Aż 3/4 osób z niepełnosprawnością nie pracuje - to efekt ich społecznej izolacji. W aktywizacji osób z niepełnosprawnością od lat państwo wyręczają organizacje pozarządowe. Mają one specjalistów, wiedzę i doświadczenie. Trzeba to wykorzystać, aby skończyć to bezsensowne marnotrawienie ludzkiego potencjału. Dla OKO.press pisze Agata Gawska

Od redakcji: Praca powinna być w centralnym zagadnieniem w systemie wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Tymczasem w Polsce pracuje zaledwie jedna czwarta osób z niepełnosprawnościami w wieku aktywności zawodowej, a liczba pracujących jest w zasadzie niezmienna od lat. Działania rządu utrwalają izolację osób z niepełnosprawnościami, która utrudnia im wejście na rynek pracy. Aktywizacja zawodowa OzN od lat spoczywała niemal wyłącznie na barkach organizacji pozarządowych. Działały od projektu do projektu, bez stabilnego finansowania, ale środki unijne umożliwiły im działania nawet w małych miastach i na wsiach, czyli tam, gdzie osobom z niepełnosprawnościami jest najtrudniej.

Jeśli coś ma się szybko i realnie zmienić, należy wykorzystać ich ogromne doświadczenie i wiedzę. W innym wypadku wciąż będziemy marnować gigantyczny potencjał osób z niepełnosprawnościami.


O tym, co zrobić, by milion osób z niepełnosprawnościami miało możliwość podjęcia pracy pisze Agata Gawska – ekspertka ds. rynku pracy Fundacji Aktywizacja; od 19 lat związana z tematyką niepełnosprawności; autorka i koordynatorka wielu projektów aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami, w tym z terenów wiejskich; członkini Rady Rynku Pracy i Krajowej Rady Konsultacyjnej MRPiPS


Martwy punkt

Temat niepełnosprawności nie milknie nawet w sezonie urlopów. Mają w tym swój udział protestujący z Sejmu, którzy mówią „sprawdzam” nowym przepisom o dostępie do lekarzy bez kolejek. Z kolei rząd organizuje spotkania dotyczące Mapy Drogowej – rządowej strategii ogłoszonej ad hoc w reakcji na protest.

Mimo, że wyraźnie coś się dzieje to ze strony rządu nadal są to działania punktowe – można powiedzieć, że jest to pudrowanie systemu. Samo słowo „system” padało zresztą ostatnio w debacie o niepełnosprawności wielokrotnie, aczkolwiek głównie w odniesieniu do wsparcia socjalnego osób z niepełnosprawnościami.

Tymczasem „system” to całe życie od chwili narodzin czy nabycia niepełnosprawności, aż do śmierci, a dotyczy to wg danych GUS (Narodowy Spis Powszechny 2011 rok) 4,7 mln obywateli, czyli 12,2 proc. ludności kraju.

Zapominamy często, że w życiu osoby z niepełnosprawnością, tak jak każdej innej, przychodzi czas na tę część „systemu”, która nazywa się praca.

Dyskutujemy o służbie zdrowia czy zabezpieczeniu ortopedycznym, o świadczeniach socjalnych, a nie ma debacie w ogóle tematu „praca”, tak jakby w przypadku osób z niepełnosprawnościami on nie istniał.

No cóż, rzeczywiście można powiedzieć, że praktycznie nie istnieje. Wskaźnik zatrudnienia dla osób z niepełnosprawnościami w wieku produkcyjnym od kilku lat waha się w przedziale 22-25,3 proc. (GUS, stan IV kw 2017).

Wzrost wskaźnika zatrudnienia o kilka punktów, jaki miał miejsce ostatnio, nie wynika z nagłej poprawy sytuacji tej grupy na rynku pracy, a jedynie z faktu, że w związku z obniżeniem wieku emerytalnego zmieniły się dane, które porównujemy. W wieku produkcyjnym (wg tzw. ekonomicznych grup wieku, tzn. wiek 18-59 dla kobiet i 18-64 dla mężczyzn) jest obecnie 1,6 mln osób z niepełnosprawnościami, z czego 1,18 mln biernych; 39 tys bezrobotnych (GUS, stan na IV kw 2017).

Skoro pracuje 1/4 obywateli z niepełnosprawnością w wieku aktywności zawodowej czyli tylko 416 tys. osób, to większość z nas nie spotkała na swojej drodze zawodowej takiej osoby, więc tematu jakby nie ma.

