Bośnia: Unia nie zaczyna się od niebieskiej flagi, ale od tego, że ktoś sprawdza rachunki
4 października Bośnia i Hercegowina poszła do wyborów. Są biometryczne kontrole, skanery kart i kolejne kroki w stronę Europy. Tylko jedna rzecz pozostaje po staremu: nie każdy obywatel może tu zostać wybrany
Przy drogach wiszą twarze kandydatów. Na skrzyżowaniach po kilka, kilkanaście naraz: małe plakaty, większe, ogromne bilbordy. Uśmiechnięci mężczyźni, trochę kobiet. Nazwiska, numery, partie, narody. Trzeba wiedzieć, kto jest kim, żeby połapać się w tej układance.
Próbuję zrozumieć coś jeszcze. Kto właściwie może tu zostać Europejczykiem? Nie geograficznie. Bo geografia jest prosta: Bośnia i Hercegowina leży w Europie. W 2016 roku złożyła wniosek o członkostwo w Unii, w 2022 dostała status kandydata, a w marcu 2024 roku Rada Europejska zdecydowała o otwarciu negocjacji akcesyjnych. Tyle że do końca września 2026 roku nie przyjęto jeszcze ram negocjacyjnych i właściwe negocjacje nie ruszyły.
I właśnie w tym miejscu interesuje mnie Bośnia: kraj, który próbuje zbliżyć się do Unii Europejskiej, od 17 lat nie wykonując jednego z najważniejszych europejskich wyroków dotyczących praw własnych obywateli.

Komentarze