Boty i ludzie bronią Nawrockiego przed OKO.press. Toksyczny nacjonalizm w pigułce
W komentarzu wideo wyraziłem zdumienie, że mówiąc w ONZ o rosyjskim zagrożeniu, Nawrocki ani razu nie użył słowa „Ukraina”. Wśród 1200 komentarzy dominuje argument, że „To przecież polski prezydent”. Wychodzi na wierzch narodowa pycha pomieszana z traumami. W grę wchodzi też geopolityka, bo Trump o Ukrainie powiedział tylko raz i to jak...
W długim na 2766 słów wystąpieniu na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ Karol Nawrocki (23 września 2026) ani razu nie użył słowa „Ukraina” (czy pochodnych). W kilkuminutowym komentarzu wideo wyraziłem zdziwienie tym faktem, bo przecież głównym tematem było zagrożenie ze strony Rosji. Owszem, polski prezydent raz odniósł się do sytuacji Ukrainy, ale słowo na U nie przeszło mu przez usta: „Rosja, usiłuje bezskutecznie, lecz z pełnym okrucieństwa uporem podbić sąsiednie państwo” (podkr. OKO.press).
Można by to skwitować, że Nawrocki, jak cała prawica, stawia na antyukraiński kurs, obserwując i zarazem podkręcając rosnące nastroje niechęci, agresji i wyższościowej pogardy wobec Ukrainy, a także wobec ukraińskich uchodźców i uchodźczyń w Polsce. Słowo „Ukraina” staje się politycznie ryzykowne, zwlaszcza jeśli na forum ONZ źle o niej mówić jednak nie wypada. To już lepiej udawać, że Ukrainy nie ma. Zwłaszcza że Donald Trump nie byłby zachwycony, gdyby jego europejski pupil Ukrainę docenił (patrz dalej).
Ale to coś więcej niż polityczna kalkulacja Za takim podejściem do Ukrainy stoi wzorzec postaw nacjonalistycznych, narodowa predyspozycja. Tym się zajmiemy, cytując także setki komentarzy pisanych w obronie Nawrockiego przed krytyką OKO.press. Pisanych przez ludzi i boty, co nie ma zresztą większego znaczenia, bo niosą się tak samo.

Komentarze