Dam kilka złotych i poczuję się lepiej

Nie spotkaliśmy osoby z niepełnosprawnością w pracy, ale na pewno widzieliśmy ją patrzącą smutno z plakatu zachęcającego do oddania 1 proc. podatku lub przedstawioną jako bohatera – osobę, która dokonała czegoś niezwykłego. Niewidomego, który wspiął się na szczyt góry czy osobę głuchą, która tańczy.

O ile w przedstawianiu wizerunku aktywności pozazawodowych osób z niepełnosprawnościami nie ma nic złego, to moje spore wątpliwości budzi wykorzystywanie wizerunku tych osób do promowania akcji charytatywnych. Takie przedstawienie utrwala nasze stereotypy, budzi w nas jedynie współczucie i oczywiście pożądaną chęć pomocy. Tylko czy pomoc jest potrzebna właśnie w takiej formie?

Łapiemy się więc w te pułapki zbiórek, imprez charytatywnych i innych działań, które budują w nas wizerunek osoby z niepełnosprawnością jako bezradnego biorcy, często niedecydującego o tym, czego sam potrzebuje.

Udział w tych akcjach daje nam też spokój sumienia i poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego.

Tymczasem do postrzegania osób z niepełnosprawnościami odnosi się nawet ratyfikowana przez Polskę Konwencja ONZ o prawach osób z niepełnosprawnościami.

W artykule „Podnoszenie świadomości” Konwencja mówi, że państwo powinno „popierać uznawanie umiejętności, zasług i zdolności osób niepełnosprawnych oraz ich wkładu w miejscu pracy i na rynku pracy”. W myśl tego zapisu państwo powinno wspierać działania upowszechniające wizerunek osoby z niepełnosprawnością jako pracownika, czego raczej nie znajdziemy na billboardach.

Z drugiej strony to nie jest aż tak dziwne. Skoro nie podejmuje się kompleksowych i zdecydowanych działań na rzecz większego udziału tych obywateli w rynku pracy, to co tu właściwie upowszechniać?

Kto pod kim dołki kopie

Utrwalony w nas wizerunek bezradnego niepełnosprawnego nie jest łatwo zmienić i nie stanie się to z dnia na dzień. Może skoro nie nasze pokolenie, to następne? Niestety, obserwujemy coraz szersze działania zmierzające do wykluczenia z edukacji w placówkach uczniów z niepełnosprawnościami, co utrwala w młodym pokoleniu wizerunek osoby niepełnosprawnej jako potrzebującej pomocy i nie nadającej się do nauki w szkole.

Jak więc to pokolenie za kilka lat będzie mogło zrozumieć, że osoba która „musiała” się uczyć w domu, nagle „może” pracować?

Otwartości na innych powinniśmy oczywiście uczyć się w domu, ale publiczna edukacja powinna wspierać te postawy, a nie je podważać, czy wręcz kwestionować. Działania rządu w tym zakresie zmierzają do dyskryminacji uczniów z niepełnosprawnościami. Przykładem są choćby ostatnie zmiany w rozporządzeniu MEN z dnia 9 sierpnia 2017r. w sprawie indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego dzieci i indywidualnego nauczania dzieci i młodzieży.

Choć można przyjąć, że w założeniu rozporządzenie miało włączać uczniów z niepełnosprawnościami proponując edukację indywidualną w tym samym czasie kiedy uczy się klasa, to zarówno rodzice jak i organizacje pozarządowe alarmują, że zmiany spowodują konieczność nauki dzieci w domach. Wprowadzone rozporządzeniem wymaganie równoczesnego prowadzenia nauczania indywidualnego z nauczaniem klasy spowoduje konieczność dłuższego przebywania w szkole, co dla niektórych uczniów z niepełnosprawnościami będzie niewykonalne. Kilka godzin tygodniowo dla dziecka z autyzmem w szkole służy jego rehabilitacji społecznej, klasy uczy tolerancji i otwartości. Jednak dla tego samego dziecka konieczność spędzenia w szkole kilkunastu godzin tygodniowo może okazać się zbyt trudna, decydują tu indywidualne predyspozycje i możliwości psycho-fizyczne ucznia. Eksperci twierdzą, że taka konieczność spowoduje powrót do nauczania w domu. A zdecydowanie większy problem z wejściem na rynek pracy w późniejszym wieku.

