od trzech lat mieszka w Warszawie. Dla białoruskiego aktora w stolicy nie ma zbyt wielu możliwości pracy w zawodzie. Jedną z nielicznych jest Biełsat – białoruskojęzyczna telewizja, działająca od 2007 roku w ramach TVP i współfinansowana przez MSZ.

Andriej ze swoją żoną, aktorką i śpiewaczką Darią wystąpił m.in. w wyprodukowanym przez Biełsat spektaklu telewizyjnym „Z@mova” („Zaklęcie”), opartym na tradycyjnych pieśniach z ukraińsko-białoruskiego Polesia. Zagrał też główną rolę w mikroserialu „Procesy”, przedstawiającym absurdalną rzeczywistość białoruskiej dyktatury.

Aktor z zaniepokojeniem przyjął informacje o cięciach w budżecie Biełsatu i możliwym ograniczeniu programu: – Biełsat to dla artystów uchodźców jedna z niewielu opcji pracy zawodowej w Polsce. Dzięki Biełsatowi mamy możliwość kontaktowania się z odbiorcami, zarówno w Polsce, jak i w Białorusi. Jeśli stracimy tę możliwość, nikt o naszych problemach nie usłyszy. To będzie oznaczało legitymizację Łukaszenki – obawia się Novik.

Czy jego obawy są uzasadnione?

W lutym 2024 roku pisaliśmy, że Telewizja Biełsat – przeciwwaga propagandy białoruskiej i rosyjskiej, przechodzi turbulencje. Jej długoletniej szefowej i inicjatorce powstania – Agnieszce Romaszewskiej-Guzy odebrano pełnomocnictwa do podpisywania umów na większe sumy. Finansowa kroplówka stacji była co miesiąc przedłużana. MSZ zapowiadał zmiany w jej funkcjonowaniu. Pracownicy Biełsat TV – w dużej części uchodźcy z Białorusi lub Rosji – obawiali się o swoją przyszłość. Bez pracy niektórym grozi utrata prawa pobytu w Polsce.

Prognozy się spełniły. TVP wycofała się całkowicie z finansowania kanału, a MSZ obiecał mniej niż w zeszłym roku – 54 mln. Przy 90 mln zł kosztów przewidzianych na rok 2024, stację czekają głębokie cięcia. Romaszewska-Guzy została ostatecznie ze stacji zwolniona dyscyplinarnie.

Czym są motywowane działania MSZ i TVP? Jakie zmiany czekają kanał? Czy – jak sugerują politycy PiS – polskie władze tnąc budżet Biełsatu, pomagają białoruskiej i rosyjskiej propagandzie?

Sprawdzamy.

Na zdjęciu u góry: program informacyjny „Аб'ектыў”(„Obiektyw”) w Biełsat TV. Na fotografii w tle: Swiatłana Cichanouska, liderka białoruskiej opozycji.

Dlaczego TVP tnie budżet Biełsatu?

Telewizja Polska ma kiepską sytuację finansową – prezydent Andrzej Duda w grudniu 2023 roku zawetował ustawę okołobudżetową, na podstawie której obecny rząd mógł – choć nie musiał – przeznaczyć do 3 mld zł na media publiczne.

Po tej decyzji minister kultury postawił media publiczne w stan likwidacji. Nadal odczuwają one ogromne braki pieniędzy. I to mimo 220 mln zł „kroplówki” – pieniędzy z rezerwy budżetowej przekazanych na przełomie lutego i marca.

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji – Maciej Świrski – desygnowany na to stanowisko przez PiS, nie przekazuje TVP i stacjom Polskiego Radia środków, jakie te dostają z opłat abonamentowych. Kasa TVP od dawna więc świeci pustkami, nie są opłacane faktury na wyższe kwoty.

W połowie marca część pracowników, z którymi się kontaktowaliśmy, twierdziła, że nie dostaje należnych im pieniędzy. „Etatowcy dostają pensję. Współpracownicy, czyli większość, mają trudności z otrzymaniem wynagrodzenia. Niektórzy nic nie dostali, niektórzy część. Faktury nie są opłacane. Wkurzenie panuje. Wielu z nich podostawało etaty, ale sporo osób w TVP wciąż czeka na kasę” – relacjonuje nam wieloletni pracownik TVP.

