Błąd ludzki. Jak doszło do katastrofy kolejowej w Hiszpanii
Maszynistka dwukrotnie próbowała zrestartować system. Każda próba trwała trzy–cztery minuty, nie powiodła się. Zgodnie z procedurą firmy, maszynistka zgłosiła problem do centrum kontroli Iryo i poprosiła o wsparcie techników. W tym czasie jadący po tym samym torze skład AVE, zgodnie z poleceniem dyspozytora, rozpędzał się już do ok. 200 km/h
W środę 28 października w miejscowości Urda w prowincji Toledo, ok. 110 km na południe od Madrytu, doszło do kolejnej już w tym roku katastrofy na hiszpańskiej kolei dużych prędkości. Tuż przed 9 rano rozpędzony pociąg AVE państwowego przewoźnika Renfe wjechał w tył stojącego na torach pociągu prywatnej spółki Iryo. Pod wpływem siły uderzenia dwa ostatnie wagony Iryo zostały zupełnie zmiażdżone (według ocalałych pasażerów wyglądały „jak zgnieciony papier”), co najmniej cztery wagony wypadły z torów i spadły z nasypu, a jeden z nich przebiła na wylot szyna.
Oba składy jechały tą samą trasą, z Madrytu do Sewilli, i łącznie przewoziły 544 pasażerów. Według najnowszych informacji zginęło co najmniej 69 osób, a ponad sto zostało rannych. Nie jest to ostateczny bilans – co najmniej 15 osób wciąż jest w stanie krytycznym, a ratownicy nadal szukają zaginionych. Jest wśród nich m.in. Fátima Báñez, była ministra pracy w rządzie Mariano Rajoya, którą część mediów uznała już za zmarłą, bo podróżowała w najbardziej zniszczonych wagonach.
Jeszcze w nocy za zaginionego uznawano też maszynistę AVE, 36-letniego Antonia Acedo, jednak dziś wiadomo już, że zginął, tak samo jak jadący z nim w kabinie praktykant David Cabañas. Na miejscu katastrofy wciąż pracują służby, a ratownicy spodziewają się, że po podniesieniu wagonów przez dźwigi mogą zostać odnalezione kolejne ciała. Rząd ogłosił trzydniową żałobę narodową.

Komentarze