Niewykorzystany potencjał

Problem zdiagnozowany mamy dobrze, dane statystyczne są klarowne. Pracuje jedna czwarta populacji osób z niepełnosprawnościami w wieku aktywności zawodowej i liczba pracujących jest w zasadzie niezmienna od lat. Nadal więc mamy do czynienia z potężną grupą 1,6 mln osób z niepełnosprawnościami, które mogłyby podjąć zatrudnienie. To oczywiście surowe liczby, ale gdybyśmy nawet przyjęli ostrożnie, że może pracować tylko 2/3 z tej grupy, to i tak mówimy o milionie osób! Zestawmy to z danymi o bezrobociu i pozwoleniach na pracę wydawanych obywatelom innych krajów. Jak podaje Ministerstwo Pracy, w 2017 roku polskie urzędy pracy wydały 235 tys. pozwoleń na pracę dla cudzoziemców oraz zarejestrowały 1,8 mln tzw. oświadczeń pracodawców „o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcowi” (dla ok 1,1 mln osób).

Wniosek nasuwa się sam – nasz rynek jest w stanie wchłonąć jeszcze wiele rąk do pracy. Ale czy na pewno mają to być wyłącznie obywatele innych krajów, podczas gdy milion osób, które mogłyby pracować siedzi w domach, a my w kolejnych debatach zastanawiamy się jak zwiększyć świadczenia socjalne, żeby osoby z niepełnosprawnościami mogły godnie żyć?

Żeby osoba z niepełnosprawnością podjęła zatrudnienie potrzeba kilku zmiennych, które stworzą całość. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich osób z tej grupy, gdyż część z nich jest po prostu zwyczajnie aktywna i samowystarczalna, a ich współpracownicy pewnie nawet nie wiedzą, że pracują z osobą z orzeczeniem. Rozważmy osoby, którym nie jest tak łatwo zdecydować się na ten krok w samodzielność i które potrzebują kompleksowego wsparcia. Wsparcie to powinno zawierać usługi:

  • doradcy zawodowego,
  • psychologa,
  • pośrednika pracy lub innej wykwalifikowanej osoby z grupy specjalistów rynku pracy, jak trenera pracy czy tzw. Job Craftera;
  • usługi związane z podniesieniem lub nabyciem nowych umiejętności czy kwalifikacji;
  • potrzebne może być też wsparcie rodziny tak, aby wpłynąć na motywację poszukującego pracy.

Działań wspierających może być dużo, ale kluczowe jest, by były zindywidualizowane i komplementarne. Kto może dostarczyć takiej usługi? W polskim systemie jednostką odpowiedzialną za działania wspierające w poszukiwaniu zatrudnienia są Powiatowe Urzędy Pracy, które wg prawa poszukają pracy także osobom z niepełnosprawnościami. Sytuacja rzeczywista wygląda jednak nieco inaczej.

Od kilku lat w rejestrach PUP liczba osób z niepełnosprawnościami jest niezmienna i wynosi około 110 tysięcy, czyli zaledwie 7,3 proc. z grupy 1,5 miliona osób z niepełnosprawnościami – potencjalnych pracowników. Generalizując oczywiście, bo są nieliczne wyjątki od reguły, urzędy nie są w stanie pomóc tej grupie klientów. Klient z niepełnosprawnością wymaga zindywidualizowanego podejścia, często proces przygotowania i poszukiwania pracy trwa wiele miesięcy.

Specyficzne potrzeby jakie mogą się pojawić choćby w zakresie dostosowania przestrzeni szkoleniowej, czy usługi tłumacza języka migowego lub konieczność wsparcia psychologa, są niemożliwe do spełnienia dla Urzędu Pracy.

Oczywiście przepisy takiego wsparcia nie wykluczają, wręcz przeciwnie, nakazują brak dyskryminacji w dostępie i korzystaniu z usług urzędu m.in. ze względu na niepełnosprawność. Praktyka jest jednak inna. Wszystko więc sprowadza się do tego, że osoba z niepełnosprawnością, która chce podjąć zatrudnienie, musi szukać wsparcia w trzecim sektorze, który w ostatnich latach w zakresie aktywizacji zawodowej tej grupy klientów w zasadzie całkowicie zastąpił Urzędy Pracy.

Gdzie państwo nie może tam… trzeci sektor

Aktywność i skalę działania sektora pozarządowego w obszarze aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami w ostatnich latach zdynamizowały środki unijne, dzięki którym można było realizować projekty o większej skali i zasięgu. Można było także realizować wsparcie na terenach, gdzie do tej pory go nie było, czyli w małych wsiach i miasteczkach na terenie całego kraju.

Wszystkie działania podejmowane przez organizacje pozarządowe są jednak obarczone ogromnym ryzykiem „projektowości” – jak są środki na działania, to się je realizuje, a jak nie ma środków- to nie ma i działań.