Rząd nadal nie ma rozwiązania dla problemów finansowych TVP, mało prawdopodobne jest dalsze ich wspieranie z rezerwy budżetowej. W tej sytuacji odmowa finansowania Biełsatu przez TVP nie może dziwić. „Sytuacja finansowa TVP jest bardzo trudna, więc rozumiem, że nie mogą nas wspierać” – mówi OKO.press Alaksiej Dzikawicki, nowo mianowany dyrektor Biełsat TV.

Do tego postawienie w stan likwidacji TVP wymaga od likwidatora dokonywania oszczędności – przekonuje nas osoba zaangażowana w proces likwidacji mediów publicznych. Ewelina Kosaka-Passia, koordynatorka likwidatorów regionalnych spółek Polskiego Radia, potwierdza: „Generalnie musimy przyjąć optymalizację kosztów, zaoszczędzić, gdzie się da”.

Prof. Katarzyna Bilewska z Katedry Prawa Handlowego Uniwersytetu Warszawskiego i adwokat w kancelarii BLSK Legal zaznacza: „Koszty powinno się redukować zawsze, ale przepisy nakazują zachować racjonalność w ich cięciu. Likwidator ma działać zgodnie z interesem spółki”.

Według danych ujawnionych przez Wirtualne Media, w 2023 roku TVP wyłożyła 24,7 mln zł na utrzymanie Biełsatu, głównie na koszty emisji. Tych kosztów nie może pokrywać MSZ, a jedynie finansować produkcję programów – to obostrzenia ustawowe. Kto więc w tej sytuacji pokryje koszty emisji Biełsatu? Nie udało nam się uzyskać odpowiedzi na to pytanie. Dzikawicki ma nadzieję, że sytuacja TVP się w końcu poprawi i spółka weźmie na siebie te koszty.

Przeczytaj także:

MSZ ogranicza finansowanie

Po czasach nieograniczonych wydatków na media za rządów PiS sytuacja się zmieniła. Na działalność radiową i telewizyjną MSZ w budżecie państwa zapisano 209 mln zł. Tymczasem w 2023 roku tylko na TVP World (kanał informacyjny, nadający w języku angielskim), TVP Polonia i TVP Wilno trafiło z MSZ prawie 173 mln zł. A do finansowania MSZ ma jeszcze Radio Dla Zagranicy (w 2023 roku przeznaczono na ten cel 13,5 mln zł).

W tej sytuacji ministerstwo najpierw przyznało Biełsatowi 40 mln zł – (o 23 mln mniej niż w 2023). Romaszewska-Guzy mówiła wówczas w mediach, że takie cięcie oznacza „katastrofę” dla stacji. Następnego dnia MSZ ogłosiło, iż dorzuca 14 mln z kwoty przyznanej TVP World. Za te 14 mln zł Biełsat ma przygotowywać dla TVP World rosyjskojęzyczne programy (o tym w dalszej części tekstu).

Razem Biełsat ma otrzymać z MSZ 54 mln zł – 9 mln mniej niż w poprzednim roku i 21 mln zł mniej, niż wnioskowała stacja. „Tej kwoty (tj. 75 mln zł – red.) w MSZ nigdy nie było i nie ma” – podkreślał na platformie X rzecznik MSZ, Paweł Wroński.

Czy zmiana jest poważna? Trzeba przypomnieć, że w ciągu 8 lat rządów „dobrej zmiany” budżet Biełsatu wzrósł prawie 3-krotnie – z 26 mln w 2016 roku do prawie 75 mln w 2023 roku (wg Wirtualnych Mediów ostatecznie koszty wyniosły 89 mln zł). Zatrudnienie też wzrosło: z 200 osób w 2016 roku do ponad 300 obecnie.

Teraz cięcia są nieuniknione. Dzikawicki:

„Robimy audyt i szukamy, gdzie można zmniejszać koszty. Zdejmujemy też część programów”.

Zagrożony portal białoruski Karta’97

Nie tylko Biełsat dotykają cięcia budżetowe. 14 marca zawiesiła działalność białoruska redakcja Radia Wnet – Радыё Ўнэт (Radio Unet), działająca od 2022 roku. Polskie MSZ wstrzymało swoje wsparcie.

Niepewna jest także sytuacja największego białoruskiego portalu informacyjnego, działającego w Warszawie Хартыя’97 (Karta'97). Portal, który powstał na bazie białoruskiej inicjatywy obywatelskiej na rzecz obrony praw człowieka, od 2012 roku działa w Polsce. Sprowadził go ówczesny minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Do tej pory działalność Karty'97 wspierał polski MSZ za pośrednictwem Fundacji Solidarności Międzynarodowej. Jak mówi redaktorka naczelna portalu Natalia Radzina, początkowo była to kwota 600 tys. zł, w minionym roku dofinansowanie wyniosło już tylko 400 tys. zł. Do 20 marca redakcja nie dostała potwierdzenia o dalszym finansowaniu.

– Jesteśmy wdzięczni polskim władzom za pomoc, ale jest ona zdecydowanie niewystarczająca. Nie uwzględnia inflacji, wzrostu kosztów i zadań, jakie realizujemy – mówi Natalia Radzina.

Portal w ciągu 12 lat rozrósł się, zatrudnia więcej dziennikarzy. Ma też większy zasięg: czyta go 1,5 -2 mln unikalnych użytkowników, większość w Białorusi. Miesięcznie notuje około 50 mln odsłon.

– Liczba użytkowników odzwierciedla nastroje w społeczeństwie białoruskim. Jest ich dzisiaj więcej, niż w roku 2020, kiedy w Białorusi wybuchły masowe protesty przeciwko sfałszowanym wyborom prezydenckimi – mówi Radzina. I dodaje, że w Polsce brakuje zrozumienia, jak ważna jest niezależna informacja i wolne białoruskie media. – Zdajemy sobie sprawę, że dzisiaj cała uwaga jest skierowana na tragedię Ukrainy. Ale sytuacja w Białorusi jest strategicznie ważna dla Polski i krajów bałtyckich. Bez wolnej Białorusi nie będzie wolnej Europy.

Natalia Radzina podkreśla, że portal tworzy miejsca pracy dla Białorusinów i Ukraińców, w tym dla osób, które z powodu represji musiały wyjechać z kraju po 2020 roku. – Płacimy podatki tak jak polskie media. Nie możemy przy tym finansować działalności z reklam, firmy działające w Białorusi nie mogą się u nas reklamować, bo spotkałyby je represje.

W 2022 roku reżim Łukaszenki wpisał Kartę '97 na listę organizacji ekstremistycznych.

Białoruskie media budują tożsamość

Andriej Nowik potwierdza, że Białorusini są wdzięczni polskim władzom za finansowanie z publicznych środków białoruskich mediów. Jednocześnie podkreśla, że coraz liczniejsza diaspora białoruska ma także udział w polskim budżecie, bo pracuje i płaci podatki.

Niezależna białoruska instytucja analityczna BEROC szacuje, że w latach 2021–2022 do państw UE wyjechało nawet 172 tys. obywateli Białorusi – głównie do Polski (do 111 tys.) oraz na Litwę (ok. 49 tys.). Według Urzędu do Spraw Cudzoziemców 63 tys. Białorusinów ma tymczasowe pozwolenie na pobyt w Polsce w związku z pracą.

Nowik: – Wielu Białorusinów, którzy wyjechali z kraju i nie mogą wrócić, zostało w Polsce, bo tutaj czują się ważni, również z powodu istnienia białoruskich mediów. Te media to nasza tożsamość, one podtrzymują nas w walce z reżimem i jego propagandą. Jeśli ich zabraknie, wiele osób wyjedzie na Zachód, gdzie są wyższe zarobki, ale nie ma białoruskiego życia kulturalnego. W Polsce czujemy, że jesteśmy potrzebni. Kiedy to zniknie, pozostanie tylko asymilacja.

Białoruskich mediów nadających z Polski nie zastąpią media z innych krajów. Nexta, najpopularniejszy białoruski kanał na Telegramie, publikuje głównie informacje z Białorusi i Ukrainy. Podobny profil ma nadawana z Pragi telewizja internetowa Настоящее Время (Czas teraźniejszy). Oba kanały nadają w języku rosyjskim.

Oferta Biełsatu jest nieporównanie bogatsza. Oprócz serwisów informacyjnych stacja produkuje filmy dokumentalne, na przykład o zbuntowanych aktorach Teatru im. Janki Kupały z Mińska, programy historyczne, a nawet seriale. Hitem stał się wyprodukowany w 2023 roku dystopijny serial „Procesy” w reż. Andrieja Kaszpierskiego, osadzony w absurdalnych realiach łukaszenkowskiej dyktatury, przywodzący na myśl formą i tematyką serial „Black Mirror”. Na YouTube odcinki miały od pół miliona do miliona odsłon.

Biełsat: szansa na współpracę z innymi stacjami

Jedną z odpowiedzi na pytanie o przyszłość białoruskich mediów w Polsce może przynieść reforma przygotowywana w TVP. Cztery stacje telewizyjne – TVP World, Biełsat TV, TVP Wilno, Polonia TV – współfinansowane przez MSZ, nadające dla odbiorców za granicą, dotychczas ze sobą nie… współpracowały. Nowe kierownictwo TVP chce to zmienić. W ramach zmian m.in. Biełsat TV ma współpracować z TVP World przygotowując dlań program rosyjskojęzyczny.

„Uznaliśmy, że to dobry projekt, bo dotychczasowe efekty były mizerne”

– tłumaczył Paweł Wroński, rzecznik MSZ.

Michał Broniatowski, nowy szef TVP World ujawnia, że pod nazwą „Wot Tak” będą nadawane dwa godzinne pasma rano i wieczorem i kilka mniejszych programów. Mają być tylko po rosyjsku, z napisami angielskimi. Jerzy Sałotki, szef rosyjskojęzycznych programów w Biełsat TV, potwierdza informacje Broniatowskiego. „Będziemy przygotowywać te same programy, które teraz robimy dla Biełsatu, przy czym będą też emitowane w TVP World”.

Sałotki przed miesiącem martwił się o przyszłość 40 osób w jego dziale, a teraz ma nadzieję, że wszystko wygląda bardzo dobrze.

Dzikawicki dodaje, że Biełsat planuje też współpracę z TVP Info – by dla tej newsowej stacji, z jej budżetów, tworzyć program o Wschodzie. „Mamy wielu ekspertów, którzy mogą tłumaczyć zachodzące tam procesy. W ten sposób też uzyskamy dodatkowe fundusze” – zaznacza.

Nadawanie TVP World zawieszono 20 grudnia, przyszłość tej stacji stała pod dużym znakiem zapytania. Medioznawcy i decydenci są podzieleni: jedni uważają, że dla polskiej racji stanu warto utrzymywać taką stację, według innych Polski na nią nie stać. Przeważyła decyzja ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. „Co do zasady uważam, że jest potrzebna taka telewizja – skierowana do zagranicy, nadająca po angielsku, niemiecku i ukraińsku” – mówił minister OKO.press na początku tego roku.

11 marca TVP World wznowiło emisję, pod nowym kierownictwem. „Naszym głównym celem jest informowanie świata o tym, co dzieje się w Polsce i w otaczającym nas regionie Europy Centralnej i Wschodniej, a zwłaszcza w walczącej Ukrainie” – ogłosił Michał Broniatowski w dniu restartu. Oprócz rosyjskich i ukraińskich serwisów stacja ma też nadawać informacje po niemiecku.

Walka z propagandą Mińska i Kremla

Biełsat TV powstał, by walczyć z propagandą Łukaszenki. Jest tym dla Białorusinów, czym było finansowane przez amerykański Kongres Radio Wolna Europa dla Polaków w czasach PRL-u. Za rządów „dobrej zmiany” stacja rozwinęła się w konglomerat medialny, ze stronami www, serwisami na YouTube i na innych social mediach. Materiały są realizowane nie tylko po białorusku i rosyjsku, ale też po polsku i angielsku.

W 2017 roku Biełsat TV uruchomił informacyjny program „Wot Tak”, skierowany do rosyjskojęzycznej ludności, głównie w Rosji. A trzy lata później ruszył serwis internetowy Vot-tak.tv. Tym samym Biełsat zaczął też walkę z propagandą kremlowską – o wiele bardziej obecnie niebezpieczną niż propaganda dyktatora z Mińska. Codzienny rosyjski program informacyjny i portal obsługuje w Biełsacie 40 osób.

Na YouTube Vot Tak ma 1,3 mln subskrybentów, z czego ponad połowa mieszka w Rosji. Ogląda go też nieznana liczba widzów na Telegramie i Facebooku oraz za pośrednictwem satelity. Sygnał satelitarny dociera aż za Moskwę, do zachodniego Kazachstanu i po Kaukaz. Czyli obejmuje zasięgiem większość społeczeństwa Rosji.

Na Białorusi kanał ogląda około pół miliona ludzi i tam jest najbardziej rozpoznawalną, niezależną telewizją.

Biełsat w sumie prowadzi 13 kanałów na YouTube – między październikiem 2023 roku a styczniem 2024 roku odnotowały 13,6 mln unikalnych użytkowników.

Najwyraźniej Biełsat stał się dostrzegalnym w Moskwie zagrożeniem dla propagandy Putina, bo w styczniu 2024 roku uznano w Rosji stację za „zagranicznego agenta”. Wcześniej w 2022 roku zablokowano dostęp do kanału w Internecie.

„Mówimy przede wszystkim o wojnie w Ukrainie, zniszczeniach, ofiarach, Buczy, Mariupolu…” – komentowała jedna z dziennikarek przygotowujących „Wot Tak”.

Na podstawie obowiązującej w Rosji ustawy o „fejkach”, za takie relacjonowanie „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie grozi wieloletnie więzienie w kolonii karnej.

Dzięki emisji „Wot Tak” w TVP World stacja ma skuteczniej walczyć z putinowską propagandą i dezinformacją.

Biełsat bez propagandy PiS

Walcząc z propagandą dyktatorów zza wschodniej granicy, Biełsat stosował dotychczas… propagandę PiS. Przykładem były przekazy na temat migrantów, zgodne z narracją PiS. Byli oni przedstawiani w Biełsacie jako „broń” w wojnie hybrydowej Łukaszenki i Putina i zagrożenie dla Polski. W emitowanych do niedawna materiałach migranci nie pokonują granicy, a ją „szturmują”, „forsują”, „próbują brutalnie się przedrzeć” i tworzą „kolumny” – to określenia sugerujące wojskowy charakter ich działań. To wzmaga poczucie zagrożenia u odbiorców. Licznie były też opisywane przez Biełsat rzekome ataki uchodźców na polskich pograniczników.

Nieliczne materiały, pokazujące tragiczny los migrantów albo humanitarną pomoc wolontariuszy pojawiały się tylko na początku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Później zastąpiły je doniesienia o charakterze propagandowym. Nawet głośne wydarzenia z granicy, takie jak zniszczenie prywatnych aut Medyków Na Granicy czy push-back grupy migrantów z dziećmi, nie znalazły się na stronach Biełsatu.

Romaszewska zwalnia i sama zostaje zwolniona

Biełsat, podobnie jak wszystkie inne redakcje informacyjne TVP, powielał przekazy z Nowogrodzkiej i wspierał politykę PiS. Romaszewska-Guzy i dziennikarze stacji trzymali się z daleka od protestów w obronie wolnych mediów, takich jak protest przeciw „lex TVN” w sierpniu 2021 roku, czy protest przeciwko propagandystom rządowych mediów, którzy doprowadzili do samobójstwa syna posłanki Filiks. Biełsat nie protestował też przeciwko ograniczeniom dla dziennikarzy i mediów wprowadzonych razem z niekonstytucyjnym stanem wyjątkowym na granicy z Białorusią.

Jak się dowiedziało OKO.press, mimo to nowe kierownictwo TVP proponowało dyrektorce Agnieszce Romaszewskiej-Guzy dalsze kierowanie stacją. Ta jednak nie chciała dostosować działalności Biełsatu do zmniejszonego budżetu i dlatego 12 marca likwidator TVP zaproponował jej rozwiązanie umowy o pracę.

Według byłej już dyrektor, w porozumieniu miały znaleźć się zapisy o zachowaniu w tajemnicy warunków zwolnienia, na co Romaszewska-Guzy się nie zgodziła. 18 marca TVP zwolniło ją dyscyplinarnie. „Pracodawca był zmuszony podjąć taką decyzję ze względu na ciężkie naruszenie przez panią Agnieszkę Romaszewską-Guzy podstawowych obowiązków pracowniczych, do którego doszło w ubiegłym tygodniu” – czytamy w komunikacie Biura Informacji TVP.

Press.pl ujawnił, że powodem dyscyplinarki miało być „nieuprawnione” skopiowanie przez Romaszewską-Guzy kilkuset plików ze służbowego sprzętu. Ta uważa, że to efekt „polowania” na nią i „zemsta” za to, że „nie dała sobie zamknąć ust”.

Jakub Wencel, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, komentując dyscyplinarkę Romaszewskiej-Guzy, przypomniał, że dyrektorka w 2018 roku zwolniła z Biełsatu dziennikarza Iwana Szyłę za niewinny komentarz pod zdjęciem Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa. Na prywatnym profilu na Facebooku Szyła zamieścił słynne zdjęcie z wizyty Andrzeja Dudy w Białym Domu, na którym prezydent RP stoi, podpisując dokument, podczas gdy prezydent USA siedzi w fotelu. Dziennikarz podpisał zdjęcie: „prezydent Polski po lewej”. Romaszewska-Guzy uznała, że podpis mógł zostać odczytany jako obraźliwy wobec polskiego prezydenta i posądziła dziennikarza, że realizuje zadanie służb ze Wschodu. „Zostałem oskarżony o bycie marionetką Kremla” – opisywał zwolnienie Szyła. W tym czasie matka Romaszewskiej-Guzy, Zofia Romaszewska, była doradczynią Andrzeja Dudy.

Jakub Wencel nie dziwi się, że dyrektorkę zwolniono z Biełsatu. „Może dziś nie straciłaby stanowiska, gdyby przez te osiem lat pojawiła się u niej odrobina refleksji. Ale tak już jest, gdy władzy wydaje się, że będzie rządzić wiecznie”.

MSZ zaznacza, że nie miało żadnego wpływu na dymisję dyrektorki Biełsatu. Nowym dyrektorem stacji został Białorusin – wspomniany Alaksiej Dzikawicki, dotychczasowy zastępca Romaszewskiej. MSZ: „Akceptujemy ten sposób myślenia. Dobrze, aby to Białorusini tworzyli telewizję dla rodaków”.

Wirtualne Media ujawniły, że w 2023 roku razem z nagrodami (100 tys. zł) Romaszewska-Guzy zarobiła ponad 360 tys. zł.

;

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Roman Pawłowski

publicysta, kurator teatralny, dramaturg. Absolwent teatrologii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, w latach 1994-2012 dziennikarz działu kultury „Gazety Wyborczej”. Laureat Nagrody im. Zbigniewa Raszewskiego dla najlepszego polskiego krytyka teatralnego (1995). Opublikował m.in. antologie polskich sztuk współczesnych „Pokolenie porno i inne niesmaczne utwory teatralne” (2003) i „Made in Poland. Dziewięć sztuk teatralnych z Polski” (2006), a także zbiór wywiadów z czołowymi polskimi ludźmi kultury „Bitwa o kulturę #przyszłość” (2015), wyróżniony nagrodą „Gazety Wyborczej” w Lublinie „Strzała 2015”. Od 2014 związany z TR Warszawa, gdzie odpowiada za rozwój linii programowej teatru oraz pracę z młodymi twórcami i twórczyniami.

Komentarze