Wolontariat nie rozwiąże problemu, bo nie da się realizować profesjonalnych działań samymi wolontariuszami. W tym miejscu warto także wspomnieć, że działania realizowane przez organizacje pozarządowe są de facto wyręczaniem państwa, bo to właśnie państwo ma obowiązek troszczyć się o obywateli, zwłaszcza tych potrzebujących wsparcia. Stoimy więc w obecnej chwili przed poważnym rozstrzygnięciem- co dalej? Wiemy, że środki unijne się kończą, krajowe wsparcie działań NGO w obszarze wsparcia osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy jest zbyt małe w stosunku do potrzeb, a Urzędy Pracy nie dają sobie rady. Koszt aktywizacji jednego bezrobotnego wg danych MRPiPS za rok 2017 wyniósł 11,5 tys. zł, a w grupie aktywizowanej trudno dopatrzeć się osób z niepełnosprawnościami. Gdyby jednak część środków z Funduszu Pracy, nawet wg powyższego wskaźnika kwotowego w przeliczeniu na 1 osobę, przekazać do wyspecjalizowanych NGO można by było wprowadzać na rynek pracy kolejne osoby z niepełnosprawnościami. Organizacje realizują te działania od lat, mają zatrudnionych specjalistów, wspierają także rodzinę i otoczenie osoby, mają wypracowane sposoby pracy z pracodawcami oraz swoje skuteczne metody pracy i działania, brakuje im tylko stabilnego finansowania. To czas na poważne decyzje i kroki, czas żeby nie tylko pisać kolejne strategie ale rzeczywiście zacząć działać.

Koordynacja i odwaga kluczem do sukcesu

Sytuacja wygląda tak, jakbyśmy utknęli w martwym punkcie. Wiemy, że nie działa, wiemy co nie działa, ale czy faktycznie nie ma pomysłu, co z tym zrobić? Zupełnie niedawno przyjęliśmy Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju, w której czytamy, że ma powstać Strategia na Rzecz Osób Niepełnosprawnych oraz Narodowy Program Zatrudniania Osób Niepełnosprawnych. Wygląda na to, że rozumiemy, że kwestia niepełnosprawności wymaga uporządkowania także w zakresie rynku pracy – to dobrze pierwszy krok za nami. Co jednak zrobić, żeby strategie nie stały się kolejnymi tomami na półkach? Przede wszystkim potrzebny jest impuls z góry, wyraźny sygnał, że to ważne dokumenty i że będą one planem działań na kilka najbliższych lat. Nie da się tego zrobić z fotela Sekretarza stanu w Ministerstwie Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, gdzie umocowany jest Pełnomocnik Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych, sygnał musi iść z Kancelarii Premiera, bo kwestia niepełnosprawności nie jest resortowa.

Koordynację działań opartych o mądrze przygotowane strategie, wypracowane ze środowiskiem i wszystkimi interesariuszami, powinna przejąć Rada Ministrów tak, aby wszystkie ministerstwa grały do tej samej bramki. Dobre wzorce już są, wystarczy spojrzeć na Program Dostępność plus, który, mimo że dotyka fragmentu problemu, w swojej istocie jest kompleksowy oraz ma „błogosławieństwo” premiera.

Koordynacja to jedno, drugie to odwaga, której potrzebuje rząd, aby zmierzyć się z sytuacją osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy. Trzeba rozważyć kilka ścieżek:

  • Zacząć od ulokowania Pełnomocnika Rządu ds. Osób Niepełnosprawnych przy Radzie Ministrów;
  • poważnie przebudować system dofinansowań do wynagrodzeń pracowników z niepełnosprawnościami, który z małymi modyfikacjami funkcjonuje od kilkunastu lat;
  • przygotować i wdrożyć system zlecania zadań aktywizacji zawodowej osób z niepełnosprawnościami przez Urzędy Pracy do organizacji pozarządowych;
  • realizować działania świadomościowe pokazujące osoby z niepełnosprawnościami w pracy, kierowane także do samych zainteresowanych i zacząć od siebie;
  • doprowadzić do sytuacji, w której administracja będzie zatrudniać osoby z niepełnosprawnościami na poziomie co najmniej minimum wymaganego prawem czyli 6 proc.

Najwięcej jednak odwagi potrzeba, aby to wszystko przygotować w toku dyskusji i współpracy wszystkich interesariuszy z wykorzystaniem dobrych praktyk trzeciego sektora.

 


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym